Dr. ALEKSANDER CZOŁOWSKI: MORD RYTUALNY

Dr. ALEKSANDER CZOŁOWSKI

MORD RYTUALNY

Epizod z przeszłości Lwowa

LWÓW

NAKŁADEM AUTORA
1899.

 

 

Widownią niezwykłego i wyjątkowego zda­rzenia w Polsce, był Lwów w roku 1759. Oto 17 lipca t. r. rozpoczęły się tu i to w ka­tedrze łac. publiczne dysputy religijne żydów, które ogólną na się zwróciły uwagę. Spowodo­wali je Frankiści, sekta żydowska, tak nazwana od swego założyciela, Jakóba Franka, żyda, ro­dem z Korolówki na Podolu, a którego ojciec Lejba był rabinem w Czerniowcacli i Buka­reszcie.

W czasie pobytu w Turcji, młody Frank, poznawszy mistyczne księgi Wschodu, a zwłasz­cza naukę Sabbatejczyków, sekty założonej w XVII. w. przez żyda tureckiego Sabbataja Gebi (Szabsa Cwi), uznał się jego duchowym następcą i zaczął szerzyć jego zasady, oparte tylko na Piśmie św. i kabalistycznej księdze „Zoar, napisanej w XIV. w. przez żyda hisz­pańskiego, Mojżesza z Leonu. Znajomością tych pism, wymową, sprytem, silną wolą, działał na otoczenie, pozyskiwał słuchaczy, którzy zaczęli go tytułować „najmędrszym z żydów*. Sława jego rosła daleko, doszła i do Polski, gdzie sabbateizm, zwłaszcza na Podolu, wielu tajemnych liczył zwolenników. Zaproszony przez nich, po różnych losach w Turcji, przybył Frank w roku 1755 najpierw do swego rodzinnego miasteczka Korolówki, potem do Iwania pod Uścieczkiem i stąd rozpoczął propagandę, która nie pozostała bez rezultatów. Od razu pozyskał licznych, ja­wnych zwolenników nawet wśród rabinów.

Nauka jego zbliżała judaizm do chrystianizmu, wyrzekał się bowiem Frank zupełnie talmudu „jako pełnego błędów i bluźnierstw, uczył, że Bóg jest jeden we trzech osobach, wierzył zatem w Trójcę św., a nadto uznawał w Chrystusie mesjasza.

Wystąpienie i nauka Franka, wywołały wśród żydów polskich gorączkowy ruch przeciw „odszczepieńcowi*, który odważył się naruszyć uczucia i wierzenia zawarte w księgach talmudycznych. Ze wszystkich synagog posypały się uroczyste, z całą grozą wschodnią wygłaszane klątwy na kacerzy.

Prześladowani fanatycznie przez współplemieńców Frankiści, zwani urzędownie kontra talmudystami, odważyli się na zręczny krok, który zwrócił na nich ogólną uwagę i zapewnił opiekę.

 

Oto bowiem za radą mistrza postanowili odbyć ze starowiercami, czyli talmudystami publiczne dysputy. Dysputy miały dowieść błędów talmudu. Chodziło tylko o pozwolenie władz. W tym celu więc wysłali prośby do króla Augusta III. i do arcybiskupa lwowskiego Łubieńskiego, że gotowi są przyjąć chrzest po dyspucie, której domagają się „z nieprzyjaciółmi wiary św.“ nie z ubóstwa, nie z łakomstwa albo „innych jakich podejrzanych i zwyczajnych narodowi naszemu przewrotności “, ale dlatego, że mają nie mało ukrytych zwolenników, którzy gdy ich nauka będzie uznana przez najwyższą zwierzchność „wyjawią się i zbawienie pożyszczą.* Domagali się także by mogli osiąść w Busku lub Glinia­nach, bo „nie spodziewamy się, aby odtąd który z naszych miał osiadać w karczmach, przez szynki, posługę pijaństwa i wysączenie krwi chrześcijańskiej szukać chleba sobie do czego talmudystowie przywykli.“

Na prośbę tę król nie odpowiedział wcale a arcybiskup, zostawszy w tym czasie prymasem Królestwa, opuścił Lwów i rozpatrzenie sprawy Frankistów, powierzył ks. Stefanowi Mikulskiemu, który zamianowany został administratorem archidiecezji lwowskiej.

Nie tracąc nadziei, udali się do niego wy­słańcy sekty i opowiedziawszy całą swą historię i wszystkie swe nieszczęścia i prześladowania, oświadczyli, że przystąpienie do katolicyzmu uważają dla siebie za zbawienie i uczynią to, lecz dopiero po dyspucie „z rabinami" nad na­stępującymi siedmiu punktami:

„1. Proroctwa wszystkich proroków o przyj­ściu Mesjasza już się spełniły.

2. Mesjasz był Bóg prawdziwy, któremu imię Adonaj; ten miał ciało nasze i wedle niego cierpiał dla odkupienia i zbawienia naszego.

3. Od przyjścia Mesjasza prawdziwego ofiary i ceremonie ustały.

4. Krzyż św. jest wyrażeniem Trójcy Przenajświętszej i pieczęcią Mesjasza.

5. Każdy człowiek powi­nien być posłuszny zakonowi Mesjasza, bo w nim zbawienie.

6. Do wiary mesjasza żaden przyjść nie może, tylko przez chrzest.

7. Talmud naucza, że potrzebna jest krew chrześcijańska, a kto wierzy w talmud, musi jej potrzebować".

Administrator archidiecezji ulegając „uprzy­krzonym naleganiom" Frankistów, zgodził się na dysputę, choć bardzo niechętnie, gdyż sta­wiało go to w opozycji ze zdaniem prymasa. Postawił jednak warunki, że delegaci swojem i swoich współwyznawców imieniem dadzą zapewnienie, że zaraz po dysputach chrzest przyjmą, że przed każdą pojedynczą dysputą Frankiści mają swe tezy podlegające dyspucie spisać w polskim i hebrajskim języku i te stronie przeciwnej podać, ta zaś ma na nie odpo­wiadać na posiedzeniu następnym; wreszcie obie strony mają swe wywody składać na ręce kano­nika, wyznaczonego przez konsystorz. Frankiści przyjęli warunki.

Termin pierwszej dysputy wyznaczony został na dzień 17. lipca 1759 r. o godzinie 1 w połu­dnie w kościele archikatedralnym we Lwowie, o czym ks. Mikulski rozesłał zawiadomienia do duchowieństwa katolickiego i rabinatów. Naka­zywał przy tern, aby wszystkie gminy żydowskie całej archidiecezji wysłały do Lwowa swych przedstawicieli, pod karą tysiąca talarów. Szlachta również otrzymała odpowiednie zlecenia, by żydów zmuszać do przyjazdu do Lwowa.

Wieść o dyspucie wywarła przygnębiające wrażenie na gminy żydowskie. Zatrwożeni żydzi szukali różnych środków ratunku; udali się z prośbą do prymasa i nuncjusza, by znieśli postanowienie ks. Mikulskiego. Obaj dygnitarze wyrazili administratorowi swe obawy, że dysputy mogą wywołać rozjątrzenie, lecz ten postawił na swojem, bo zresztą było już za późno, aby odwoływać.

Na dzień oznaczony musieli zjechać do Lwowa rabini i przybyło ich około czterdziestu. Z samej archidiecezji lwowskiej było ich trzy­dziestu, reszta z różnych stron Polski. Na mówców wybrali: Ghaima Kohena Rapaportar rabina lwowskiego i zaciętego wroga Frankistów, następnie Beera z Jaszowca, syndyka gmin podolskich, Dawida, rabina ze Stanisławowa i Izraela z Międzyboża, cudotwórcę, cadyka i rabina z Rozdolu, gdzie jako Baal-Szem zało­żył sektę Ghassydów.

Ze strony Frankistów przybyło z początku tylko trzynastu przedstawicieli „uczonych i zna­jących język polski, wśród których najwybi­tniejszymi byli Jehuda ben Nosen Krysa, niegdyś rabin w Nadwornie, „przodujący innym mądro­ścią", Salomon ben Eljasz Szor, syn rabina z Ro­hatyna i Nachman Szmujłowicz, rabin z Buska. Sam Frank pozostał na razie w okolicy Ka­mieńca podolskiego.

W przeddzień dysputy rabini żydowscy z Rapaportem na czele złożyli wizytę ks. Mikulskiemu; to samo też zrobili i Frankiści.

Dnia następnego 17 lipca ruch niezwykły zapanował w calem mieście. Tłumy ciekawych dążyły do katedry, którą otaczały warty garni­zonu lwowskiego i pilnowały porządku. Dla wchodzących ustanowiono bilety wejścia, za które pobierano „szóstak bity“ z przeznaczeniem całego dochodu na potrzeby ubogich Frankistów.

Mnóstwo prałatów, kanoników i innych dygnitarzy zapełniło kościół. Każdy z lwowskich klasztorów przysłał obowiązkowo czterech przed­stawicieli.

W pośrodku kościoła w dwóch rzędach krzeseł ustawionych „w cyrkuł* zajęli miejsca teologowie, dygnitarze duchowni, „znaczniejsi goście i dystyngowańsze damy*. Wielu dostoj­ników koronnych przybyło umyślnie, by być świadkiem niezwykłego faktu. W ławkach po lewej stronie nawy zasiedli rabini z wyrazem pewnej trwogi na twarzy; na prawo Frankiści. Na krześle wzniesionym „na dwa gradusy* przewodniczył w fioletach sam administrator ks. Mikulski, obok kanclerz konstystorski przy osobnym stoliku spisywał protokół. Wokoło rzesze mieszczaństwa, katolickiego ludu i żydo­wskiego gminu szczelnie zapełniły kościół. Oczy wszystkich zwracały się na wrogie sobie strony.

Posiedzenie zaczęło się o 2 godzinie gorącą przemową ks. Mikulskiego, w której wyłożył powody dysputy i zakończył pochwałą dla jej rzeczników — kontra talmudystów.

Badacze życia Franka i jego sekty krótko tylko wspominają o przebiegu lwowskiej dysputy, nie wdając się w jej szczegóły. Nie mamy ró­wnież zamiaru przedstawiać tu wszystkich jej faz, mianowicie co do pierwszych sześciu pun­któw. Dość wspomnieć, że Frankiści wspierani wiedzą teologów, przytaczali na każdy z nich dowody z niemałą erudycją, zaczerpniętą z Pisma św., z ksiąg talmudycznych i z księgi Zoar. Rozbierano szczegółowo każdą z łez. Rabini bronili się jak mogli i umieli. Nie brakło chwil ożywionych i charakterystycznych, lecz w ogóle dysputy przeładowane niezliczonymi cytatami z obu stron i wzajemnymi subtelnymi kwestiami— oddziaływały nużąco na słuchaczów.

Na dziesięciu posiedzeniach załatwiono się z pierwszymi sześciu tezami. Pozostała tylko teza siódma, że „talmud naucza, że potrzebna jest krew chrześcijańska, a kto wierzy w talmud, musi jej potrzebować11.

Był to niewątpliwie punkt ciężkości całej dysputy, najważniejszy i największy w ogóle budzący interes, tem bardziej, że od wieków nie­pokojona tą sprawą opinia szerokich warstw, zostawała właśnie pod wrażeniem niedawnego faktu, który zdarzył się w Żytomierzu na Woły­niu w r. 1753.

Oto sąd tamtejszy kazał uwięzić 25 żydów pod zarzutem, że roku wspomnianego „w sam wielki piątek, złapawszy dziecię pół- czwarta roku mające imieniem Stefana Studzieńskiego, syna Adama i Ewy Studzieńskich, w wielką sobotę po sabacie zgromadzeni, okru­tnie zamordowali, z każdej żyły i junktury krew wypuszczając przez kłócie". „Po uczynionej pil­nie inkwizycji" zbrodnię „prawnie dowiedziono" i wydano wyrok, mocą którego „z jedenastu żydów żywcem pasy darto, a potem ćwiartowano, trzynastu chrzest św. przyjąwszy, ścięci byli, jeden zaś mniej winny dla świadectwa innym talmudystom przy życiu zachowany został, chrzest św. przyjąwszy".

Ryciny i obrazy przedstawiające zamordo­wanego chłopca w całej postaci, z licznymi ranami na ciele, rozrzucono po całej Polsce i do dziś nie rzadko można je jeszcze spotkać po kościołach i w różnych zbiorach.

Wobec rozbudzonych namiętności, z wielką ciekawością oczekiwano niecierpliwie dnia, w któ­rym dalsza miała się odbyć dysputa, zwłaszcza, że na nią przybył do Lwowa sam Frank.

Otaczały go tłumy zwolenników z żonami i dziećmi. Wjeżdżał do miasta (25 sierpnia) w karecie poszóstnej, jakby jaki książę wschodni, ubrany w strój turecki. Obok karety postępo­wało dwunastu jezdnych, a z tyłu ciągnął się długi szereg wozów i bryk, pełnych jego zwo­lenników.

Ruszył się lud z miasta na przedmieście oglądać to dziwne widowisko. Żydzi lwowscy natomiast kryli się po domach i zaułkach, oba­wiając się wzroku cudotwórcy, który ich zda­niem, „czarował i ubezwładniał patrzących nań.

Dzień 26. sierpnia przeznaczono na odbycie jedenastej dysputy nad ową siódmą tezą Frankistów. Rabini jednak „obawiając się jej naj­więcej" i słusznie, prosili o zwlokę, która „dla różnych wykrętów" przedłużyła się do ponie­działku 10 września.

W porządku, jak na poprzednich dyspu­tach, zebrano się i w dniu tym, z tą tylko ró­żnicą, że przybyło kilkuset Frankistów ze swym mistrzem na czele, a nadto wielu wybitnych ży­dów z różnych synagog. Natłok ciekawych pa­nował taki, że obszerny kościół archikatedralny nie był wstanie pomieścić wszystkich w swych murach.

O godzinie 2 administrator ks. Mikulski zagaił zebranie i wezwał Frankistów, aby przy­toczyli dowody na siódmą tezę.

Powstał na to tłumacz Frankistów, niejaki Moliwda-Kossakowski i ich imieniem w te sło­wa odezwał się po polsku:

„Żądanie krwi chrześcijańskiej od pospól­stwa talmudystów nie tylko w Królestwie Polskim, ale i w cudzych krajach jest jawne, wiele bowiem historii minąwszy w cudzych państwach, tu się w Polsce i Litwie zdarzyło, że talmudystowie niewinną krew chrześcijańską okrutnie wylali i za ten bezbożny uczynek przekonani, w różne czasy dekretami na śmierć osądzeni.

zawsze jednak ostatecznie zapierając się, chcieli się przed światem oczyścić, że to na nich niewinnie chrześcijanie wkładają, powiadają".

„My jednak Boga wszystko widzącego, ma­jącego przyjść sądzić żywych i umarłych, wziąwszy na świadectwo, nie ze złości albo zemsty na onych, ale z miłości Wiary świętej, którą przyj­mujemy, tę złość onych talmudystów w y d aj e m światu całemu do wiadomości, bośmy się i sami w młodości naszej u onych tego uczyli".

Te same słowa, będące zarazem przysięgą, powtórzył po hebrajsku Jehuda ben Nosen Krysa, i w tymże języku powtarzał wszystkie następne dowody Moliwdy i pokazywał w talmudzie, cytowane przezeń ustępy.

W dowodach owych niejedno może wyda się niejasnym lub naciągniętym, lecz sam fakt, że tu po raz pierwszy z podobnymi dowodami, zaczer­pniętymi z talmudu, wystąpili gremialnie i publi­cznie żydzi przeciw żydom, rabini przeciw rabi­nom, czyni całą lwowską dysputę nad „mordem rytualnym tem charakterystyczniejszą i godną uwagi.

Nie wchodząc zupełnie w istotną wartość tych dowodów — przedstawiamy rzecz tak jak podają źródła współczesne, przytaczając miej­sca charakterystyczne dosłownie, rozwlekłe zaś w streszczeniu.

Dowody na poparcie swego twierdzenia przynieśli Frankiści na piśmie zebrane. Czytał je tłumacz Moliwda wśród głębokiej ciszy obec­nych, a były one następujące:

Księga talmudu zwana Aurech Chaim Me- ginę Erec t. j. Ścieżka żyjących, obrona ziemi, której autorem jest rabin Dawid, mówi fol. 242 rozdz. 412; Micice laclizeur acher jain udym zeycher leydam, co znaczy: przykaz (rabinie) starać sic o wino czerwone, pamiątkę krwi.

Zaraz potem ten sam autor dodaje: Od reymez leudyni zeycher leydam szeochoiu parę szoychet benay Isntel t. j. jeszcze mrugam ci dlaczego pamiątka czerwonej krwi, bo Farao rznął dzieci Izraelitów. Niżej zaś następuje zda­nie : Wayhuidne nimneu milayikach jain udym mipney eliloys szeykurym, co znaczy: a teraz opuszczone zażywanie czerwonego wina gdyż fałszywe napaści są.

Tekstami przytoczonymi udowadniali Fran­kiści, że talmud domaga się krwi chrześcijańskiej, gdyż słowa jain udym „rabinowie sekret trzymający tłumaczą wino czerwone, tymcza­sem w hebrajskim piśmie temi samemi literami (aleph, dalet, wow, men) pisze się tak słowo udym t. j. czerwony, jak i słowo edym t. j. według ks. talmudu Rambam fol. 55 — ten, który pierwszy dzień czyli niedzielę święci, a zatem chrześcijanin. Oba słowa różnią się tyłka u spodu pierwszej litery (aleph) kropkami czyli akcentami, zwanymi sygiel i kamee, dla których kropek raz czyta się udym to znowu edym. „Trzeba zaś wiedzieć, że talmud księga Aurech Chaim Megine Erec, w której jest rozkaz dla rabinów, aby się starali o czerwone wino na Wielkanoc dwa te słowa podaje bez żadnych kropek, przez co te dwa hebrajskie słowa są obojętne. Wolno je rabinom tłumaczyć przed pospólstwem jain udym t. j. wino czerwone a u siebie rozumieć jain edym t. j. krew chrześcijańska pod alegorią wina".

Twierdzi autor wspomnianej księgi talmudu, dowodzili Frankiści, że owo niby „czerwone wino" ma być „pamiątką krwi". Niech nam powiedzą talmudyści, jakiej krwi pamiątką? Jeśli powie­dzą, że to jest pamiątka krwi, która była mię­dzy dziesięciu plagami najpierwszą, czemu nie robią pamiątki wszystkich plag? Jeżeli zaś od­powiedzą nam przytoczonymi słowami rabina Dawida, autora tej księgi: jeszcze ci mrugam dlaczego czerwonej krwi pamiątka, bo Farao rznął dzieci Izraelitów — niech nam pokażą, gdzie to w Biblii napisano, że Farao rznął dzieci Izraelitów? Niech nam odpowiedzą dla­czego ten autor tak subtelnie pisze jeszcze ci mrugam. Na co to mruganie? Widocznie, aby był sekret przy rabinach, a pospólstwo, aby ro­zumiało, że to znaczy czerwone wino. Dlatego to i wymieniony rabin Dawid pisze od reymes t. j. 'jeszcze ci mrugam czyli sekretnie nadmie­niam, abyś się sam domyślał czego chcę po to­bie takowym oka ruszaniem, że słowo owo ra­binowie nie za wino czerwone, ale za krew brać i rozumieć mają i jak Farao (czego lubo nie było) żydowskie, tak oni chrześcijańskie dzieci zabijać powinni. Inaczej jaśniej by i głośno mó­wiłby o przyczynach tej ceremonii.

„Dlatego też wyrażono w księdze owej, że teraz są napaści, aby tę rzecz robić sekretnie. Gdyby bowiem nic innego nie znaczyło to słowo tylko wino czerwone'— pytać nam onych na­leży, jakie by były napaści za używanie wina czerwonego? Jeżeli zaś już ten obrządek zarzu­cony jest dla napaści, na co drukować w talmudzie, żeby się starać o czerwone wino na Wielkanoc, jako pamiątkę krwi?

Na Święta Wielkanocne — dowodzili dalej Frankiści — wymyślona jest ceremonia talmudowa, którą obowiązani są zachować wszyscy. Oto pierwszego wieczora Świąt stawia się kie­liszek wina, w którym każdy przy stole siedzący umaczawszy mały palec prawej ręki, zrzuca z palca spadające krople na ziemię i wspomina dziesięć plag egipskich: 1. dam t. j. krew,

 

  1. cefardaia t. j. żaby, 3. hinim t. j. mszyce, 4. uroku t. j. muchy, dyiwer t. j. powietrze, 6. szećhin t. j. wrzody, 7. burod t. j. grad, 8. arby t. j. szarańcza, 9. choyszech t. j. ciem­ności, 10. beychoyros t. j. zabicie pierworodnych.

Ceremonia ta opisana jest w księdze Ram- bam fol. 40, której autor rabin Juda owe dzie­sięć plag oznacza „przez rodzaj kabały" trzema słowami hebrajskimi: deycach, eydasz, beyachaw, na które to słowa składają się litery początkowe nazw każdej z plag.

„Rabinowie przed prostakami swymi dają do wyrozumienia, że te dziesięć liter nic nie znaczą, tylko dziesięć plag. My zaś — mówili Frankiści — w tych początkowych słowach ich sekret, który oni chowają u siebie i przed pos­pólstwem tłumią, pokazujemy, że ten znak Judy rabina znaczy przez tę kabałę: dam cerychin kiluni ał dyirech szyiusi beyoysoy isz cliacliu- mym byiruszulaim t. j. krwi potrzebują wszyscy na ten sposób, jak robili nad tym człowiekiem, mądrzy w Jeruzalem. I dlatego księga Rnmb.im chwali pomienionego Judę, że on temi literami, które znaczą dziesięć plag, dał znak na krew chrześcijańską".

W księdze Aurech Chaim punkt 460 o pie­czeniu macy na pierwszą noc Wielkiejnocy jest napisano: ain luszoin maces miewe waiłoe oifin oiso ał idey alcim waiłoe ał idey obeyresz szoyte weykuten, co znaczy nie godzi się miesić macy tej co na micwe i nie godzi się upiec przy cudzym, ani przy głuchym, ani przy głupim, ani przy małym. W inne zaś dnie napisano w tej księdze wolno przy każdym człowieku mięsić. Niech nam powiedzą talmudyści, czemu tej pierwszej macy nie wolno mięsić i piec przy cudzym, głuchym, głupim i małym? Wiemy, że odpowiedzą, że dlatego nie godzi się mięsić macy tej przy tych wspomnianych ludziach (jak tamże pisze) aby nie skisła, bo według przykania w całą Paschę jeść kwaśnego nie wolno. Pytamy ich co to za przyczyna, aby od ludzi: cudzego, głuchego, głupiego i małego ciasto kisło? Jeśli odpowiedzą, aby ci ludzie nie za­kwasili, alboż nie można od tego ciasta uchro­nić? A nadto głuchy i głupi tego i nie znają. Dajmy na to, że cudzy i mały może jaką swa­wolę uczynić, ale czemu nawet i kłóć macy onym nie pozwalają, gdzieby już żadnej swawoli nie mogli uczynić? Nie wchodząc w żadne wykręty pokazujemy, że tamże w tej księdze talmudu pisze: daibui szymer layszem mace, co znaczy, bo powinien starzec tego imienia macy t. j. tego imienia, że ze krwią jest maca, więc strzec jej potrzeba4.

„W księdze Aurechaim puncto 455 napi­sano; aby pierwszego przedwieczora Wielkiej- nocy: nie wylewać wody choćby w nici krew wpadła, gdyby zaś w inne dnie Wielkiejnocy padała krew iv wodę to icylewać. Niech nam odpowiedzą — pytali się Frankiści — dlaczego tej krwi padającej w inne czasy roku chronią się, aby gdy wpadnie w jakie naczynie z onego nie zażywać, a na przedwieczór Paschy, gdy wpadnie w wodę onej (talmud) wylewać nie każe i pozwala z niej brać do macy, jako nie mającą szkodzić?"

„W Starym Zakonie krew tak bydlęca jak ptactwa mocno była zakazana i używać jej do do jedzenia albo do picia nie godziło się żydom. Księga jednak Rambam część druga rozdział 6. mówi: dam lioudym ayn chajuwyn ulow t. j. każdej krwi nam nie wolno, kiedy jest krew czło­wiecza to wolno ; w księdze zaś Mesechte Ksubes fol. 60 wyrażono; Krew co idą na dwu nogach czysta jest. Niech nam odpowiedzą czyja to krew czysta? Wszak nie ptactwa?"

Przytaczali Frankiści na potwierdzenie swego oskarżenia inne jeszcze cytaty z talmudu, przy­sięgając, że „moc jest takich tam przypadków, które dokąd inąd zmierzają niby, ale oni z nich wyrwawszy słówko jedno albo literę sekretną sekretnie tłumaczą na krew chrześcijańską, której na Paschę zawsze potrzebują, chcąc tą krwią zabicie Mesjasza prawdziwego Boga i człowieka zagładzić. My cośmy się uczyli i cośmy wiedzieli bez fałszu samą prawdę odkryliśmy. Resztę zaś z częstych zabicia dzieci chrześcijańskich nie­winnych wiedzieć i poznać może świat cały. My znowu Boga i sąd jego straszny na świadectwo wzywając, wyznajemy prawdę jako wyżej.

Obszerny wywód tej sprawy na piśmie, opatrzywszy licznymi podpisami, złożyli Frankiści do rąk władzy duchownej z żądaniem, aby są­downie zmuszono żydów do przedłożenia urzę­dowi konsystorskiemu talmudów, a zwłaszcza ksiąg: a) Aur ech Chaim Megine Erec, b) Ram- bam i innych.

Oskarżenie Frankistów olbrzymie zrobiło wrażenie na wszystkich. Wśród obecnych żydów wrzało z oburzenia i gniewu „na odszczepieńców", którym za trzy dni mieli odpowiadać na ciężkie zarzuty.

Dnia 13. września przy równie wielkim na­tłoku ciekawych, powstał rabin lwowski, Chaim Kohen Rapaport imieniem swych wyznawców i w dłuższej przemowie nazwał całe oskarżenie Frankistów aktem złości, zemsty i napaści, wszy­stkie zarzuty bezpodstawnymi i przeciw prawom natury. Powoływał się na świadectwa Pisma św. i opinie o żydach, wypowiedziane przez Hugona Grotiusa i innych. Zapewniał, że talmud nic złego przeciw chrześcijanom nie nakazuje, zakończył zaś krasomówczym zwrotem do łaski i protekcji ks. administratora Mikulskiego, aby „najgłębszą swojego rozsądku powagą raczył wyrozumieć zarzuty kontratalmudystów o krwi chrześcijańskiej przez złe onych wytłumaczenie".

Po tej przemowie zaczął Rapaport czytać „respons" Frankistom na ich zarzuty, w którym wykazywał, że:

Go do kwestii „czerwonego wina" to talmud przykazuje żydom wypić na Wielkanoc cztery porcje wina, a że w Piśmie św. czerwone wino uznaje się za „najlepsze", więc tego godzi się używać, jeżeliby zaś białe było lepsze wolno pić i białe. Czyni się zaś to na pamiątkę krwi owej, którą Farao wytaczał z dzieci izraelskich, bo chociaż nie ma tego wyraźnie w Piśmie św., ale jest w tradycji. Czyni się to także na pamiątkę krwi baranka na Wielkanoc w Egipcie zabitego, którą gdy drzwi pomaszczone były, anioł zabijający pierworodnych, mijał domy Izraelitów.

„Terminu mrugam ci nie ma w talmudzie i źle kontratalmudystowie przywiedzione od siebie miejsce tłumaczyli".

Tak samo złą jest explikacja słów udym na edym, które nie oznacza chrześcijanina, lecz Egipcjanina.

 

„A że, jak pisze autor tej księgi, ceremonia ta jest teraz zarzucona dla napaści czerwonego wina, prcncda, a iż obrządek zarzucony drukują to dla tych, którzy w inszych znajdują się pań­stwach, w których takowym wymysłom wiary nie dają jako to w Niemczech, w państwie ce­sarskim, włoskim i tureckim".

Tłumaczenie jakoby trzy słowa deycaćh, eydasz, beychaw, złożone z początkowych liter nazw dziesięciu plag, miały oznaczać to, co po­dają Frankiści jest bezpodstawne. Owe bowiem trzy słowa ułożył w ten sposób rabin Juda „tylko dla podania lepszej pamięci" dziesięciu plag a nie na oznaczenie krwi chrześcijańskiej.

Macy pieczonej na Wielkanoc strzeże się dlatego, aby przez nieostrożność nie skisła, bo Pismo św. zakazuje spożywać wtedy clilcb skisły. Księga zaś Aurech Chaim nie zakazuje przy cudzym, głuchym, głupim i małym, lecz przez cudzego, głuchego, głupiego i małego macę ową mięsić i piec. Źle więc Frankiści tłumaczą owe miejsce talmudu i niesłusznie mówią, ze to się dzieje dla krwi chrześcijańskie.

Go do zarzutu żeby księga Rambam „poz­walała zażywać krew człowieczą" to jest fałsz, gdyż księga wspominana przeciwnie mówi o tern.

Po powyższej, w streszczeniu podanej od­powiedzi talmudystów, wszczęła się między nimi a Frankistami „żwawa sprzeczka", co do poru­szonych zarzutów, a zwłaszcza o słowo od reymez t. j. jeszcze ci mrugam. Talmudyści „upierali się przy tem, że to słowo reymez nie znaczy mrugam ani się powinno tak czytać, ale raczej Tcryca. Kontratalmudystowie przeciwnie im do­wodzili i publicznie talmud pokazywali do czy­tania, że nie inaczej w nim stoi tylko od reymez, czego same litery hebrajskie były świadkiem, odmienne od tych, który znaczą Tcryca. Ale sprzeczka była de lana caprina, ponieważ słowo reymez znaczy mruganie albo sekretny znak okiem, słowo zaś Tcryca znaczy potajemny znak palcem. Toć czyli ten rabin Dawid w swoim talmudzie dał znak potajemny okiem czyli też palcem dlaczego powinni talmudystowie zażywać czerwonego wina, o to mniejsza. Dosyć, że przez te znaki ukrytą dla rabinów pokazywał taje­mnicę".

Podobnie jak Frankiści, złożyli też i rabini swoją obronę na piśmie urzędowi konsystor­skiemu. Na obecnych nie zrobiła ona atoli takiego wrażenia jak samo oskarżenie. Uznawano, że była słabą i nie zawierała „dobrego sensu ani należytej odpowiedzi" zwracano zwłaszcza uwagę, że rabini bronili talmudu bądź cytatami z Pisma św., bądź bezwzględnym przeczeniem.

Osądzając ich z góry „za przekonanych", z naprężeniem oczekiwano w tej mierze wyroku władzy duchownej.

Powstał w istocie ks. administrator Mikulski i ogłosił zebranym, że co do pierwszych sześciu tez uznaje się talmudystów za przekonanych i pobitych przez Frankistów. Go się zaś tyczy tezy siódmej „o krwi chrześcijańskiej", za pisemną radą nuncjusza ks. Serra, zostawił ją sobie sąd konsystorski do bliższej jeszcze rozwagi i osta­tecznej decyzji i słusznie. Sprawa sama była zbyt drażliwą, roznamiętnienie zbyt wielkie, więc wyrok władzy duchownej uznający słuszność oskarżenia Frankistów, a tern samem prawdzi­wość wiekowych posądzeń, groził żydom naj- gorszymi następstwami. Mimo rozczarowania się pod tym względem, oskarżenie Frankistów było wypadkiem dnia, który ogólną na nich zwrócił uwagę.

Uroczyste kazanie ks. Konstantego Awedyka, w obecności obu stron, zakończyło lwowskie dysputy, które szerokiego nabrały rozgłosu.

W cztery dni później (17 września) sam Frank przyjął chrzest w archikatedrze lwowskiej, a po nim w następnych miesiącach uczyniło to tutaj przeszło pięciuset jego zwolenników, którzy przybrali nazwiska polskie, w znacznej części otrzymali szlachectwo i zostali protoplastami wielu dzisiejszych rodzin.

Wśród tego władze duchowne lwowskie nie wydały mimo zapowiedzi żadnego urzędowego wyroku co do sprawy „mordu rytualnego". Kwestię tę jednak poruszył wkrótce po dyspucie uczony Bernardyn, lwowskiego zakonu, ks. Gau­denty Pikulski, profesor teologii i mąż „w ję­zyku hebrajskim doskonale ćwiczony", który w całym przez Franka wywołanym ruchu bardzo wybitną odegrał rolę. Jemu też obok ks. Awedyka  zawdzięczamy dokładną wiadomość

  • dysputach lwowskich, a podał ją w osobnym dziele (str. 169—323) na podstawie protokołów „w tych słowach jak było od obydwóch stron na piśmie podane" konsystorzowi lwowskiemu. Dzieło**) to otrzymało aprobatę władz duchownych i u współczesnych nie małe budziło zainteresowanie.

Obok różnorodnych kwestii religijno- obyczajowych o żydach, poruszonych tu z wi-

*) W dziele jego p. t. Opisanie wszystkich dawniej­szych okoliczności nawrócenia do wiary św. Contra-Talmudystów etc. Lwów 17*50.

**) Złość żydowska przeciwko Bogn i bliźniemu prawdzie i sumieniu na objaśnienie Talmudystów etc.

  • z istną relacyą dysputy Kontratalmudystów z Talmudy-stami i przydatkiem innych osobliwości podana. We Lwo­wie, w drukarni Szlichtyna 1760. 8° stron 836.

 

doczną erudycją, uczony Bernardyn, nawiązując sprawę do „mordu rytualnego", kwestię tę szcze­gółowemu poddał rozbiorowi.

Podtrzymując w pełni oskarżenie Frankistów, dowody ich nowymi starał się poprzeć argu­mentami, zaczerpniętymi mianowicie z rękopisu niejakiego Serafinowieża, rabina z Brześcia Li­tewskiego, który w r. 1710 w Żółkwi przyjął chrzest św. *) i przyznawszy się publicznie, że sam dwukrotnie popełnił na Litwie mord rytu­alny „opisał wszystkie złości i bluźnierstwa, które żydzi czynią przez cały rok według po­rządku Świąt swoich, z takim dowodem, że i rozdział talmudu i słowa hebrajskie wspomina. Wydane już były te sekreta talmudystów od tegoż samego Serafinowicza do druku, ale ich żydzi wykupiwszy, spalili. Jam tylko — mówi ks. Pikulski — manuskryptu jego dostał od tych, którzy go znali i z nim mówili i opuszczając hebrajskie słowa tylko po polsku wyrażę co w sobie zamykają".

„Początek męczenia dzieci chrześcijańskich i dostawania krwi ich według świadectwa księgi Zywche Lew rozdz. 3 kar. 25 zaczął się po śmierci Chrystusowej w lat kilkadziesiąt z tej przyczyny":

*) Trzymał go do chrztu królewicz Konstantyn Sobieski z Elżbietą Sieniawską, wojewodziną bełzką.

 

„Kiedy po rozkrzewieniu wiary św. chrześcijańskiej poczęli chrześcijanie wzmagać się prze­ciw żydom i ich potępiać, radzili wspólnie żydzi, jakim by sposobem mogli chrześcianów ułagodzić i serca ich uczynić miłosierne ku sobie. Udali się tedy do rabina jerozolimskiego, najstarszego talmudysty imieniem Rawasze. Ten wszystkich sposobów przyrodzonych i przeciwko naturze próbując, jeżeli żarliwość i zawziętość przeciwko żydom mogła być zmiękczona, gdy tego dokazać nie mógł, na koniec udał się do księgi JRambam najsławniejszej między uczonymi żydowskimi. W tej doczytał się, że żadna rzecz szkodliwa nie może być uśmierzoną, tylko przez aplikacją sympatyczną drugiej rzeczy tego rodzaju, co pimieniony rabin w księdze swojej rozdz. 1. kar. 102 próbując... żydom przełożył, że inaczej płomień zawziętości chrześcijańskiej przeciw nim nie może być stłumiony tylko krwią wylaną z samych że chrześcijan".

„Od tego czasu zaczęli chwytać dzieci chrześcijańskie i okrutnie mordować, aby krwią ich mogli chrześcijan uczynić sobie łaskawych i miłosiernych i za prawo to sobie postanowili, jako wyraźnie i obszernie to opisuje talmud w ich księdze Zywche Lew*.

„Księgi tej nie mogli dostać kontratal- mudystowie na ostatnią dysputę, ponieważ ją sami rabini i to nie wszyscy mieć mogą" (str. 314).

Ks. Pikulski z księgi owej Zywche Lew przytacza w swem dziele (str. 763—766) sło­wami Serafinowicza nawet „opisanie bezbożnej ceremonii na rzeź chrześcijańskich dzieci nazna­czone", opisanie tak drastyczne i trudne do prawdy, że ciekawych odsyłamy wprost do źródła.

Równie drastycznym jest następny rozdział (str. 771 — 774) „na co i dlaczego krwi chrześcijańskiej żydzi potrzebują", na poparcie czego przytacza z manuskryptu Serafinowicza:

„Talmud w księdze Sanliedron rozd. 6 kar. 48 pisze:

Gdy żydowskie dziecię przychylne jest chrześcijanom, powinniśmy je zabić, bo znak jest, ze się nawróci do wiary chrześcijańskiej. Mówią tedy, kiedy nam talmud pozwala własne zabijać dzieci, żeby nie szły do Bogów cudzych, musi nam pozwalać pogańskie zabijać dzieci, aby przez to przysługa była Bogu".

W tejże księdze Sanliedron rozdz. 7 kar. 2, talmud temi słowy rozkazuje: gdy chrześcijanin zabije chrześcijanina albo żyd żyda, to powi­nien być karany śmiercią;, ale gdy żyd zabije chrześcijanina, żeby mu nic nie czyniono. Taką sentencję daje rabin Joanesen, rabini zaś kon­kludują w tymże wierszu: mówisz, że na gardłnie ma być karany, wieża siedzieć, płacić etc., a Ze «*?/ konkludujemy, nie wolno żydowi zabić chrześcijanina i za to nie ma odnieść kary.

„Rabini w tejże księdze rozdz. 7 kar. 630 tak piszą: który poganin (jakimi nazywają chrześcijanina) zarżnąłby na ofiarę Bogu dziecię swoje, przez to wielki by uczynił podarunek. Stąd Zywche Lew bierze argument, że oni tak napisali, aby skryto było, że rznąć dzieci chrześcijańskie wielki podarunek Bogu czyni się8.

„W tymże rozdziale kar. 508 księga owa mówi: gdy chrześcijanin uczy się talmudu albo Pisma św.j powinni go zabić. Stąd argument wziął Zywche Lew, że dzieci zwyczajnie uczą chrześcijanie 10 Bożego przykazania, na którem, że to Pismo zawisło, więc ich trzeba zabijać8.

I druga księga Awoyde Zuro pisze o tern w rozdz. 1 kar. 3 gdy się chrześcijanin Pisma uczy, powinniśmy go zabić*.

„U żydów samo Pismo św. (a nie talmud) pisze się z kropkami, czyli akcentami, których w języku hebrajskim jest dziewięć. Talmudy zaś drukują bez tych kropek, skąd znajduje się w talmudzie wiele obo­jętnych słów, które inaczej rozu­mieją rabini, a inaczej ich mogą tłu­maczyć pospólstwu, jak im potrzeba dla zachowania sekretu8.

 

 

„Zapierają się mocno żydzi przeklętej cere­monii zabijania dzieci chrześcijańskich, sami przyznając, że ta złość przeciwko prawu natury i boskiemu, jako się wymawiali na ostatniej dyspucie publicznej we Lwowie r. 1759, gdy im kontratalmudystowie zadawali, że talmud uczy ażeby krwi chrześcijańskiej co rok potrze­bowali na Święta Wielkanocne. Ale któżby dal wiarę w tej okoliczności talmudystom, którzy jeżeli w potocznych rzeczach za zwyczaj sobie wzięli kłamać i katolików oszukiwać, dopieroż w zapieraniu się tej złości swojej kryminalnej? Ile że ta złość potrzebowania krwi chrześcijańskiej jest u samych rabinów w wielkim sekrecie. U prostych i nieuczonych żydów jest nie wia­doma; stąd jednak pewna, że tyle razy i świa­dectwem dowiedziona i dekretem suro wie ka­rana".

Lwowskie dysputy Frankistów i dzieło lwowskiego Bernardyna, wznowiły z całą grozą zarzut wylęgły w średniowiecznej pomroce dzie­jów, nadały mu znamię wszelkiego prawdopo­dobieństwa i to tern silniejsze, że właśnie w tym czasie (1760) w sądach grodzkich krasnostaw­skich toczyła się nowa głośna sprawa o zamor­dowanie w celach „rytualnych" chłopca Miko­łaja Andrzejczuka z Wojsławic, w województwie lubelskim. Po długich dochodzeniach sąd uznał winnymi pięciu żydów, między nimi dwóch ra­binów i skazał wszystkich na karę śmierci przez ćwiertowanie, co wykonano.

Przypominając tu owe fakty i nie wszystkie cytaty, którymi starano się dowieść istnienie „mordu rytualnego", czynimy to tylko w tym celu, aby zwrócić uwagę i prosić o naukowe wy­jaśnienie tych, którzy głoszą, że „w całej powodzi judaistycznej literatury nie ma choćby jednego zdania, które by w najodleglejszy sposób na mo­żliwość czegoś podobnego wskazywało".


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location