Każde pożyteczne lub przyjemne twierdzenie o wojnie, bez względu na to, jak niezweryfikowane lub później obalone, szybko się rozprzestrzenia, podczas gdy dysydentów oczernia się jako zdrajców lub agentów Kremla. WASZYNGTON, DC – 1 GRUDZIEŃ (LR) Rep. Liz Cheney (R-WY), wiceprzewodnicząca komisji specjalnej badającej atak z 6 stycznia na Kapitol, i reprezentant Adam Kinzinger (RL-IL) słuchają podczas komisji spotkanie na Kapitolu 1 grudnia 2021 r. w Waszyngtonie.
W poprzedzających tygodniachwobec rosyjskiej inwazji na Ukrainę ostrzegano przed możliwym niebezpieczeństwem zaangażowania USA, że takie obawy są bezpodstawne. Panująca linia utrzymywała, że nikt w Waszyngtonie nawet nie rozważa, nie mówiąc już o popieraniu militarnego zaangażowania USA w konflikt z Rosją. Zignorowano to, że obawa nie była oparta na przekonaniu, że Stany Zjednoczone będą aktywnie dążyć do takiej wojny, ale raczej na często niezamierzonych konsekwencjach zalewania propagandy wojennej i towarzyszącego jej wysokiego poziomu plemienności, szowinizmu i emocjonalności. Nie miało znaczenia, ile wojen można było wskazać w historii, które rozpoczęły się nieumyślnie, z niekontrolowanymi, niebezpiecznymi napięciami wymykającymi się spod kontroli. Każdy, kto ostrzegał przed tą ewidentnie niebezpieczną możliwością, spotkał się z frazesem „słomianego człowieka”:argumentujesz przeciwko stanowisku, którego dosłownie nikt w DC nie broni .
Niecały tydzień po tej wojnie, tego już nie można powiedzieć. Jeden z najbardziej ukochanych przez media członków Kongresu, reprezentant Adam Kinzinger (R-IL), w piątek wyraźnie i stanowczo wezwał wojsko USA do rozmieszczenia na Ukrainie w celu ustanowienia „strefy zakazu lotów” – tj. amerykańscy żołnierze wydaliby rozkazy . Rosja nie wchodziła w ukraińską przestrzeń powietrzną i atakowałaby bezpośrednio rosyjskie odrzutowce lub inne jednostki wojskowe, które nie posłuchały. To z definicji i projektu natychmiast zapewniłoby, że dwa kraje, które mają zdecydowanie największe zapasy broni jądrowej na świecie, będą walczyć ze sobą na całej Ukrainie.
Fantazja Kinzingera, że Rosja natychmiast wykonałaby rozkazy USA dzięki racjonalnym kalkulacjom, jest wprost sprzeczna ze wszystkimi dominującymi narracjami o tym, że Putin stał się teraz irracjonalnym szaleńcem, który porzucił zmysły – nie tylko w przenośni , ale i medycznie – i jest gotów zaryzykować wszystko do podboju i spuścizny. To nie był pierwszy raz, kiedy pojawiła się taka obłąkana propozycja; na kilka dni przed ujawnieniem przez Kinzingera swojego planu, reporter zapytał rzecznika Pentagonu Johna Kirby'ego, dlaczego Biden do tej pory odrzucał tę konfrontacyjną postawę . Ben Wittes z The Brookings Institution zażądał w niedzielę: „Zmiana reżimu: Rosja”. Przewodniczący Rady Stosunków Zagranicznych Richard Haass świętował , że „teraz rozmowa przesunęła się, by uwzględnić możliwość pożądanej zmiany reżimu w Rosji”.
To, że Stany Zjednoczone ryzykują globalną nuklearną zagładą nad Ukrainą, to nieopisanie szalony pogląd, o czym można się przekonać po kilku sekundach trzeźwej refleksji. Przypomnieliśmy sobie tamten niedzielny poranek , kiedy „Putin nakazał swoim siłom nuklearnym stan pogotowia, przypominając światu, że ma moc użycia broni masowego rażenia, po narzekaniu na reakcję Zachodu na jego inwazję na Ukrainę” – ale jest to całkowicie nic dziwnego, że jest to już sugerowane.

Nie bez powodu pierwsze piętnaście minut mojej transmisji na żywo w czwartek na temat Ukrainy poświęciłem nie historii, która nas tu zaprowadziła i istocie konfliktu (o tym mówiłem w drugiej połowie), ale klimatowi, który się tu pojawia. kiedy wybucha nowa wojna, natychmiast tworząc oparty na propagandzie, wolny od sprzeciwu konsensus. Nie ma propagandy tak potężnej i potężnej jak propaganda wojenna. Wygląda na to, że trzeba było to przynajmniej raz przeżyć, jako zaangażowany dorosły, żeby zrozumieć, jak funkcjonuje, jak manipuluje i zniekształca, jak można oprzeć się pochłonięciu przez niego.
Jak sprawdziłem w pierwszej części tej dyskusji wideo, propaganda wojenna stymuluje najpotężniejsze aspekty naszej psychiki, podświadomości i instynktownych popędów. Sprawia, że z założenia porzucamy rozum. Wywołuje falę plemiennictwa, szowinizmu, moralnej prawości i emocjonalności: wszystkich potężnych popędów osadzonych przez tysiąclecia ewolucji. Im więcej jedności pojawia się na poparcie nadrzędnej narracji moralnej, tym trudniej jest każdemu ją krytycznie ocenić. Im bardziej zamknięty jest system propagandowy — albo dlatego, że wszelki sprzeciw wobec niego jest wykluczany przez brutalną cenzurę, albo tak skutecznie demonizowany przez oskarżenia o zdradę i nielojalność — tym trudniej jest każdemu, każdemu z nas , nawet rozpoznać, że jest się pośrodku z tego.
Kiedy zdolności krytyczne są celowo wyłączane w oparciu o przekonanie, że osiągnięto absolutną pewność moralną, części naszego mózgu uzbrojone w zdolność rozumowania zostają wyłączone. To dlatego czołowi antyrosyjscy jastrzębie, tacy jak były ambasador Obamy Michael McFaul i inni, domagają się , aby żadnemu „propagandyście Putina” (czyli każdemu, kto odbiega od swoich poglądów na temat konfliktu) nie zezwolono nawet na platformę i dlaczego wielu jest złych, że Facebook nie zaszedł wystarczająco daleko, zakazując wielu rosyjskim mediom reklamy lub zarabiania. Senator Mark Warner (D-VA), stosujący obecnie standardową taktykę urzędników państwowych dyktujących firmom mediów społecznościowych, na jakie treści powinny, a czego nie powinny zezwalać, ogłosił w sobotę: „Jestem zaniepokojony rozprzestrzenianiem się rosyjskiej dezinformacji w Internecie, więc dzisiaj napisałem do prezesów głównych firm technologicznych z prośbą o ograniczenie rozprzestrzeniania się rosyjskiej propagandy”. Tłumienie wszelkich rozbieżnych poglądów lub przynajmniej uwarunkowanie populacji do ignorowania ich jako zdradzieckich, jest tym, jak systemy propagandowe pozostają silne.
Naprawdę trudno przecenić, jak przytłaczająca jest jedność i konsensus w amerykańskich kręgach politycznych i medialnych. Jest tak blisko jednomyślnego i wolnego od sprzeciwu dyskursu, jak wszystko w pamięci, na pewno od dni po 11 września. Marco Rubio brzmi dokładnie jak Bernie Sanders, a Lindsay Graham nie ma nawet minimalnej rozbieżności z Nancy Pelosi. Każde słowo nadawane w CNN lub drukowane w The New York Times o konflikcie doskonale zgadza się z przesłaniem CIA i Pentagonu. W konsekwencji amerykańska opinia publiczna przeszła radykalną i szybką zmianę; podczas gdy niedawne sondaże wykazały, że duża większość Amerykanów sprzeciwia się jakiejkolwiek znaczącej roli USA na Ukrainie, nowy sondaż Gallupaopublikowane w piątek wykazały, że „52% Amerykanów postrzega konflikt między Rosją a Ukrainą jako krytyczne zagrożenie dla żywotnych interesów USA” prawie bez podziału partyzanckiego (56% Republikanów i 61% Demokratów), podczas gdy „85% Amerykanów teraz postrzega [Rosję] nieprzychylnie, podczas gdy 15% ma o niej pozytywną opinię”.

Celem tych punktów, a nawet tego artykułu, nie jest przekonanie nikogo, że sformułowali nieprawdziwe moralne, geopolityczne i strategiczne poglądy na temat Rosji i Ukrainy. Zamiast tego należy podkreślić, jak radykalnie zamknięty i ujednolicony system informacyjny konsumuje większość Amerykanów. Bez względu na to, jak bardzo ktoś jest przekonany o słuszności swoich poglądów na jakikolwiek temat, nadal należy zachować ostrożność, jak łatwo tę sprawiedliwość można wykorzystać, aby zapewnić, że żaden sprzeciw nie zostanie rozważony ani nawet wysłuchany, świadomość tego, jak często taki przytłaczający społeczny konsensus jest manipulowany, aby skłonić kogoś do uwierzenia w nieprawdziwe twierdzenia i przyjęcia strasznie błędnych odpowiedzi.
Uwierzyć, że jest to konflikt czystego Dobra i czystego Zła, że Putin ponosi całą winę za konflikt, a USA, Zachód i Ukraina nie ponoszą żadnej, i że jedynym sposobem zrozumienia tego konfliktu jest pryzmat przestępczości wojennej a agresja zajmuje tylko jedną osobę. Takie przekonania mają ograniczoną użyteczność w decydowaniu o optymalnym zachowaniu USA i oddzielaniu prawdy od fikcji, nawet jeśli są całkowicie poprawne — podobnie jak przekonanie, że 11 września był moralnym okrucieństwem, a Saddam (albo Kaddafi lub Assad) był barbarzyńskim tyranem, wymagało tylko jednego daleko. Nawet jeśli te przekonania moralne są mocno ugruntowane, nadal istnieje szeroki zakres istotnych kwestii geopolitycznych i faktycznych, które należy rozważyć i swobodnie dyskutować, w tym:
-
Poważne niebezpieczeństwa niezamierzonej eskalacji z większym zaangażowaniem i konfrontacją USA z Rosją;
-
Ogromna niestabilność i zagrożenia, które powstałyby w wyniku załamania się rosyjskiej gospodarki i/lub odsunięcia Putina od władzy, pozostawiając największy lub drugi co do wielkości skład broni jądrowej na bardzo niepewny los;
-
Aktualność wieloletniego poglądu Obamy na Ukrainę (powtarzanego przez Trumpa), który utrzymał się nawet po aneksji Krymu przez Moskwę w 2014 r. po referendum , że Ukraina jest żywotnym interesem tylko Rosji, a nie USA, i USA nigdy nie powinny ryzykować wojna z Rosją o to;
-
Dziwny sposób, w jaki całkowicie tabu i śmiechem stało się sugerowanie, że ekspansja NATO na rosyjską granicę i groźby zaoferowania Ukrainie członkostwa jest głęboko i autentycznie zagraża nie tylko Putinowi, ale wszystkim Rosjanom, mimo że ostrzeżenie to emanowało od lat z góry. Urzędnicy amerykańscy, tacy jak obecny dyrektor CIA Bidena, William Burns , a także naukowcy z całego spektrum politycznego, w tym prawicowy realista John Mearsheimer i lewicowy Noam Chomsky .
-
Wyraźnie słuszne pytania dotyczące rzeczywistych intencji USA wobec Ukrainy: to znaczy , że szlachetne, bezinteresowne i życzliwe amerykańskie pragnienie obrony raczkującej demokracji przed despotycznym agresorem nie może być głównym celem. Być może zamiast tego jest to ożywienie poparcia dla amerykańskiego imperializmu i interwencji, a także wiary i wdzięczności dla bezpieczeństwa i państwa militarnego USA ( sugerował w tym tygodniu Ian Bremmer z Grupy Eurazji).że jest to główny rezultat obecnego konfliktu na Zachodzie). Albo celem może być ponowne wyniesienie Rosji na wyższy poziom jako żywotnego i poważnego zagrożenia dla USA (z powyższych danych wynika, że to już się dzieje), które będzie zasilać budżety na zakup broni oraz budżety obronne i wywiadowcze w nadchodzących latach. Można też postrzegać chęć wyrządzenia krzywdy Rosji jako zemstę za przekonanie, że Putin pomógł pokonać Hillary Clinton i wybrał Donalda Trumpa (że Stany Zjednoczone wykorzystują Ukrainę do „walki z Rosją tam” – wyraźnie stwierdził poseł Adam Schiff (D- CA) ).
A może celem wcale nie jest „uratowanie i ochrona” Ukrainy, ale poświęcenie jej poprzez przekształcenie tego kraju w nowy Afganistan, w którym USA uzbraja ukraińskie powstanie, aby zapewnić, że Rosja utknęła na Ukrainie, walcząc i niszcząc ją przez lata (ten scenariusz został bardzo przekonująco przedstawiony w jednej z najlepszych analiz konfliktu rosyjsko-ukraińskiego autorstwa Niccolo Soldo, której nie mogę wystarczająco polecić).
Jeff Rogg, historyk amerykańskiego wywiadu i adiunkt w Departamencie Wywiadu i Badań nad Bezpieczeństwem na Cytadeli, napisał w tym tygodniu w The LA Times , że CIA już szkoli, finansuje i uzbraja ukraińskie partyzantki, spekulując, że model może być wsparciem CIA dla rebelii mudżahedinów w Afganistanie, która przekształciła się w Al-Kaidę, której celem jest „osłabienie Rosji w trakcie długiego powstania, które niewątpliwie będzie kosztować tyle samo ukraińskich istnień, co Rosjanin, jeśli nie więcej”.
I znowu, bez względu na to, jak pewni są moralne konkluzje dotyczące tej wojny, są to pilne pytania, które nie są rozwiązywane, a nawet niekoniecznie poparte moralnym i emocjonalnym zaangażowaniem w konkretną narrację. Jednak gdy ktoś jest uwięziony w systemie pełnego konsensusu podtrzymywanego przez nieustanną falę wzmacniającej propagandy, a wszelkie kwestionowanie lub sprzeciw jest w ogóle równoznaczne ze zdradą lub „opowiedzeniem się po stronie wroga”, nie ma miejsca na takie dyskusje , zwłaszcza w naszych umysłach. Kiedy ktoś jest zmuszany — za pomocą taktyk emocjonalnych i wynalazczości społecznej — do trzymania się tylko jednego scenariusza, nic, co jest poza tym scenariuszem, nie może być rozrywką. I to wszystko zgodnie z projektem.

Poza 11 września i przed inwazją na Irak, Amerykanie byli poddawani licznym falom propagandy wojennej, w tym w 2011 roku, kiedy ówczesny prezydent Obama ostatecznie zgodził się nakazać USA udział w NATO pod przywództwem Francji i Wielkiej Brytanii operacja zmiany reżimu w Libii, a także w latach Obamy i wczesnych lat Trumpa, kiedy CIA walczyła z potajemnym i ostatecznie poniosła porażkęwojna o zmianę reżimu w Syrii, po tej samej stronie co Al-Kaida, aby obalić Baszara al-Assada. W obu przypadkach dezinformacja rządu/mediów i manipulacja emocjonalna były wszechobecne, tak jak w każdej wojnie. Ale te epizody nie były nawet w tym samym wszechświecie intensywności i wszechobecności, co to, co dzieje się teraz i to, co wydarzyło się po 11 września – i ma to ogromne znaczenie dla zrozumienia, dlaczego tak wielu jest podatnych na machinacje propagandy wojennej, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. ma na to wpływ.
Po raz pierwszy uświadomiłem sobie podczas Russiagate, że historia może się powtarzać w nieskończoność, ale ci, którzy nie przeżyli żadnej takiej historii lub nie zwracali na nią wcześniej uwagi, nie będą o tym wiedzieć i dlatego pozostaną najbardziej podatni na rewizjonizm lub inne taktyki oszustwo. Kiedy Russiagate zostało po raz pierwszy ujawnione jako główny temat kampanii w 2016 r. – poprzez reklamę kampanii Clintona wypełnioną mroczną i złowrogą muzyką oraz insynuacjami podszywającymi się pod „pytania” o relacje między Trumpem a Kremlem – założyłem, pisząc o tym po raz pierwszyże większość Amerykanów, zwłaszcza tych z lewicy, którzy nauczyli się wierzyć, że maccartyzm był jednym z najciemniejszych momentów dla swobód obywatelskich, natychmiast zrozumie, jak agresywnie CIA i FBI rozpowszechniają dezinformację, jak służalcze media korporacyjne są wobec tych agencji państwa bezpieczeństwa, jak neokonserwatyści zawsze znajdują się w centrum takich manipulacyjnych taktyk i jak potężna jest tego rodzaju propaganda. Wspólnym tematem jest stworzenie zagranicznego złoczyńcy, o którym mówi się, że jest niezrównanym złem lub przynajmniej złem niewidzianym od czasów Hitlera, a następnie oskarżanie swoich politycznych przeciwników o bycie przez nich zniewolonym lub uwięzionym. Byliśmy świadkami niezliczonych identycznych cykli w historii Stanów Zjednoczonych.
Ale też szybko zdałem sobie sprawę, że miliony Amerykanów – czy to z powodu wieku, czy wcześniejszej obojętności politycznej – zaczęły zwracać uwagę na politykę po raz pierwszy w 2016 roku z powodu strachu przed Trumpem, a zatem niewiele wiedziały o wszystkim, co ją poprzedzało. Tacy ludzie nie mieli obrony przed propagandową narracją i oszukańczą taktyką, ponieważ dla nich to wszystko było nowe. Nigdy wcześniej tego nie doświadczyli, a zatem nie mieli pojęcia, kogo oklaskiwają i jak konstruowane są takie oficjalne rządowe/medialne kampanie dezinformacyjne. Każde pokolenie jest więc łatwo programowane i wykorzystywane przez te same systemy propagandowe, bez względu na to, jak były wcześniej zdyskredytowane.
Chociaż takie epizody są częste, trzeba cofnąć się do okresu 2001-03, po ataku z 11 września na ziemie USA i poprzez inwazję na Irak, aby znaleźć wydarzenie, które konkuruje z chwilą obecną pod względem emocjonalnej intensywności i blokadowych wiadomości na całym Zachodzie. Porównanie tamtego historycznego epizodu z teraźniejszością jest uderzające, ponieważ zastosowane wówczas wątki narracyjne są identyczne jak obecne; ci sami ludzie, którzy kierowali budową tej narracji i towarzyszącej jej taktyki retorycznej, odgrywają teraz podobną rolę; a reakcja, jaką wywołują te motywy, jest praktycznie nie do odróżnienia.
Wielu, którzy jako dorośli przeżyli trwałą traumę i masową wściekłość z 11 września, nie potrzebuje przypominania, jak to było i z czego się składało. Ale miliony Amerykanów skupionych teraz na Ukrainie nie przeżyły tego. A dla wielu, którzy to zrobili, po upływie dwóch dekad poprawili lub teraz błędnie pamiętają wiele ważnych szczegółów tego, co się wydarzyło. Warto więc przypomnieć sobie ogólne pociągnięcia tego, w co byliśmy uwarunkowani, by wierzyć, aby zobaczyć, jak dokładnie śledzi on obecnie ramy konsensusu.
Zarówno atak z 11 września, jak i inwazja na Irak zostały przedstawione jako jasne bitwy manichejskie: jedna z absolutnego Dobra, walcząca z absolutnym Złem. Ramy te były w dużej mierze uzasadnione przez pryzmat towarzyszący: późniejsza wojna z terroryzmem i konkretne wojny (w Iraku i Afganistanie) reprezentowały siły wolności i demokracji (USA i ich sojusznicy) broniące się przed despotyzmem i szalonym prymitywnym barbarzyństwem. Zostaliśmy zaatakowani nie z powodu dziesięcioleci interwencji i agresji w ich części świata, ale dlatego, że nienawidzili nas za naszą wolność . To było wszystko, co trzeba było wiedzieć: była to wojna między oświeconymi demokratami a psychotycznymi dzikusami.
W rezultacie nie dopuszczono żadnych niuansów. Jak może być miejsce na niuanse, a nawet kwestionowanie, kiedy pojawiają się tak wyraźne granice moralne? W ten sposób narzucono binarną ramę: „Albo jesteś z nami, albo z terrorystami”, zadekretował prezydent George W. Bush w swoim przemówieniu na Wspólnej Sesji Kongresu 20 września 2001 r. Każdy, kto kwestionuje lub kwestionuje jakąkolwiek część narracja lub jakakolwiek polityka USA broniona w jej imieniu została automatycznie oskarżona o zdradę stanu lub bycie po stronie terrorystów. David Frum, świeżo po pracy jako autor przemówień w Białym Domu, piszący przemówienia wojenne Busha, w których Bush ogłosił , że Stany Zjednoczone stoją w obliczu „osi zła”, opublikował artykuł w 2003 r. w National Reviewo prawicowych przeciwnikach inwazji na Irak, trafnie zatytułowanej: „Niepatriotyczni konserwatyści”. Zobaczcie, jak tanio i łatwo ludzie byli oskarżani o bycie po stronie Terrorystów lub zdrajców za najmniejsze odstępstwo od dominującej narracji.
https://greenwald.substack.com/p/war-propaganda-about-ukraine-becoming?






