Nienawiść jest uczuciem – takim samym jak miłość, ale o znaku przeciwnym (plus i minus).
Z opowieści nie należy wyciągać pacyfistycznych wniosków - tych typowych dla błędnej interpelacji „drugiego policzka”.
Pani Wanda nie zastrzeliła Niemca, bo w jego oczach zobaczyła człowieka. On też do niej nie strzelił, bo czuł się człowiekiem. Gdyby pani Wanda zastrzeliła tego Niemca w takiej sytuacji to byłoby to morderstwo – grzech śmiertelny. Piąte przykazanie „Nie zabijaj” jest sfałszowanie w tłumaczeniu, bo w oryginale brzmi „Nie morduj”.
Jednak Niemcy porywający dzieci polskim matkom ludźmi nie są i powinni być zabijani przez Polaków – Polaków ludzi. Jeżeli Polacy to tolerują to znaczy, że i oni sami ludźmi nie są.
Red. Gazeta Warszawska
===============
Wtedy też zostałam świadkiem wydarzenia, które jest w mojej głowie żywe po dziś dzień. W znajdujący się po przeciwległej stronie ulicy budynek uderzyła bomba. Widziałam, jak z tego zawalającego się domu, wśród dymu i kurzu, wybiega kobieta z maleńkim niemowlakiem na ręku. Niemcy, mający swoje pozycje około 100 metrów dalej, nie mieli litości – strzelali do nich z ciężkiej broni maszynowej. Widziałam, jak dziecko rozpada się na części niczym pierze z poduszki.
W tym momencie skończyło się moje dzieciństwo. Zrozumiałam, że Niemcy są naszym śmiertelnym wrogiem i trzeba z nimi walczyć. Byłam harcerką i razem ze swoimi koleżankami z zastępu starałam się dostać do konspiracji. Nikt nas jednak nie chciał przyjąć. Robiłyśmy więc na własną rękę to, co mogły robić dzieci. Chodziłyśmy do Szpitala Ujazdowskiego, do ciężko rannych żołnierzy, aby im czytać, opowiadać, przynosić kwiatki i jedzenie.
Dopiero w 1942 r. udało mi się trafić do konspiracyjnego harcerstwa: do Szarych Szeregów. Równocześnie trafiłam też na komplety – tajne nauczanie prowadzone podczas wojny. Pamiętam, że pewnego dnia podczas lekcji, nieopodal, na placu Unii Lubelskiej, trwała egzekucja zakładników. Niemcy nadawali z megafonów, że podejście do okna skończy się zastrzeleniem patrzącego. Zaczęli rozstrzeliwać o 8:30, skończyli o 12:30. Przy każdej salwie płakaliśmy, modliliśmy się. Gdy wyszłam później na ulicę, zupełnie oszalała z nienawiści do Niemców, i zobaczyłam, jak z chodników zmiatają strzępki ciał i krwi do rynsztoka, postanowiłam, że nauczę się strzelać, by zabijać wroga, by nie być – tak jak inni cywile – bezradną ofiarą.
Zdecydowałam, że przestanę chodzić na lekcje, nie chciałam też kontynuować zajęć w Akcji "N", polegających na roznoszeniu do Niemców, ale także i do polskich szmalcowników, warunkowych wyroków śmierci. Chciałam nauczyć się strzelać, aby znaleźć się w plutonie egzekucyjnym. Wtedy mój serdeczny kolega z konspiracji – Tadziu Zürn, pseudonim "Karolek" – powiedział mi, że jestem głupia, że bardziej niż o strzelaniu powinnam myśleć o dalszej nauce. Przyniósł mi wiersz, który w 1942 r. napisał Jan Romocki, pseudonim "Bonawentura". Jego słowa brzmiały:
Od wojny, nędzy i od głodu
Sponiewieranej krwi narodu,
Od łez wylanych obłąkanie
Uchroń nas, Panie.
Od niepewności każdej nocy,
Od rozpaczliwej rąk niemocy,
Od lęku przed tym, co nastanie,
Uchroń nas, Panie.
Od bomb, granatów i pożogi,
I gorszej jeszcze w sercu trwogi,
Od trwogi strasznej jak konanie
Uchroń nas, Panie.
Od rezygnacji w dobie klęski,
Lecz i od pychy w dzień zwycięski,
Od krzywd – lecz i od zemsty za nie
Uchroń nas, Panie.
Uchroń od zła i nienawiści.
Niechaj się odwet nasz nie ziści.
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc, Chryste.
Nie zgadzałam się z treścią tego wiersza. Z jego początkiem – owszem, ale z końcówką, w której mowa o zaprzestaniu nienawidzenia, absolutnie nie.
W Powstaniu Warszawskim strzelałam i zabijałam atakujących nas wrogów w niemieckich mundurach, ale gdy podczas akcji znienacka wpadłam na Niemca i popatrzyliśmy sobie w oczy, mając wycelowaną do siebie broń, nie pociągnęliśmy za spust. Nie wiem, jak to się stało, ale po chwili obydwoje wycofaliśmy się do swoich. Zabić człowieka, patrząc mu w twarz, było czymś ponad moje i tego młodego Niemca siły. Wtedy po raz pierwszy zgodziłam się z wierszem Bonawentury… ale jeszcze nie całkiem.
Kolejne wydarzenia sprawiły jednak, że doszło do mnie to, że słowa napisane przez Bonawenturę są w istocie bardzo mądre. W dalszej części Powstania, kiedy broniliśmy linii Nowego Światu, byłam ranna. Mimo to musiałam rzucać granaty, które rozrywały Niemców. Po raz pierwszy przestałam ich wówczas nienawidzić – widziałam w nich ludzi. Nie czułam satysfakcji z dokonującej się zemsty. Nie czułam jej też wtedy, gdy po Powstaniu przewożono nas do obozów jenieckich, a ja na własne oczy widziałam zrujnowane od alianckich nalotów niemieckie miasta i rozpacz ich mieszkańców. Zaczęłam rozumieć, że są wśród nich normalni, niewinni ludzie, a piekło wojny, w której wszyscy uczestniczymy, jest dziełem politycznych szaleńców.
Gdy obchodziliśmy siedemdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, dowiedziałam się, że grupa sióstr zakonnych w Niemczech modli się za dusze jego ofiar. Zaprosiłam te wyjątkowe kobiety do Warszawy i razem modliłyśmy się na naszym powstańczym cmentarzu.
Niedługo później prezydent Gauck zaprosił nas, powstańców, do Berlina, na otwarcie wystawy poświęconej Powstaniu Warszawskiemu. Gdy jechaliśmy ulicami miasta, przez szybę autobusu zobaczył mnie, staruszkę z biało-czerwoną opaską na ramieniu, niemiecki żołnierz stojący na chodniku. Gdy zasalutował, myślałam, że się rozpłaczę – to mógł być wnuk albo prawnuczek kogoś, kto strzelał do mnie podczas Powstania.
Wiele jest jeszcze na tym świecie do naprawienia, ale życie nauczyło mnie, że warunkiem zrobienia czegokolwiek pozytywnego jest zawsze zrozumienie oponenta, przebaczenie mu, jeśli na to zasługuje, a na koniec – współpraca z nim, jeśli on też będzie tego chciał. Rozmawiajmy ze sobą i współpracujmy tak, by już nigdy nie przydarzył się nam koszmar, byśmy nie czuli do siebie nienawiści.
Wanda Traczyk-Stawska - przewodnicząca Społecznego Komitetu ds. Cmentarza Powstańców Warszawy. Działaczka podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej. Strzelec łączniczka w Powstaniu Warszawskim. W tym tygodniu trzykrotnie próbowała wejść do Sejmu, by wesprzeć protestujących niepełnosprawnych. Do piątku nie została wpuszczona.
https://opinie.wp.pl/wanda-traczyk-stawska-czy-mozna-wyleczyc-sie-z-nienawisci-6253111350810753a






