B. Nowacka obraża polskich nauczycieli! MEN chce deprawować seksualnie nasze dzieci?
+
Osoby prowadzące ten dialog sprawiają wrażenie, że nie rozumieją wymiaru wojennego tej „edukacji” reprezentowanej przez obecny MEN (B. Nowacka). Słychać tam słowa uprzejmości, a co od biedy, bo padają tam takie określenia jak „marksizm kulturowy” czy lewicowość lub lewactwo, a co jest znamienne dla politycznej poprawności, nienazywania rzeczy po imieniu. Rozmówcy sugerują zawężenie problemu do własnego środowiska.
Podczas kiedy nie jest to żadna "branża", lewactwo, a nawet nie jest to Szkoła Frankfurcka, lecz jakaś odrażająca żydowska jatka z pedofilią na katolickich dzieciach, bo tzw. Uświadomienie seksualne nie jest niczym innym, jak aktem seksualnym pomiędzy tym „pedagogiem” a wrażliwością dziecka. To jest gwałt żydowski na katolickim dziecku, a to łącznie z mordami rytualnymi, które należą do tego krajobrazu.
Wystarczy na to wszystko spojrzeć, chociaż trochę szerzej, niż czynią to rozmówcy. Szczególnie redaktor prowadzący ucieka w kierunku „strukturalnej lewicowości”, bo mówienie całej prawdy i nazywanie rzeczy po imieniu niedobry jest.
Nowacka jest prymitywnym tłukiem, robiącym karierę na bezwarunkowej „lewicowości”, a to bez względu na to, co to oznacza, a znaczy to żydzizm — zniszczenie rodzaju ludzkiego, poprzez zniszczenie prawa dziecka do rozwoju. Ona sama jest najlepszym dowodem zniszczenia osobowości, człowieczeństwa poprzez wpływ takiej ideologii (RELIGII), na wychowywane dziecko, reprezentowanej przez Jarugę.
Nowacka to zero intelektualne bez żadnego osadzenia we własnej umysłowości, wrażliwości czy sumieniu, wstydzie, swoistą agresywność czy nienawiść do wszystkiego, co polskie odziedziczyła po swojej matce Jarudze, która była antyspołeczną idiotką, opowiadającą się za niszczeniem wszystkiego co nie było nihilistyczne – to takie późne, nieudaczne powielanie ruchów feministycznych z okresu przed bolszewickiego, który potem wydał, zrodził owoce typowe zbrodniom sowieckim dobrze opisane przez Louis-Ferdinand Céline w książce Pogromowe drobiazgi (Bagatelles pour un massacre).
Louis-Ferdinand Céline został postawiony wobec groźby skazania go po wojnie we Francji na karę śmierci, od której się wyłgał, uciekając do Danii i tam skazany za te zbrodnie odsiedział jakiś czas w więzieniu. Po tym, jak sprawa ucichła, wrócił do Francji, gdzie już niczego nie tworzył, a w dziadostwie karmił kanarki. Bagatelles pour un massacre jest chyba wciąż zakazana we Francji.
Tak się walczy! Z pisanie książek kara śmierci. A tu rozmówcy proponują Nowackiej „zrozumienie błędów”.
- Śmierć!
Red. Gazeta Warszawska
+