GRIGORIJ KLIMOW. „NARÓD BOŻY”. zal1

GRIGORIJ KLIMOW. „NARÓD BOŻY”.

Załącznik 1. „POEMAT O ŻYDZIE”.

Moskwa, 1935 r. Autor nieznany

Każdy to wie - w początkach wieków
Stworzył Pan Bóg z prochu człowieka. 
A z żebra jego Ewę stworzył -
Pra-matkę wszystkich dzieci bożych.

Tym wielkim dziełom w przeciwwagę
To samo zechciał zrobić diabeł.
Zamierzał przy tym tak się trudzić,
Żeby ludzkości napaskudzić.

Wie o tym przecież każdy z nas,
Że diabeł szkodził nam nie raz.
Przez niego – nasza matka Ewa
Ten grzeszny owoc zjadła z drzewa.

Sama go zjadła, a prócz tego
Adama zwiodła, męża swego.

A czart wymyślił świństwo wielkie,
By wieczną na nas zesłać mękę -
Wziął żabę, pluskwy, serce wilka,
Funt pieprzu, ząbków czosnku kilka.

I rzekł: „By zamysł swój wykonać -
Muszę te śmieci ugotować”!
Do piekła przyniósł, w kocioł wrzucił,
A pod nim szybko ogień wzniecił…  

Mieszanka sto lat się warzyła,
Aż nagle coś w niej poruszyło ...

Czart się uśmiechnął, wziął nabierkę,  
Spojrzał i ... smutno rzekł w rozterce:
„Próżny jest wynik trudu mego -  
Sto lat warzyłem i - nic z tego!
Szkoda utraconego wieku,
Za słabe jest to na człowieka”.  

I przygnębiony rzekł z goryczą:
„Czegoś innego sobie życzę.
Chcę, by eliksir ten w swej mocy
Zabijał ludzi w dzień i w nocy

Aby odstraszał - nawet diabła!

Potrzeba moja bardzo nagła!”

 

I taki wniosek czart wysnuje:
„Niech trzysta lat w kotle gotuje”.

 

Pomyślał czart, dodał do kotła
Ząb lisa, jad królewskiej kobry,

I SIEDEM GRZECHÓW, wszelkie śmiecie,

I wszystko, co najgorsze w świecie,
Paskudztwa te do środka włożył,  
Niech się w piekielnym ogniu smażą …  

Kocioł dokładnie jest zamknięty
I trzysta lat wrze niedotknięty.

Aż nagle kocioł zaklekotał,
Nastała ciemność i smród wielki.
Wokół stworzenia wszystkie zdechły,
Również rośliny wszędzie zeschły ...

Nawet się niebo przypaliło.
Lecz demonowi było miło…
Kocioł dość lekko łapą trzasnął,
„Gewałt!*/” - ktoś głośno w środku wrzasnął.                    */ - „Gewałt” – ratunku, pomocy

A demon mruczy: „Niepojęte”…
I wsunął pod pokrywę rękę.  
A z kotła – pisać o tym wstyd
Wyskoczył – kto? … - Prawdziwy ŻYD!!!

W całej swej krasie był, we fraku,
W jarmułce, w pejsach, w łapserdaku.
Wrzeszczy: „mishugine!”*/ co sił                                     */ - „mishugine!” - wariat 
I ... w palec diabła zęby wpił!!!

A demon w szoku: „Co za morda!
Do mojej niezwykle podobna”,
A Żyd nie mówi, tylko szczeka!
W zachwycie bies na więcej czeka …

Słysząc żydowskie to szczekanie,             
Wśród diabłów w piekle dobrze znane              
Z radości demon tak się wzruszył,             
Że nawet łezkę z oczu puścił!          

A Żyd monolog swój zaczyna
Od słów zachęty rozpoczyna.
Mówi, że zmian zewnętrznych trzeba,
Niech ogon swój mu diabeł sprzeda.             

Ogony dzisiaj nie są modne,             

Nie noszą ich, bo niewygodne
A jego ogon – śmiechu warty  
Przez mole zżarty i wytarty ...

 

 

Po tych wywodach demon mięknie
Ogon Żydowi sprzedał chętnie.                              
I choć przeklinał potem wściekle -  
Czart bez ogona siedzi w piekle                 

Żyd ogon diabłu szybko zabrał
I bezczelności wielkiej nabrał
I w środku dnia, w dobrym widzeniu
Oszukał go przy rozliczeniu!             \

Odtąd na Ziemi zaczął rządzić,
Chce po swojemu świat urządzić.
Otworzył knajpy, sklepy, banki.
Ruble zmienia na funty, franki.
Zajął się handlem, kontrabandą
Wszystkich oszukał propagandą.

Podniósł odsetki do stu w roku,
Narody wszędzie w strasznym szoku.
Zebrał miliony ciemnych gangów,
Nawsadzał w nich Abramów, Hajków.

Od tłuszczu się zaczęli płodzić,
Do grobu jeden– stu się rodzi.
Wszędzie migają łapserdaki,
Jarmułki, żydowskie serdaki.  

A jeśli Żyd diabła oszukał
I dla swych celów ogon zyskał,
To niech się nieszczęść spodziewają  
Ci, co ogonów swych nie mają?!

Stąd moja rada dla narodu:
Nie dajcie Żydom iść do przodu!
Żałować, bronić was nie będą,
Zdradzą, sprzedadzą, to rzecz pewna.

A jeśli chcesz przykładu szczerze,
To wspomnij o Zet-eS-eR-eR-rze ...

A gdy Żyd musi ludzi zwodzić,
To w Rosji wszystko może zdobyć,                 
Bez względu, gdzie jest – to już wiecie                        
Rządzi sprawami w całym świecie.

Już nie ma pejsów, łapserdaka,
Sprytne Żydzisko, szuja taka.
Zatracił akcent swój on chętnie
I stał się Żyd inteligentem.

 

To wtedy, w siedemnastym roku
Zabili cara i w pół kroku
Władzę sowiecką nam stworzyli.
Żyd się nasycił nią do woli  

Na wiecach krzyczał nieustannie:
„Za was walczyłem nienagannie!
Wybierzcie mnie na delegata!
Zastąpię ojca wam i b-h-ata!”

Więc ogłupiając naród cały
On władzę przejął dla swej chwały,
I tak po cichu to się stało,
Że Żydzi wleźli, gdzie się dało.  

W Sowietach, bankach i uczelniach,
W partii i związkach zawodowych.                         
Tak jakby przez całe stulecie
Wszędzie był Żyd swoim człowiekiem.

W handlu, we wojsku i w KC
Żyd robi tylko to, co chce.  

„Możecie dzisiaj żyć wesoło 
Jutro – też radość będzie wkoło” -
W radiu Żyd krzyczał bardzo czule
Bardzo zamożny był w ogóle.

Chcący tkaniny zdobyć nieco
W kopalniach, polu gięli plecy.           
Ich według tej przebiegłej władzy

Zwano Bohaterami Pracy                    

Szczęśliwi wszyscy, w pełni zgody,  
Podobno będą też nagrody…                       
A wkrótce ten do łez skrzywdzony           
Gruźlicą będzie wyróżniony.

Bezogoniasty czart rzekł w piekle:
„Pójdę odwiedzić Żyda w świetle ...
W końcu wszak jestem jego twórcą.
Zapomniał o mnie, stał się zbójcą.
Stworzyłem go z prochu i błota.  
A on skradł ogon mój, niecnota”.

Ubrał się skromnie, ukrył różki
I poszedł w górę, wąską dróżką ...

Wszedł do kopalni: „Przyjaciele,
Żyda zobaczyć chcę na chwilę,
Przed laty, w naród, bez kłopotu,
Jego wpuściłem do obrotu” ...

Nie zdążył skończyć wątku tego -
Górnicy stłukli go biednego.
Z opałów ledwo się wyzwolił,        
Podbili oko, kurtkę zgubił…

Przyszedł do wioski, do kołchozu.
„Coś przywiózł”? – pada prosto z wozu.     
„Przywiozłem tylko sińców mrowie,
Czy Żydów nie ma tu, ziomkowie”?

 „Dziwak”! - Zaśmiali wszyscy chłopi -
„Pytasz, jak Filip, ten z konopi,
Żyd w gabinetach tylko siedzi.
Z kierownikami dni swe pędzi.  

A tam, gdzie głodne jest jedzenie,
Tam Żyda nie ma, nawet cienia”.
„Co robisz tu, obywatelu?” -
Spytało diabła chłopów wielu.

 „Zaprawdę, bardzo się trudziłem,
Dla ludzi Żyda ja zrobiłem”.
Zaledwie wyrzekł on to słowo
Jak diabła bić zaczęli znowu ...

Bili grabiami, ostrym sierpem,
Łopatą, miotłą, ciężkim cepem.
Prawie na śmierć biedaka zbili,
Z kołchozu zwiał w ostatniej chwili.         

Pomyślał czart: „Wygląda na to,   
Że Żyd mój – sprawcą nieszczęść świata.   
Pójdę do miasta z szczerym słowem,
Pomówię z ludźmi, coś się dowiem”.            

Wszedł do fabryki, dużej hali,
Pyta o Żyda. - Wprost wyśmiali.
„Wśród brudu, sadzy, obrabiarek,
Ty szukasz Żydów? Nie do wiary!

On jest prezesem, komisarzem,
I członkiem partii, sekretarzem.
On dyrektorem nieustannie,
Pracuje tutaj, obok kradnie.

Racje, mieszkanie, nowe auto,  
A żonie najmodniejsze palto.               
My jak żyliśmy, tak umrzemy,
O niczym innym nie marzymy”

Słysząc przekleństwa te, besztania,  
Do domu partii iść się skłania.  
Na drzwiach jest napis na metalu -
Sekretarz Szewczenko i tak dalej…  

Wszedł diabeł, płakał, modły wznosił,
Wreszcie przyjęcia się doprosił.  
A w luksusowym gabinecie,
Kto siedzi – to już chyba wiecie?             

Przecież to Żyd z mego fortelu!
I siedzi w skórzanym fotelu!
Mój ogon sto lat temu nabył!       
I w palec ugryzł, mocno krwawił!

Natomiast w czasie rozliczenia,
Oszukał mnie podczas liczenia!
Czart gotów objąć go jak syna.
Przepiękny obraz, niczym z kina ...

Lecz syn potwornych wad miał wiele.  
- „Czy czegoś chcesz, obywatelu?”
Więc diabeł mówił bez ustanku,  
Jak tę mieszankę pichcił w garnku.

Jak trzysta lat mieszanka wrzała,
Na koniec głośno bulgotała,  
I jak była wstrętna z wyglądu,
Gdy wylazł z niej Żyd do przeglądu ...

Sekretarz nagle szybko powstał
I przycisk tajny palcem wcisnął -
Natychmiast drzwi się otworzyły
I dwaj w mundurach się zjawili.  

- Nie wiem, kim jest on, lecz wygląda
Na szpiega wroga, wciąż podgląda!
I by się zło nie zdarzyło gdzie,  
Zabierzcie go do En-Ka-Wu-De!

Diabeł szalenie na to wkurzył
Do Żyda takich słów on użył:
„Och, nędzna ty, sprzedajna duszo!
Nie miałeś wtedy ani grosza!      

I tylko ja, Żydzisko wstrętne,  
Podałem wtedy w biedzie rękę.
A tutaj żyjesz ty wspaniale,
I swoich nie poznajesz wcale!”            

 „Dobrze słyszeliście? - Wystarczy!
Wszystko jest jasne, jak na tarczy!”           
Biednego czarta w kark walili
I z wszystkich pięter w dół pędzili.
W aucie bez okien posadzili
I szybko – szybko oddalili ...

Gdy trafił czart na przesłuchanie,
Z żalu zasmucił niesłychanie.
Jak każdy demon widział wiele,
Ale nie to, co tu się dzieje:     

Tu smród żydowski w popłoch wpędza,  
Żyd Żyda Żydem tu popędza.               
Ale nasz Żyd tego nie widzi -  
W NKWD są sami Żydzi!!!

Ponieważ banda miała wprawę,
Wnet na demona wszczęła sprawę:                    
Że ma szpiegowskie on spojrzenie.
Antysemickie też sumienie!

- Żyd krzyczał, - jeszcze nie skończyłem -  
Przecież to ja jego stworzyłem!

Gdy usłyszeli taką bzdurę,
Pojęli jej szkodliwość w sumie.
I bez rad cudzych czy donosu,
Postanowili – do obozu!

A żeby winny się nie szarpał,
I do wszystkiego szybko przyznał,
To diabła bili i męczyli,
Piekielnych tortur wnet użyli.  

W swym sercu diabeł musiał przyznać:
Nie może piekło z nimi równać.
Już prawie Bogu duszę oddał -  
Podpisał wszystko, to, co musiał.

I czarta na przegniłej słomie
Powieźli w bydlęcym wagonie.
Pojechał. Nie Kaukaz, nie Krym,
Na Sołowki, wyspy, Narym.

Byli tam Ruscy i Gruzini,
Polacy, Niemcy i Litwini.
Ludzi zwożono z wszystkich krajów,
Tylko nie było wśród nich - Żydów.

Pięć lat po zsyłkach czart się błąkał,
Największych nieszczęść naoglądał                     
Zrozumiał raz i to na zawsze
W czym biada ludzi – siedząc w mamrze,
Że wszystkich krzywdzi – mówić wstyd:
Jego stworzenie - podły Żyd.

I jak ogromnie był szczęśliwy,
Gdy w piekle znalazł w jednej chwili!!!

Do łaźni poszedł, mył się do woli,     
Pozbył się wszy, dobrze ogolił.                    
W piekle - zrozumiał tu Lucyfer  
Żyją lepiej, niż w Zet-eS-eR-eR.
Kto dobry był – przebywa w Raju,
A kto był zły - w kotle, na haju.
Niewinni - w tajdze przebywają,
Złodzieje - na Kremlu hasają!

Więc zwołał diabeł kongres czartów
Po mowach i bez żadnych żartów
Uchwała przeszła – bez vet, zgrzytów:
RATUJCIE ROSJĘ - BIJCIE ŻYDÓW!!!

Moskwa 1935

 

 

Źródło:

Григорий Климов. Божий Народ

Приложение 1 ПОЭМА О ЖИДЕ. Москва, 1935 год. Автор неизвестен

http://g-klimov.info/klimov-bn/Bnp01.htm

Przekład Andrzej Leszczyński

7.7.2019 r.

 

Tekst poematu w języku rosyjskim:

 

Григорий Климов. Божий Народ

Приложение 1

ПОЭМА О ЖИДЕ.

Москва, 1935 год.  Автор неизвестен

Известно всем - в начале века
Бог создал в мире человека,
А из ребра он создал деву,
Праматерь всех живущих - Еву.

Деяньям тем в противовес
Задумал сделать то же бес,
Но дело так хотел наладить
Чтоб человечеству нагадить.

Кому ж неведомо из нас,
Что бес нам пакостил не раз.
Через него - праматерь Ева
Вкусила плод запретный с древа.

Сама наелась и к тому же
Адама накормила - мужа.

Бес гнусную задумал штуку,
Чтоб вечную наслать нам муку -
Взял дьявол жабу, волчье сердце,
Клопов, чеснок и фунтик перца.

Сказавши: "Зло чтоб совершить -
Всю эту дрянь надо сварить!"
Принес все в Ад, свалил в котел
И под котлом огонь развел...

Смесь целых сотню лет варилась,
Вдруг что-то в ней зашевелилось…

Бес ухмыльнулся, ковш достал,
Взглянул и… с грустью засвистал:
"Выходит даром я трудился,
Сто лет варил, и - пшик случился!
Жаль мне потерянного века,
Не изведет смесь человека".

И, приуныв, сказал с досадой:
"Не то выходит, что мне надо.
Ведь зелье надо так сварить,
Чтоб человека - погубить
Нужна мне дрянь такого сорта,
Чтоб отпугнула - даже черта!"

Чертяка тут и говорит:
"Пускай лет триста покипит".

Подумал бес, прибавил к смеси
Лисицы зуб, змеиной спеси,
ВСЕ СЕМЬ ГРЕХОВ, фунт адской сажи,
Набрал чего нет в мире гаже,
Все это густо замесил
И сверху крышкой придавил...

Котел тот наглухо закрыт
И ровно триста лет кипит.

Затем котел заклокотал,
Повсюду мрак и смрад настал.
Кругом все звери передохли,
Растения и те посохли…

И даже небо прикоптело.
С ухмылкой бес сказал: "Поспело!"
Котел для пробы покачал
"гевАлт!" - в нем кто-то закричал

Бормочет бес: "Посмотрим штуку"
И запустил под крышку руку.
Меж тем в котле как завизжит
И выпрыгнул оттуда… ЖИД!!!

Во всей красе явясь - во фраке,
В ермолке, в пейсах, в лапсердаке.
Орет: "мишУгана!" что сил,
И... палец бесу укусил!!!

Тот обомлел: "Вот это рожа!
Со мной как капля с каплей схожа,
Не говорит жидюга - лает!
В восторге дьявол так и тает…

Услышав дьявольский жаргон,
Что меж чертей в Аду введен,
Бес до того тут умилился,
Что прям над жидом - прослезился!

Внезапно жид запел юлой:
"Давай меняться, дорогой!"
И чтобы время не терять,
Стал хвост у беса торговать.

Сказавши, что хвосты не носят,
Что скоро их и дамы бросят,
Что хвост его - не первый сорт
И молью тронут, и потерт...

Так бес жиду, тех истин ради,
Сбыл хвост, чтоб не болтался сзади,
И куцым бес сидит в Аду
За то, что продал хвост жиду.

Забравши хвост, тот грязный жид
Пред бесом вовсе не дрожит.
Нахал рассчитываться стал
И - тут же беса обсчитал!

С тех пор по миру жид хлопочет,
Вертит селянами как хочет.
Открыл притоны, лавки, банки.
Меняет рубль на фунты, франки.
Стал контрабандой торговать,
Перекупать и воровать.

Процент дерет аж сотню в год,
Людей вгоняя в жаркий пот.
Собрал мильоны темных шаек,
В них насадил Абрамов, Хаек.

Те с жиру начали плодиться,
Один в могилу - сто родится.
Везде мелькают лапсердаки
Точь-в-точь как блохи на собаке.

Уж если беса жид обвел
И хвост обманом приобрел,
Каких же натворит он бед
Тем, у кого хвостов-то нет?!

Отсюда мой совет народу:
Жидам вы не давайте ходу!
Жалеть, щадить он вас не станет,
Предаст, продаст, сто раз обманет.

А если нужен вам пример,
Давайте вспомним СССР…

Коль нужен жид людей известь,
В России можно приобресть.
Вот он - во фраке иль мундире
Вертит делами во всем мире.

Уж нету пейс и лапсердака,
Умен жидюга, как собака.
Он потерял почти акцент
Ну, словом, жид - интеллигент.

Тогда, в семнадцатом году
Свергли царя и на ходу
Создали нам советску власть.
Жид насладился ею всласть,

На всех он митингах орал:
"Това-г-ищи, я воевал!
Меня пошлите депутатом!
Я буду вам отцом и б-г-атом!"

Вот так, дурманя весь народ,
Всю власть он в руки заберет.
Так незаметно получилось,
Жиды - повсюду просочились.

В Советах, банках, профсоюзах,
В Управах, в партии и вузах.
Как будто так уж целый век,
Повсюду жид - свой человек.

В торговле, в Армии, в ЦК
Везде видна его рука.

"Живите весело сегодня,
А завтра будет веселей!"
Кричал по радио умильно
Всем обеспеченный еврей.

А люди, чтоб достать сатину,
В полях и шахтах гнули спину.
По мысли хитрого жида
Ввели тогда - Герой Труда.

И все вокруг довольны, рады,
Еще, мол, будут нам награды...
А вскорь, обиженный до слез,
Добудешь и туберкулез.

Бесхвостый черт решил в Аду:
"А ну-ка к жиду я пойду...
Ведь это ж я - его творец.
Поди забыл меня подлец.
Его ж из грязи создал я.
Он хвост украл мой - вот свинья".

Оделся скромно, спрятал рожки
И зашагал вверх по дорожке...

Пришел на шахту он: "Друзья,
Хочу увидеть жида я,
Давным-давно в честной народ
Пустил его я в оборот..."

Но не успел он все сказать,
Как стали черта избивать.
Насилу вырвался бедняк,
Подбили глаз, погиб пиджак...

Пришел в село, зашел в колхоз.
"А ну, что с города привез?"
"Привез я только синяки,
Жидов нэмае, земляки?"

"Чудак! - смеются все крестьяне, -
В селе не будет этой дряни,
Он в кабинетах лишь сидит.
Там где начальник, там и жид.

А где голодная еда,
Там жида нету никогда".
"А шо ты робишь, гражданин?" -
Спросил тут дьявола один.

"Сказать по совести, друзья,
То жида людям сделал - я".
Едва сказал он это слово,
Как черта бить начали снова…

Лупили граблями, цепом,
Лопатой, веником, серпом.
Едва бедняга цел остался.
И из колхоза вмиг убрался.

Подумал черт: "Ей, ей же, ей,
Видать подлюка мой еврей.
Пойду-ка в город, посмотрю,
С людьми я - ТАМ поговорю".

Пришел на фабрику и в цех,
Спросил про жида. Хохот, смех.
“Средь грязи, копоти, станков,
Искать жидов? Жид не таков!

Он председатель, он нарком,
Партиец он всегда притом.
Парторг, директор иль завскладом,
Он служит здесь, ворует рядом.

Паек, квартира и авто,
Жене новехонько манто.
А мы как жили, так помрем,
Другого в жизни мы не ждем”

Услышав ругань, брань и мат,
Поплелся черт наш в Наркомат.
На двери надпись на металле -
Нарком Шевченко и так дале...

Вошел черт, плакался, молился,
Пока приема он добился.
Попав в роскошный кабинет,
Черт замер: сон то или нет?

Ведь это ж он, тот самый жид!
ОН - в кресле кожаном сидит!
Сто лет назад мой хвост купил!
Мой палец мне - ОН укусил!

Когда ж расплачиваться стал,
Меня ОН - лихо обсчитал!
Черт рад обнять его как сына.
Что за прекрасная картина…

Но оказался скверным сын.
- "Что вам угодно, гражданин?"
И черт, волнуясь, говорил,
Как он в котле ту смесь варил,

Как смесь та триста лет томилась,
Как что-то в ней зашевелилось,
Какой был смеси гнусный вид,
И как оттуда вылез жид...

Нарком внезапно быстро встал
На кнопку тайную нажал -
Тотчас же двери отворились,
И двое в форме появились.

- Не знаю, кто это, но он,
Похоже, вражеский шпион!
Чтоб не случилося беде,
Возьмите их в НКВДе!

Тут черт безумно разозлился
И к жиду так он обратился:
"Ах ты, продажная душа!
Ты ж не имел, брат, ни шиша!

И только я тебе, подлюке,
Подал в беде когда-то руки.
А ты тут - здорово живешь,
Совсем своих не узнаешь!"

"Ну, что ви - слышали? Довольно!
Хватайте этот речь крамольний!"
И черта бедного взашей
Со всех погнали этажей.
В авто без окон усадили
И быстро-быстро укатили...

Когда попал черт на допрос,
То с горя он повесил нос.
Как всякий бес видал он виды,
Но не стерпел ТАКОЙ обиды:

Жидовским духом тут воняет,
Жид жида жидом погоняет.
Не знал наш черт еще беды -
В НКВД ж одни жиды!!!

В два счета кодло закипело,
И бесу вмиг пришили дело:
Мол, у него шпионский вид.
А, главное - антисемит!

- Позвольте, - черт тут закричал, -
Да это ж я его создал!

Услышавши подобный бред,
Вмиг осознали его вред.
И многих слов не говоря,
Постановили - в лагеря!

А чтоб виновный не брыкался,
И чтобы он во всем сознался,
То черта мучили и били,
Все пытки Ада применили.

В душе мой черт должен признаться,
Что с ними Ад не мог тягаться.
Чуть Богу душу не отдал
И все, что надо, подписал.

И черта на гнилой соломе
Везут в раздолбанном вагоне.
Поехал. Не Кавказ, не Крым,
На Соловки его, в Нарым.

Там были русские, грузины,
Поляки, немцы, осетины.
Народ везли со всех краев,
Вот только не было - жидов.

Пять лет по ссылкам черт шатался,
Всего несчастный навидался.
И понял раз и навсегда,
В чем людям горе и беда.
Что всех дурачит, всем вредит
Его творенье - подлый жид.

И как безумно был он рад,
Когда попал обратно в Ад!!!

Он там попарился, умылся,
Вшей вывел, наголо побрился.
В Аду, тут понял Люцифер,
Живут честней, чем в СССР.
Кто праведен был - в Раю тот спит,
Кто виноват - в котле сидит.
А там невинные - в тайге,
А вороватые - в Кремле!

Созвал тут дьявол съезд чертей
И после пламенных речей
Решили все - без лишних слов:
Спасай Россию - бей жидов!!!

Москва. 1935 год.