Sytuacja w rolnictwie z miesiąca na miesiąc jest coraz bardziej rozpaczliwa. Protestujący podkreślają, że walczą nie tylko o swój byt, ale też, o całe społeczeństwo, bo póki co jeszcze niewiele osób zdaje sobie sprawę jak daleko posunięte są zapisy Zielonego Ładu, i jak mocno skomplikują one życie nie tylko rolnikom, ale też przysłowiowemu Kowalskiemu.
Farmer: Co wydarzy się po 20 marca?
Grzegorz Majewski: Póki co nie ma jeszcze konkretów. Protesty są zgłaszane na 30 dni, więc w każdym momencie mamy możliwość ich odwieszenia i podjęcia konkretnych działań. Po cichu jednak liczymy, że do tego czasu sytuacja się unormuje – nie można nas zwodzić przecież w nieskończoność.
Ogłoszone zostały zmiany w Zielonym Ładzie – to jest jednak krok naprzód. Czy to sprawia, że możecie poczekać na decyzje, które mają zapaść na szczeblu krajowym?
Niezależnie od tego, jakie decyzje zapadną czy to na szczeblu krajowym, czy międzynarodowym 20 wyjdziemy na ulice. Jeśli do tej pory uzyskamy konkrety będzie to protest w formie happeningu. Nam nie zależy na robieniu awantury, a na zaznaczeniu swojego niezadowolenia, na rozmowach, negocjacjach. Na takiej merytorycznej, konkretnej walce. Na razie nie czujemy się traktowani poważnie. Obiecuje się nam konkrety, a potem telefon milczy. Mówi się o wskazaniu terminu spotkania w ciągu 24 godzin, a potem jest tydzień ciszy. To nie jest poważne traktowanie. Oczekujemy konkretów. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie propozycje będą dla nas akceptowalne, nie musimy się zgadzać, ale oczekujemy konstruktywnego dialogu i podejmowania decyzji we współpracy z nami. Do czego doprowadziło pomijanie nas w kluczowych tematach widzimy wszyscy. Prosiliśmy premiera, żeby nie składał obietnic, których nie jest w stanie spełnić. Nie potrzebujemy mydlenia nam oczu.
Jak wygląda plan na 20?
Chcemy dać społeczeństwu jeden dzień wolnego. Dlatego protesty są zaplanowane od 7 do 19. Gdybyśmy zaczęli później część osób zdążyłaby wyjechać do pracy, szkoły i utknęli by w korkach.
Trudno oczekiwać, że kiedy mówimy: słuchajcie, specjalnie dla was to zrobiliśmy, specjalnie dla was te blokady, to spotkamy się z entuzjazmem. Ale apelujemy do społeczeństwa, żeby zostali w tym czasie w domu, wyszli do nas, spędzili ten czas z nami, bo naprawdę walczymy w imieniu wszystkich. Wykorzystajcie ten dzień jako dzień z rolnikiem, poznajcie nas, naszą pracę, posłuchajcie naszego przekazu.
Część protestów będzie w miejscowościach, będzie na krzyżówkach takich gdzie będzie można podjechać, zatrzymać się i zachęcam naprawdę całe społeczeństwo żeby po prostu do nas przyszło. Będziemy mieli przygotowane ulotki, owoce. Wykorzystajcie ten czas po to, żeby z nami porozmawiać o tym co czeka nas, ale co czeka też całe społeczeństwo.
Dochodzimy do tematu Zielonego Ładu, który dotknie całego społeczeństwa. Dużo o tym mówicie.
Zielony Ład rolniczy to jedno. Sam temat jest jednak dużo szerszy i bardziej złożony i dotyczy właściwie każdego z nas. Lada moment przestaną być produkowane auta spalinowe, wprowadzane są bardzo duże ograniczenia w kwestiach ogrzewania domu i duże wymogi w kwestiach termomodernizacji budynków. To są sprawy, które dotykają każdego z nas. A tych zmian będzie jeszcze więcej, dlatego musimy głośno o tym mówić, bo ten nasz sprzeciw, to „nie”, które teraz mówimy jest tak naprawdę w imieniu całego społeczeństwa. My, jako rolnicy, odczuwamy to już teraz, ale należy uświadamiać ludzi, że sprawa jest dużo szersza i za chwilę dolegliwości związane z zapisami Zielonego Ładu poczujemy wszyscy. Nie możemy się godzić na kolejne absurdy, które będą stawiały nasze życie na głowie. Najpierw był przykaz wymieniania tzw. kopciuchów na piece na ekogroszek, teraz słyszymy, że będą konieczne kolejne zmiany. Była olbrzymia kampania związana z pompami ciepła, teraz słyszymy, że tez nie do końca są ok, bo zawierają jakiś szkodliwy czynnik. Wpadamy w błędne koło. Dla całego społeczeństwa europejskiego szykowana jest olbrzymia rewolucja na która zupełnie nie jesteśmy gotowi. No bo z jednej strony samochody elektryczne, ale patrząc realnie jest to niemożliwe. Nie jesteśmy do tego przygotowani pod katem energetycznym – wyobraźmy sobie blok. Nieduży na 30 rodzin. W każdym mieszkaniu co najmniej jeden samochód. Jak je ładować? Nie ma takich możliwości. Do 2035 roku nie jesteśmy w stanie zbudować wystarczającej infrastruktury. I o tym trzeba mówić już dzisiaj, inaczej po raz kolejny wpadniemy w pułapkę. Dlatego mówiąc o Zielonym Ładzie nie możemy się ograniczać tylko do spraw, które dotykają rolnictwa.
Zielony Ład dotknie nas wszystkich
Biorąc pod uwagę ograniczenia nakładane przez Zielony Ład na rolnictwo nasuwa się jeden wniosek – zupełne zabicie konkurencyjności rolnictwa europejskiego względem krajów poza unijnych.
Niestety tak to wygląda. Czujemy się w tej sytuacji bardzo mocno oszukani, bo z jednej strony na nas nakłada się bardzo wysokie wymagania, a z drugiej otwiera się rynek na niesamowite ilości towarów spoza Unii Europejskiej, które nie spełniają norm. Może w tej sytuacji my, jako rolnicy, możemy w takim razie na Unię Europejską nałożyć kary? Mamy twarde dowody, że jesteśmy stratni. Może, w takim razie, złożyć pozew zbiorowy o odszkodowanie od Unii Europejskiej? Cały czas nam wmawiano jak ważna jest ekologia, zdrowa żywność, a jednocześnie podejmowane są takie decyzje.
Nie możemy konkurować z krajami spoza UE, przede wszystkim dlatego, że wiążą nas bardzo jasne ramy w jakich możemy się poruszać. Koszty produkcji poza UE są znacznie niższe i wynika to z bardzo wielu rzeczy.
Mamy świadomość, że będąc na rynku europejskim to giełda kształtuje ceny naszych produktów. Mamy świadomość tego, że zamknięcie granicy nie spowoduje wzrostu ceny z dnia na dzień, ale musimy oczekiwać jakichś konkretnych rozwiązań, które zrównoważą tę sytuację. To co teraz dobija nas najmocniej to wysokie koszty produkcji. I nie chodzi o same nawozy, czy cenę paliwa, ale też o wyśrubowane normy jakie musi spełniać nasz sprzęt. To znacząco podnosi koszty produkcji. Zdrowa konkurencja jest możliwa jedynie w przypadku, gdy wszyscy mamy podobne warunki startowe, podobne wymagania. Gdy mamy równy poziom wymagań, to jeszcze mamy szansę. Natomiast, gdy te wymogi są tak skrajnie różne szansy nie mamy żadnej.
Cały czas poruszamy się w okolicach tematu Ukrainy. Czy Ukraina powinna znaleźć się w Unii?
Absolutnie nie. To jest to, czego obawiamy się najbardziej. Wszyscy chcą wciągnąć Ukrainę do Unii Europejskiej niemal już teraz, bez żadnych okresów przejściowych. Dla nas oznacza to zagładę naszego rolnictwa. Możliwości produkcyjne Ukrainy są olbrzymie. Produkują tanio, dużo i niekoniecznie zdrowo. Mamy jednak świadomość, że z czasem Ukraina zacznie produkować w naszych standardach, bez względu na to czy będzie w Unii, czy nie. Tam przede wszystkim brakowało technologii. Były i są bardzo duże gospodarstwa, ale technologicznie z tyłu. Ukraina miała bardzo duży problem z powtarzalnością, ale szybko to nadrabia. To wyraźnie widać – kraj jest pochłonięty wojną, a ma rekordowe wskaźniki w produkcji pszenicy. Stojąc na granicy widziałem sprzęt rolniczy, jaki jest przewożony na wschód. To bardzo drogi sprzęt, ale nadal nie tak drogi jak nasz – nie ma wymogów choćby AD Blue, czy DPF-ów, to na starcie daje kilkuprocentową przewagę cenową.
Ukraina się rolniczo zbroi. Ściąga bardzo wydajny sprzęt, co w połączeniu z dobrą ziemią i szybkim rozwojem technologicznym sprawi, że nie będziemy w stanie z nimi w żaden sposób konkurować.
Ukraina wykupiła prawie cały materiał siewny buraka cukrowego, dochodzą do nas informacje, że ruszają budowy zakładów przetwórczych. Realnie rosną w rolniczą potęgę. Ukraina ma pretensje do nas, jako do Polski. Nie wiem dlaczego, ale w Polsce Ukraina upatruje całe największe zło jakie ją spotkało i na tylko wspomnienie o rekompensatach, o dopłatach do zboża, żeby zdjąć tą nadwyżkę, grozi nam skargami do WTO, ale nie mówi się głośno o tym, że Ukraina dostaje dopłaty do wznowienia, odbudowy albo stworzenia od podstaw w hodowli. I to są bardzo wysokie stawki.
Jakiś czas temu dotowaliśmy Ukrainę w zalesianiu. Wysłaliśmy sadzonki drzew, warzyw, drzew owocowych. Sami zrobiliśmy sobie za granicą konkurencję.
Do tego dochodzi nam niewydolny system i problem gotowy. Przerażające jest to, że my, jako rolnicy, potrzebowaliśmy kilku dni, kilku tygodni maksymalnie, nawet nie kilku miesięcy, żeby pokazać całą patologię tego całego systemu, który tam jest. Minęły dwa lata od wybuchu wojny a ani poprzednie ministerstwo, ani obecne nie jest w stanie nic z tym zrobić.
Sytuacja jest bardzo trudna, ale pokazuje też, jak bardzo musimy się zjednoczyć.
Rolnicy muszą działać
W zjednoczonej grupie tkwi potężna siła. Oczywiście dopóki ta grupa sprawnie działa. Rozumiem, że macie jasny plan na przyszłość?
Musimy działać nie tylko aktywnie, czyli strajkować, ale też pasywnie, czyli edukować społeczeństwo. Będziemy zakładać stronę internetową, będziemy robić własne spoty informacyjne, bo mamy świadomość, że przekaz nie dociera do całego społeczeństwa.
Niezwykle ważne w tym wszystkim jest to, że są to inicjatywy oddolne. Nie jesteśmy związkami, nie mamy liderów, nie mamy przewodniczącego, nie mamy struktur, my jesteśmy w wszyscy równi. Każdy głos jest tak samo ważny, jest słyszalny i jest brany pod uwagę. Mamy przedstawicieli, bo wiadomo, że wszyscy nie możemy być wszędzie, ale to wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu i takim poczuciu, że tylko razem możemy coś osiągnąć.
Stworzyliśmy grupy robocze, które będą pracowały nad rozwiązaniami, bo ze strony rządowej jest oczekiwanie, aby w rozmowach przedstawiać konkretne rozwiązania. W tych grupach są osoby skupione na poszczególnych dziedzinach, tak aby wypracowane rozwiązania były jak najbardziej konkretne i odpowiadające potrzebom danego sektora. Konsultujemy te wypracowane przez nas rzeczy z różnymi uczelniami, z różnymi ekspertami.
Chcemy podejmować się spotkań z rolnikami, z mieszkańcami miast. Takie spotkania już zaczynają się odbywać w różnych ośrodkach gminnych - robimy festyny, pikniki, zapraszamy tych ludzi do siebie, żeby pokazać im co to znaczy polskie rolnictwo i przede wszystkim, żeby pokazać ludziom skąd się bierze żywność.
Zastanawiamy się też nad formą protestów. Częściowo chcemy je przenosić pod domy polityków. Z jednej strony przychodzi taka refleksja, co dziecko posła czy senatora, czy co żona posła czy senatora jest temu winna, że utrudniamy im życie. Z drugiej jednak strony co jest winne moje dziecko, że ja za niedługo nie będę miał za co żyć? Wydaje mi się, że zbyt mocno patrzymy na to co się komuś nie spodoba, ale nikt nie patrzy na nas. Więc takie działania też będziemy podejmować. Jeżeli będzie trzeba będziemy rozkładać miasteczka pod Sejmem, pod KOWR-em, pod domami posłów, pod urzędami, pod Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Nie damy zapomnieć o sobie, dopóki nie uda nam się wywalczyć takiego kompromisu, który pozwoli nam normalnie funkcjonować.
Dziękuję za rozmowę.
https://www.farmer.pl/fakty/jaki-plan-dzialania-maja-liderzy-protestow-co-po-20-marca,143398.html






