Publikujemy tekst J. Międlara, który rzekomo miałby mieć jakieś treści przestępcze dające prokuraturze prawo do zbrojnego napadu na tego nieuzbrojonego redaktora w jego prywatnym domu – przypuszczalnie zamieszkałego przez małe dzieci.
Tekst Międlara, oprócz głównie autentycznych historycznych wypowiedzi — cytatów powszechnie znanych — nie zawiera niczego specjalnego, w czym autor Międlar by się wyróżniał jako „element szczególnie niebezpieczny”.
Przeciwnie, są tu złe wzory! Międlar niestety nie potrafi się wyzwolić z patologii syndromu sztokholmskiego, który ma charakter wielkiej nieuleczanej epidemii wśród wszystkich polskich antysemitów.
Piszemy o tym często, że polscy antysemici łatwo popadają w narrację żydowską o charakterze syndromu sztokholmskiego. Po wyłuszczeniu nierzadko celnych uwag o żydach, a nawet mądrości, następuje zaraz potem cały potok zapewnień, że taki to antysemita nie uważa, że to wszyscy żydzi są źli, lub taki zapewnia, że wypowiada się jedynie o „syjonistach” lub jakiś tam ligach żydowskich. Tekst Międlara sugeruje podobnie.