„Ja naprawdę nie jestem dyktatorem. Mam niemały wpływ na to, co się dzieje po prawej stronie sceny politycznej, ale dalece nie taki, jaki jest mi przypisywany” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński na antenie RMF FM w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem.

Krzysztof Ziemiec, RMF FM: Jarosław Kaczyńskijest naszym gościem. Dzień dobry, panie premierze.

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości: Dzień dobry.

Pytań jest sporo, ale zacznę od tego, co było wczoraj. Wspaniały wynik polskich skoczków. Oglądał pan?

Nie oglądałem. Dowiedziałem się o tym w pracy. Z ogromną radością z tego wyniku, pierwsze i drugie miejsce. Ale przede wszystkim dlatego, że nigdy nie słyszałem o tym, żeby ktoś wygrał konkurs z 27. miejsca i to nie tylko na mistrzostwach świata - ale może się mylę, może były takie sytuacje - ale w ogóle na jakimkolwiek ważnym konkursie. Więc to jest rzeczywiście niebywały wyczyn pana Kubackiego. No i wspaniale, że drugie miejsce to wciąż jednak nasz najlepszy...

Czyli lubi pan skoki, lubi pan sport, nie tylko rodeo jak kiedyś gdzieś pan ujawnił, ale skoki również?

Lubię skoki i w ogóle lubię sport. Akurat rodeo, to na bykach, bo jest jeszcze to na koniach, lubię, bo mnie ono po prostu strasznie bawi, śmieszy. 

Zostając przy sporcie, ale wracając do polityki. Używając języka sportowego, dlaczego pozbywa się pan najlepszych zawodników z tej talii kart pana partii - myślę na przykład o ministrze Joachimie Brudzińskim - wystawiając ich na listach do Parlamentu Europejskiego?

Panie redaktorze, ja wiem, że mi jest przypisywana władza, której nie mam. Dobrze, że nie mam aż takiej, bo to zawsze jest niezdrowe. To nie jest tak, że ja się kogoś pozbywam, albo nie pozbywam. Te osoby chciały kandydować i w związku z tym kandydują. Są przy tym różne przyczyny, są także różnego rodzaju polityczne kalkulacje z tym związane. Bo trzeba także patrzeć do przodu, sporo lat do przodu. Ale przede wszystkim to jest decyzja tych osób. Nikt nie jest zmuszony do tego, żeby wyjeżdżał.

No oczywiście, ale ktoś też to akceptuje. Czy nie boi się pan trochę osłabienia rządu? Bo jeśli tak kluczowe osoby by wyjechały do Brukseli, są też i inni bardzo ważni politycy, to wtedy bez wątpienia rząd będzie słabszy, będzie inny.

Będzie troszkę inny, ale my mamy zasoby kadrowe dość poważne i mi się wydaję, że one rosną i że w związku z tym możemy zaryzykować tego rodzaju posunięcie. A wydaje mi się także, choć nie mogę tego rozstrzygać za innych, że te osoby do polskiej polityki za te 5 lat wrócą.

Kto zastąpi Joachima Brudzińskiego jesienią, jeśliby wszedł?

Panie redaktorze, ja nie chcę w tej chwili mówić o rzeczach przyszłych i niepewnych. To znaczy, ja jestem przekonany, że Joachim Brudziński i także Beata Szydło wejdą do Parlamentu Europejskiego, natomiast jeśli chodzi o osoby, które wejdą w ich miejsce, to jest kwestia jeszcze w tej chwili w jakiejś mierze przynajmniej otwarta. Chociaż gdyby pan mógł zajrzeć do mojej głowy, to by pan znalazł jakieś nazwiska, ale proszę wybaczyć, będę dyskretny.

Nie jestem jasnowidzem. Panie premierze jakieś inne jeszcze inne znane nazwiska? Byli albo obecni ministrowie pojawią się na tych listach? Bo one nie są do końca gotowe, a pani rzecznik, myślę o Beacie Mazurek, chyba tak sugerowała, że będę jeszcze jakieś niespodzianki.      

Być może jest lepiej poinformowana niż ja. Ale to zależy od tego, co traktować jako niespodziankę. Wydaje mi się, że...

Mam na myśli na przykład minister Rafalską.

No nie, akurat minister Rafalska nie jest w tej chwili kandydatką takiego pierwszego rzutu, ale nie jest wykluczone, że na listach będzie.

Czyli jest brana pod uwagę?

Jest. 

Panie premierze, zakończyło się przesłuchanie Geralda Birgfellnera, austriackiego biznesmena. Jeśli prokuratura zdecydowałaby o wszczęciu śledztwa i wezwała pana, stawi się pan na takie przesłuchanie?

Oczywiście, przecież jakie mam inne wyjście? Jestem obywatelem jak każdy inny.

A w jakiś sposób czuje się pan z tą sprawą związany - także ma coś sobie do zarzucenia, czy nie?

Nie mam niczego do zarzucenia sobie. Nie będę mówił o tym, jaki mam stosunek do bohatera tych wydarzeń. Natomiast mogę powiedzieć jedno: chciałem zrobić coś bardzo pożytecznego z punktu widzenia, już nawet nie tylko mojego obozu politycznego, ale po prostu Polski. Nieco zrównoważyć tę sytuację na rynku idei, instytucji, które mogą wspierać różnego rodzaju idee. Tutaj chodzi mi zupełnie konkretnie o fundację Batorego, bardzo mocną, która nie ma instytucji konkurencyjnej po prawej stronie, czy nawet w centrum. Sama jest dzisiaj fundacją... Trudno w ten sposób fundację kwalifikować, ale gdyby już kwalifikować, to można powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo lewicową. I gdyby ten budynek, o który chodzi, powstał, to Instytut Lecha Kaczyńskiego stałby się fundacją bardzo silną, a w dalszej perspektywie - takiej perspektywie czasowej, która już ludzi mojego pokolenia nie dotyczy, bo spłacanie takich kredytów trwa długo - byłaby ta fundacja, czy ten instytut jeszcze dużo silniejszy. Krótko mówiąc: to chodziło właśnie o to, by wykorzystać pewne możliwości. Bo ta działka na Srebrnej to jest pewna możliwość. Nie udało się, nie udało się z powodów przede wszystkim związanych z brakiem praworządności w Polsce, to znaczy w Polsce może być tak, że po prostu z powodów czysto politycznych i personalno-politycznych można czegoś odmówić instytucji, która ma do tego prawo.

Tylko że opozycja dzisiaj zarzuca panu próbę niejasnych interesów, że polityk na pana miejscu, z pana doświadczeniem, z pana też i władzą, i wiedzą, nie powinien robić tego typu - nie chcę powiedzieć interesów - ale kontaktów mieć z takim biznesmenem. Skoro mówi pan, że stawi się przed prokuraturą, to może warto, żeby ta prokuratura to śledztwo wszczęła? Bo na razie nie ma tych informacji - żeby wszczęła.

To już jest decyzja prokuratury. Natomiast: czy ja nie powinienem tego podejmować? Ja jestem bardzo dumny z tego, że to co udało się zrobić na początku lat 90. - nie tylko Porozumieniu Centrum, ale także kilku innym partiom - z inicjatywy rządu Tadeusza Mazowieckiego, a bezpośrednio załatwił to minister Aleksander Hall, innym przyniosło to - być może krótkotrwałe korzyści - ale później całkowitą klęskę, a myśmy - w tym i ja - potrafili coś z tego bardzo poważnego zachować. To było naprawdę w tych czasach bardzo trudne. Fundacja była atakowana z zewnątrz, była atakowana od wewnątrz i jest w dalszym stopniu instytucją, która ma przyszłość - jestem przekonany, że będzie mogła jeszcze wiele zdziałać. Wykorzystanie pewnej szansy jest nie tylko czymś co jest uprawnione, ale jest nawet obowiązkiem wynikającym ze statutu fundacji i ze statutu spółki, chociaż ja w spółce żadnej funkcji nie pełnię. Natomiast jako członek i przewodniczący rady fundacji także w pewnej mierze bardzo ograniczonej reprezentuję właściciela.

Czyli reasumując śledztwo ma sens i pan stawi się przed prokuraturą, jeśli będzie takie wezwanie.

Śledztwo w moim przekonaniu sensu nie ma, ale to jest już decyzja prokuratury.  I ja nie chcę w żadnym wypadku na nią wpływać. Tutaj mamy po prostu do czynienia z przykładem pewnej nierzetelności, ale nie z mojej strony, ale ze strony osoby, która jest dzisiaj jest traktowana jako swego rodzaju bohater, czy nawet ofiara.

Austriak twierdzi, że został oszukany.

To ja mogę powiedzieć, że nie zgadzam się z tym sądem, a całą resztę bardzo chętnie powiem prokuraturze.

A co pan poczuł, panie prezesie - zapytam na koniec w tym temacie - że został pan nagrany u siebie w siedzibie, na Nowogrodzkiej, gdzie chyba ma pan zaufanie do swoich współpracowników - a tu jest tyle nagrań, tyle taśm, nie wiadomo co jeszcze może wypłynąć?

Ja się nie mam powodu niczego obawiać, natomiast jeżeli chodzi o nagranie, to ja byłem jednak zaskoczony tym, że ten pan mnie nagrywał. Ale takie rzeczy się zdarzają. Zdarzają się też takie ataki, czy zdarzały się takie ataki. Ja przypomnę sprawę Telegrafu, afera której nigdy nie było, z której czyniono użytek przeciwko mojej dawnej formacji, przeciw mnie jeszcze przez wiele lat, po tym, jak się okazało się, że nic tak naprawdę nie można zrobić. Przypomnę "Dramat w trzech aktach" film o rzekomych związkach mojego brata i mnie z aferą FOZZ. Równie dobrze można by takie związki na przykład panu zarzucić. I w tym, i w tym wypadku były one całkowicie zerowe. Krótko mówiąc, to był jeden ze sposobów ataku na nas, szczególnie od momentu, kiedy urządziliśmy, to chyba był 1 lipca 1991 roku, konferencję antykorupcyjną w Warszawie. Powiedzieliśmy, że w Polsce jest ogromna korupcja, i że jest ogromna kradzież odnosząca się do majątku państwowego, i od tego czasu zaczęto nas atakować.

To jeśli pan pozwoli, wrócimy do tego w internetowej części, a spytałbym o "piątkę Kaczyńskiego", bo to jest temat, który interesuje wielu, także naszych słuchaczy. To jest pana pomysł?

Nie, to jest pomysł Prawa i Sprawiedliwości. Ja wymyśliłem kiedyś 500+, to jest prawda. Wymyśliłem zresztą wiele innych rzeczy, ale akurat ta "piątka" powstała gdzie indziej. Oczywiście bardzo się cieszę i uczestniczyłem w rozmowach na ten temat, co by tutaj uczynić, ale w żadnym wypadku nie przyznaję się do autorstwa.

Czyli jest to praca zespołowa. Bo opozycja twierdzi, że to jest ich pomysł: że Prawo i Sprawiedliwość ukradło np. Platformie pomysł 500+ na pierwsze dziecko, PSL z kolei mówi, że emerytury matczyne to jest też ich pomysł - i de facto coś, co było w zamrażarce, teraz nagle wypływa na światło dzienne i jest autorstwa PiS-u.

Ja nie będę tutaj spierał się o to, kto co kiedyś wymyślił, czy rzucił raczej. Wydaje mi się, że Platforma Obywatelska, kiedy mówiła o 500+ od pierwszego dziecka, to chodziło jej raczej o storpedowanie czy skompromitowanie tego programu, który powstał i który był zrealizowany - i niczego więcej w ówczesnych warunkach finansowych się nie dało zrealizować. Natomiast cała sprawa polega na tym, że my potrafimy rządzić - i to rządzić uczciwie i w związku z tym mamy dzisiaj większe możliwości finansowe i możemy sobie pozwolić na te wszystkie...

Opozycja mówi, że to jest przekupstwo polityczne.

Panie redaktorze, każde posunięcie prosocjalne związane z jakimiś wydatkami publicznymi można w ten sposób określić. Na to nic nie poradzę. Nikt im nie zabraniał, żeby tak społeczeństwo - tu w cudzysłowie - "przekupywać". Tylko, że oni nie chcieli i przede wszystkim nie potrafili, ciągle w sytuacji deficytu, ciągle ogłaszali różnego rodzaju oszczędności. Sądzę, że także po to, żeby ludzie wiedzieli, że nic nie dostaną. To były takie akcje o charakterze propagandowym.

Ale teraz też są ci, którzy mówią, że nic nie dostali. Myślę o niepełnosprawnych. Co pan im powie?

Podsumowywałem sobie to przed przyjściem tutaj do studia, bo wiem, że są tego rodzaju wątpliwości. Otóż wydatki na niepełnosprawnych w 2015 roku wynosiły 14,5 miliarda mniej więcej. Wzrosły do 18 miliardów, nie licząc tego, co niepełnosprawni otrzymali z 500+, bo to byłyby jeszcze dodatkowe przeszło trzy miliardy. Poza tym wzrosły zarówno renty socjalne, jak i te świadczenia, które otrzymują rodzice - najczęściej są to matki niepełnosprawnych. I to wzrosły dość wyraźnie, o kilkaset złotych...

To może trzeba było zrobić "szóstkę", a nie "piątkę"?

...wzrosły też zasiłki te pielęgnacyjne, one nie wzrastały od bardzo dawna. Krótko mówiąc: razem w tej chwili, jeżeli ktoś ma niepełnosprawne dziecko, to dostaje od państwa 1800 złotych plus 500 złotych, to 2300...

Tylko wiemy, że w takiej sytuacji żadne pieniądze nie wynagrodzą tego trudu i poświęcenia, więc może tak powtórzę: Trzeba było zrobić "szóstkę", a nie "piątkę"? I wtedy wymyślić coś też dla tej grupy, która jest bardzo istotna? Bo zawsze pokrzywdzona.

Ona jest rzeczywiście bardzo pokrzywdzona, tylko że ja jednak wobec tego przypomnę, że my być może będziemy mieli inne pomysły. Nie wszystko naraz, a mógłbym jeszcze wymieniać tutaj kolejne świadczenia, bo wzrastają świadczenia związane z zakładami aktywizacji zawodowej, z warsztatami, związane z domami samopomocy. Wszędzie te sumy przeznaczone na jednego niepełnosprawnego się wyraźnie zwiększają. A przy tym zaczyna działać fundusz solidarności - on w tym roku będzie dosyć skromny - to będzie 647 milionów złotych, bo jeszcze z tego podatku od najbogatszych sumy nie będą spływały. Ale w przyszłym roku to będzie już dwa miliardy na różnego rodzaju programy. Czyli łącznie, jak to podsumować, to naprawdę ten wzrost będzie bardzo znaczny. To będzie wzrost o jakieś 60, proc. w przyszłym roku to będzie jakieś 70 procent więcej niż w roku 2015. Więc mówienie, że my się tym nie zajmujemy, po prostu mija się z prawdą. I to w sposób radykalny.

Postawmy tu kropkę i wrócimy do tego w części internetowej. Chciałbym, żeby słuchacze radia jeszcze usłyszeli o tym, co pan sądzi o pomyśle Platformy Obywatelskiej, która złożyła taki projekt ustawy ustanawiającej 4 czerwca świętem państwowym? Ma to być święto wolności i praw obywatelskich. Dobry pomysł?

Panie redaktorze, ja sądzę, że jeżeli chodzi o tego rodzaju święta, to czas musi dojrzeć do jakiegoś takiego momentu pełnej zgody. Ja uważam 4 czerwca za bardzo ważną datę w polskiej historii i to nie dlatego, że to była bardzo ważna data także w mojej osobistej historii i w historii mojej śp. brata, ale dlatego, że coś bardzo ważnego się zmieniło, ale są i tacy, którzy mają tutaj inne przeświadczenia i warto, żeby to napięcie w Polsce spadło, zanim będziemy to świętować aż w ten sposób, chociaż powtarzam, można o tym dyskutować. Natomiast z całą pewnością ta 30. rocznica, która się zbliża, to będzie data ważna i ja jestem zdecydowanie za tym, żebyśmy ją obchodzili, żebyśmy nie udawali, że się nic nie stało. Jestem głęboko przekonany, że to był moment ważny. Bardzo ważny.

Czy jest pan też za tym, żeby w Warszawie stanął pomnik Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera III RP?

W żadnym razie nie będę protestował przeciwko temu. Uczciwie mówiąc, przyłożyłem rękę, albo nawet może obydwie do tego, żeby ten rząd powstał, i żeby właśnie Tadeusz Mazowiecki, a nie kto inny, bo przecież był inny kandydat wyznaczony, był przekonany, że będzie tym premierem, miał być tym właśnie pierwszym. I został nim Tadeusz Mazowiecki, czyli krótko mówiąc nie będę przeciwko temu protestował, uważam, że to, że w Polsce są pomniki Piłsudskiego, ale są i Dmowskiego to jest zupełnie normalne, tylko, że są tacy, którzy chcą pomniki obalać, zniszczyć. Ja nie mówię o tym wypadku w Gdańsku, chociaż on jest skandaliczny, powinien być odpowiednio potraktowany przez wymiar sprawiedliwości, ale rzeczywiście sama osoba jest kontrowersyjna, natomiast chodzi też o inne pomniki.