COVID19. Szwecja. Katastrofa, która nigdy nie nadeszła

Niska liczba ofiar śmiertelnych w Szwecji jest niewygodną prawdą dla mediów i rządzących w kilku krajach. Pokazują, że miliony ludzi żyły w niedostatku bezskutecznie.

To jest artykuł kulturalny. Analiza i wartości są własnością pisarza.

Wirus koronowy spowodował zamknięcie wielu krajów. Jakim kosztem? 

Johan Anderberg jest dziennikarzem i autorem książki „Flocken” o szwedzkiej strategii pandemicznej.

Dokładnie sto lat temu w Nowym Jorku miała miejsce wielka demonstracja.

Był letni dzień 1921 roku. Dokładnie 4 lipca - Święto Narodowe Stanów Zjednoczonych. 

Między godziną drugą a czwartą po południu, 20 000 ludzi przeszło Piątą Aleją. Śpiewali, intonowali i trzymali afisze. Na jednym z nich pojawił się obraz Leonarda da Vinci „Ostatnia Wieczerza” – z tekstem: „Podano wino”.

„Tyrania w imię sprawiedliwości jest najgorszą ze wszystkich tyranii” – głosił inny plakat.

„Pozdrawiam piwo” – krzyczała siwowłosa kobieta, według doniesień w New York Times z następnego dnia.

To, co wydarzyło się tego dnia, było wynikiem jednego z największych eksperymentów polityki zdrowia publicznego w historii. Przez rok piwo, wino i napoje spirytusowe były nielegalne w całych Stanach Zjednoczonych. Dzięki nowelizacji Konstytucji Stanów Zjednoczonych wszelka produkcja, transport i sprzedaż alkoholu zostały zakazane.

Z punktu widzenia zdrowia publicznego wydawało się to rozsądnym środkiem. Było jasne, że alkohol jest niebezpieczną substancją. Choroby, przemoc, bieda i przestępczość były ściśle związane z narkotykiem.

Jak to często bywało w historii demokracji, teraz Amerykanie zmagali się z równowagą między wolnością a bezpieczeństwem. Czy naprawdę słusznie uniemożliwiać wolnym ludziom robienie napojów, które nie tylko cenili, ale które były ważne ze względów kulturowych i religijnych?

Protestujący, którzy tego dnia udali się na południe Manhattanu, mieli jasne zdanie. To był wymysł antydemokratyczny. Plakaty nawiązywały do ​​George'a Washingtona, Thomasa Jeffersona i Abrahama Lincolna. Nie tak byłoby w wolnym społeczeństwie.

Tej wiosny Johan Anderberg opublikował książkę „The Flock”, która śledzi grę stojącą za szwedzką strategią covid. 11 listopada uczestniczy w rozmowie „Czy zostaliśmy mądrzejsi przez kryzys koronowy?” organizowanym przez Sydsvenskan i Centrum Historii Wiedzy na Uniwersytecie w Lund.

Zdjęcie: Janerik Henriksson / TT

Dwanaście lat później eksperyment dobiegł końca. W 1933 alkohol znów stał się legalny. 

Ale to nie dlatego, że zwyciężyły argumenty libertarianizmu. Nie dlatego, że ci protestujący zostali nagle wysłuchani z powodu ich opinii.

Nie dlatego, że sam lek uznano za mniej szkodliwy dla zdrowia.

Powodem, dla którego zakaz alkoholu przestał obowiązywać, było to, że po prostu nie działał.

Nie miało już znaczenia, czy alkohol jest niebezpieczny, czy nie. Nie miało znaczenia, jaką miał opinię polityczną.

Jeśli to nie zadziałało, to nie zadziałało.

Bo bez względu na to, co mówiło prawo, Amerykanie nie przestali spożywać alkoholu. Picie zostało po prostu przeniesione z barów do „mowy”, ludzie nauczyli się palić własny alkohol, przemyt z Kanady stał się popularnym sportem, a amerykańska mafia znalazła nowe źródło dochodu. 

Dzisiaj większość ludzi zgadza się, że eksperyment – ​​„szlachetny eksperyment”, jak nazywają go amerykańscy historycy – był gigantyczną porażką.

 

Jeszcze nieco ponad dwa lata temu amerykański zakaz spożywania alkoholu był największym eksperymentem socjotechnicznym, jakiego kiedykolwiek podjęła się demokracja.

Ale wtedy był rok 2020. 

Na początku tego roku nowy wirus zaczął przenikać z Chin. A cały świat rozpoczął nowy eksperyment.

W obliczu zagrożenia nowym koronawirusem władcy świata wymyślili zupełnie nowe środki zapobiegające rozprzestrzenianiu się wirusa. Zamykając szkoły, zabraniając ludziom spotkań, zmuszając przedsiębiorców do zamykania firm, zmuszając obywateli do ochrony ust, chodziło o to, by można było uratować ludzkie życie.

Podobnie jak podczas „szlachetnego eksperymentu” w Stanach Zjednoczonych, ten eksperyment również wywołał debatę. We wszystkich demokracjach świata wolność była porównywana z tym, co postrzegano jako bezpieczeństwo. Prawa jednostki przeciwstawiały się temu, co uważano za najlepsze dla zdrowia publicznego. 

Droga, którą wybrała Szwecja, wyróżniała się na kilka sposobów. Dla obywateli tego kraju najwyraźniej zauważył to fakt, że w dużej mierze nie musieli nosić ochraniaczy na usta, że ​​młodsze dzieci chodziły do ​​szkoły, a ich zajęcia w dużej mierze mogły być kontynuowane bez przeszkód.

Niektóre grupy miały nieproporcjonalnie ograniczone życie lub środki do życia: uczniowie szkół średnich, osoby powyżej 70 roku życia, pracownicy branży restauracyjnej. 

Ale nie było wątpliwości, że Szwedzi żyli swobodniej niż inni.

Więc jak to naprawdę poszło?

 

Jedenaście lat po tej demonstracji w Nowym Jorku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał pozew znany jako New State Ice Co. przeciwko Liebmannowi.

Nie chodziło o alkohol. Tak naprawdę nie chodziło o coś, co jest dziś szczególnie interesujące. Chodziło o to, czy Oklahoma miała prawo wymagać specjalnej licencji od firm sprzedających lód w stanie.

Nie, powiedział sąd. Każdy, kto chciał, mógł sprzedawać lody. 

Więc to było to. I pewnie niejasny spór dość szybko odszedłby w niepamięć, gdyby nie zdanie odrębne, które jeden z dziewięciu sędziów spisał i dodał do werdyktu.

Sędzia nazywał się Louis Brandeis i chciał zwrócić uwagę innych prawników na to, co nazwał „szczęśliwymi okolicznościami” w amerykańskiej demokracji.

„Odważne państwo może”, pisał, „jeśli jego mieszkańcy sobie tego życzą, działać jak laboratorium i testować nowe eksperymenty społeczne i gospodarcze bez ryzyka dla reszty kraju”.

Był rok 1932, a Brandeis opisał rewolucyjne postępy naukowe, które świat zachodni dokonał w krótkim czasie: „odkrycia w fizyce, triumfy innowacji, pokazują wartość prób i błędów. W dużej mierze ten postęp jest wynikiem eksperymentów.”

Dlaczego więc demokracja miałaby rezygnować z tej samej możliwości uczenia się, doskonalenia, ulepszania życia swoich obywateli?

Po prostu eksperymentować. 

Myśl Brandei jest od tego czasu znana jako „laboratoria demokracji”. Jeśli jesteś politologiem, możesz nazwać to „konkurencją instytucjonalną”, ale idea jest ta sama: złe pomysły są eliminowane i powoli zastępowane lepszymi. Dzięki nieudanej próbie zakazania alkoholu przez Stany Zjednoczone, żadne demokracje nie próbowały tego od tamtej pory.

Zrobili eksperyment. I skorzystaliśmy z tego.

Najbardziej znaną twarzą szwedzkiego eksperymentu stał się epidemiolog państwowy Anders Tegnell. Zdjęcie: Naina Helén Jåma / TT

Teraz prawie trudno to zapamiętać, ale przez większą część 2020 roku słowo „eksperyment” miało negatywne konotacje. To było coś, z czym my, Szwedzi, byliśmy narażeni, kiedy – w porównaniu z resztą świata – zachowywaliśmy jakąś formę normalności.

Ten eksperyment został wcześnie potępiony przez świat zewnętrzny jako „katastrofa” (Time Magazine), „historia moralna” (New York Times), „śmiertelna szaleństwo” (The Guardian) i tak dalej. Im bardziej wpływowa była gazeta, tym silniejsza stawała się inwektywa. W Niemczech Focus nazwał to wszystko „luzem”, włoska La Repubblica powiedziała, że ​​„model skandynawski” popełnił niebezpieczny błąd. 

Tak to wyglądało.

Opis szwedzkiej linii jako eksperymentu nie był błędny. W teorii i praktyce Szwedzi żyli zupełnie inaczej niż przede wszystkim Amerykanie i inni Europejczycy. 

Można by zaprotestować, że to Włochy, Francja, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i inne kraje przeprowadzały eksperyment, które testowały zupełnie nowe sposoby zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa. 

Ale dobór słów jest mniej ważny. Jasne jest, że Szwecja wybrała jedną drogę, reszta Europy inną. 

Można było to postrzegać tak, jakby świat zewnętrzny formułował hipotezę. Chodziło o to, że wolność w Szwecji byłaby kosztowna. 

Brak ograniczeń, otwarte szkoły, poleganie na zaleceniach naruszających prawo i interwencje policyjne skutkowałyby wyższymi wskaźnikami śmiertelności niż w innych krajach. I – co za tym idzie – że wolność, której doświadczają obywatele innych krajów, ratuje życie.

Wielu Szwedów zgodziło się z tą hipotezą. „Zamknij Szwecję, by chronić Szwecję” – napisał Peter Wolodarski z Dagensa Nyhetera, który w swojej podwójnej sile zarówno liderów opinii, jak i szefa najbardziej wpływowego szwedzkiego newsroomu, musi być określany mianem najpotężniejszego dziennikarza w kraju.

Nie był sam w żądaniu mocniejszego chwytu. O konsekwencjach ostrzegano renomowanych ekspertów od kontroli zakażeń, mikrobiologów, epidemiologów z całego kraju. Naukowcy z Uniwersytetu w Uppsali, Karolinska Institutet i Królewskiego Instytutu Technologii w Sztokholmie połączyli superkomputery i obliczyli, że 96 000 Szwedów umrze przed latem 2020 roku.  

W tamtych czasach nie była nierozsądna teoria, że ​​szwedzka wolność jest droga. W Stanach Zjednoczonych, z ich potężnymi zamknięciami, liczba ofiar śmiertelnych – mierzona na mieszkańca – była znacznie niższa niż w Szwecji wiosną 2020 roku. Oraz w miejscach, w których można było śledzić spustoszenia pandemii w czasie rzeczywistym – takich jak Nasz Świat w Data, w bazie danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa lub Worldometer – było jasne, że Szwecja miała wyższy wskaźnik śmiertelności niż większość innych krajów.

Ale eksperyment trwał dalej. W ciągu następnego roku wirus spustoszył świat, a kilka z zamkniętych krajów pobiło teraz Szwecję śmiertelne żniwo – jeden po drugim.

Wielka Brytania, USA, Francja, Polska, Portugalia, Czechy, Węgry, Hiszpania, Argentyna, Belgia - kraje, które blokowały place zabaw, zmuszały dzieci do noszenia ochraniaczy na usta, zamykały szkoły, nakładały na obywateli grzywny za powieszenie na plaży, parki strzeżone z dronami - wszyscy zostali uderzeni bardziej niż Szwecja. 

W chwili pisania tego tekstu ponad 50 krajów ma wyższy odsetek zgonów w przypadku krukowicy. 

Jeśli zmierzyć nadmierną śmiertelność w całym 2020 roku, według Eurostatu Szwecja zajmie 21 miejsce na 31 krajów europejskich. 

Ten fakt musi być jedną z najbardziej niedocenianych wiadomości na świecie. Biorąc pod uwagę wszystkie artykuły i reportaże telewizyjne o głupio liberalnym podejściu Szwecji do pandemii rok temu, biorąc pod uwagę, jak pewne źródła danych były codziennie powoływane w światowych mediach, dziwne jest, że te same źródła dzisiaj wydają się zupełnie nieinteresujące.

Dlatego w światowych mediach toczy się teraz trochę szarady; to tak, jakby Szwecja nie istniała. Kiedy Wall Street Journal opublikował w tym tygodniu raport z Portugalii, opisano, że kraj ten może „rzucić okiem” na to, jak to jest żyć z wirusem. To nowe życie oznaczało m.in. przepustki na szczepionki i ochraniacze na usta przy dużych tłumach, takich jak mecze piłki nożnej.

W żadnym miejscu raportu nie wspomniano, że w Szwecji można oglądać mecze piłki nożnej bez noszenia ochraniacza na usta. Ani w jednym miejscu nie powiedziano, że Szwecja – z mniejszym odsetkiem zabitych niż Portugalia od początku pandemii – zniosła praktycznie wszystkie ograniczenia.

Wall Street Journal nie jest osamotniony w swoich selektywnych raportach. New York Times, The Guardian, BBC, The Times – wszyscy byli kiedyś tak głodni, że dziś nie mogą fałszować swoich oryginalnych teorii.

To, co szwedzka Komisja Korona sądzi w tej sprawie, jest bardzo niejasne. W swoim najnowszym raporcie z pewnością piszą, że wyłączenia nie zadziałały, ale nie wyciągają z tego żadnych wniosków. Być może w przyszłym roku będzie bardziej szczegółowa dyskusja w raporcie końcowym.

Na szczęście niektórzy u władzy odważyli się na własne analizy szwedzkiego eksperymentu. 

Kiedy ponad rok temu amerykański stan Floryda – po silnej inspiracji ze Szwecji – zniósł większość ograniczeń i zezwolił na otwarcie szkół, restauracji i parków rozrywki, werdykt amerykańskich mediów był surowy. Mówiono, że republikański gubernator stanu Ron DeSantis „doprowadził swój stan do kostnicy” (Nowa Republika). Media były oburzone obrazami kąpiących się i opalających mieszkańców Florydy. 

Odpowiednik DeSanti w Nowym Jorku, uciskany Demokrata Andrew Cuomo, otrzymał przydomek „siłacz” (Washington Post) i opublikował książkę zatytułowaną „Lekcje przywództwa z pandemii Covid-19”.

Kilka miesięcy temu Andrew Cuomo został zmuszony do rezygnacji po nękaniu kilkunastu kobiet, ale wynik jego „lekcji przywództwa” trwa nadal: 0,29 procent obywateli stanu zmarło w Covid. 

Więc na Florydzie? Państwo, które w czasie pandemii nie tylko pozwalało na największą swobodę, ale też miało drugi co do wielkości odsetek emerytów w kraju?

Tam liczba ta wynosi 0,27 proc.

Ten związek jest bardzo niedoceniany w amerykańskich mediach.

Z ludzkiego punktu widzenia łatwo zrozumieć niechęć do przyswajania liczb. Nieunikniony wniosek jest taki, że miliony ludzi żyły w wolności, że miliony dzieci straciły szkołę, bezskutecznie.

Kto chce być w tym współwinny?

Ale laboratoria demokracji dokonały swoich ludzkich prób. A wynik jest jasny.

Dlaczego poszło tak , jak poszło, trudniej wyjaśnić. Ale być może możemy wyciągnąć pewne wnioski ze szlachetnego eksperymentu w Stanach Zjednoczonych w latach dwudziestych.

Błędem popełnionym wówczas przez władze amerykańskie było niedocenienie złożoności społeczeństwa. To, że zakazali spożywania alkoholu, nie oznaczało, że alkohol zniknął. Popędy, pragnienia i zachowania człowieka były niemożliwe do przewidzenia, niemożliwe do zaplanowania.

Sto lat później rządzący popełnili ten sam błąd. Tylko dlatego, że zamknęli szkoły, dzieci nie przestały spotykać się w innych kontekstach. Kiedy ci sami władcy zgasili wszelkie życie w miastach, ci, którzy mogli przenieść się do swoich domów wakacyjnych, i rozprzestrzenić infekcję na nowe miejsca. Zachęcali swoich obywateli do zamawiania jedzenia przez Internet, nie zastanawiając się, kto będzie przewoził towary z domu do domu.

Gdyby politycy byli wobec siebie szczerzy, mogliby zrozumieć, co się stanie. Bo tak jak w epoce prohibicji – kiedy amerykańscy politycy byli nieustannie przyłapywani na piciu alkoholu – ich następcy zostali przyłapani, sto lat później, właśnie na łamaniu restrykcji, jakie nałożyli na obywateli. 

Burmistrz Nowego Jorku, prezydent Stanów Zjednoczonych, burmistrz Chicago, główny doradca rządu brytyjskiego, holenderski minister sprawiedliwości, unijny komisarz ds. handlu, gubernator Kalifornii – tak, premierowi Szwecji udało się również, gdy szwedzki Politycy pod koniec 2020 roku również zaczęli ściskać swoich obywateli.

 

Planowanie życia innych ludzi jest trudne . W populacji trudno jest nakazać pożądane zachowanie. Jest to doświadczenie, którego doświadczyło wiele dyktatur.   

Podczas pandemii korony wiele demokracji doświadczyło tego samego. Może lekcja jeszcze się nie dotarła, ale miejmy nadzieję, że w końcu tak się stanie.

Wtedy może minie kolejne sto lat, zanim ponownie popełnimy ten sam błąd.

11 listopada Johan Anderberg bierze udział w rozmowie „Czy zostaliśmy mądrzejsi przez kryzys koronowy?” podczas wieczoru konwersacyjnego zorganizowanego przez Sydsvenskan i Centrum Historii Wiedzy na Uniwersytecie w Lund. Przeczytaj więcej tutaj.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location