„Sprawozdanie ustne ko­misji, wydelegowanej dla zbadania okru­cieństw Ukraińców w Galicji Wschodniej". - 66 posiedzenia Sejmu 9 lipca 1919 r.

Sprawozdanie stenograficzne

z 66 posiedzenia Sejmu Ustawodawczego

z dnia 9 lipca 1919 r.

Przechodzimy do porządku dziennego

Nr. 1-szy (czyta):

„Sprawozdanie ustne ko­misji, wydelegowanej dla zbadania okru­cieństw Ukraińców w Galicji Wschodniej".

 

 

 

 

Przechodzimy do porządku dziennego Nr. 1-szy (czyta):

„Sprawozdanie ustne ko­misji, wydelegowanej dla zbadania okru­cieństw Ukraińców w Galicji Wschodniej".

Głos ma p. Zamorski.

 

  1. Zamorski: Wysoki Sejmie!

   Komisja, wydelegowana przez Sejm do Galicji Wschodniej dla zbadania okru­cieństw, popełnionych przez Ukraińców na ludności polskiej, zebrała się we Lwowie po Zielonych Świątkach i odbyła kilka posie­dzeń celem oznaczenia zakresu i sposobu przeprowadzenia, swych prac. Zgodzono się na to, że okrucieństw takich, które wołają o pomstę do Nieba, jest bardzo wielka licz­ba, że poza temi okrucieństwami jest nie­skończona liczba rabunków, podpalań, morderstw, wynikających niby to z dzia­łań wojennych, których zapomnieć nie mo­żna. Wskutek tego Komisja postanowiła iść w 2 kierunkach. Po 1) notować i usta­lać te zbrodnie, które sprzeciwiają się wszelkiemu poczuciu ludzkości, sprzeciwia­ją się postanowieniom genewskim i hagskim i te jak najśpieszniej opracowane przedło­żyć Sejmowi, a równocześnie za pośred­nictwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych przedłożyć także jeszcze i Kongresowi pa­ryskiemu. Poza tern jednak po 2) nie należy spuszczać z oka tych wszystkich udręczeń i szkód, jakich ludność polska tam dozna­ła i dlatego postanowiono zwrócić się do władz cywilnych z prośbą, ażeby te władze w tym kierunku pracowały. Jakoż osią­gnięto zgodę Prezydjum Apelacji Krajo­wej we Lwowie, że w każdym Sądzie okrę­gowym jeden z sędziów zostanie wyzna­czony jako sędzia: śledczy dla swego okrę­gu z tem, ażeby przeprowadził całe śledz­two o zbrodni, czy przekroczeniach prze­ciw t. zw. N. N., tam gdzie niema ustalonych winowajców lub też przeciw winowajcom znanym z imienia i nazwiska i ażeby do­prowadzić do ustalenia sądowego z faktów znamion zbrodni w ten sposób, żeby te nie podlegały żadnemu zakwestjonowaniu na­wet ze strony przyjaciół Ukraińców. Ró­wnocześnie wszystkim starostom, urzędem gminnym polecono zbierać zgłoszenia o te­go rodzaju gwałtach, nadużyciach, rabun­kach, szkodach i t, d, z tern, że mają to od­dawać sędziemu śledczemu. W ten sposób spodziewamy się, że w niedługim czasie, mo­że za kilka miesięcy, na całej przestrzeni Galicji Wschodniej prawie wszystkie cier­pienia ludności polskiej zostaną zarejestro­wane, zbadane, ustalone i skwalifikowane.

   Komisja Sejmowa zastała już na miej­scu, działające pewne organizacje. I tak sąd okręgowy w Samborze rozpoczął na własną rękę przed przyjazdem Komisji swoje pra­ce. Wskutek tego dla Komisji zostało tylko wyniki dochodzenia sądowego w Samborze zużytkować o tyle, o ile się cne nadają do międzynarodowego zużytkowania. Pozatem naczelne dowództwo delegowało osobną komisję wojskową dla zbadania tych spraw. Komisja wojskowa miała już czę­ściowo zbadane tego rodzaju rzeczy w po­wiecie jaworowskim i dlatego Komisja Sej­mowa tylko poprzestała na dochodzeniach Komisji wojskowej. Z chwilą kiedy Komisja Sejmowa zjawiła się na tym gruncie, na­czelne dowództwo w tej chwili poleciło ko­misji wojskowej, ażeby współdziałała z Ko- j misją Sejmową.

   Równocześnie władza krajowa, jako to wydział krajowy, namiestnictwo i gmina m. Lwowa wzmocniły tę Komisję swoimi dele­gatami. Do tego państwa koalicyjne, mianowicie Francja i Włochy przysłały swoich J zastępców, t. j. p. majora Magne i p. majo­ra Foa.          

   Ci dwaj panowie biorą udział również w tej Komisji. W ten sposób Komisja Sej­mowa pracuje wzmocniona komisją śledczą wojskową, reprezentantami władz i repre­zentantami dwóch mocarstw sprzymierzo­nych.                                                              

   Rozpoczęte zostały kroki i są już na do­brej drodze, żeby także przedstawiciele Anglji i Stanów Zjednoczonych zechcieli stale z tą Komisją współpracować. Ponad­to przygotowuje się opracowanie tego ma- terjału, który jest olbrzymi. Sam ten ma- terjał mam tutaj przed sobą, jest to ma- terjał z naszej dwutygodniowej pracy.

   Celem opracowania tego potrzebne bę­dzie osobne biuro, dla którego już obecnie szuka się sił w namiestnictwie na czas, do­póki ta Komisja pracować będzie po to, aże­by to biuro opracowało w sposób przejrzysty i należyty tę sprawę i poczyniło odbitki z protokółów i zeznań świadków, zeznają­cych zawsze pod rygorem przysięgi, a po­tem, ażeby z tego materjału, jaki się dliat za­granicy nadaje, również poczyniło osobne tłomaczenia. Pragniemy bowiem na pod­stawie jednomyślnej uchwały sejmowej ca­ły materjał wydać jako księgę pamiątkową, zaopatrzoną w potrzebne fotograf je w ten sposób, że pewne miejscowości, czy pewne powiaty zostaną opracowane jako oddziel­ne całości i do nich dołączymy cały mate­rjał dowodowy w zeznaniach po to, ażeby zagranica nie myślała, że to jest tylko ja­kiś literacki obrazek, bo kto zechce ten obrazek skontrolować w tej chwili cały ma­terjał dowodowy znajdzie pod ręką. Chce­my wydać tak w polskim, jak francuskim, angielskim, ew. włoskim języku.

   Wskutek tego potrzebne będą do tego siły biurowe, a także stosowne wydatki.

   Zadowolnię się tern, że zdam sprawo­zdanie z tej części działalności, w której sam brałem udział. Obecnie Komisja ta już po moim przyj eździe do Warszawy, repre­zentowana tylko przez posłów Festerkie- wicza i Lewandowskiego z całą reprezen­tacją objechała powiaty: żółkiewski, raw­ski i sokalski, dziś zaś wyjeżdżia do Zło­czowa.

Komisja uchwaliła, żeby jeszcze przed rozejściem się Sejmu bodaj część sprawo­zdania była złożona!, iżby cały Sejm mógł mieć wyobrażenie o sprawach, jakie się roz­grywają w Galicji Wschodniej.

   Tragedja ludu polskiego zaczęła się z chwilą upadku państwa austrjackiego, t. zn. z dniem 1 listopada 1918 r. Wiado­mo, ale dla pamięci jeszcze przypomnę, że rząd austrjacki zostawił w Galicji Wschod­niej wiele pułków czysto ruskich, ale wzmocnionych również żołnierzami z puł­ków niemieckich i węgierskich, którzy w tej chwili oddali się pod władzę t. zw. naro­dowej rady ukrańskiej, i którzy w tej chwili byli tą siłą zbrojną, przy pomocy jakiej ta rada ukraińska obejmowałaś rządy w całej Galicji Wschodniej.

   Coprawda Rusini przy obejmowaniu rzą­dów ogłosili dla wszystkich równoupraw­nienie, a więc i dla Polaków. Ale natych­miast po miastach kazano zdejmować napi­sy polskie i zastępować je rusińskiemi, za­mykać szkoły polskie i w niedługim czasie wystąpiono do urzędników Polaków z żą­daniem, ażeby dokonali przysięgi na wier­ność Rzeczyospolitej Zachodnio-Ukraińskiej, w przeciwnym razie zostaną pozba­wieni urzędów.

   W ten sposób we wszystkich prawie mia­stach Galicji Wschodniej urzędnicy Pola­cy zostali pozbawieni swoich urzędów i swoich dochodów. Miasta poddano komi­sarzom ukraińskim pod zarząd, powiaty ró­wnież komisarzom ukraińskim, zaprowa­dzono na wzór austrjacki aprowizację i od- razu — prawie we wszystkich miastach re­gularnie to się powtarzało, — że zaczęto odmawiać ludności polskiej prawa do ko­rzystania z aprowizacji miejskiej. Wskutek tego ta aprowizacja Polaków spadła całą siłą ciężaru na ludność samą. Ludność ta, nie mająca pieniędzy była w bardzo trudnem położeniu. W wielu miejscotwościach banki, a także osoby prywatne, zaręczając w bankach, wypłacały zaliczki na płace urzędników.

   Ludność polska wsi starała się Polakom w miastach donosić żywność. W Tarnopo­lu tego rodzaju zasilania Polaków miejskich przez wiejskich zabroniono i wskutek tego ludność wsi takich jak Płotycz, jak Bajkowce, jak Czernichów była narażona na ogromne szykany, co nie przeszkadzało, że chłopi w tajemnicy nocą, podkradając się, wnosili żywność do miast, narażając się na aresztowania i na bicie.

   Sam osobiście widziałem mego przyja­ciela i wyborcę, gospodarza Markowicza z Bajkowiec, któremu żołnierze ukraińscy zabrali całą żywność, jaką on dla Polaków w mieście Tarnopolu niósł, przyczem wy­bili mu kolbą zęby. Zaraz po tem przycho­dzi nakaz zamykania domów, zakaz wycho­dzenia już po godzinie 4-tej z domu, zakaz palenia światła po godzinie 8-mej i wie­trzenie spisków, To wietrzenie spisków słu­żyło do tego, ażeby żołnierzom pozwolono na rewizje, z któremi były połączone rabun­ki. Tu jest notowana cała tragedja ludno­ści polskiej po wsiach i miastach. Zaledwie jedna wataha ukraińska skończyła rabo­wać, już przychodziła druga, aby dalej ra­bować. A kiedy nic nie zostało, zupełnie literalnie nic, tylko czyste ściany, Wtenczas zaczęto odbijać ściany, odrywać podłogi i mścić się na tej ludności, że nie potrafiła już nic dla później przychodzących ze zdo­byczy zachować. Rewizje odbywały się pod tytułem także rekwizycji i bardzo często powtarzały się wypadki, tutaj w tych proto­kółach notowane, że przychodzi żołnierz i powiada: „Rekwiruju wsie, szczo wydżu i szczo ne wydżu“ —- to co widzę i czego nie widzę, wszystko rekwiruję.

    Przy szukaniu broni już ci żołnierze nie- tylko grabią, ale i mordują; tych morderstw zliczyć dzisiaj nie można. My w tym krót­kim czasie stwierdziliśmy na podstawie ze­znań świadków przeszło 90 morderstw (Głos: Hańba), morderstw dokonanych na ludności niewinnej, zupełnie bezbronnej, na ludności, która ewentualnie chciała wy­prosić coś jeszcze dla siebie.

   Uciekanie się do oficerów nie pomagało zupełnie; oficerowie ci, którzy mieli jeszcze trochę ludzkiego uczucia, oświadczali wy­raźnie, że są bezsilni. Jakoż wypadki mor­dowania własnych oficerów przez własnych żołnierzy są notowane nadzwyczaj często za byle co. Są notowane wypadki zupełne­go braku dyscypliny. Nie przeszkadza to z drugiej strony, że między oficerami znaj­dują się tacy, którzy żołnierzy o wiele prze­chodzili w dzikości, chęci rozboju w jakimś bezmyślnym sadyzmie, zbrodni. Rabunki odbywały się wszędzie. Ze specjalną pasją rabowano, a w pierwszym rzędzie dwory i kościoły, przytem wiele kościołów zosta­ło zhańbionych. Mamy dotąd zanotowane kościoły: Bernardynów w Zbarażu, we Fradze, Samborze, kościół w Niemirowie i inne.

   We Fradze np., niedość że pootwierano i zabierano wszystkie naczynia kościelne, niedość, że z kościoła zrobiono wychodek, ale pozatem muzykalny jakiś podoficer siadł na chórze i zagrał na organach tańce, a pijana dzicz zaczęła tańczyć w tym ko­ściele.

   Tego rodzaju obrazy jak ciągnienie przez zabawę figury Matki Boskiej lub Pa­na Jezusa do studni, ażeby się napił wody i oświadczenie, że wody pić nie chce, aby sobie wąsów nie zamoczył i t. d.—te dowci­py należały przy tern pohańbieniu kościoła do reguły.

   Prócz tego ściągano pieniądze. Gdy już zabrakło pieniędzy u Polaków, wtedy ścią­gano pieniądze ze wszystkich i robiło się to pod pozorem zamieniania monety atistrjackiej na monetę ukraińską, naprzód karbo­wańce, kiedy był Petlura, a gdy Petlury za­brakło — na hrywny. Grzywny te wydawa­no w wielkich banknotach, a więc od 500 grzywien w górę. Skutkiem tego drobnych nigdy nie było i kto chciał coś sprzedać musiał wymieniać na austrjackie pieniądze mniejsze. Puszczano się i na inne sposoby. Podczas jarmarku otaczano wojskiem całą ludność, i zaczynała się rewizja kieszonko­wa, zabierano wszystkim ludziom pieniądze atistrjiackie, a zostawiano im te grzywny bezwartościowe. Są ludzie, którzy dzisiaj nie mają halerza przy duszy, a mają wiele tysięcy grzywien. I będzie to nowa kwest j a monetarna w Galicji Wschodniej, co robić z temi grzywnami.

   Wietrząc spiski, odrazu zaczęto inter­nować. Główre obozy internowanych, któ­reśmy dotąd stwierdzili, były w Żółkwi, we Lwowie, w Złoczowie, w Tarnopolu, w Mi- kulińcach, w Strusowie, w Jazłowcu i w Kołomyi, na Kosaczu i t. d. Spędzano tych internowanych w zimie do baraków nieopalanych, nie dawano im z reguły z po­czątku przez kilka dni nic jeść, a potemi da­wano jakąś kawę rano, czasem raz na ty­dzień albo na dwa tygodnie kawałek chle­ba razowego, czasem kawałek koniny, cza­sem zamiast obiadu harbuzy gotowane. Mam tutaj fotograf je tego rodzaju interno­wanych, którzy poodmrażali w obozach in­ternowanych nogi i te nogi im amputowano. Przede wszystkiem marzli, a potem choro­wali. Główną chorobą, która tam się szerzy­ła, był tyfus. W samych Mikulińcach stwier­dzono przeszło 600 wypadków śmierci na tyfus między internowanymi.

   Tego rodzaju wypadki śmierci powta­rzały się tak samo w Jazłowcu, Strusowie, Kołomyi, Tarnopolu i t. d. Z reguły cho­rzy mieszczą się razem ze zdrowymi. Np. lekarz w Mikulińcach, p. dr. Szpor, przy­chodzi i zdaleka konstatuje, że wszystko jest w porządku, mimo, iż mu donoszą, że tutaj jest tyfus, mimo, że pielęgniarki pol­ki, t. j. panie z komitetu, mówią, że to jest tyfus — on twierdzi, że to tylko hiszpanka. I w tych warunkach tysiące ludzi wyginęło. I dopiero, kiedy komendant obozu, porucz­nik Antoniuk zachorował i lekarze ukraiń­scy skonstatowali że to jest tyfus -— do­piero wtedy oddzielono tych chorych, któ­rzy zazwyczaj leżeli ze zdrowymi.

   Urządzanie tych obozów internowanych było tego rodzaju, że stanowczo nasuwa! się na myśl wniosek, iż umyślnie chciano wygu­bić jaknajwiększą liczbę ludności polskiej. (Głosy na prawicy: Hańba). Bo wszystkie łagodzące okoliczności o braku sił lekar­skich, o niedopatrzeniach nic wytrzymują krytyki.

   Jeżeli np. internowani są umieszczeni, w gimnazjum w Tarnopolu, gimnazjum, jako stary budynek, posiadało przecież ubikacje wygódkowe, to te ubikacje zostały zam­knięte i wychodek musiał być urządzony na sali. To już nie wynikało z potrzeby, tylko to wyn’kało z chęci pastwienia się. Cho­rych zawsze trzymano ze zdrowymi, gdzie sztucznie się mnożyły choroby. Takie wy­padki są w Tarnopolu notowane w dwóch więzieniach na „Pułkownikówce", w 3 szko­łach, w więzieniu w Strusowie, w Mikuliń­cach, w Jazłowcu, w Kołomyi i t. d.

   Internowanie odbywało s'ę w ten sposób, że zabierano w nocy ludzi, zazwyczaj nie pozwalając im się w nic zaopatrzyć, i natu­ralnie rozpoczynało się rabowanie. Zdzie­rano z nich literalnie wszystko. Najważ­niejszym przedmiotem zdobyczy były buty. Co dot butów, to należy zaznaczyć, że na całej przestrzeni Galicji Wschodniej od Ja­worowa i Lubaczowa zacząwszy, aż do koń­ca, gdziekolwiek człowiek pojawi się w bu­tach całych, temu zdzierają i puszczają go boso, a jeżeli to jest rusin, to ewentualnie ofiarowują mu zniszczone buty wojskowe. Zdzierają także ubranie, zdzierają bieliznę.

   W ten sposób internowani siedzą nadzy, często1 w łachmanach półwojskowych, w brudzie i o głodzie.

   W Tarnopolu utworzył się komitet pań polskich, złożony z kilkudziesięciu pań. Po­dzielono się na grupy po 15. Pierwsza pięt­nastka dopóty chodziła opiekować się cho­rymi i donosiła im jadło wyżebrane na wsi, które chłopi polscy znosili, dopóki kolejno wszystkie panie nie położyły się na tyfus. Potem przyszła druga piętnastka, potem irzcia, aż gdy miała czwarta piętnastka objąć służbę, dopiero lekarz zarządził, że z tych pierwszych piętnastek osoby które wyzdrowiały, jako take, które przeszły przez tyfus, i są od tyfusu zabezpieczone, lepiej, ażeby one wróciły do tej służby. Jed­nak bardzo wiele z tych osób umarło. Umarł także jeden ksiądz, wszyscy inni księża przeszli tyfus i to dwu i trzykrotnie, ponie­waż ci księża chodzili zaopatrywać chorych i umierających.

   Internowanych wypędzano do robót. Np. w Tarnopolu przy mrozie przeszło 20° wy­pędzano ludzi boso, ewentualnie z nogami owiniętemi w słomę do roboty, niby przy kolei i codziennie po kilku ludzi umierało na mrozie, a inni chorowali.

   I znowu świadectw na to jest tutaj moc. Gdy ukraińcy z pod Lwowa zaczęli się co­fać, wtenczas przyszła ostatnia! godzina na ludność wejską polską. Przedewszyst­kiem podpalano wieś. Tak zrobiono W So­kolnikach, tak zrobiono w Biłce Szlachec­kiej w Dawidowie, tak robiono z reguły w każdej wsi, która miała opinję wsi polskiej. Wpadali więc żołnierze do wsi, podpalali ją, co z łatwością im przychodziło, gdyż ściany nazewńątrz okładane tam są słomą, co tworzy t. zw. zachaty. Otóż podpalano zazwyczaj zachaty i strzelano do ludzi. Ktokolwiek wyszedł z domu, ten był nara­żony na strzał. W ten sposób spalono prze­szło 500 gospodarstw, a więc półtora albo dwa tysiące budynków w Sokolnikach, 96 gospodarstw w Biłce, cośmy naocznie stwierdzili, a gdy ktokolwiek wyszedł z cha­ty, zazwyczaj padał albo ranny, albo zabity. Wychodzono przecież, aby wypuścić bydło, i ci ginęli. W ten sposób stwierdziliśmy w tym czas e 50 kilka wypadków śmierci w Sokolnikach, 28 wypadków śmierci w Biłce, nie mogliśmy stwierdzić ilości rannych. Przy przesłuchaniu zdarzały się wypadki rzeczywiście tragiczne. W takiej Biłce sta­je dziewczynka wiejska Agnieszka Kubów, lat nie całe 14, osoba nad wiek swój po­ważna. Co jej się stało? Tatusia zabito na śniegu, gdy go wlokła, ażeby bliżej za­ciągnąć go pod stodołę. Matka, potstrzelona kulką dum-dum, chorowała przez szereg tygodni i umarła. Ciotka w ten sam spo­sób w nogę postrzelona znajduje się w szpi­talu we Lwowie, Ona sama jedna została głową rodziny, Ale niema domu, bo dom spalony. Wypadki tego rodzaju, że pod gospodarzem zabitym, albo jeszcze konają­cym, podpalano słomę dla bezpieczeństwa, aby zgorzał. Wypadków takich jest mnó­stwo. (Głos: Bestjalstwo), W ten sposób obchodzono się z polskiemi Wsiami. Przy pędzeniu do robót zwracano przedewszyst- kiem uwagę na dziewczęta. Dziewczęta te po robotach zostawały oddawane żołnie­rzom do użytku. Pan komendant Kleć, wielki ataman ukraiński niemiec z pocho­dzenia, założył z dziewcząt polskich dom publiczny dla wojska w Żółkwi,

   Tych wypadków skonstatować trudno. Gdzieindziej były dziewczęta, które ucieka­ły przed komisją z łatwo zrozumiałych po­wodów. Jeden tylko wypadek przydarzył nam się, że lekarz, mając w leczeniu dziew­czynkę lat niespełna 20, wykształconą, ka­zał jej uczynić zeznania. Ona opowiadała, jak ją i siostrę komendant Kleć razem z drugim oficerem ukraińskim postanowili zgwałcić; gdy ona się broniła, wtedy na złość oddano ją żołnierzom do dyspozycji. Opowiadała, jak żołnierze zawlekli ją do stodoły i dalsze sceny, aż zemdlała. Dziś jest w leczeniu i lekarz zmusił do tego, że tego rodzaju rzeczy b:edactwo powiedziało. Z łatwo zrozumiałych powodów nie powiem nazwiska ani miejscowości osób zaintereso­wanych.

   Przy tego rodzaju zbrodniach powtarza­ły się także wypadki nadzwyczajnego zdzliczenia. Rozumie się, że jeżeli jakaś biedna nauczycielka, wrzucona pomiędzy kilku­dziesięciu żołnierzy rozbestwionych, opo­wiadała potem że wyszedłszy po 6 — 8 dniach jest zbitą włosy ma potargane, zę­by wybite, zsiniałe biodra, żebra połamane i t. d., należy przypuszczać, że nietylko się znęcano nad nią, ale także tam gwałt miał miejsce. 

   Tego rodzaju wypadki zaszły, jak dotąd skonstatowaliśmy, w 3 klasztorach żeńskich. Ale pozatem nasyciwszy swoje chuci kolej­no, ci żołnierze zazwyczaj mordowali swoje ofiary, i mamy zeznania np., jak w Chodacz- kcwie iWelkim koło Tarnopola, we wsi czy­sto polskiej 4 dz ewczęta zostały zamordo­wane w ogrodzie, bo to byłoi już w maju, oderżnięto im piersi, a żołnierze ukraińscy podrzucali piersiami dla zabawy jak piłką. Znęcanie się nad ludnością wogóle odbywa­ło się w wielu miejscowościach. Specjalnie znęcano się nad tymi, których podejrzewa­no, że są legjonistami. nad legjonistkiamji, nad pielęgniarkami Czerwonego Krzyża, jako też także i nad jeńcami, którzy może byli, może nawet nie byli, tylko mieli tytuł legjonistów. O niewiastach wiadomo, że obrzynano piersi, zapuszczano tam papryki, stawiano granat ręczny w miejsce wstydli­we i zapalano ten granat ręczny za pomocą lontu, ażeby te zakonnice, czy legjonistki rozsadzić. Toi są wypadki, które się dość często powtarzają.

   Jeżeli Wysoka Izba zechce, poszukam jeden lub dwa protokuły i odczytam takie wypadki.

   Tak znęcali się, jednak trzeba zauwa­żyć, specjalnie ludzie, należący do t. zw. półinteligencji. Żołnierz ukraiński, chłop rusiński, mordował, strzelał, ale pastwienie się było rzadsze, aniżeli u podoficerów ukraińskich, którzy należeli do t. zw. pół­inteligencji: synowie popów, jacyś żandar­mi i t. p. inni.

   Nareszcie wystarczy przypomnieć np, taki wypadek, jak pewnemu legjoniście nie­znanego nazwiska, któremu kazano naj­przód całować kopyta końskie, całować po­tem ziemię, bo to święta ziemia ukraińska, potem go pędzono przed końmi naprzód, ażeby ttegł, kazano mówić pacierz po ukra­ińsku, a ponieważ nie umiał, mówiono: ,,A ty po szczo prijszow na ukraińsku zemlu“ i okładano go nahajami. Potem dawano mu w pięty, nareszcie po wielkich męczar­niach rzucono go do stawu * strzelano db niego jak do kaczki dopóty, dopóki nie zgi­nął, A potem nie pozwolono go pogrzebać, dopóki wojska ukraińskie się nie wycofały. Pogrzeb urządzdi dopiero Polacy,

  Naprzykład zeznaje jeden z Jaworowa:

   Z nami przyprowadzono 5 żołnierzy Pola­ków; ukraińcy bardzo się znęcali nad nimi, bijać ich pięściami po twarzy I w nos. Prze­jeżdżający komendant Kleć kazał nas roz­strzelać wszystkich, ale żołnierze nie wyko­nali tego, bośmy ich bardzo prosili4*.

   Komendant rozkazuje rozstrzelać, ten sam komendant, który nakazał wszystkich mordować dlatego, że ,,nie mamy im co dać jeść“. Jest porucznik Błyżniuk, który pu~ blicznie się wyraził do Wolbina i do Stry- jera żydka ukraińskiego, że im da jeńców polskich i mogą sobie zrobić z nimi, co zechcą.

   W Szkle znaleziono trupa jeńca Polaka, którego ukraińcy przywiązawszy za szyję do drzewa i związawszy ręce rozstrzelali. Nawiska nie dało się wykryć, ale na karku trupa znaleziono kawałek sznura. Później polecił ten sam porucznik Błyżniuk razem z komendantem Klecem zamordować 17 jeńców polskich. Z tych 17 jeden uciekł, i gdy żołnierze zaczęli prosić o życie, po­wiedział, że ich wywiezie do Żółkwi.

   Jeden ze świadków, greko-katolik Hołowa Michał z Jaworowa, zeznaje (czyta): „W połowie grudnia 1918 otrzymałem roz- ,,kaz od żandarmerji ukraińskiej, że mam ,,odwieźć na saniach rannych żołnierzy pol­eskich z Jaworowa do Żółkwi, Oprócz mn;e „otrzymali podobny rozkaz także Iwan „Wolbin i Michał Tyndyk z Jaworowa. Na ,,nasze sanie naładowano 17 rannych. „Wszyscy żołnierze byli lekko ranni, albor ,,wiem o własnych siłach weszli do sani. „Po ułożeniu żołnierzy na saniach okryto „ich kołdrami. Rannych eskortowało 6 „ukraińskich żołnierzy o nieznanych mi naz- „wiskach. Wyjechawszy z Jaworowa, nie „skręciliśmy w stronę Żółkwi, lecz kazano „nam jechać w stronę Janowa. Gdyśmy „dojechali do gminy Szkło, kazali nam żoł­nierze skręcić do lasu „Grabnik“ i tam w „lesie żołnierze wystrzelali wszystkich ran­nych. Zwłoki zabitych ściągnęli ukraińcy „z sani i rzucili je do śniegu. Czy rannych „dobijano kolbami, tego nie wiem, gdyż ze , strachu i żalu nie mogłem się patrzeć na „tę scenę. Gdy odjeżdżałem, powiedzieli „mi ukraińscy żołnierze, bym nikomu o tern „nie mówił, gdyż w przeciwnym razie za­strzelą mnie tak jak polskich żołnierzy.

    Otóż odkopano ich potem i nastąpiła eks­humacja i stwierdzono:

   Zwłok znaleziono 16, bo jeden z tych 17-u uciekł. Zwłoki były z odzieży odarte i nosiły ślady licznych ran postrzałowych, a więc strzelano do nich ciągle. Ponadto stwierdzono na trzech zwłokach rany od pchnięcia bagnetem, a ponadto dwa trupy miały rozbite czaszki kolbami, Również stwierdzono, że wszystkie of'ary musiały być przed zamordowaniem ranne, gdyż wszystkie zachowały bandaże i opatrunki na zranionych częściach ciała. (Czyta):

   „Również stwierdzono, że wszystkie ofia- „ry musiały być przed mordem ranne, al­bowiem wszystkie zachowały jeszcze ban­daże i opatrunki na zranionych częściach „ciała, Po ręce ujętej w łupki zdołano „stwierdzić identyczność niejakiego Jana „Siateckiego z Jaworowa, zaś przy jednym „trupie znaleziono notes, opiewający na „nazwisko Jana Gefrona z Pasiek",

   Ekshumacja, o której spisano powyższy protokół, odbyła się 27 kwietnia 1919.

   Tak było z tymi 17-ma. Podobne rzeczy wydarzyły się w Jaworowie z 26 jeńcami polskimi. Tego rodzaju rzeczy możnaby naliczyć mnóstwo. Wypadki znęcania się są czasem poprostu zadziwiające, np. w Bił- ce Królewskiej, gdzie Gołaszewskiego na­przód pobito pięściami, sami oficerowie bili w oczy, w nos, aż padał kilka razy na zie­mię, nareszcie jeden z nich kazał mu stać na baczność, przyłożył bagnet na poprzek do nosa i powiedział, że mu nos oberżnie.

Ten stał, a za chwilę oficer zażądał od pod­oficera scyzoryka i po przyłożonym bagne­cie uderzył go w oko tak, że ten ani drgnął, tylko< padł odrazu zamordowany.

   Księdza Rysia z Wiśniowczyka zakopa­no żywcem do góry nogami; drugiego księ-" dza, nieznanego nazwiska, zamordowano i wrzucono do jamy przez niego poprzednio wykopanej. Świadkowie na to są. Grze­banie żywcem powtarzało się bardzo czę­sto. To grzebanie żywcem jest stwierdzone przez protokuły sądowe. Kilka z tych pro- tokułów pozwolę sobie w bardzo krótkiem streszczeniu przedłożyć. (Czyta):

    „Ekshumacja ś. p. Wizera na Podzam­czu koło Lwowa. Otóż obok Wizera był „trup legjonisty, miał ręce związanie kol­czastym drutem i całkiem okaleczone. „Ekshumacja Mieczysława Wizera, zrebio- ,,na po śmierci 13 grudnia 1918: oko prawe „wykazało powieki obie, tak górną jak i dol- „ną, nienadwerężone; z samej gałki ocznej „pozostają tylko resztki, przedstawiające „twardówkę oraz rogówkę; obok krawędzi „przynosowej rogówki rana cięta biegnie w „kierunku pionowym o brzegach ostrych, „odpowiadająca długością w przybliżeniu „średnicy gałki ocznej. Wnętrze twardów- „ki wypełnione skrzepami krwi, sama zaś „błona (twardówka) nasiąknięta rozłożo- „nym barwikiem krwi. Oko lewe wykazuje „powiekę górną w części przy skroniowej , zranioną w kierunku pionowym, rana o „brzegach nierównych, ząbkowanych, dłu­gości około pól centymetra. Sama gałka „oczna przedstawia tylko strupy twardówki „o brzegach nierównych, bez śladu rogówki , tudzież innych błon ocznych. Wnętrza „oczodołu wypełnione strzępami tkanek „i skrzepami krwi“.

   „Jama brzuszna w części górnej w oko­llcy wątroby i pomiędzy splotami jelit jest „wypełniona skrzepami krwi.

   Cóż z tego wynika? że naprzód dostał kilka ran postrzałowych w kolano, w pierś, jamę brzuszną a pozatem gałka oczmi pra­wa została jakiemś narzędziem ostrem wy­kłuta. W kierunku pionowym do gałki ocz­nej były skrzepy krwi.

   Wszystkie gminy podmiejskie lwowskie: Brzuchowice, Biłka, Winniki, Dawidów, So­kolniki, Dublany, Basiówka mogą wykazać podobne, jedne więcej, drugie mniej tra­giczne wypadki. Strzelanina odbywała się w ten sposób, że jeden tylko człowiek potra­fił naliczyć 12 trupów ludzi bezbronnych. U Marcina Piwki w Basiówce ukraińscy żoł­nierze dobyli z kołyski płaczącą jego có­reczkę półtoraroczną i rzuciwszy nią o zie­mię, zabili.

   Wystarczało, że gdy ktoś leżał chory, jak np. w Winnikach żona komendanta pol­skiej żandarmerji Kellnera, przynoszono mu trumnę i mówiono, żeby zdechł, bo już czas na niego,                      *

   Z pomiędzy tych wszystkich tragicznych wypadków specjalnie na uwagę zasługuje t. zw. odkrycie spisku w Złoczowie, W Zło­czowie było b, wielu ludzi w nędzy, oraz aresztowanych w więzieniu w dawnym zamku Sobieskiego, Ludziom tym i koleja­rzom, którzy zostali bez roboty i bez docho­dów, ponieważ odmówili przysięgi na wier­ność państwu ukraińskiemu, przysłano z Tarnopola zapomogę 5,000 kor. Przywiózł te pieniądze dr. Nieć, Mimo tego, że pie­niądze te oficjalnie z komitetu i z kasy zo­stały wydane z wiedzą władz ukraińskich w Tarnopolu, mimo to uznano te pieniądze, jako pieniądze z organizacji polskiej z poza kraju przysłane dla zrobienia spisku i po­stanowiono ten spisek zniszczyć. — Zapro­wadzono sądy doraźne i tu mogę także nazwiskami służyć, bo w sądach doraźnych brali udział pp, Żmur, Sawczuk, Konaszewicz, a także i radca sądowy Szawała,

   Otóż w nocy z 26 na 27 marca zaaresz­towano odrazu kilkunastu ludzi i wzięto do więzienia.

   Jak się odbywały przesłuchiwania? Warto odczytać zeznania najstarszego z tych ludzi, notarjusza tamtejszego, liczą­cego lat, jak mi się "zdaje 76, staruszeczka posądzonego również o spisek, p. Sawickiego.

   ,Za stołem zasadl sotnik Żmur, „obok niego porucznik Kantor, a do lewej „ich stronie chorąży Makitra, W sali na „boku stał kozak, który trzymał w ręku na-„hajkę. Zaczynają się pytania: czy jest w „Złoczowie jaka organizacja narodowa? „Na to odpowiedziałem, że istnieje Towa­rzystwo narodowe, czyli t.zw. organizacja „narodowa od r. 1906 w całym kraju na „podstawie statutów przez Namiestnictwo , zatwierdzonych. Do tej organizacji nale­gałem od r. 1908 aż do dnia przewrotu, „t. j. 1918 r. i dodałem, że organizację tę „uznał także i rząd ukraiński, czego dowo-„dem jest, że Stanisławowska gazeta „Znicz“ ogłasza w każdym numerze spra­wozdania z działalności tego Towarzystwa. „Dalej pytał Żmur, na jakie cele obracają „się pieniądze Towarzystwa. Odpowiedzia­łem, że na cele dobroczynne, obchody na­rodowe, koszta wyborów i t. d. — Na py,.tanie, czy Towarzystwo obecnie jeszcze „istnieje, odpowiedziałem, iż od 1 listop, „1918 r. Wasilewska już po pieniądze nie ..przychodzi, zresztą nic na pewno odpowie­dzieć nie mogę, ponieważ obecnie zgroma­dzenia odbywać się nie mogą, zaś stanow- „cze rozwiązanie Towarzystwa tylko przez „walne zgromadzenie może być uchwalone. „Na te moje słowa krzyknął Żmur, uderza­jąc pięścią o stół: „więc powiedz pan wy­raźnie, czy istnieje Towarzystwo, czy ,,nie?“ Na to odrzekłem: „skoro mnie nie „wzywano na walne zgromadzenie, więc „przypuszczać mogę, że Towarzystwo jesz-„cze nominalnie istnieje”, — Potem pytał „się Żmur: „a gdzie jest biuro werbunko-„we?“ — „O biurze werbunkowem nie mam „żadnego pojęcia”. „Howory staryj zbrod­niarzu” — krzyknął Żmur, a stojący z bo- ,ku petlurec postąpił naprzód krok i na „skinienie Żmura ugodził mnie nahajką po „plecach i szyi, tak, że chwilowo straciłem „przytomność. „Każyt de buło biuro wer- „bunkowe”. Odpowiedziałem, że o tern nic ,nie wiem. Na skinienie Żmura petlurec „chwycił mnie, rzucił na krzesło i zaczął bić „nahajką. Po kilkunastu razach spadłem „z krzesła, a żołnierz zaczął mnie tarzać „po ziemi i bił nahajką z całej siły. Gdy „przestał, Żmur znowu zapytał: czy było ,biuro werbunkowe u Łabęckiego, u Pie­niążka, czy u Olechnowicza? Zbity, zbo- „lały i zaledwie doprowadzony do przy­tomności, odpowiedziałem, że tego wie­dzieć nie mogę, czy było jakieś biuro czy ,nie. W tej chwili petlurec uderzył mnie „znowu nahajką po plecach, a Żmur krzy- „czał: było biuro werbunkowe czy nie? — „Możliwe, że było, ale ja o tern absolutnie „nic nie wiem”.

   „Więc w ten sposób uznano, że biuro) by-„ło. Zatem dalsze pytania, czy prawda, że „Polacy przygotowują się na to, żeby jeżeli „ofensywa polska się zbliży, dopomóc tej , ofensywie przez wywołanie powstania, „Odpowiedziałem, że o ofensywie nic nie „wiem. — Powstał więc Makitra, zawołał „dwóch strzelców, wyprowadzono mnie na „podwórze i postawiono pod murem, strzel­by ustawili się naprzeciwko mnie do strza- ..łu, a Makitra wystąpiwszy naprzód, przy­łożył mnie rewolwer do czoła i krzyknął: „Szczo majete prikazaty do ż:nkl?” — „Milczałem, a gdy powtórnie zapytał od­rzekłem: Proszę mojej ukochanej żonie „powiedzieć, że ginę niewinnie, gdyż do ..żadnego spisku nie należałem. Makitra „krzyknął na mnie- „Dlaczego pan prawdy ,nie mówisz?” Odrzekłem: „Prawdę mó- ,,wiłem i prawdę mówię”. — Zaprowadzo­no mnie znowu na górę do sądu doraźne­go, a Żmur zapytał: ile jest karabinów? ,Odpowiedziałem, że o tern nie mam poię- „cia. A wiele może być w mieście karabi-„nów? — Nie wiem. I t. d. i t. d.”.

   Otóż w ten sposób prowadzono śledztwo kolejno z wieloma ludźmi. Takie śledztwo mniej więcej od trzeciej, bo p. Sawicki, któ­rego zeznania tutaj czytałem, był jednym z pierwszych — trwało, jeżeli się nie mylę, do godz. 7-ej.

   Warto dla dokładności obrazu zaznajo­mić się z zeznaniami panny Bielawskiej, aresztowanej równocześnie z p. Sawickim i innymi. Po sumarycznem przesłuchaniu przez porucznika Żmura, odesłano ją do in­nej izby, a tymczasem (czyta):

   ,;wprowadzano coraz inne osoby do prze­słuchania, Po przesłuchaniu wpuszczano ,,ich do tej izby, gdzie ja byłam. Było nas ,,tam w końcu wszystkich 16. Co tamtym ,,zarzucano, na razie nie wiedziałam, bo nie ,,wolno nam było ze sobą rozmawiać. Był ,,tam Sawicki, Dembiński, Dębicki, dwaj bra-,,cia Czepielewscy, Herzog, Podgórski, Sym, ,,Nowakowski, dwaj bracia Szemberscy, Ste- ,,fanowski,Pieniążek, Bieniak, Łabęcki. Prze­słuchiwania* przez sędziego śledczego por. ,,Żmura trwały mniej więcej do godziny 7 ,,wieczorem. Ja byłam przesłuchiwana ja- ,,ko druga około godziny 4-tej. Pierwszego ,,przesłuchano kapitana Dembińskiego. Na­stępnie wprowadzono nas wszystkich na ,,salę rozpraw i odczytano akt oskarżenia".

   Zaczem śledztwo przeciw 16 osobom przeprowadzono w niecałych czterech go­dzinach i od razu przystąpiono do rozpra­wy. (Czyta):

   ,,Teraz dopiero dowiedziałam się, że nas ,,wszystkich o tę samą zbrodnię obwiniają".

   Więc proszę uważać: zaraz następuje akt oskarżenia bez rozprawy. Bezpośrednio po odczytaniu tego aktu zapytuje przewod­niczący każdego, co ma do powiedzenia. Każdy odpowiada, że nic i wtenczas wstaje p. Konaszewicz i wygłasza krótką mowę która brzmi mniej więcej tak: ,,Zbrodnia jest wielka, spisek jest dowiedziony i pew­ny, ale proszę wysokiego sądu zwrócić uwa­gę na młody wiek i na inne okoliczności ła­godzące". , Wogóle, jak stwierdzono, może 30 wyrazów w tej obronie nie było. I za­raz potem zaczyna się mowa prokuratora, która trwa b. krótko, że wszyscy zasłużyli na śmierć — i wyprowadzają ich z sali.

   O godz. 9 wieczorem wprowadzono oskarżonych znowu na salę rozpraw i od­czytano wyrok skazujący. Wszystkich ska­zano na śmierć przez powieszenie. Wszyst­kich 16-ro. Jednak potem odczytano dru­gi ustęp, że w drodze łaski zamienia się kil­korgu karę śmierci na 10-cioletnie więzienie. Do tych kilkorga należeli oczywiście p. Sa­wicki i panna Bielawska, bo inaczej nie mo­gliby zeznawać. Innym zmieniono karę śmierci przez powieszenie na karę śmierci przez rozstrzelanie.

   Zwracam uwagę na jeden sczegół. Roz­prawa rozpoczęła się po godz. 7, wyrok za­padł o 9-ej, a od 4 po południu czekały na dziedzińcu 2 wozy, aby zabrać trupy zabi­tych, a więc wyrok był z góry znany. Od nocy były już dwie wielkie jamy na cmen­tarzu gotowe, ażeby przyjąć tych niebosz­czyków.

   Zaraz potem, to znaczy mniej więcej około godz. 9x/2 wyprowadzono tych skato­wanych (z wyjątkiem oficerów i pań wszys­cy byli strasznie schłostani, z oficerów zaś ś. p. kapitan Starkel został niemiłosiernie skatowany) pod wał w tym zamku, kazano uklęknąć i znajdujący się również w wię­zieniu ks. prałat Czajkowski odmawiał Zdrowaś Mar ja, oni wszyscy klękli i z tyłu do nich strzelano, poczem zabrano ich na te furgony.

   Panna Bielawska zeznaje w ten sposób (czyta):

   ,,Podporucznik Sanczuk opowiadał mi w ,,celi więziennej, że przy egzekucji z 9-ciu ,,zasądzonych na śmierć 5-ciu padło trupem ,po strzałach, 2-ch padło na ziemię ze stra- „chu, a 2-ch tylko przestrzelonych, tedy ,,tych 4-ch dobijano, a jednemu z nich pod- ,,czas dobijania wytrysnął mózg z czaszki".

   Był to ś. p. Podgórski Jerzy.

   Proszę uważać co za przyjemny pan po­rucznik, który panience, co stała już pod szubienicą, a potem była zasądzona na 10 lat więzienia, w dowód kurtuazji te szcze­góły przynosi.

   Rzecz znamienna, że w tej chwili po wy­konaniu wyroku przedmioty będące włas­nością zabitych, jak: tabakierki, papieroś­nice, łańcuszki znalazły się u panów ofice­rów z sądu. Jeden z poruczników w tej chwili założył sobie szalik zabitego p. Pod­górskiego na szyję, inni w tej chwili poza­* wieszali łańcuszki i pozabierali papiero­śnice.

   Warto przeczytać protokół bicia jednego z ludzi, który, dzięki Bogu, już ozdrowiał, ale niezupełnie i zdaje się, że na całe ży­cie będzie ponosił skutki otrzymanej chło­sty, a który zeznał już przed Komisją dla spraw zagranicznych, mianowicie przed pa­nami: pułkownikiem francuskim De Renty, podpułk. angielskim Paris i innymi. Mia­nowicie p. Wojciechowski z Bohatkowic, ten sam sobie liczył otrzymane razy, pomimo, że upadł kilkakrotnie zemdlony, i doliczył 250 plag. Bicie to trwało prawie cały dzień i odbywało się w ten sposób, że 2-ch żołnierzy trzymało go za nogi, 2-ch za ręce, a jeden siedział mu na głowie, inni zaś bilo To siedzenie na głowie było wprowadzone stosunkowo niedawno, bo dawniej bdo na stole, ale że jęki rozlegały się przez kilka dni na pół miasta z więzienia w Tarnopolu, z więzienia sądowego i t. zw. Pułkowników- ki (tak samo w Złoczowie), okazało się to niepraktycznem i później bito nie na stole ale na ławach, gdzie siadano delikwentowi na głowie, gdy zaś zemdlał, to oblewano go zimną wodą, a potem wołano: ,,dajcie mu medycyny". Co to była za medycyna? Otóż podnoszono głowę za włosy i bito twa­rzą i nosem w ławę dopóty, dopóki się nie ocucił.

   Otóż w ten sposób pana Wojciechow­skiego cucono kilkakrotnie. W tych chwi­lach, kiedy był przytomny, potrafił wyli­czyć dwieście pięćdziesiąt plag. Ile otrzy­mał, jak był nieprzytomny, tego powiedzieć nie mógł. Jego bito w ten sposób, że ponie- wtaż był otyły i kiedy na ciele miał jedną ranę, wtedy położono go na grzbiecie i bito w brzuch, chłostano. Bito z jednej strony bykowcem, a z drugiej strony nahajką. Bicia odbywały się czasem w trójkę, jako młocka. Że te wszystkie rzeczy nic są prze sadzone, chcę Wysokiej Izbie przedłożyć już nie zeznania ludzi, którzy zeznawali pod przysięgą, a których jest tysiące, tylko chcę przedłożyć protokół urzędowy, spo­rządzony przez Komisję sądowo-lekarską przy ekshumacji zwłok zamordowanych w Złoczowie przy współudziale sądu polo­wego z dnia 5 czerwca. Obecni byli (czyta): Juljan Garlicki, sędzia sądu okręgowego, jako przewodniczący i sędzia śledczy, Franciszek Krotochwil, sędzia sądu okrę­gowego, jako sędzia śledczy, August Konczkowski, sędzia sądu okręgowego, ja­ko sędzia śledczy.

   Potem byli znawcy: Dr. Stanisław Ga­wlikowski, lekarz powiatowy, Dr. Bolesław Hayne, lekarz miejski, Dr. Leopold Bilo- wicki, lekarz wojskowy, Dr. Feliks Blay, prymarjusz szpitala powszechnego, Dr. Jó­zef Golicz, lekarz wojskowy, Dr. Mar ja Bilowicka, lekarz.    

   Ponadto świadkowie sądowi: Włodzi­mierz Dolnicki, emerytowany radca Wyż­szego Sądu Krajowego, Szymon Trusz, emerytowany profesor gimnazjalny, Anto­ni Bernolak, dyrektor dóbr ziemskich, Wa­syl Czarnodolski, gospodarz, Andrzej Klisiecki, profesor gimnazjalny, Ludwik Gardoliński, przemysłowiec i właściciel fabryki.

   Zwracam uwagę, że między tymi świad­kami połowa Rusinów. Potem protokulanci, potem prokurator. Przytem także w to­ku odkopywania pierwszego grobu zgłosili się jeszcze jako delegaci (czyta): Dr. Ste­fan Cmojdziński, starosta, jako delegat na­miestnictwa, Dr. Kazimierz Januszewski, porucznik dowództwa dywizji lwowskiej, Dr. Stanisław Żdżarski, delegat dowództwa wschód, Michał Cisek, adjunkt kolejowy im. Dyrekcji kolejowej we Lwowie, Smith, delegat Amerykańskiej misji, T. F. O. Don- nell, delegat misji Amerykańskiej, Br. Hohendorff, porucznik wojsk, jako adjutant misji Amerykańskiej.

   A potem nawet przyszedł p. De Renty, pułkownik francuski, który sam te rzeczy widział.

   Otóż samo odkopywanie grobów (czyta).

   ,, Odkryto zwłoki: w jednym grobie ,,5 osób pomordowanych bez trumien w nie­, ładzie do grobu wrzuconych, na pół na- ,,gich, w rozmaitych pozycjach leżących. ,,Jedne zwłoki były w położeniu kolanko- „wo-łokciowym, co nasuwa podejrzenie, że ,,odnośny osobnik żywcem został pogrzeba­ny i po zasypaniu ziemią jeszcze pasował ,,s:ę ze śmiercią. Zwłoki wszystkich pięciu ,,wydobyte, a rodzina obecna, w szczegól­ności Aleksander i Władysław Czepielew- ,,scy, rozpoznali swego syna Zdzisława , Czepielewskiego. Potem rozpoznali w dru­gich zwłokach drugiego swego syna Leona Czepielewskiego"".

   To samo w drugim grobie. Teraz warto przeczytać, jak wyglądali nieboszczycy. Proszę uważać. Zabici byli w listopadzie, a ekshumcja odbywała się 5-go czerwca. Jak zwłoki wyglądały?

   Otóż jak zwykłe zwłoki wyglądają, nie będę odczytywał, tylko będę odczytywał te, które wykazują znęcanie się nad nie­boszczykami. Sekcja ś. p. Alfreda Syma (czyta): ,,na przodzie klatki piersiowej licz­ne i rozległe zaczerwienienia, przy nacię-„ciu stwierdza się podbiegnięcia krwawe ,,głęboko między mięśniami. Takie same „podbiegnięcia i zaczerwienienia znajdują „się na obu barkach, jako też na obu ra­mionach. Na grzbiecie, począwszy od dol­nej granicy żebra, przez oba pośladki aż „prawie do kolan skóra jest jednostajnie „zaczerwienioną, wykazująca liczne po­przeczne sinawe pręgi. Nacięcie wykazu­je nie tylko podbiegnięcia krwawe w tkan-„ce podskórnej, ale nadto liczne w tkance „mięśniowej". Na lewej ręce palec wskazu­jący w miejscu drugiego stawu jest w zu­pełności oderwany i wisi tylko na wązkim „mostku skórnym części grzbietowej. Tak „samo oderwany jest palec mały. Tak sarno „palec piąty w ostatnim stawie jest oderwa­ny i wisi na wązkim mostku od grzbietu. „W obu wypadkach brzegi skórne są gład­kie, a więc wyrywano palce. Na karku „po stronie lewej na wysokości szóstego , kręgu szyjnego na 5 cm. od linji środko-„wej ciała znajduje się otwór skórny „kształtu okrągławego o średnicy 2 cm., „o brzegach równych, krwawo podbiegnię­tych44. To już jest od strzału. ,,W dalszym „przebiegu kanału okazuje się kompletne „zniszczenie lewej szczęki górnej aż do „podstawy czaszki, jako też zgruchotanie „szczęki dolnej od kąta jej aż do połowy poziomego ramienia po stronie prawej. „Wyrostek zębowy prawej szczęki górnej „jest oderwany i trzyma się tylko na ślu­zówce. Język po stronie lewej u nasady „urwany".

   Tak jest u Syrna.

   Jak jest u Herzoga (czyta): „Szczęka „górna ruchoma wraz z wszystkimi zęba- „mi górnemi, z wyjątkiem ostatniego trzo­nowego prawego, który jest wybity. Cała klatka piersiowa po stronie prawej od 4 że- „bra począwszy aż do łuku żebrowego na „przestrzeni od linji pachowej przedniej „do linji pachowej tylnej mocno zasiniała „z wynaczynieniami. Kości czaszki wraz „z podstawą czaszki są zgruchotaime na „drobne kawałeczki tak, że wszystko „z czaszki wraz z płynnym mózgiem bez­władnie wypada. Na podstawie czaszki „stwierdza się, szczególnie w okolicy oczo-„dołu prawego dość rozległe wynaczynienie".

    Więc ten był naprzód męczony, a potem dostał 4 strzały.

   Jerzy Podgórski wygląda po śmierci tak (czyta)

   , Nos i twarz spłaszczone, zupełny brak „kości czołowej i obu łusek kości skalistej. „Skóra ód otworów nosowych aż do szczy- „tu czaszki, jako też okolicy oczodołowej „okazuje zmiażdżone brzegi i podbiegnię­cia krwawe. Brak zarazem mózgowia i obu „gałek ocznych, także linja, idąca przez „oba dolne brzegi oczodołowe aż do szczy- ,,tu czaszki stanowi otwór, w którego dnie „widzimy pogruchotane kości sklepienia „i podstawy czaszki, jako też obu szczęk „górnych i kości nosowej. Kość szczęki dol- „nej w połowie lewego poziomego* ramienia „jest przełamana. Na szyi po stronie pra- ,,wej na prawym barku na obu przedramio­nach, na klatce piersiowej i t. d. znajdują „się czerwone smugi".

    Otóż byli najpierw katowani, potem do­bijani kolbami, a obok tego znęcano się nad nimi, wyrywano języki, wyrywano palce, pastwiono się w sposób nieludzki. Stwier­dzają ludzie, że żołnierze ukraińscy, gdy jechali z ciałami na cmentarz w nocy, mó­wili, że tam lachy bardzo tańcują, znaczy to, że ci w ten sposób wymęczeni byli żywi. Tego rodzaju wypadków, stwierdzonych sądownie, mamy z Jaworowa 17 ze Zło­czowa 28, z innych miejscowości po jednym lub po kilka. Zdaje mi się, że wystarczy to, ażeby Wysoka Izba doszła do przekonania, że obchodzenie się z ludnością polską bez względu na to, czy to są obszarnicy, inte­ligenci czy chłopi, że obchodzenie się to urąga wszelkim pojęciom zdziczenia wo­jennego i nie da się porównać z niczem, cośmy jako zdziczenie wojenne widzieli na wszystkich terenach operacji wojennych. Jest to osobny produkt. Jest to produkt tej szkoły, która zaprawiała młodzież na haj­damaków w pojęciu Tarasa Szewczenki, że taki hajdamaka bierze święty nóż, poświę­cany w noc po Makoweju we krwi lackiej, do mordowania wszystkiego, co laickie, do mordowania nawet żony łaszki i dzieci własnych, jeżeli są z łaszki urodzone. Tak bohater szewczenkowskiego poematu p. t, „Hajdamiaki", znany zresztą z historji Gon­ta, wyrżnął swoje dzieci własne, bo się uro­dziły z żony Polki.

    „Ślozy jomu tekut"

    A win taki riże taj riże", to jest łzy mu płyną z żalu, ale mimo to rznie, bo zrodzone z łaszki.

   Gdy na takich poematach zaprawiała się młodzież, to z tej młodzieży wychodzą­ca pół i ćwierć inteligencja potem nie umie czego innego, jak tylko znęcać się, pastwić i mordować.

   Zwracam uwagę na jedną okoliczność, że za te zbrodnie cały naród ruski w Ga­licji nie odpowiada. Mamy wsie, które przechowywały Polaków, nawet, o zgrozo, przechowywały obszarników, dając im ubrania chłopskie i biorąc ich za członków rodziny. Mamy wsie ruskie, które nie zma­zały się mordem, rzezią i rabunkiem, ale mamy także i wsie, w których zamieszkiwał jakiś nauczyciel, bo przede wszy stkiem ci wszyscy kaci w przeważnej części porucz­nicy czy sotnicy, są nauczycielami ludowy­mi lub żandarmami.

   Gdy osiadł taki żandarm, jakiś niedo- kształcony człowiek i tak pracował w tej gminie, to znowu mamy wsie, które urzą­dzały zbrojne napady na wsie polskie, któ­re podpalały te wsie, nie czekając woijska, albo przebierając się za żołnierzy, aby wy­wołać pozór, że to wojsko napada, ażeby się ukryć niejako przed sąsiadami, którzy- by ich poznać mogli.                                               

    Mamy także i wśród inteligencji^ takich dzikusów, jak Tarnopolski Ciokan, jak sę­dzia Maślak, Dr. Korol i t. d., ale mamy także nietylko wśród inteligencji, nietylko wśród nauczycieli i sędziów, ale nawet wśród księży ukraińskich takich, którzy nietylko ręki do zbrodni nie przyłożyli, ale ratowali ludność polską i cficerom ukraiń­skim odradzali, perswadowali, ażeby wsi nie palić, pośredniczyli między ludnością polska a zdziczałem wojskiem. Wskutek tego należy sprawy ruskie traktować ina­czej. Należy pcprostu wszystkich zbrodnia­rzy zamknąć do więzienia, a potem rozpo­cząć mówić z tym ludem nie ukraińskim, a ruskim. Ukraińskość bowiem jest tylko pospolitą partją w Galicji, ale nie jest na­rodowością. (Ks. Okoń: Wychowańcy Ba- deniego). Muszę stwierdzić niestety, że na­si także.

   Muszę stwierdzić, że w Galicji między rusinami możnaby trzy narodowościowe prądy skrystalizować. Prąd ukraiński, prąd rosyjski, czy, jak mówią, staroruski, albo moskalofilski, i trzeci prąd czysto rusiński. I spotkać można było się jeszcze przed wojną w wielu wsiach z pytaniem: Mój panie, powiadają, tu ukraińcy, tam moska­le, a gdzie my rusini mamy się podziać? I z tą uczciwą chłopską ludnością ruską dojść do ładu będzie można, jeśli się ją wyzwoli z pod opieki nieproszonych opie­kunów, wychowanych na ideolog j i austrjackiej, hajdamackiej, na tradycji niszczycielsko-zbójeckiej, na poezjach Szew­czenki.

   Praca będzie długa, ale to praca Wyso­kiego Sejmu. Komisja może pracy tej do­konać zaledwie częściowo. Zaraz po rozej­ściu się Sejmu członkowie komisji wyjadą znowu do Galicji Wschodniej, ażeby rzecz prowadzić dalej. W każdym razie starać się będziemy, ażeby w tej wielkiej komisji mieszanej, prawie międzynarodowej, zaw­sze był przynajmniej jeden poseł przez ten czas, póki trwają posiedzenia Sejmu. Pr żytem musimy mieć pomoc wszystkich władz rządowych, bo bez tej mocy nie doj­dziemy do ładu.

   Pomoc ta jest potrzebna, ażeby sądow­nie stwierdzić w sposób wolny od wszel­kich zarzutów fakty, ażeby zbierać fotografje, bo fotografje są materjałem dowo­dowym, ażeby tłomaczyć, opracować, a po­tem wydać. Na to wszystko potrzeba i sił fachowych, które muszą być płatne, i po­trzeba nam pomocy tak władz wojskowych, jak i cywilnych.

   Wobec tego w imieniu Komisji mam za­szczyt przedłożyć rezolucję:

„Sejm przyjmuje do wiadomości pier­wsze sprawozdanie komisji dla badania okrucieństw ukraińskich i wzywa Rząd, że­by tej komisji udzielił wszelkiej żądanej pomocy celem jaknajrychlejszego zebrania, opracowania, tudzież opublikowania tak w języku polskim, jak i w językach obcych wszystkich materjałów, odnoszących się do cierpień i szkód, wyrządzonych ludności polskiej przez ukraińców.

 

 

Marszałek:                    Do głosu się nikt nie zgło­sił. Stawiam pod głosowanie wniosek Ko­misji. Proszę tych Posłów, którzy są za Wnioskiem Komisji, ażeby powstali z miejsc. Stwierdzam, że wniosek jest jednomyślnie przyjęty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/211183/edition/199432/content?format_id=2