ZBRODNIARZE XX wieku ŻYDZI - BOLSZEWICY - Marjan Antoni Nowakowski

To dzieje się teraz! Niech nikt nie oszukuje się siebie samego, że to jest tylko przeszłość, a ta archiwalna powierzchowność zapisu niech nie będzie nam ułudą. To dzieje się teraz – w roku 2021!
Tolerancja wobec żydów jest naszą zagładą. A będzie tylko gorzej.

Jak zużyje się ta suka Lempart, to pojawiają się inne diabły — jeszcze gorsze. Na Polskiej Ziemi jest ich mnóstwo, My sami ich wykarmiliśmy — mają się dobrze.

To dzieje się teraz!

 

Red. Gazeta Warszawska

+

 

ZBRODNIARZE

XX wieku

ŻYDZI - BOLSZEWICY

 

EUGENIUSZ KSIĄŻE SWIAT0P0ŁK-MIRSKI

ksiądz-Dziekan Mohylewski
zamordowany przez żydów-bolszewików
w Mohylewie gub..

Żydzi-bolszewicy

Mordercami księdza i milicjantów

„Gazeta Polska“ wychodząca w Moskwie w liczbie 44/763, z dnia 14 marca 1918 r, pod tytułem: Zamordowanie księdza Światopolk-Mirskiego donosi: Pisma polskie piotrogrodzkie podają następujący list ks. Arcyb. Roppa:

Z telegramu, a potem z wiadomości poda­nych przez gazety dowiedziałem się, że 16 Stycznia starego stylu został zaaresztowa­ny z wielu innymi ks. dziekan Mohylewski Eugenjusz Swiatopołk - Mirski. Gazety jako powód aresztu podawały Jego sympatje dla wojska Polskiego i że będzie on razem z in­nymi pociągnięty do odpowiedzialności przed sądem rewolucyjnym.

Nie było sposobu przy obecnym stanie rzeczy nic przedsięwziąć dla oswobodzenia zaaresztowanego kapłana; zresztą wiadomość, że ma być sądzonym mnie poniekąd uspokoiła.

Sympatje dla wojska Polskiego chyba w oczach rządu rewolucyjnego wielką winą być nie mogły i pewny byłem, że prócz bar­dzo naturalnych sympatii do siły zbrojnej polskiej, żadne przestępstwo na tym, w zgodzie z wszystkimi żyjącym kapłanie, ciążyć nie mogło.

Tymczasem nagle otrzymuję wiadomość, że ks. Mirski 28-go lutego zmarł śmiercią gwał­towną! Parę dni potem otrzymuję wiadomość, że trap ks. Mirskiego nosi ślady dwóch po­strzałów i kilkunastu ran kłutych.

Tak więc wygląda sąd rewolucyjny!

Zawiadamiając tym szeroką publiczność a w szczególności tych nieszczęśliwych kato­lików, w których jeszcze przemawia sumienie, a którzy dali się 'oszołomić przez hasła dziś głoszone nawet pośród Polaków: opamiętajcie się, patacie jaką kroczycie drogą! On, nie­winny męczennik, za was wstawiać się będzie, ale i wy, póki -czas, wróćcie aa drogę Bożą. Pamiętajcie, że prawa Beże są niewzruszone, a choć miłosierdzie Boże jest wielkie, spra­wiedliwość Boża może być straszna.

 

+Edward Arcybiskup Mohylewski

Ta sama „Gazeta Polska", liczba 47/766, z dnia 17-go marca 1918 roku komunikuje: „Drogą prywatną otrzymujemy szczegóły stra­sznego morderstwa dokonanego na osobie dziekana Mohylewskiego ks. Światopołk-Mirskiego. Ks. Mirski był sądzony przez trybunał rewolucyjny. W czasie rozprawy sądowej padły na sali prowokacyjne strzały. Rozprawy trybunału przerwano, ks. Mirskiego przewie­ziono do więzienia a z pośród publiczności zebranej w sali sądowej zaaresztowano dwie osoby.

Po paru dniach przybyła do więzienia, w nocy czerwona gwardia, polecając ks. Mirskiemu ubrać się natychmiast. Mimo, że po­stawa i zachowanie się czerwono-gwardzistów były złowróżbne, jednakże ks. Swiatopołk-Mirski w pełnym godności spokoju ubrał się i udał do kancelarii więziennej.

Tu oświadczono mu, że został wyrokiem „czerwonej gwardii"! (nie wyrokiem trybunału rewolucyjnego — przyp. red.) — skazany na śmierć. 

Natychmiast też wyprowadzano ks. Świa- topołk-Mirskiego z więzienia i zaprowadzono pod garaż automobilowy, gdzie dokonano wy­roku. Równocześnie z ks. Mirskim rozstrze­lano również i te dwie osoby, które były za­aresztowane w sali rozpraw trybunału rewo­lucyjnego.

Trupy rozstrzelanych leżały pod garażem. przez trzy dni. Nikomu nie wolno było tru­pów zabrać ani pochować. Po trzech dniach pozwolono trupy zabrać w nocy i natychmiast, bez ceremonji pogrzebowych pochować, co też i zostało dokonane.

Na ciele ks. Świalopolk-Mirskiego zna­leziono 11 ran.

Tak zginął niewinnie znany ksiądz-obywatel, czczony przez swoich parafian i szano­wany przez całe społeczeństwo polskie.

Bezpośrednio z Mohylewa od naocznego świadka otrzymałem bliższe informacje, ty­czące się szczegółów Zamordowania kapłana katolickiego przez żydów-bolszewików.

Ksiądz-Dziekan, Eugeniusz książę Swiatopołk-Mirski z polecenia komisji walki z kontr­rewolucją złożonej z samych żydów, aresztowany był 16 stycznia 1918 r. jako posądzo­ny o sympatie dla Polskich sił zbrojnych.

27 lutego miał go sądzić Sąd Rewolucyjny, którego członkami w większości byli żydzi.

Miejscowe społeczeństwo Polskie niespo­kojnie wyczekujące zakończenia sprawy zde­cydowało być obecnem na sądzie.

Znani działacze polscy przeważnie byli w więzieniu. Na sali sądowej zebrało się dużo kobiet, uczącej się młodzieży, która du­szą i sercem oddana była ks. dziekanowi i robotników nie zarażonych gangreną bolszewizmu. Zebrani w gorączkowym nastroju ze drżeniem oczekiwali rozpoczęcia rozprawy są­dowej, w tem zjawił się żyd członek sądu rewolucyjnego i ogłosił, że sąd został odło­żony z powodu znalezionych nowych dowo­dów winy ks. dziekana i potrzeby zbadania tych.

Publiczność przygotowała się do wyjścia, gdy zupełnie niespodziewanie wszedł ks. dziekan oto­czony żołnierzami czerwonej gwardii z karabi­nami.

Trudno było poznać. Blady mizerny i przy­gnębiony ks. dziekan, ale spokojny.

Wszyscy wstali i wśród wielkiej ciszy, jeden z członków sądu żyd w „czarnej rubaszce” — litwak krzykną „ W Piętrograd ksiedza, w Pietragrad?.

Publiczność przerażona tem i na myśl, że może się coś złego stać księdzu tam, dokąd go wywiozą, poczęła gwałtownie żądać uwol­nienia: „oswobodzić księdza, oswobodzić*.

Żołnierze chcieli wyprowadzić ks. dzieka­na, jakiś żyd uderzył kolbą i krzyknął „ej, stupaj podlyj mierszawiec!”

Publiczność wciąż domagała się uwolnienia niewinnego.

Ks. dziekan chcąc uspokoić drżącym gło­sem i ze łzami w oczach zwrócił się do ze­branych i wyrzekł: „cicho — cicho".

Żołnierze, zaczęli strzelać do góry, później jednak na rozkaz żyda członka sądu poczęli strzelać do publiczności.

Powstało straszne zamieszanie Jęki ran­nych, płacz kobiet i młodzieży.

Ksiądz-dziekan stał oparty o ścianę, wy­ciągnął rękę i znakiem krzyża błogosławił zburzoną publiczność.

Błogosławieństwo męczennika było cudem.

 

Żyd-żołnierz widząc ks. Dziekana bło­gosławiącego publiczność, podskoczył i chciał go przebić bagnetem, lecz obecni milicjanci-Polacy Pruski i Żarnowiecki błyskawicz­nym ruchem rzucili się na żołdaka, chwy­cili za karabin i nie pozwolili uderzyć. Ci dwaj rycerze byli zbawcami natchnionymi przez Opatrzność. Gdyby ks. dziekan został przebity żydowskim bagnetem, zamordowany na sali sądowej, to wszyscy obecni bezbronni rzucili by się na żydów i oczywiście wówczas być może nikt by nie ocalał. Zginęli by wszyscy. Paręset osób zawdzięcza ocalone życie dzielnym Polakom Pruskiemu i Żarno­wieckiemu.

Księdza pchano, bita kolbami i wyprowa­dzono ze sali.

Żołnierze przestali strzelać.

Okazało się, iż jest ośmnaście osób ran­nych, wśród nich kilka osób ciężko rannych.

Przepiękna, cudowna 17-lełnia panna Ada Jakóbowska była ciężko ranną i po kilku dniach okropnej męki umarła w dniu 3 marca i czasowo została pochowaną w Mohylewie 5 marca.

Na ulicy było też kilkanaście osób ranio­nych z tłumu, który siłą zatrzymywał opan­cerzony samochód wiozący księdza z sądu do więzienia.

W dzień sądu zostali zaaresztowani mi­licjanci Pruski i Żarnowiecki, oraz komendant Skautów Starczewski.

Starczewskiego zwolniono późnym wieczo­rem W sztabie przez cały dzień wymyślano, grożono przystawionym do skroni rewolwerem i t. p.

W nocy 28 lutego wywieźli księdza-dziekana i milicjantów Pruskiego i Żarnowieckie­go do sztabu.

W sztabie przeczytali wyrok śmierci.

Po przeczytaniu wyroku poczuli się pastwić jak nad Chrystusem. Wyszedł ksiądz cały okrwawiony, potłuczony nie do poznania. Tak pastwili się nad chrześcija­ninem żydzi, służalcy Bronsztejna-Trockie- go, w tak ohydny sposób brudne swoje rę­ce dotykali do ciała i szat kapłana kato­lickiego.

Ze sztabu powieźli księdza dziekana i mi­licjantów za miasto i tam zamordowali w straszny sposób, że trudno jest opisać. Trzy dni i noce trupy leżały pod garażem i nie pozwolono zabrać i pochować.

Zawdzięczając usilnym staraniom księdza Polikarpa Maciejowskiego, magistra św. Teologji+) pozwolono w nocy zabrać tropów i bez wszelkich ceremonii pogrzebać, co też ulegając przemocy żydowskiej uczyniono.

Ciała zostały złożone w kaplicy na cmen­tarzu.

Po przybyciu Wojsk Polskich z korpusu Dowbór-Muśnickiego do Mohylewa, w dniu 16 marca odbył się uroczysty pogrzeb zwłok śp. księdza dziekana i milicjantów.

Pogrzeb był królewski, moc wojska, olbrzy­mie tłumy parafian, wygnańców-tułaczy, białorusinów-katolików, masy prawosławnych, de­legacje duchowieństwa i rozmaitych organizacji społecznych. W orszaku pogrzebowym wzięło też udział prawosławne duchowieństwo i za­konnicy z biskupem Konstantym na czele, którzy szli za księżmi w odświętnych żałob­nych szatach cerkiewnych.

Dzwonili we wszystkich cerkwiach. Żydzi- judasze przysłali delegacje rabinów i wień­ce jakby na szykany, a celowo, bo tym chcieli zmazać piętno krwi kapłańskiej.

Wszyscy odwracali od nich głowy oburze­ni, że tak są bezczelni i ośmielają się jeszcze wyrażać kondolencje. Wygłoszono kilka pięk­nych mów. Przemawiali w imieniu Piotrogrodzkiego T-wa Pomocy ofiarom wojny p. Wimbor. W imieniu parafian adwokat przysięgły p. Furowicz.

Najwspanialszą była mowa p. Andersa, rotmistrza Polskich Sił Zbrojnych.

Zwłoki nieodżałowanego, wiekopomnej pa­mięci ks. dziekana wraz ze zwłokami Pruskie­go i Żarnowieckiego złożono we wspólnym grobie.

Zamordowany ks. dziekan znany w szero­kich kołach wygnańców - tułaczy z Suwalsz­czyzny, Łomżyńskiej, Kowieńskiej i innych stron Polski, Litwy i Inflant był opiekunem, był prawdziwym ojcem licznych rzesz wy­gnańczych.

Z chwilą jak się fala wygnańców skiero­wała na Mohylew w r 1915 stworzył Central­ny Komitet Obywatelski oddając całą plebanię na ochronki, szkołę, szwalnię i warsztaty.

Drugie mieszkanie wynajęte przy Dnie- prowskim Prospekcie 1. 69, trzy pokoje za­ofiarował pod biuro C. K. O. Do czasu likwi­dacji C. K. O. był wice prezesem.

Czczony i uwielbiany przez młodzież i dzieci z ochron jako prawdziwy przyjaciel i opiekun sierot.

Ś. p. ks. dziekan mój osobisty szczery i serdeczny przyjaciel (mieszkałem rok czasu razem z powieściopisarzem Stefanem Kiedrzyńskim i artystą-rzeźbiarzem Stanisławem Jaku­bowskim), znany mi jest jako prawdziwy kapłan, najzacniejszy, najuczciwszy i najszla­chetniejszy człowiek, który wszystko co po­siadał poświęcał biednym i rzeszom wygnań­czym. Nieraz ostatnie ruble oddawał biednym wygnańcom, dlatego był ubóstwianym i ko­chanym.

Mimo książęcego tytułu był biednym, prawdziwym demokratą, z wielką artystyczną duszą, lubiał się otaczać, ludźmi idei, poświę­ceń i ofiarności, kochał i wysoko cenił powieściopisarza Stefana Biedrzyńskiego i ś. p. artystę Ludwika Wilczyńskiego. Mile spędza­liśmy długie wieczory i nieraz do 2—3 w nocy dyskutowaliśmy o Polsce. Był wielkim i go­rącym patriotą. Znany był jako kaznodzieja. Na kazaniach zawsze było ciasno w olbrzymiej Archikatedrze Mohylewskiej dziś przez żydów przerobionej na kine­matograf!!!

Na wiecznej rzeczy pamiątkę umieszczam żałobne przemówienie ś. p. dziekana, wypo­wiedziane w Archikatedrze w dniu 17 listo­pada 1916 roku w czasie obchodu śmierci Henryka Sienkiewicza:

„W ciężkiej godzinie naszego życia naro­dowego zebraliśmy się w murach świątyni Pańskiej. Z dalekich stron — z ziemi nie Polskiej, przyszła wieść bolesna, wieść, która okryła żałobą nietylko cały naród polski, ale i cały ten świat, dla którego wielkie ideały miłości Ojczyzny, miłości prawdy, miłości sztuki i cywilizacji nie są pustymi dźwię­kami...

Umarł Henryk Sienkiewicz... Wiem, że niema tu między wami nikogo, któryby nie wiedział, kto był ten, dla którego zebraliśmy się dzisiaj, aby modlitwą naszych serc, wy­razić głębie naszych uczuć. Wiera, że każdy z was nie jeden raz w swoim życiu, podzi­wiając talent najznakomitszego pisarza naszych czasów, olśniony bogactwem barw, którymi wyczarowywał cudne wizje naszej wspaniałej przeszłości — pomyślał, że nie był zwykłym człowiekiem ten, który potrafił jak gdyby wskrzesić przed naszemi oczyma, dawny pol­ski świat, dawne polskie życie, dawną Polską Rzeczpospolitą!...

Dzisiaj, kiedy niespodziewana Jego śmierć, okryła żałobą całą Polskę musimy się zasta­nowić, musimy głęboko zrozumieć Jego czyny, aby nigdy w najbardziej może szczęśliwych Chwilach naszego przyszłego życia, nie pow­stała myśl osłabiająca Jego potężny udział w zmartwychwstaniu naszych narodowych ideałów! Tak w zmartwychwstaniu! Bo był czas, kiedy nasze najgorętsze pragnienia, na­sze najświętsze ideały, które z pokolenia w pokolenie przechodziły, — jako najistotniej­sza spuścizna naszych ojców — zaczęły słabnąć w naszych sercach.

  • Kto z was nie pamięta tych tragicz­nych czasów?
  • Kto z was nie słyszał, nie prze­cierpiał — i nie przebolał tych dni, tych miesię­cy, tych lat — długich i czarnych więzienia?!
  • Tych czasów, w których zdawało się, że już gaśnie na wieki słońce naszej Oj­czyzny, że nad nami niema już nieba, nie­ma gwiazd, że tylko zewsząd otacza nas czarna otchłań,w której kręgiem, jak wilcze ślepia, świecą oczy na­szych nieprzeliczonych wrogów.

Byliśmy jak wyspa otoczona morzem nienawiści i gorszego od nienawiści za­pomnienia. W tych czasach, nie tak dale­kich, na których wspomnienia włosy pobielić mogły, a kamienie zapłakać—pytał się jeden drugiego:

Zaliż my jesteśmy synami narodu, które­mu panował Zygmunt, którego ku sławie i potędze prowadził Batory?...

Zaliż my, których imię z pogardliwym śmiechem powtarzano poza granicami kraju jesteśmy spadkobiercami tych wielkich czy­nów, które na wieki pozostaną w historii świata?.,.

Zaliż my jesteśmy potomkami tych przed którymi ci sami prusacy na kolanach błagali o przebaczenie i składali hołd na rynku Kra­kowskim. Potomkami tych rycerzy, którzy szczerbili swe miecze o bramy Smoleńska?

I oto:

W takiej chwili powitał Henryk Sienkie­wicz — i powiedział:

„Tak! To wy jesteście!"

I uchylił przed zamglonym nieszczęściem wzrokiem naszym zasłonę okrywającą prze­szłość naszą, otworzył stare grobowce i na pustynie naszego narodowego życia wyprowa­dził korowód rycerzy — naszych, naszych ojców — których kości już dawno popróchniały w ziemi.

Tak! To wy jesteście synami Żółkiewskich, Czarneckich, Kościuszków... Wy jesteście na­rodem, który ochronił chrześcijaństwo przed turecką nawałą.

  • Wy, którzyście swą krwią użyźniali wszystkie krańce świata i zawsze byli tam, — i tam składali życie, gdzie była walka o prawdę i wolność!...
  • Wy, którym nie wolno zapomnieć żeście Polakami!... Taka była idea tych wielkich czynów Henryka Sienkiewicza, tych czynów, które jako zwykłe książki szły w omdlewający naród, a których promienne natchnienie było ożywczym źródłem naszych nadziei.

I naród drgnął.

Po leżącym w letargu przeszedł dreszcz życia.

Zaczęto pojmować, że nie wszystko jeszcze stracone, że dopóki w każdym polaku bije polskie serce, to do tej chwili — Polska jesz­cze nie zginęła!

Narodzie Polski!

Narodzie nieszczęśliwy, któremu nic nie zaoszczędzono!

Niema takich nieszczęść, niema takich cierpień, którychby Polska nie znała — ale i niema takiej potęgi, któraby ją mogła złamać.

Komuż jednak zawdzięczamy tę siłę, która nie pozwala nam znikczemnieć w niewoli. Komu zawdzięczamy, my, wydziedziczeni, wy­właszczeni , my pielgrzymi, idący poprzez dro­gę, na którą zewsząd padają kamienie — że idąc naprzód: niesiemy śmiało nasz narodowy sztandar, na którym naszą krwią tysiąckrotnie wypisane są słowa wzniosłych ideałów?!

Oto— tam jest odpowiedź na moje pyta­nie? Nie w tej srebrnej trumnie, która jest symbolem materialnej śmierci naszego wiel­kiego rodaka ale w tym wizerunku, który jest wizerunkiem Henryka Sienkiewicza.

W jego życiu, w jego geniuszu szukajcie odpowiedzi w geniuszu, który jako królewski dar rzucił pod nogi swemu narodowi!

Zabrano nam wszystko — prócz ducha! — nieśmiertelnego ducha Polski, który odradzał się w wielkich naszych geniuszach. Po Mic­kiewiczu, który konał przy świeżym grobie niepodległej Polski, przyszedł Sienkiewicz i ten grób otworzył.

O cześć Ci i chwała, Wielki Synu Polski— niezapomniany Towarzyszu niedoli — Drogi

nauczycielu nasz, który wskazałeś nam migające jeszcze gwiazdy naszego nieba, który po­krzepiłeś gasnącą wiarę w sprawiedliwość, który drżące nieśmiało iskierki zamieniłeś w pochodnie. — Będziemy żyli i rośli, mocni i wolni w blaskach tego światła!

Niezbadane są wyroki Boskie i każdy chrześcijanin winien uchylić głowę przed wolą Boga.

Lecz jaka szkoda, jaki ból dławi serca, że wielki nasz rodak, że ten który poświęcił całe życie, aby nektarem nadziei poić swoich braci, że ten właśnie schodzi z tego świata w prze­dedniu naszej wolności. Nie było mu sądzo­no zobaczyć naszej Matki—ojczyzny nie skutej kajdanami!

„Umieram nie w porę“— powie­dział ostatniemi słowy: „Nie zobaczę wolnej Polski!1

Drogi nasz Mistrzu! Jedynym cieniem w bla­skach naszej Ojczyzny, będzie to, że Ty jesteś z nami w godzinę Zmartwychwstania Polski! Że nie zapłaczesz z nami ze szczęścia, że nie usłyszysz szumu skrzydeł białego orła!

O Chryste! O Panie nasz Odkupicielu!

Dla Ciebie niema tajemnic. Ty widzisz Panie każdą łzę naszą, która spada u Twoich stóp.

Ty słyszysz każdy nasz szloch wydarty z serca tęsknotą do Polski.

Błagamy Cię Panie daj nam tę moc, którą dajesz wielkim abyśmy mogli — przecierpieć brzemię ponad siły!.,.

Ulituj się.

Przyjm Panie do swojej chwały duszę Syna tej ziemi Polskiej, której synowie byli i są i będą Twoimi najwierniejszymi synami.

Chryste Panie nasz!

Ojcze z niebios, Odkupicielu świata Bożego.

Tyś, który uczynił cud zmartwychwstania— spójrz na zgliszcza — spójrz na tę pustynię, którą dzisiaj jest nasza Ojczyzna Daj nam choć odruch tej potężnej wiary, którą miał Henryk. Bo pragniemy ją mieć tak wielką i jasną, jaką On miał... bo pragniemy kochać, jako On kochał... bo pragniemy się poświęcać, jako On się poświęcał!.

Chryste nieśmiertelny,

Chryste światłości wiekuista,

Chryste, Dobroci nieprzebrana spójrz na nas i ulituj się nad nami. Amen*.

Każde słowo krzepiące, przepojone duchem patrjotycznym olśniewało tłum wiernych.

Z tych przepięknych wyrazów płonących wielką miłością Ojczyzny, słów, które do nie­dawna nie można było na Białej Kasi słyszeć a które padały wobec przedstawicieli mocarstw koalicji—zebranych w komplecie, wielkich ksią­żąt, generałów itp, ze świty Cara Mikołaja Il-go z kwatery Głównej (Stawki) — słychać było ożywione tętno serc słuchaczy, widoczne były łzy w źrenicach, wyczuwało się, iż pośród zebranych, wszyscy wiedzą, te ukradziony skarb wróci, wróci olśniony w blaskach chwały i potęgi. Załzawione oczy ś. p. kaznodziei i wygnańców tułaczy snuły się po narodowych sztandarach i białych orłach.

Nie doczekał ś p. ksiądz-męczennik wi­dzieć Polski wolnej i zjednoczonej, o której śnił, marzył i wciąż wyczekiwał chwili, kiedy mu Bóg pozwoli przyjechać do wolnej stolicy Polski-Warszawy. W sile wieku (miał 41 rok) kapłan patryota, działacz społeczny i filantrop niedoczekał radości narodu.

Zginął śmiercią męczeńską z rąk żydów-bolszewików Zginął za ideę tworzenia na obczyźnie Polskich Sił zbrojnych, niewinnie posądzony o działalność wojskową jako kontr-rewolucjonista.

Śpij wielki męczenniku w ziemi kresów Polskich, zroszonej krwią najlepszych synów Polski i Białorusi.

Twój grób będzie szańcem na granicy Polski.

Twoja śmierć męczeńska będzie pomszczona, a Polacy z kresów i Polski wystawią Ci w Mo­hylewie pomnik, przed którym wrogowie-kaci padną na kolana...

Twoja krew męczeńska przelana nie pój­dzie na marne, by grób Twój stratowały ko­pyta końskie żydów-bolszewików... tych nowo­czesnych herodów i piłatów...

Na grobie zatkniemy sztandar wolności i zjednoczenia ziem Polskich, zjednoczenia kre­sów z Macierzą-Ojczyzną do której tęskniłeś za życia.

Pomnik Twój będzie hartem ducha dla potomności na rubieżach Rzeczypospolitej Pol­skiej wyrosłej, a dłoń Twa błogosławiąca w sądzie pobłogosławi tych, co całości ziem Pol­skich nad Dnieprem będą strzedz wiecznie.

Najzacniejszy przyjacielu, śpij spokojnie niech Ci ziemia lekką będzie.´+)

Polacy! Czy możemy zapomnąć o męczen­niku w tak ohydny i barbarzyński sposób za­mordowanym przez żydów-bolszewików ?

Czy cień kapłana katolickiego nie będzie dla nas drogowskazem, że musimy pójść wszy­scy społem, w celu zdobycia tego świętego miejsca, gdzie spoczywają zwłoki ś. p. księdza Światopołk-Mirskiego i dzielnych bohaterów i obrońców kapłana i kolonii Polskiej w Mohylewie-gubernialnym, milicjantów Pruskiego i Żarnowieckiego?

Czy możemy na pastwę losu, na dalsze znęcanie się żydów z Bronsztejnem-Trockim na

Uwaga: 28 lutego 1919 r. w Suwałkach w I-szą rocznicę tragicznej śmierci byli wygnańcy-tułacze i współpracownicy C. K. O. zakupili uroczyste ża­łobne nabożeństwo. Dlaczego to licznie zebrana Kolonia Polska z Mohylewa w Warszawie zapo­mniała o rocznicy śmierci męczennika, swego uko­chanego proboszcza i dziekana?

 

Czele, zostawić Polaków licznie zamieszkałych w Mohylewie i Mohylewszczyźnie ?

Czy możemy pozwolić, ażeby Świątynia Pańska, w której ś. p. zamordowany kapłan głosił Słowo Boże, przepiękna Archikatedra Mohylewska dziś haniebnie zbeszczeszcsona przez żydów, czego nie uczynili najdziksi moskale i nadal miała być kinematografem żydowskim ?

To oburzające!

Wstyd by nam było, hańbą byśmy się okryli po wsze czasy, pozwalając żydom pa­noszyć się w kościołach katolickich!

Pióro drży, serce płacze, łzy pieką źre­nice moje, ból szarpie duszę...

Krew ś. p. dziekana woła o pomstę!

Krew świętego męczennika, który zginął z rąk żydów wzywa nas do czynu zbrojnego, jako obrońców Wiary Ojców i dziadów. .

Idźmy wszyscy zdobyć kresy Polskie!

Idźmy nauczyć nikczemnych synów Izraela, poddanych nowego Mojżesza Bronsztejna. Ci podli zbrodniarze muszą zrozumieć, muszą wie­dzieć, że należy szanować świątynie nasze, że krew męczennika — kapłana przez nich przelana nie poszła na marne, nie została przez nas zapomnianą...

Święte prochy dziekana i milicjantów wzy­wają nas na nowe szlaki pochodu, wzywają nas do zatknięcia zwycięskich sztandarów na­szych na ich grobie.

Nie zwlekajmy z tym ani sekundy. Robo­tnicy i Włościanie!

Krew trzech męczenników nakaże Wam pójść i stworzyć czyn ofiarny.

Nakaże Wam odwracać oczy od żydów, stronić od nieb jak od trędowatych lub zapo­wietrzonych.

Nakaże Wam przekonywać błądzącą brać robotniczą i włościańską, która to, co prawda w małej ilości, a jednak zaprzedała swe serca Polskie żydom i idzie z nimi ręka w rękę. Wskażcie im,- że przez podanie ręki żydom, zabrudzą swoje dłonie krwią niewinnie prze­laną, że niewolno nam podawać ręki tym wiel­kim' zbrodniarzom i mordercom chrześcijan.

Wskażcie im, że przez dalsze obcowanie z żydami staną się współwinowajcami mordów,- gwałtów i ohydy, dokonywanych nad chrześcijanninami.

Wskażcie im, że Bronsztejn-Trocki to no­woczesny herod, który chce opanować i rzą­dzić światem.

Jeżeli nie usłuchają Was przeklnijcie tych pseudo-polaków na wieki wieczne, jako pła­tnych służalców heroda Bronsztejna. Wzgardź­cie ludźmi bez czci, wiary i honoru i nie po­zwólcie nosić zaszczytnego miana Polaków, je­żeli świadomie pomagają żydom do wprowa­dzenia niewoli żydowskiej.

Nic nie kupujcie u żydów, bo i chleb przez nich sprzedawany jest skąpany we krwi polskiej. Strzeżcie święte hasło: „Swój do Swego", rozszerzajcie to po wsiach i mia­stach, brzydźcie się braćmi morderców ka­płana.

Żądajcie usunięcia żydów z pod Jasnej Gó­ry i z pod kościołów w Polsce, ażeby im nie wolno było mieć domów i sklepów obok świą­tyń Pańskich w promieniu 1—3 wiorst.

Żądajcie usunięcia żydów z urzędów, nie pozwólcie, ażeby jakie bądź przedsiębiorstwa, monopole, dostawy i t. p. były oddawane żydom.

Dla żydów Palestyna, niech jadą sobie do swego Raju bolszewickiego

Polska dla Polaków!

Dosyć już tego, ażeby sublokatorzy nasi panoszyli się i rządzili w Świętej Ziemi Pol­skiej i na kresach Rzeczypospolitej Polskiej, narzucając swoim prawowitym gospodarzom ży­dowskie prawa i porządki. Niech jadą do swo­ich przyjaciół spartakowców w Niemczech i do dzikich głupich moskali, których opętali jak szatani...

Dołóżcie wszelkich starań, ażeby zdobyć kresy, które jęczą i plączą w niewoli heroda Bronsztejna-Trockiego.

Polacy z kresów błagalne wyciągają dłonie i wołają o pomoc.

Śpieszmy, bo nam niewolno odmówić po­mocy braciom, a w szczególności siostrom-polakom, dziś na kresach zbezczeszczonym przez żydów, gwałconym przez parszywców, zgraję „czerwoną gwardię* heroda Bronsztejna.

Łamcie kości tym łotrom zaprzedanym ży­dom , co Was namawiają do strajków, do gwał­tów, do złych czynów, co otumaniają obietnicami, ażeby tylko zdobyć panowanie dla Bron- sztejna. On rzuca miliony na agitację bolsze­wicką.

Dziś rzuca złoto, a jutro swoim pachołkom da do zgryzienia kamienie, lub całemi masa­mi każe rozstrzelać..

Strzeżcie się żydów bolszewików jak ognia, to Wam każe uczynić glos z tamtego świa­ta, zamordowanego przez żydów kapłana!

Marjan Antoni Nowakowski

Częstochowa, 28 lutego 1919 r. w I-szą rocznicę śmierci ś. p. księdza Swiatopolk-Mirskiego.

 

 

Do nabycia we wszystkich księgarniach broszury M. A. Nowakowskiego:

  • „Siła przed prawem* (przeciw Szwa­bom i moskalom — ilustrowana) , 2 rb.
  • „Strzeż się żydów i bolszewików* . 1 m.
  • „Zbrodniarze XX wieku żydzi bol­szewicy"  ...                         —

W druku:

  • „Czy żydzi ucierpieli w czasie wojny, czy skorzystali?
  • „Walka z żydami
  • „Gdzie mamy zespolić swe serca?
  • „Życie i Śmierć* — ilustrowana.

 

Prawa autorskie zastrzeżone.
Nakładem autora.

RADOM

Druk „J. K. Trzebiński".

1919 r.