Rybnik. Konfederaci zarzucają szpitalowi fałszerstwo

Bartłomiej Furmanowicz

Konfederaci zarzucają szpitalowi fałszerstwo, Facebook/Norymberga 2.0(Fot. Facebook/Norymberga 2.0)

Czy rybnicki szpital sfałszował dokumenty? Takie zdanie padło na wczorajszym spotkaniu Parlamentarnego Zespołu ds. Nadużyć i Naruszeń Prawa w związku z COVID-19. Głównym tematem obrad była śmierć 32-letniej Anny, której serce stanęło w drodze do katowickiego szpitala. Skąd takie oskarżenie polityków wobec lecznicy z Rybnika?

 

Przypomnijmy, przed świętami Bożego Narodzenia pisaliśmy o tragedii, która dotknęła rodziny 32-letniej Anny. Młoda kobieta musiała czekać na SOR-ze około 8 godzin na test covidowy. Gdy już otrzymała wynik ujemny, pojechała karetką pogotowia do Katowic, ponieważ szpital w Rybniku nie był w stanie zapewnić odpowiedniej opieki medycznej »Czekała na SOR-ze 8 godzin, bo nie była zaszczepiona? Ania zmarła w karetce«

„Wyglądała jak dzidziuś”

Ten temat wzbudził kontrowersje zarówno w Rybniku, jak i Polsce. Postanowili się mu przyjrzeć politycy Konfederacji i działacze związani nią związani. Zaprosili na wczorajsze spotkanie Mariolę Bednorz – mamę zmarłej Ani. Ta zrelacjonowała to, co działo się przed świętami z jej córką.

 

Jestem mamą Ani która zmarła 13 grudnia 2021, była to niedziela po śniadaniu. Ania dobrze się czuła, lubiła konie, pracowała z nimi. Tego dnia musiała je osiodłać dla dzieci. Długo nie było jej w domu. Ktoś w pewnym momencie poprosił mnie, by zeszła na dół. Córka siedziała na schodach, była blada, mówiła, że jest jej niedobrze – wspominała pani Mariola.

Młoda kobieta skarżyła się na drętwiejącą rękę i ucisk w klatce piersiowej. Jej mama postanowiła zabrać ją do szpitala.

Nie było kolejek. Zostałyśmy zaproszone do środka. Pierwsze pytanie kierownika na SOR-ze brzmiało: czy jest pani zaszczepiona. Nie była. To usłyszałyśmy, że najpierw trzeba zrobić testy. Zrobiono EKG, dowiedzieliśmy się, że Ania ma „blok”, czyli coś gorszego niż zawał i trzeba od razu wszczepiać rozrusznik. Wcześniej córka musiała znać wyniki testu – relacjonowała rybniczanka.

Anna musiała czekać kilka godzin na korytarzu.

Źle się czuła. Wyglądała jak dzidziuś, była taka skurczona jak leżała w masce. I tak ją zostawicie? – pytałam lekarzy. Usłyszałam: a co mamy robić? Czekamy na wymaz.

Wynik przyszedł przed północą, był ujemny. Młoda kobieta musiała przejść pilnie zabieg wszczepienia rozrusznika. W tym celu ma pojechać karetką do szpitala w Katowicach.

Jeszcze na pożegnanie powiedziała mi: „mamo jestem już bardzo zmęczona, być może już nigdy nie będę jeździła na koniach. Zadzwoń rano do mojej pracy i nakarm konie.” Pomyślałam, że jest we właściwych rękach, ale „zatrzymała się” w karetce, zmarła. 24 grudnia miałaby 33 lata. Jestem tu dla Ani i jej pamięci, to mógł być ktokolwiek z nas. Życie człowieka jest nic niewarte z powodu procedur, zupełnie niedopracowanych i bezdusznych.

Fica: szpital nie dzieli pacjentów

W spotkaniu uczestniczyła również Ewa Fica, dyrektor WSS nr 3 w Rybniku. Złożyła mamie Anny wyrazy współczucia z powodu straty. Stwierdziła jednak, że to kłamstwo, by lekarze mieli odmawiać leczenia osobom niezaszczepionym w chwili zagrożenia życia.

U nas nie dzieli się pacjentów w szpitalu. W dobie covidu nie ograniczyliśmy odwiedzin pacjentów, były jednak procedury. Stawianie naszego szpitala w tak niekorzystnym świetle jest co najmniej krzywdzące. Zabezpieczamy pacjentów i personel. To nie pokazówka, ale sposób, żebyśmy nie rozpowszechniali covida na cały szpital. Nie prowadzimy statystyk – zaszczepieni, niezaszczepieni. Pacjent to pacjent, robimy wszystko by udzielić pomocy, natomiast procedury są jasne w całym kraju. Pacjenci są oznakowani z czasem oczekiwania – wyjaśniła.

Ewa Fica przyznała jednak, że niezaszczepiony pacjent (planowany np. na zabieg) czeka w szpitalu średnio od 4 do 6 godzin.

Natomiast w przypadku zagrożenia pacjent trafia na oddział, bez wykonania testu – dodała.

Jeżeli chodzi o Annę, jej stan nie został określony jako zagrażający życiu.

Dyrektor WSS nr 3 w Rybniku oznajmiła też, że dokumentacja medyczna młodej kobiety została zabezpieczona i czeka na zgłoszenie policji lub prokuratury.

Konfederacja szuka afery?

Spotkanie zespołu trwało przeszło 5 i pół godziny. Zwróciliśmy uwagę na sytuację, o której pisze dzisiaj fanpage Norymberga 2.0. W pewnym momencie dyskusji poseł Grzegorz Braun zajął się zarządzeniami szpitala odnośnie postępowania wobec pacjentów w dobie Covid-19.

Chciałem upewnić się, czy mam w ręku autentyk? Czy podpisy widniejące na tym 5-stronicowym dokumencie są prawdziwe? Czy pani pieczęć i nazwisko to autentyk? - zapytał Ewy Ficy.

Ta potwierdziła, na co poseł Konfederacji.

Dla nas to jest dokument zbrodni. To dokument, który w praktyce interpretowany jest jako zakaz ratowania, udzielania pomocy, leczenia osób bez wyników testu – oznajmił.

Dyrektor WSS nr 3 stwierdziła, że parlamentarzyści szukają afery w przykrej sytuacji.

Każdy szpital pracuje wg rozporządzeń ministra zdrowia i z pomocą NFZ. Jesteśmy wykonawcami ustawodawcy, jak i płatnika. To pańska manipulacja. Każdy z lekarzy potwierdzi jedno – to nadinterpretacja z państwa strony. W przypadku zagrożenia pacjent trafia na oddział, bez wykonania testu. Zasady, o których pan wspomniał, dotyczą pacjentów zaplanowanych, a mają być przyjęci do leczenia. W sytuacji zagrożenia życia nie ma przepisów, które miałyby blokować przyjęcie. Tego żaden dyrektor nie ma prawa robić – wyjaśniła i zaznaczyła, że:

Pacjenci dłuższej są na SOR-ze, bo jest problem z przeniesieniem pacjenta do innego szpitala.

Braun: szpital spreparował dokumenty

Grzegorz Braun parł dalej na przód. Zwrócił uwagę na pewne rozbieżności. Przeczytał zarządzenie szpitala numer 70/2021 z dnia 17 maja 2021 roku, według którego pewien zapisek umożliwia lekarzowi odstąpienie od procedur związanych z testowaniem w niektórych „ostrych” przypadkach.

Marcin Musiewicz przeczytał te samo zarządzenie, ale brzmiało ono inaczej. Poseł zauważył różnicę, ale uznał, że lekarz pomylił numery zarządzeń.

Panie doktorze, cytuje pan inny dokument, nie ten, który pan potwierdził. Zdania, jakie pan odczytał, nie odnajduję w procedurze zarządzenia nr 70. Takie coś widzimy w zarządzeniu 134, wydanym w grudniu, ale już po śmierci Anny. Państwo zdobyli się na reasumpcję i przed Bożym Narodzeniem wydali zarządzenie i to zarządzenie mi pan cytował – zwrócił się do swojego rozmówcy.

Medyk pokazał mu więc do ekranu zarządzenie nr 70, które trzymał w ręce. Widniała tam formuła:

„Zaleca się postępowanie zgodnie z powyższą procedurą, jednak każdorazowo decyzję czy zastosować, czy odstąpić od postępowania, podejmuje Lekarz prowadzący i/lub Kierownik Oddziału”.

To oznacza, że obie strony powoływały się na ten sam dokument, ale jeden z nich miał już zmienioną niedawno treść. W tym momencie na twarzy Grzegorza Brauna pojawił się uśmiech.

To bardzo niezwykły moment, właśnie przedstawiono nam falsyfikat, spreparowany dokument. Proszę wybaczyć uśmiech, ale w poprzednim życiu bywałem reżyserem, Przeżywam dramaturgię tych wydarzeń – oznajmił.

W tle było słychać głosy sprzeciwu lekarzy rybnickiego szpitala, ale nie dało się wyłapać kontekstu, ani nawet pojedynczych zdań. Zostali zagłuszeni przez sejmowy zespół. Szpital postanowił więc przerwać połączenie.

Rybnik zrejterował – stwierdził krótko Braun.

Jak się dowiadujemy, szpital rozłączył się z sejmowym zespołem ze względu na problemy techniczne. Udało się po chwili nawiązać ponownie kontakt, ale politycy Konfederacji nie dopuścili już medyków do głosu.

„Podejmiemy działania prawne”

Jak dzisiaj wczorajszą sytuację komentuje szpital w Rybniku? O to poprosiliśmy Macieja Kołodziejczyka, rzecznik WSS nr 3.

Poseł Grzegorz Braun zarzucając rybnickiemu szpitalowi fałszowanie dokumentacji zdecydowanie się zagalopował. Ja wiem, że może on nie być świadomy procedur regulujących obieg dokumentów w placówkach medycznych. Więc wyjaśnię - każde zarządzenie trafiające na oddziały szpitalne pozostawia ślad w systemie informatycznym placówki. Tak jest także u nas. Rozumiem, że po takim kategorycznym stwierdzeniu do prokuratury trafi doniesienie o popełnieniu przez nas przestępstwa. Bez problemu udostępnimy właściwym organom pełną dokumentację, będzie też możliwy wgląd do systemów informatycznych. Absolutnie się tego nie obawiamy – powiedział Maciej Kołodziejczyk.

Szpital zapowiada też, że wykona kroki prawne.

Ze swojej strony także podejmiemy odpowiednie działania prawne, bo wiele słów, które padły na posiedzeniu tego zespołu parlamentarnego stworzonego przez posłów Konfederacji wyczerpuje znamiona co najmniej pomówienia i naraża na szwank dobre imię lekarzy pracujących w rybnickim szpitalu – usłyszeliśmy.

Co na to druga strona? Adam Kania, koordynator projektu Norymberga 2.0, który był obecny na spotkaniu zapowiedział, że sprawa trafi do ABW lub prokuratury.

Nasi prawnicy formułują wniosek. To nie jest oskarżenie o sfałszowane dokumenty, to jest fakt. Mieliśmy w ręku dwa zupełnie inne dokumenty, a jesteśmy w posiadaniu oryginału. Nikogo nie oskarżamy o sfałszowanie, tylko do sfałszowania doszło. Nie wiemy tylko, kto tego dokonał. Mamy nadzieję, że ABW lub prokuratura wyjaśnia sprawę - słyszymy.

 

 

https://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,szpital-w-rybniku-sfalszowal-dokumenty-sejmowa-komisja-o-smierci-ani,wia5-3266-51110.html


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location