JUDEOMASOŃSKA INFILTRACJA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO IV

JUDEOMASOŃSKA INFILTRACJA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO IV

 

Jerzy Kowalski, Józef Bar.

 

ZBIEZNOSC DOKTRYNY ANTYKOŚCIOŁA

I NOWEJ MYŚLI SPOŁECZNEJ WATYKANU

IV

 

Któż z nas nie pamięta dramatycznych słów Jana Pawła II, skierowanych do polityków i społeczności Unii Europejskiej, w których papież wzywał: Europo nie zamykaj swych drzwi przed mieszkańcami biednego południa.

Któż nie pamięta zaangażowania Watykanu w obronę przed deportacją z Francji, przebywających tam nielegalnie imigrantów z Afryki i Azji? Jeszcze wyraźniej podkreślił Jan Paweł II tę promigracyjną postawę Kościoła, w swym Orędziu na Światowy Dzień Pokoju ogłoszonym 1 stycznia 2001 r. Papież solidaryzując się najwyraźniej z animatorami procesów globalistycznych, powiedział m in:

Cieszę się, że Organizacja Narodów Zjednoczonych dostrzegła potrzebę takiej refleksji […] ogłaszając rok 2001 „Międzynarodowym rokiem dialogu między cywilizacjami.

W innym zaś miejscu tego dokumentu Jan Paweł II wskazał z aprobatą na czysto masoński ideał:

prawdziwie powszechnego braterstwa, który proklamują Wielkie „karty ” praw człowieka I na którego straży stoją najważniejsze instytucje międzynarodowe.

Zdaniem Papieża, idea powszechnego braterstwa wymaga coraz większego poszanowania z uwagi na proces globalizacjiktóry coraz ściślej jednoczy systemy gospodarcze, kultury i społeczeństwu.

Czy możemy to stanowisko dostojników Kościoła zinterpretować wyłącznie, jako wyrazy katolickiej troski o los nieszczęsnych imigrantów zalewających Europę? Niestety, według naszej oceny, odpowiedź na to ostatnie pytanie wypada negatywnie.

Katolicka, wypływająca z miłości bliźniego, postawa wobec ludów i społeczności niecywilizowanych i innowierczych, to była zawsze postawa niesienia im Dobrej Nowiny, a w ślad za tym wysiłek misjonarzy, zmierzający do podniesienia ich na wyższy poziom cywilizacyjny. Te działania Kościoła- mimo ogromnych trudności, wynikających przede wszystkim z powodu zbrodniczych działań wysoko rozwiniętych, wyznających liberalną ideologię państw kolonialnych – przynosiły całkiem wymierne efekty pozytywne. Taka tradycyjna działalność prowadzona na terenach misyjnych, a więc bez potrzeby odrywania danych społeczności od ich ziemi, unikając rozbijania wartościowszych elementów ich własnej kultury, była doskonałym wyrazem mądrości Kościoła i łacińskiej cywilizacji Europy.

Szczepienie przez katolickich misjonarzy jedynej prawdziwej religii Chrystusowej, dawało ludom pogańskim podstawy do budowania form społecznych opartych na instytucji rodziny i konsekwentnie rodziło nadzieję na kształtowanie się narodów w europejskim ich pojęciu. Taka pokojowa ekspansja cywilizacji europejskiej nie tylko nie stanowiła dla niej najmniejszego zagrożenia, ale umacniała ją, ukazując powszechnie jej najwyższą wartość. Pojęcie wspólnoty narodowej – ze wszystkimi właściwymi jej odrębnościami kulturowymi, a jednocześnie uszlachetnionej przez religię katolicką – należało do kluczowych w społecznej myśli Kościoła.

W dobie obecnej ta fundamentalna myśl katolicka jest, naszym zdaniem, wyraźnie spychana w obszar teorii, praktyka zaś przybiera zupełnie inne oblicze. Społeczna myśl Kościoła jest dziś skutecznie infekowana przez elementy doktryny mundialistycznej. Globalizm, regionalizm, społeczeństwa otwarte i wielokulturowe eliminują skutecznie organizmy narodowe w ich klasycznym wymiarze. Perfidna i kłamliwa propaganda, utożsamiająca wynaturzenia ustrojowe, odwołujące się w swej retoryce do idei narodu z katolickim jego pojęciem, generuje ten proces destrukcji.

Napływ i osiedlanie się w Europie, idących w miliony rzesz imigrantów, zachowujących dzięki ideologii Praw Człowieka swe religie i kultury, stanowi dla cywilizacji łacińskiej cios w samo serce. Od połowy lat sześćdziesiątych Europa stoi w’ obliczu agresji kulturowej i religijnej pogańskich przybyszów. Obok judaizmu, zatruwającego naszą cywilizację od czasów reformacji, wkroczył na stary szlak Dżingis Chana islam. Także buddyzm, hinduizm, taoizm i niezliczone religie animistyczne najzupełniej swobodnie podkopują gmach, najwyższej jaką stworzyła ludzkość kultury.

Doszło na naszym kontynencie do sytuacji, której tragizm niezwykle celnie wyraziła w swych Pamiętnikach znana aktorka Brigitte Bardot. Ta gwiazda francuskiego i światowego kina lat 60-tych odrzuciła z odrazą omamy popkultury i stała się głęboko wrażliwą działaczką społeczną, która z oddalenia swej samotni precyzyjnie punktuje przejawy destrukcji własnej ojczyzny i całej Europy. Nie bez wątpliwości wynikających z nie najlepszej choć fałszywej konotacji tej osoby w powszechnym odbiorze, postanowiliśmy przytoczyć wyrażane przez nią opinie. Po pierwsze, dla ich trafności, po drugie, dla przyjętej przez nas zasady przedstawiania wypowiedzi osób, którym nasi przeciwnicy nie mogą zarzucić stronniczości i antymasońskich fobii. Posłuchajmy:

W tamtym czasie65 Islam jeszcze nic zalał Europy, ani Francji. Muzułmanie mieli jeszcze dość delikatności, żeby nam nie narzucać swoich zwyczajów, obyczajów nieraz barbarzyńskich i archaicznych, meczetów i tych wszystkich krwawych i oburzających rytuałów, takich jak Aid-el-Iiebit: Przeciwnie, naśladowali nas. próbując się zeuropeizować, unowocześnić na nasze podobieństwo. Ale zawsze się to udawało, de przynajmniej ich postępowanie było pokojowe.66

W innym miejscu B. Bardot pisze o stanie swej ojczyzny po upływie lat trzydziestu:

… doprowadzono do totalnej całkowitej degradacji Francji, w której dzwonnice naszych opuszczonych miasteczek zastąpiły meczety, gdzie zamilkły dzwony na Anioł Pański, kończące żniwa, pozwalając minaretom bardziej lub mniej elektronicznym, wzywać muzułmanów do bicia czołem… 67

Ten proces destrukcji, który ma swoich autorów można także określić w czasie. Zobaczmy zatem, jak postrzega problem wnikliwa obserwatorka wydarzeń, B. Bardot. Zwróćmy uwagę na sygnalizowane przez nią istotne zmiany oblicza Kościoła, a zwłaszcza na czas, w którym owe zmiany miały miejsce:

W tamtych czasach 68 religia była jeszcze stała. Nic się nie zmieniało od niepamiętnych czasów. Mszę odprawiano po łacinie tyłem do wiernych […] Ksiądz dobrodziej wygłaszał kazania ze szczytu swej kazalnicy. Prawdę mówiąc bardzo lubiłam tajemnicę łacińskich modlitw, bardzo lubiłam oglądać plecy księdza, bo on patrzył na Boga, a nie jak obecnie na publiczność, co przypomina występ na scenie teatru. Lubiłam przytłumioną, skłaniającą do zadumy, nieco ceremonialną atmosferę niedzielnej mszy.

gazeta warszawska -Brigitte Bardot

Ten obraz katolickiej ortodoksji zaczął jednak w połowie lat 60-tych zacierać swe przepiękne barwy. Oto jak B. Bardot przedstawia stan współczesnego Kościoła w swym kraju, wiemy przecież, że jej opis nie dotyczy tylko Francji:

Od tamtej pory, kto oprócz Jacques’a Brela pamięta Rosa, Rosa, Rosam… ? Kto może powiedzieć, co to jest dativus albo ablativus? Kto potrafi przetłumaczyć: Patribus factis sic locutus est leo? Kto sobie przypomina Ite missa est. Nawet religia katolicka dostosowała się do mody sześćdziesiątego ósmego roku, naruszając wszystkie tabu, księża poubierali się tak jak wy czy ja, w dżinsy, często wyświnione, „tyka się Pana Boga, mówi się do Niego po francusku, nazywa „swoim starym i poklepuje po ramieniu, pociągając za bródkę. Zaczął się zalew seksu. ekshibicjonizmu, rozpasania moralnego i fizycznego, utraty wszelkiej godności, moralności, uczciwości. Wchodziliśmy w erę forsy, seksu, narkotyków, dekadencji, zwiastunów socjalizmu, który miał dokończyć dzielą zniszczenia.

Dekada lat 60-tych XX wieku to okres dla dziejów ludzkości niezwykle ważny. Wydarzenia polityczne, przemiany społeczne, a także kulturowe i religijne tego czasu w ogromnej mierze nadały kierunek przyszłości naszego globu. Rozpoczyna się wtedy jakiś gorączkowy ruch światowy na rzecz jedności, którego dziwna – przez brak konsekwencji – wojna USA w Indochinach, rewolty studenckie w Europie i Stanach Zjednoczonych, Praska Wiosna, nasz Marzec 68 czy agresywne działania Izraela są tylko składowymi. Wydarzenia lat 60-tych nie były jednak, jak wielu chciałoby je określić, powiewem historii. Rozwój sytuacji tego okresu był wynikiem starannie i na długo wcześniej przygotowanego planu. Jesteśmy jak najdalej od wiary we wszelkiego rodzaju wizje i proroctwa jakie obiegają świat od niepamiętnych czasów. Jednak potrafimy zauważyć i należycie ocenić ich opiniotwórczą i w jakimś sensie determinującą rolą społeczną. Początek wieku XX przyniósł takich proroctw całą masę, a ich wspólną cechą był przekaz, o mających nastąpić właśnie w latach sześćdziesiątych doniosłych wydarzeniach.

Piorello la Guardia, burmistrz Nowego Yorku, członek nacjonalistycznej loży B’nei Brith, mąż byłej sekretarki Beli Kuhna, napisał w 1937 r.:

Żywię nadzieję, że rok 596870 kalendarza żydowskiego przyniesie żydom całego świata pokój, szczęście i dobrobyt. Oby przyniósł również i szybki rozwój ogólnoświatowego pokoju i powszechnej tolerancji.

Nie chodzi nam tu o rekonstrukcję kształtu zapowiadanej Ery Mesjańskiej. W cytowanym fragmencie najważniejsza jest data, a datę tę potwierdza także inne, nieco odległe w czasie i przestrzeni proroctwo. W roku 1921, przypomnijmy, że jest to czas narodzin z łona masonerii okultystycznych Paktu Synarchicznego Imperium, w Tuluzie nieznany autor określający się, jako ekspert iluminizmu, w wydanej nakładem tamtejszych lóż broszurze, zapowiada na rok 1970 intronizację wszechświatowego monarchy. Tej intronizacji towarzyszyć będzie jak przewidują w swej książce pt. Prorok Magów okultyści pp. Pamvels i Bergier jakaś alchemiczna przemiana ludzkości, którą ogarnie wszystkich, jak się wyrażają od Chicago do Taszkientu w jednej wyznaczonej godzinie, na sposób bogów, pośród mnóstwa ogni bengalskich.

Jest faktem, że w tej tak uporczywie zapowiadanej dekadzie lat 60-tych XX w. plasuje się także Sobór Watykański II71. Wydarzenie w życiu Kościoła, tak samo znaczące, co w swych następstwach tragiczne. Zobaczmy zatem jak Vaticanum II. powitali wysocy przedstawiciele wolnomularskiego Zakonu. W 1961 roku, w Paryżu ukazuje się niezwykle zuchwała, bo adresowana do ojców Soboru książka. Jej tytuł Prawdziwi Synowie Światłości, bez niedomowień, czego zresztą nie ukrywają wydawcy, określa ją jako dzieło najwyższych kręgów masonerii okultystycznych. Myśl zawarta w tej pracy [czy tylko przez pragnienie autorów?] wydaje się znakomicie odczytywać kierunek rozwoju soborowej tendencji ekumenicznej jedności. Posłuchajmy:

Świat zdąża ku jedności, Sobór jest tego świadectwem, podobnie jak w sferze laickiej dziesięć Kongresów Symbolizmu, które odbyły się w Paryżu. Okazało się przeto potrzebne zebranie w jednej serii wyników autentycznych badań nad wszelkimi, jawnymi bądź ukrytymi, ruchami duchowymi, dążącymi do tego samego celu: do jedności.

To posłanie jeszcze jaśniej wyraził brat Riaudeya, Wielki Komandor Najwyższej Rady Francji72, gdy deklarował:

Bezwarunkowe poparcie dla wysiłków zmiatających ku ekumenizmowi chrześcijańskiemu ale zastrzegał, dla nas owe wysiłki stanowią jedynie pierwszy krok na drodze ku szerszemu ekumenizmowi.

Zbieżność w czasie, jaka zachodzi pomiędzy wydarzeniami politycznymi i społecznymi lat 60-tych a Soborem Watykańskim II nie jest ani przypadkowa, ani pozbawiona głębszego znaczenia ideowego. Jak do tego doszło?

Dramatyczne wydarzenia II wojny światowej wyryły swe piętno także na Kościele katolickim. Wielki sternik kościelnej nawy w owym czasie, Papież Pius XII doskonale zdawał sobie sprawę ze skali kryzysu, który zaczął się nasilać w 1945 r. Znaczący spadek liczby powołań kapłańskich, stagnacja w pracy misyjnej, kryzys tożsamości wielu księży, a nawet biskupów, którzy coraz chętniej spoglądali ku światu, odurzeni jego wonią postępu i materialnych bogactw – to wszystko składało się wówczas na ciężką atmosferę Kościoła i stwarzało doskonały grunt dla antykatolickiej dywersji. Już na początku lat pięćdziesiątych głośny teolog katolicki Hans Urs von Balthasar rzuca hasło zburzenia bastionów, to znaczy większości instytucji i organizacji katolickich. Lecz destrukcja nie dotyka jedynie instytucji, sięga również teologii, celem jest zniszczenie samej wiary katolickiej, uderza się w dogmaty, próbuje tworzyć nową egzegezę. Inspiracja płynie od jawnych wrogów Kościoła. Zatrute myśli protestanckiego racjonalisty Bultmanna trafiają do profesorów i alumnów seminariów duchownych. Karl Rahner mocuje swe dzieło zniszczenia na zwiastowaniu anonimowego Chrystusa, którym jego zdaniem jest każdy człowiek, bez względu na to, czy jest tego świadom czy też nie.

Ta przyodziana w szaty odnowy, agresywna i destrukcyjna kampania, stworzyła podłoże pod wydarzenia Soboru Watykańskiego II. Papież Jan XXIII wystąpił z ideą przystosowania Kościoła do zmienionego oblicza świata, czyli ze swym głośnym Aggiornamento.

Żyjący w XIX w. Hiszpan Donoso Cortes [ 1809-1853], wielki filozof państwa, charakteryzując współczesność, stwierdza, że jest ona obciążona dwoma podstawowymi błędami.

Pierwszy z błędów głosi, że Bóg, po dokonaniu dzieła stworzenia osiadł gdzieś w niebiosach, pozostawiając świat i ludzkość ich własnemu losowi. Drugi błąd, choć dotyczy człowieka, jest konsekwencją błędu pierwszego. Jego podstawę stanowi twierdzenie jakoby człowiek był sam ze swej natury dobry, nie obciążony grzechem pierworodnym, poczęty i narodzony bez zmazy, a w związku z powyższym nie wymagający zbawienia, lecz wyłącznie wychowania i rozwinięcia jego dobrych skłonności. Oba te twierdzenia konsekwentnie prowadzą do odrzucenia Krzyża Chrystusa. Człowiek wg owych teorii nie potrzebuje bowiem pokuty, wyrzeczenia, umartwienia czy zaparcia się samego siebie. Każdy jest dobry, przyjazny, zgodny i uprzejmy. Te błędne teorie, które tak jasno sformułował już Rousseau w swoim wezwaniu powrotu do natury, zakorzeniły się we współczesnej filozofii i przeniknęły do nowoczesnej teologii. W sferze polityki powyższe błędy sprzyjają iluzorycznemu postrzeganiu rzeczywistości, powodują poważne trudności w identyfikacji zagrożeń. Powszechny optymizm skłania do wiary w urzeczywistnienie jedności ludzkiego rodzaju, tym samym i raj na ziemi wydaje się być w zasięgu możliwości.

Dwa te podstawowe błędy wydały na świat całą swoistą mentalność stanowiącą dla życia katolickiego śmiertelne zagrożenie: modernizm, katolicyzm liberalny, wolna moralność, to jej składowe. Twierdzimy, że Sobór Watykański II wprowadził tę chorą mentalność do przestrzeni wewnętrznej Kościoła katolickiego. Stojący na gruncie ortodoksji teologowie katoliccy wysuwają pod adresem Soboru trzy podstawowe zarzuty.

Zarzut pierwszy to rezygnacja z rygorystycznego określania prawdy i potępiania błędu.

Zarzut drugi to przyjęcie pojęć, które dopuszczają rożne interpretacje.

Trzeci zarzut dotyczy wprowadzenia do dokumentów soborowych treści z pogranicza herezji.73

Jakkolwiek dokumenty soborowe dotyczą kwestii religijnych, to zawarte w nich nowatorskie sformułowania pozwalają na takie interpretacje, które odnoszą się już bezpośrednio do zachodzących w świecie procesów społecznych, więcej, można stwierdzić, że owe procesy generują.

Nie ulega wątpliwości, że najgroźniejszym w swych skutkach dokumentem soborowym jest Dekret o ekumenizmie [Unitatis Redintcgratio], Groźba tkwiąca w tym dokumencie wynika z wprowadzenia doń elementów relatywizujących jedyność i wyłączność Kościoła katolickiego.

Nauka katolicka głosiła zawsze istnienie absolutnej jedności pomiędzy Bogiem, Naszym Panem Jezusem Chrystusem i Kościołem. Tym samym określała Kościół jako jedyny, niepowtarzalny, ustanowiony na znak pośród narodów, jako świątynię Boga żywego.

Ten jedyny, prawdziwy Kościół nie może być zatem porównywany z żadną inną religią, nie może też być rożnie przedstawiany przez chrześcijańskie nazewnictwo. Jedynego, prawdziwego Kościoła katolickiego nie można też używać – jak to celnie wyraził ks. H. Milch – jako przyczynku:

do immanentnej krainy pokoju, ani do konstrukcji świata doczesnego, jest on ustanowioną przez Boga-Człowieka nadnaturalną świętą instytucją, przewidzianą po to, aby głosić wiarę, niezależnie od tego, czy to komuś odpowiada, czy też nie, szczególnie wiarę w boskość Jezusa Chrystusa; ma on wzywać ludzi do nawrócenia i pokuty; dawać im w słowie i sakramencie zbawienie, laskę, życie wieczne.

Dekret o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II w sposób zasadniczy podważył powyższe prawdy. Stało się to przez wprowadzenie do jego treści jednego zgubnego słowa – „Kościoły” , którym zastąpiono słowo Kościół.

Do czasów Vaticanum II w nauce katolickiej słowo Kościoły w takiej formie używane nie było. Owszem, używano liczby mnogiej, ale wyłącznie w odniesieniu do Kościołów lokalnych, a także czasem, w niewłaściwym sensie, w odniesieniu do prawosławia z racji istnienia w nim wyświęconych kapłanów i prawdziwych sakramentów. Nigdy zaś w odniesieniu do instytucji heretyckich wyznań chrześcijańskich. Deklaracja o ekumenizmie relacje te zmienia w stopniu niepokojącym. Oto co czytamy w jej punkcie 3:

Same te Kościoły i odłączone wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi tajemnicy Zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami Zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy powierzonej Kościołowi Katolickiemu.

Wyjaśnijmy, w powyższym fragmencie nie chodzi o wskazanie możliwości zbawienia osób wyznających inne religie, bo Kościół głosił to zawsze. Nauka katolicka mówi, że człowiek żyjący w innej religii może dostąpić zbawienia, ale nie dzięki swej fałszywej wierze, a wbrew niej, pod warunkiem, że żyje w błędzie wybaczalnym. Jednak powyższy fragment nie opisuje takiej sytuacji, tu mówi się nie o poszczególnych członkach innych religii, ale o samych tych religiach, o ich systemach i organizacji jako środkach do zbawienia. Herezja przemycona do dokumentów Vaticanum II, uzyskała współcześnie w Kościele pełnię praw obywatelskich. Ze zgrozą przeczytaliśmy wypowiedź Prymasa Polski Józefa kard. Glempa na tenże temat:

Kard J Glemp: Kościół reprezentuje tych, którzy mają wiarę w Chrystusa, ale jest koniecznym stwierdzić, że Kościół nie ma monopolu zbawienia człowieka. Wiele religii może to zrobić. Pyt. Wszystkie religie mogą uczestniczyć w zbawieniu człowieka?

Kard J. Głemp: Tak rzeczywiście tak. Takie jest nauczanie Kościoła. Pyt. Co się stało ze starym rozróżnieniem pomiędzy prawdziwą religią, religią katolicką, a fałszywymi religiami? Kard J. Glemp: Ależ nic! Nie ma fałszywych religii! Nic! Wszystkie religie mają pewne prawdy74

Te heretyckie teorie to nic nowego w arsenale wrogów Kościoła, były one wielokrotnie potępiane przez Papieży. Dla przykładu zacytujmy Syllabus, Piusa IX. Urząd Nauczycielski Kościoła jasno i definitywnie odrzuca i potępia tu teorie głoszące, że:

Twierdzenie 16: Ludzie mogą znaleźć drogę wiecznego zbawienia w wyznawaniu każdego rodzaju religii. Twierdzenie 17: Przynajmniej można mieć nadzieję na wieczne zbawienie tych, którzy nie żyją w prawdziwym Kościele Chrystusowym.Twierdzenie 18: Protestantyzm, to nic innego, jak inna postać tej samej prawdziwej wiary Chrystusowej, w której można służyć Bogu równie dobrze jak w Kościele katolickim.

Co było przyczyną tali drastycznej reorientacji ojców soborowych? Odpowiedź na to pytanie musi przekroczyć obszar ściśle religijny i zwrócić naszą uwagę na zagadnienia społeczno-polityczne. Cały dekret o ekumenizmie, a właściwe cały współczesny ekumenizm, jest ukierunkowany na ustanowienie porozumienia między rożnymi religiami świata. Według apologetów tych działań mają one przyczynić się do postępu ludzkości, do rozwoju kultury, do zapewnienia powszechnego pokoju, do ochrony środowiska, do obrony Praw Człowieka, walki z rasizmem, antysemityzmem, ksenofobią itp. Przyjmując optykę jego autorów, należy uznać działania ekumeniczne za jakiś humanitarny ruch na rzecz poprawnego politycznie świata.

Wolnomularstwo uważa się za Super-kościół, który połączy wszystkie inne, wołał z łamów organu Zakonu75 ktoś wysoko wtajemniczony.

Tego rodzaju zapowiedzi można w literaturze przedmiotu znaleźć bez liku i nie jest zasadnym w tym miejscu ich mnożenie. Dla każdego, bowiem kto zachowa dość obiektywizmu i zdrowego rozsądku, czytelnym przecież być musi przyczynowy związek powyższej deklaracji wpływowego masona i intencji soborowych autorów Dekretu o ekumenizmie.

Jednak ta, delikatna, kwestia nie może pozostać wyłącznie formą wyrazu autorów tej pracy. Koniecznym jest podparcie jej opiniami osoby zaangażowanej.

Taką osobą, wyrażającą w sposób nader jasny i czytelny intencje i trendy nowej myśli katolickiej jest Szwajcar prof. Urs Altermatt (1942), Historyk dziejów najnowszych i badacz przemian świadomości społecznej, autor nagradzanej i tłumaczonej na wiele języków książki Katolicyzm a Nowoczesny Świat76. Cykl wykładów, które prof. Altermatt wygłosił w 1991 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim, zgromadził najwybitniejszych przedstawicieli Kościoła otwartego i politycznie poprawnego establishmentu.

Jestem tej samej orientacji duchowej co Jan Paweł II i tak jak on uważam za ważne zaakceptowanie przez Kościół powszechnych praw człowieka.

Tak oto charakteryzuje sam siebie prof. Altermatt i rzeczywiście w jego wypowiedziach można bez najmniejszego trudu odnaleźć ślady papieskich teorii.

Jak już wcześniej wspominaliśmy, wielu przeciwników Unii Europejskiej chwyta się, jak tonący brzytwy, retoryki Jana Pawia II o chrześcijańskich fundamentach Europy. Osoby te próbują w ten sposób [zakładamy ich dobrą wolę przełamać karkołomną dla siebie sytuację, w którą wpychają je proeuropejskie wypowiedzi i działania tego samego w końcu, Jana Pawła II. Ludzie tacy w poczuciu fałszywie pojętego, bo rozciągniętego na sferę polityki, posłuszeństwa wobec Papieża nie potrafią dostrzec, że podawana im społeczno-polityczna myśl Jana Pawła II daleko odbiega od tradycyjnego, katolickiego nauczania.

Warto więc wyjaśnić tę pełną sprzeczności sytuację. Trzeba pokazać, jak dziś sternicy Kościoła interpretują twierdzenia o chrześcijańskich korzeniach Europy. Prof. Altermatt jest tu bardzo szczery:

To, że Europa ma chrześcijańskie fundamenty, nie oznacza, że np. wspólnoty żydowskie czy muzułmańskie nie stanowią też części tej samej Europy. Europa jest rzeczywiście wielokulturowa, wieloreligijna.  Jest chrześcijańska, ale w sensie ekumenicznym, nikogo nie chce ekskomunikować z powodów religijnych. Dzisiejsza Europa nic może sobie pozwolić na to, by powtarzać błędy państwa narodowego sprzed epoki wielokulturowości. Europa nie potrzebuje dziś jednego języka czy jednej religii by zdefiniować swoją tożsamość.

Ale czy tylko o jakąś wieloreligijność w tym wszystkim chodzi? Nie wydaje się nam, aby tak miało być. Odczytujemy w wypowiedziach prof. Altermatta czarną perspektywę jakiegoś katolicyzmu zredukowanego do składowej owego Systemu Ogólnoludzkiej Moralności. Bo oto czytamy:

Teraz trzeba poszukiwać wspólnych odpowiedzi w duchu bardziej ekumenicznym. Kościoły mają wspólny obowiązek przyczynić się do budowy Europy przyszłości. Ale jednocześnie cytowany autor nie ukrywa, że: Kościół musi oczywiście swoje powszechne zasady zastosować do lokalnych warunków, a unikać centralizacji.

Decentralizacja Kościoła to jest zamach na Jego istotę. Kościół zdecentralizowany nie może już być Kościołem powszechnym, a więc katolickim. Byłoby to sprowadzenie religii katolickiej do sfery indywidualnych wyborów. Takie zatomizowane, pozbawione centralnego odniesienia instytucyjnego, ograniczone do wąskich społeczności lokalnych, katolickie enklawy mogłyby, co najwyżej zasilać wspomniany system moralności i byłyby skazane na stopniowe rozpuszczenie się w nim. Intencje te wyraźnie widać w analizach Altermatta:

… religijność w ramach instytucji kościelnej przeżywa kryzys, ale religia jako taka pozostaje ważnym – powiedziałbym coraz ważniejszym – punktem odniesienia dla ludzi. […] religia staje się w dzisiejszym świecie coraz ważniejszym czynnikiem w indywidualnych wyborach.

Spójrzmy teraz jakie wartości dostrzega ow katolicki myśliciel w tej religii, której znaczenie ocenia tak wysoko. Otóż widzi on przede wszystkim jej sens emocjonalny i etyczny, czyli elementy bezpieczne dla ekumenizmu. Mówiąc jaśniej opium dla potrzeb duchowych człowieka i posłuszeństwo wobec nowego systemu wartości. A wartości to nie byle jakie:

Religia wydaje mi się zresztą bardzo ważna ostoją w walce z nacjonalizmem.

Straszak nacjonalizmu, zawierający w podprogowym oddziaływaniu utożsamienie ze zbrodniczym hitleryzmem, to zabieg tak samo skuteczny co perfidny. Jednak trzeba ciągle pamiętać, że obiektem tego rodzaju ataków pozostaje sama idea narodu, bo to ona, a nie mający kabalistyczną genezę wybryk Adolfa Hitlera stanowi sól w oku budowniczych Nowego Światowego Lidu. Nie bądźmy jednak gołosłowni. Prof. Altermatt pisze:

… powrót do tradycyjnego społeczeństwa przeszłości, z jego systemem niewzruszonych

prawd wiążących równo wszystkich, nie jest możliwy: Myślę, że trzeba się pogodzić z faktami – globalizacja jest takim faktem.

Pogodzenia się najwyższej katolickiej hierarchii z procesami globalistycznymi jest faktem niepodważalnym. Jakiejkolwiek formy oporu hierarchii wobec tego zjawiska próżno się dziś dopatrywać. Ale przecież postawa hierarchii to nie jest wyłącznie postawa bierna. Przeciwnie, mamy po stronie katolickiej przejaw niezwykłej aktywności w tym kierunku. Aktywność ta jest niewyobrażalnie przewrotna i perfidna, jest grą pozorów obliczoną wyłącznie na ogłupienie i spacyfikowanie katolików. W pierwszej fazie tej ohydnej manipulacji wmawia się wiernym konieczność pogodzenia się z globalizacją, twierdząc przy tym, że proces ten nie znajduje we współczesnym świecie alternatywy. Faza druga obejmuje skłonienie katolików do twórczego zaangażowania w ow proces i próby nadania mu pożądanego kierunku. Tego rodzaju manipulacja – prowadzona przy jednoczesnym eliminowaniu z arsenału Kościoła jednego z najskuteczniejszych oręży tj. idei i instytucji narodu – może być odczytana wyłącznie jako absolutny brak uznania dla zdolności intelektualnych wiernych. Grube nici dostrzeże, bowiem każdy, kto tylko zechce. Profesor Altermatt zilustruje nam te zabiegi znakomicie:

Kościół ma szansę twórczo przeciwstawić się globalizacji, nie odwołując się do partykularyzmów, a szczególnie do etniczności, którą jest wprawdzie zaprzeczeniem globalizacji, ale także zaprzeczeniem chrześcijaństwa.

Wspólnota etniczna wyznająca w swej większości jedyną prawdziwą religię katolicką to w każdym przypadku organizm narodowy i tę wartość eliminuje się dziś prymitywnym kłamstwem o rzekomym wykluczaniu się wzajemnym tych pojęć. Ale co prof. Altermatt przedstawia jako ową twórczą opozycję Kościoła wobec globalizmu;

Mogę więc odpowiedzieć […], że właściwą receptą byłaby pewna międzyludzka solidarność.

Jesteśmy w domu międzyludzka solidarność to nic innego jak podstawowe hasło globalistów, mamienie o szczęśliwej ludzkość pod władzą Światowego Rządu. Wyłania się z tych treści całkowicie zgodna z masońską wizja światowego państwa, którego fundamentem jest obywatelstwo w sensie politycznym, .1 nie etnicznym. […] wielkie masy imigrantów w ostatnich dziesięcioleciach z wolna uzyskują prawa socjalne. […] Trzeba zaakceptować każdego. Tożsamość krajów europejskich jest określona przez kulturę polityczną, a nie przez kulturę czy kultu/y etniczne ich mieszkańców. Elementem konstytutywnym owej kultury politycznej nie jest ani język, ani religia, ani historia nacji większościowej, lecz przestrzeganie praw człowieka, takich jak wolność polityczna, wolność sumienia.

Tyle prof. Altermatt.

Religia określająca system wartości, historia określająca tożsamość w czasie i przestrzeni – to najważniejsze czynniki istoty każdego narodu. Narody Europy i cywilizacja Europy zostały ukształtowane na gruncie cywilizacji starożytnego Rzymu i religii katolickiej, to są korzenie Europy. Konstrukcja Europy współczesnej zasadza się, jak to przedstawiliśmy, na gruncie zgoła odmiennym: wielokulturowość, mieszanki rasowe i etniczne, zrównanie religii z religiami to podstawowe rysy tej konstrukcji. Ugruntowanie się tego rodzaju tendencji, to odcięcie się od chrześcijańskich korzeni, to kres cywilizacji chrześcijańskiej Europy. Ta tragiczna diagnoza jest niestety prawdziwa. Każdy niemal dzień przynosi potwierdzenia jej groźnej wymowy.

Dla przykładu wybraliśmy zaledwie garść faktów z najnowszych tylko biuletynów Katolickiej Agencji Informacyjnej, oto one:

We Francji liczącej o/i. 59 min mieszkańców – w tym 46 min ochrzczonych z czego tylko 10% stale praktykujących [ok. 4, 6 min, w tym ok. I min we wspólnotach protestanckich i prawosławnych] – żyje ok. 4 min muzułmanów. 500-700 tys. Wyznawców judaizmu, 600 tys. buddystów, przy czym aż 5 min Francuzów uważa się. Za bliskich buddyzmowi.

W innych katolickich krajach Europy jest podobnie. We Włoszech, których obywatele masowo porzucają katolicyzm, zachwiane zostały fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej. W obliczu tej katastrofy zabrał głos nawet Arcybiskup Bolonii Giacomo kard Biffi. W swym wystąpieniu, które – ze względu na powszechne panowanie politycznej poprawności – uznać należy za heroiczne, kard Biffi powiedział m. in.:

Kryteria przyjmowania imigrantów nie mogą być tylko natury ekonomicznej i socjalnej. Należy poważnie zatroszczyć się także o tożsamość kraju. Włochy to nie bezludna kraina, nie posiadająca własnej historii ani tradycji, którą można zaludniać w sposób niekontrolowany.

Czy jednak to pojednanie religii – mające się dokonać jak twierdzą hierarchowie, poprzez dialog równych z równymi – byłoby w istocie pojednaniem równych? Czy ideologia dialogu nie kryje w sobie wyraźnego uprzywilejowania jednego z podmiotów? Rzeczywiście, w całym dialogowym szaleństwie widać wyraźnie pewną metodę. Dialog Kościoła katolickiego z innymi tzw. wyznaniami chrześcijańskimi, a także dialog z islamem, buddyzmem itp. to jedno zagadnienie. Dialog zaś Kościoła z judaizmem ma w całym procesie wymiar szczególny. Jakkolwiek tzw. wielkie religie: hinduizm, buddyzm, islam i judaizm zostały wymienione w soborowej konstytucji Nostra aetate obok siebie, to jednak ranga jaką Kościół nadaje judaizmowi w swej ekumenicznej praktyce wyraźnie przewyższa znaczenie pozostałych religii.

Jaka jest zatem przyczyna owej uprzywilejowanej pozycji judaizmu? Odpowiedź jest tu tak samo jasna, co zapierająca dech.

Oto na oczach wszystkich członków Kościoła, w majestacie Urzędu Nauczycielskiego, w blasku dnia, dokonuje się teologicznego fałszerstwa, które swą przewrotnością wywołałoby podziw samego chyba Machiawela. Sztandarowym hasłem ekumenicznych fałszerzy jest powtarzane, z uporem godnym najgorszych wzorców totalitarnej propagandy, twierdzenie o wyznawcach judaizmu, jako naszych starszych braciach w wierze.

Zabieg ten, dla swej skuteczności, wymaga postawienia znaku równości pomiędzy objawieniem Starego Testamentu tj. mozaizmem a judaizmem. Ci, określmy ich tak jak na to zasługują, teologiczni dywersanci usiłują zatrzeć różnice pomiędzy Kościołem a Synagogą. Usiłują postawić znak równości pomiędzy Świętymi Patriarchami Starego Testamentu, których wiara w jedynego Boga stanowi fundament wiary katolickiego Kościoła, a talmudycznymi wymysłami rabinów, którzy niepomni biblijnego zwiastowania zamordowali Tego, który przyniósł zbawienie. Ten akt Bogobójstwa, a także zanurzenie rabinicznej mentalności w świecie ciała i doczesności stworzył religię judaizmu. ( podkreślenie redakcji GW)

Judaizm jako wspólnota religijna jest więc teologiczną [tj. ustanowioną przez Boga] opozycją chrześcijaństwa, i tak jak chrześcijaństwo stanowi Misterium Prawdy, tak religia judaizmu jawi się jako misterium nieprawości.

Żydzi od czasów najdawniejszych tworzą nie tylko wspólnotę religijną, tworzą również wspólnotę polityczną w części jawną, a w części ezoteryczną. Doktryną tej politycznej wspólnoty jest, jak to już wielokrotnie mówiliśmy Kabała. Wielki autorytet masoński Arthur E. Waite77 tak pisze o genezie, i roli tego systemu:

Zarówno Prawo Zewnętrzne jak i łajna Doktryna objawione zostały Mojżeszowi na Górze Synaj, lecz tylko Prawo Zewnętrzne przekazał on ludowi żydowskiemu do wiadomości powszechnej. Doktrynę Ezoteryczną zaś powierzono jedynie wybranym starszym, a oni przekazywali ją w tajemnicy dalej przez wieki.

Takie oto prymitywne kłamstwo stanowi podstawię wspólnoty religijnej i politycznej

talmudycznego i kabalistycznego żydostwa, stanowi podstawę judaizmu. Fałsz ten daje również rabinicznemu kierownictwu Izraela wprost nieograniczone możliwości sterowania nie tylko własnym ludem, ale wszystkimi tajnymi bądź jawnymi organizacjami, których ideologie czy doktryny odwołują się do kabalistycznego przesłania. W taki oto sposób Sanhedryn uzyskuje poprzez wszelkie ryty masońskie, wszelkie manifestacje okultystyczne, ogromną siłę, która wzmocniona dodatkowa potęgą banków i mediów pozwala wpływać na losy ludzkości. Jakkolwiek szczyty Władzy Żydowskiej kryje mgła tajemnicy, to pewne jej elementy dostępne są co bardziej dociekliwym goim. I tak, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że blisko wierzchołka misterium nieprawości plasuje się elitarna, skrajnie szowinistyczna, jednolita rasowo, żydowska loża Bnai B rith.

Organizacja ta została założona w 1843 r. w Stanach Zjednoczonych, przez żydowskich emigrantów z Niemiec. Na czele, liczącej 22 osoby grupy inicjatywnej stał Heinrich Jonas, konstruktor maszyn. Synowie Przymierza, bo tak brzmi w języku polskim nazwa loży, przyjęli rytuał zbliżony do rytuału wolnomularskiego, a także analogiczne do masońskich zasady tajemnicy organizacyjnej, znaki rozpoznawcze i hasła. Celem loży miało być zjednoczenie wszystkich odłamów żydostwa w diasporze i tym samym zwielokrotnienie ich siły i oddziaływania w świecie. Nie były to, jak często twierdzą przedstawiciele B nai Brith, działania defensywne, mające chronić diasporę przed asymilacją w krajach osiedlenia. Przeciwnie od samego swego powstania loża wykazywała, i tak jest do dnia dzisiejszego, charakter agresywnie ofensywny. Zilustrujmy tę krotką charakterystykę dokumentem historycznym. Zgodnie z przyjętą przez nas zasadą, oddajmy głos jednemu z Synów Przymierza. Przywódca polskiego dystryktu B nai B rith w latach 20-tych, prof. Mojżesz Schorr, wygłaszając wówczas tzw. deskę [przemówienie lożowe] w loży Leopolis powiedział:

Związek B nai B rith jako organizację światową znamionują dwie cechy zasadnicze. Idea solidarności wszystkich Żydów na całym świecie i wszelkie praktyczne konsekwencje z tej idei płynące, [oraz] idea uniwersalizmu ludzkości, braterstwa wszystkich ludzi i narodów w myśl naszej idei masońskiej.78

Przytoczyliśmy te słowa nie dla dowodzenia, po raz kolejny, przyczynowego związku judeomasonerii i Nowego Światowego Ładu. Celem naszym było uczynić z lej deklaracji, a także z tej garści informacji o samej loży B nai B rith kontekst dla wydarzenia, które miało miejsce 22 marca 1984 r. W tym, bez najmniejszej przesady, czarnym dla całego Kościoła katolickiego dniu Papież Jan Paweł II przyjął na oficjalnej audiencji w Watykanie delegację żydowskiej loży B nai B rith.

W 1990 r. nakładem ATK ukazał się zbiór dokumentów opracowany przez księży Waldemara Chrostowskiego i Ryszarda Rubinkiewicza, a noszący tytuł Żydzi i Judaizm w Dokumentach Kościoła i Nauczaniu Jana Pawia II. Praca ta na ss. 133-134 mieści tekst papieskiego przemówienia wygłoszonego z okazji owej kuriozalnej audiencji. Analiza treści, którą Jan Paweł II przekazał w swym wystąpieniu budzi grozę. Papież zachował się tak, jakby zupełnie nie miał świadomości czym w’ istocie jest B nai B rith, a przecież wiedza o tej wszechświatowej organizacji jest powszechna, ba, powszechność tej wiedzy zawdzięczamy wysiłkowi przede wszystkim badaczy i publicystów katolickich. Jest pewnym, że Jan Paweł II wiedzę tę posiada, jednak dla jakichś powodów, jak to obrazują jego słowa, najwyraźniej ją ignoruje. Posłuchajmy:

Drodzy Przyjaciele. Cieszę się bardzo, że mogę przyjąć was tu, w Watykanie. Stanowicie grupę narodowych i międzynarodowych przywódców znanego żydowskiego stowarzyszenia, powstałego w Stanach Zjednoczonych, lecz działającego w wielu częściach świata, również w samym Rzymie […] Pozostajecie również w stałym kontakcie z Komisją do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem, założoną dziesięć łat temu przez Pawła VI w celu umacniania stosunków pomiędzy Kościołem katolickim i Wspólnotą żydowską, na płaszczyźnie właściwych dla obu wyznań zobowiązań płynących z wiary Już sama wasza wizyta, za którą jestem wdzięczny, jest dowodem stałego rozwoju i pogłębienia się takich stosunków.

Tę polną pochlebstw, przekraczających ramy zwykłej kurtuazji, wypowiedź Jana PawłaII charakteryzuje istotne przemilczenie. Przemilczenie, którego żadną miarą nie możemy uznać za dyplomatyczne. Rozumiemy niezręczność, w jakiej musiał się znaleźć Papież Kościoła katolickiego, przyjmujący i tym samym uznający przedstawicieli Antykościoła, ale nie możemy przecież tego faktu zaakceptować. Papieskie milczenie o prawdziwym

obliczu Bnai Brith odbieramy jako niebezpieczną manipulację. Prawda jednak zawsze znajduje możliwość swej manifestacji i w tym przypadku wcale nie trzeba odkrywać jej u źródeł określanych jako antysemickie, bo oto: 9 kwietnia 1993r. o godzinie 2.30 po północy, 7 kanał telewizji amerykańskiej w programie ABC World News wyemitował obszerny materiał na temat szpiegowsko-agenturalnej roli żydowskiej Anti-Defamacion League – B nai B rith na terenie Stanów Zjednoczonych. Występujący w programie prokurator generalny San Francisco A. Smith scharakteryzował lożę, jako ważny element działającej na terenie – jakby nie było – sojuszniczych Stanów Zjednoczonych gigantycznej machiny szpiegowskiej Izraela. Agenci B nai B rith wg prokuratora Smith a mają najzupełniej swobodny dostęp do tajemnic tak wyspecjalizowanych instytucji, jak CIA czy policja. Gromadzą informacje o ogromnej liczbie znaczących osób.

Posiadają swoje biura we wszystkich dużych miastach USA. Podczas owej niesławnej audiencji Jan Paweł II wspomniał o stałych kontaktach Stolicy Apostolskiej i loży B nai B rith, mających już swoją historię, sięgającą pontyfikatu Pawła VI. Warto więc, to nieco enigmatyczne stwierdzenie oświetlić. Z początkiem lat 60-tych, a więc już w czasie soborowej gorączki przybywa do Watykanu człowiek, który przez następne trzy dekady będzie w owych stałych kontaktach postacią kluczową. Józef Lichten urodzony w Warszawie polski Żyd, w czasie II wojny światowej konsultant polskiej ambasady w Waszyngtonie. Następnie, a być może równolegle, dyrektor Departamentu ds. Kulturalnych i Religijnych Anti-Defamation League of B nai Brith w Nowym Yorku. Reprezentant tej organizacji przy Watykanie. Członek Międzynarodowego Komitetu Współpracy Katolicko-Żydowskiej. Wykładowca papieskiej uczelni North American College w Rzymie. Odznaczony m. in. Orderem Komandora św. Grzegorza Wielkiego. Józef Lichten zmarł 15 grudnia 1987 r. i nie doczekał tak znaczących wydarzeń jak nawiązanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Watykanem a państwem Izrael, czy dynamiczne przyśpieszenie dialogu katolicko-żydowskiego. Jednak z całą pewnością w ich przygotowaniu uczestniczył. Poruszał się z ogromną determinacją, jak wspo mina jego hagiograf i przyjaciel Dominik Morawski, w tym splocie elementów religijnych i politycznych, którego – gdy idzie o naród żydowski – nie da się uniknąć.

Bez najmniejszej wątpliwości największym sukcesem światowego żydostwa, sukcesem, w którym uczestnictwo Lichtena jest oczywiste, była pamiętna wizyta Jana Pawia II w rzymskiej synagodze 13 kwietnia 198(5 r. Miarą zwycięstwa judaizmu były wypowiedziane podczas tej wizyty przez Jana Pawia II pamiętne słowa o żydach jako umiłowanych starszych braciach (Papież takich – dokładnie – sformułowań nie użył – red. Gazeta Warszawska) oraz solenne zapewnienie o potępieniu antysemityzmu, obojętnie z której strony pochodzi.

Powróćmy jednak do wcześniejszego o dwa lata spotkania Jana Pawła II z przedstawicielami loży Bnai B ’rith. W omawianym wystąpieniu Papieża, obok wątku religijnego, przykuwa naszą uwagę bardzo specyficznie rozwinięty wątek polityczny:

Poznając się wzajemnie, odbywamy wciąż na nowo to, co zbliża nas do siebie w głębokiej trosce o całą ludzkość: w takich dziedzinach – by wymienić tylko kilka – jak głód, ubóstwo, stosowana gdziekolwiek i wobec kogokolwiek dyskryminacji oraz potrzeby uchodźców. Jednoczy nas. oczywiście, również ogromne zadanie krzewienia sprawiedliwości i pokoju, będących znakiem ery mesjańskiej zarówno w żydowskiej, jak i chrześcijańskiej tradycji, opartej z kolei na wielkim dziedzictwie proroków.

Podsumowując wydarzenie z 22 marca 1984 r. należy stwierdzić:

Po pierwsze;  Jan Paweł II przyjmując masonów z B nai B rith usankcjonował i uznał organizację wrogą Kościołowi katolickiemu.

Po drugie;      Papież uznał wyższość [starszeństwo w wierze] fałszywej religii judaizmu.

Po trzecie;     Papież w imieniu całego Kościoła zadeklarował poparcie i współpracę w realizacji porządku światowego w kształcie narzuconym przez judeomasonerię.

Po czwarte;  Jan Paweł II dopuścił się postawienia znaku równości pomiędzy stanem oczekiwania Kościoła na powtórne przyjście Zbawiciela Jezusa Chrystusa, a erą mesjańską Żydów, która nie jest i nie może być niczym     ponad ich doczesne panowanie nad całym światem.

Jak skomentować to stanowisko Papieża? Czy znajduje się on pod jakąś presją? Kto ośmiela się skłaniać Wikariusza Jezusa Chrystusa do dialogu i współpracy z Antykościolem? Odpowiedź na wszystkie te pytania jest jedna, choć nie jest prosta. Oto jesteśmy świadkami narodzin nowego bytu. Jego imię to Kościół Uniwersalny, zapowiadany przez magów i kabalistów od czasów samego Comeniusa. Jeszcze raz odwołajmy się do pracy nieocenionego Picrre’a Viriona7!), który potrafił wydobyć z czeluści ezoterycznych wynurzeń kabalisty Saint-Yves D’Alveydre kształt tego tworu:

Uniwersalny Kościół […] to synkretyczne połączenie wszystkich religii uważanych za równe sobie jednak pewna rolę wiodącą i animującą przyznaje się Kabale. Trzon tego uniwersum miałyby stanowić Kościół ewangeliczny [sic!] ze swymi autorytetami episkopatem, papieżem i soborem, Kościół mojżeszowy z Torą i swym autorytetem gaonem z Jerozolimy, Kościół wedyjski ze sterującą nim lożą Agaiiha. Saint -Yves dodaje tu jeszcze ma się rozumieć, Protestantyzm Lutra, Islam Mahometa, buddyzm Sakya Muni.

Nowy Kościół nowej religii dla wymieszanego etnicznie i kulturowo świata? Tak, choć w etnicznej mieszance zabraknie jednego składnika, ktoś przecież będzie musiał tym

wszystkim rządzić.

Żydowska filozofia doczesności jest jednocześnie konkretna realistyczna i mesjanistyczna. Była ona doskonalona przez tysiąclecia, bez przemy uaktualniana – zależnie od wymogów/ czasu i sytuacji. Żydowska filozofia doczesności stała się z tego względu jednym z najpotężniejszych motorów współczesnej historii.

Pora podjąć próbę odpowiedzi na powracające jak bumerang pytania. Co się właściwie stało w Kościele katolickim? W jaki sposób, kiedy, i za czyją przyczyną, wrogie, antykatolickie idee przeniknęły do Jego wnętrza? Rekonstrukcja wielu elementów tego długotrwałego i subtelnego procesu, którą zawdzięczamy wybitnym, wiernym Kościołowi ekspertom, pozwala wyodrębnić kilka o znaczeniu podstawowym. Ich charakter wyznacza tytuł kolejnego rozdziału.

 

 http://gazetawarszawska.net/2012/12/07/judeomasonska-infiltracja-kosciola-katolickiego/

 by  on 10/12/2012 in AntykościółKościół


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location