Znany jest jako człowiek, do którego dzwoni się, żeby załatwić sprawy w Brukseli. Opiera się na szefach partii, żeby wywierać wpływ na Parlament Europejski. Zarządza Komisją Europejską, instytucją zatrudniającą 32 000 pracowników, niczym przedłużeniem swojego mózgu, czuwając nad wszystkim, od wpisów w mediach społecznościowych po nominacje na stanowiska średniego szczebla.
Bjoern Seibert, prawa ręka przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, jest niezależną postacią w brukselskich rozgrywkach.
Nigdy o nim nie słyszałeś? Właśnie tak mu się podoba.
Pracując przez około dekadę u boku von der Leyen, ten łagodny 45-latek zyskał reputację niestrudzonego pracownika, bystrego stratega politycznego i bezwzględnie skutecznego operatora, który dotrzymuje obietnic.
Dla czołowych urzędników w Paryżu, Berlinie i Waszyngtonie to spełnienie marzeń. W końcu mają kogoś, kto potrafi odebrać telefon i dotrzymać słowa – ogromny atut w czasach, gdy Europa zmagała się z kryzysami.