Aktualizacja Głupiej Wojny
Muh Pokrovsk
SMO stało się tematem paradoksalnym, ponieważ historie walczących mężczyzn znaczą wiele dla wielu rusofilów i chuliganów, podczas gdy szczegóły dotyczące tego, o którą szopę, wychodek czy grządkę kapusty toczą się walki, nie są już tak interesujące. W ciągu ostatnich kilku tygodni armia rosyjska w końcu wyparła Ukraińców z Pokrowska i obecnie otacza AFU w sąsiednim Minogradzie. Rosjanie systematycznie posuwają się naprzód w obwodach zaporoskim i dniepropietrowskim, a także przedarli się do Konstantanówki w Donbasie. W Charkowie wkroczyli do Kupiańska i wygląda na to, że AFU może stracić Wołczańsk, zanim wszyscy umrzemy ze starości.
Miniony rok był najlepszym rokiem SMO dla Rosji, z dużą przewagą. Problem polega jednak na tym, że sukcesy, jakie ostatnio odnoszą rosyjskie siły zbrojne, są bardzo ściśle powiązane z tym, jak źle było wcześniej. Tak, dobrze, że Ukraina nie rozpoczęła żadnej wielkiej ofensywy od czasu Kurska i będę szczerze szczęśliwy, widząc upadek Minogradu. Jeśli rosyjskie wojska przedrą się prosto nad Dniepr i dotrą do Dniepropietrowska i Zaporoża, będę z radością trollował zawodowców na notatkach. Ale po pierwsze, nie wiemy, dlaczego Ukraina nie rozpoczęła kolejnej wielkiej ofensywy. Najbardziej oczywistą odpowiedzią jest to, że doświadczają poważnych braków kadrowych, co nie jest nierozsądnym założeniem. Jednak byłoby również głupotą i zaniedbaniem odrzucać możliwość, że mogą przejść do ofensywy, ale po prostu nie dostali na to zielonego światła. Każda duża operacja ze strony Ukrainy wymaga bardzo dużego wsparcia logistycznego, finansowego i wywiadowczego ze strony USA, nie jest wykluczone, że na razie Waszyngton po prostu trzyma AFU na smyczy z powodu teoretycznych nieporozumień za zamkniętymi drzwiami między różnymi frakcjami Zog West. Im dłużej AFU nie podejmie żadnych znaczących działań, tym bardziej możemy być pewni, że problemy rzeczywiście wynikają z braku ludzi, ale jest jeszcze za wcześnie, by zakładać, że to jest definitywne rozwiązanie. Załóżmy jednak, że problem polega na tym, że AFU wyczerpało swoje rezerwy osobiste. Rozwiązuje to problem Rosji, która musi odeprzeć poważne ataki AFU, ale nie rozwiązuje problemu systemowo niedofinansowanego wysiłku wojennego Rosji.
To, że rosyjskie wojska w błocie nie muszą martwić się o wielkie ukraińskie ofensywy, jest obiektywnie dobre, ale nie oznacza to, że wkrótce, jeśli w ogóle, podniosą flagę w Słowiańsku lub Kramatorsku. Na Ukrainie stacjonuje znacznie poniżej miliona rosyjskich żołnierzy, a szpiedzy twierdzą, że w tym, co dziś odpowiada geograficznie bolszewickiemu rozpadowi kraju, jest około 700 tysięcy moskiewskich najeźdźców. Zaporoże liczy około 700 tysięcy mieszkańców. Dniepropietrowsk ma nieco poniżej miliona, Charków ponad milion, podobnie jak Odessa. Szpiedzy twierdzą, że walczą z 700 tysiącami rosyjskich żołnierzy, co jest przesadą w celach propagandowych. Jak więc ta absurdalnie niedostatecznie obsadzona armia rosyjska na Ukrainie ma poważnie zająć wszystkie te ogromne miasta, nawet jeśli AFU po prostu się rozpłynie, czego absolutnie nie zrobią? W 2007 roku, podczas „wzrostu” w Iraku, w siłach koalicji stacjonowało około 160 tysięcy żołnierzy, a populacja Iraku wynosiła około 27 milionów. Jeśli ktoś pamięta, wzrost ten zadziałał tylko wtedy, gdy Stany Zjednoczone zapłaciły Irakijczykom za zaprzestanie walk. Moskwa nigdy nie będzie w stanie przewyższyć Waszyngtonu wydatkami, a populacja Ukrainy wynosi około 35 milionów. Rosja oczywiście ma więcej żołnierzy pod ręką, ale Ukraina jest geograficznie znacznie większym krajem niż Irak, z populacją większą o co najmniej 8 milionów. Do dziś Ameryka tak naprawdę nie kontroluje Iraku, po prostu płaci za to, żeby nie być atakowanym. Ta strategia nie będzie trwała dla Rosji, a nawet gdyby AFU upadło, Ukraina musiałaby zostać całkowicie zdeukrainizowana i poddana ciężkiej okupacji przez jakiś czas. Podobnie jak koalicja w Iraku, Rosja musiałaby zmierzyć się z powstaniem, tyle że miałaby na rękach słowiańskich powstańców wspieranych przez NATO. Spookery, a nie Arabów, których nikt nie wspiera. Więc nawet jeśli miejscowa ludność byłaby generalnie bardziej przyjazna, to i tak zostałoby to w dużej mierze zrównoważone przez to, że sami powstańcy są o wiele bardziej niebezpieczni, kompetentni, dobrze finansowani, mają dobre kontakty itd. Krótko mówiąc, Rosja próbuje wygrać wojnę konwencjonalną za pomocą armii, która mogłaby mieć wystarczająco dużo ludzi, aby zająć kraj, gdy tylko konwencjonalne walki się zakończą.
Oczywiście, analogia z Irakiem ma pewne bardzo poważne ograniczenia. To, co geograficznie odpowiada Nowej Rosji, czyli Odessie, Charkowowi, Ługańskowi, Donieckowi, Zaporożu i Hersonowi, ma dość prorosyjską, a przynajmniej nie antyrosyjską, ludność. Problem polega jednak na tym, że nawet zdobycie wszystkich tych obwodów przekracza możliwości Rosji, prawdopodobnie dysponującej siłami lądowymi liczącymi znacznie poniżej 700 tysięcy ludzi. Sama próba poważnego zajęcia Słowiańska i Kramatorska wymagałaby zamknięcia wszystkich pozostałych frontów, ale jeśli Rosja to zrobi, narazi się na nawet skromne ukraińskie kontrataki na te zdezaktywowane fronty. Aby Rosja mogła podjąć próbę zajęcia prawdziwego, poważnego ośrodka populacyjnego, musi zrobić to, co najwyraźniej robią obecnie Ukraińcy. To znaczy przemieścić niemal wszystko, co ma, w jedno konkretne miejsce i zaniedbać wszystko inne. Z drugiej strony, jeśli Rosja nie zacznie przejmować dużych ośrodków populacyjnych, to wszystko jest całkowicie bezcelowe. Szopy, pola golfowe itp. w Zaporożu bez samego Zaporoża to marne trofeum za uczestnictwo, które nie zadowoli nikogo, kto jest naprawdę prorosyjski. A biorąc pod uwagę obecną sytuację, Rosja może nie mieć nawet środków, aby zdobyć Słowiańsk i Kramatorsk, nie mówiąc już o Zaporożu, nie wspominając o Odessie i Charkowie.
Całe ostatnie podniecenie Zanonsa opiera się na całkowitym załamaniu się AFU, co przewidywali po Bachmucie, po Awdiejewce, po Kursku itd. Jak już wcześniej wspomniałem, jestem otwarty na pomysł, że AFU ma problemy z liczebnością, ale nie zapominajmy, że niecały rok temu AFU i Rosjanie byli na równym poziomie liczebnym, a wcześniej Ukraińcy przewyższali liczebnie Rosjan. Względna przewaga liczebna ostatecznie przechyliła się na korzyść Rosji, która posuwa się naprzód ze średnią prędkością około 10 km dziennie, w porównaniu ze średnią 4–5 km dziennie, ale założenie, że ta ogólnie pozytywna dynamika oznacza, że AFU wkrótce się załamie, jest błędem. Załóżmy, że AFU jest w bardzo, bardzo złym stanie. Załóżmy, że mogą wystawić w polu tylko 200 tys. ludzi, podczas gdy Rosjanie mają poniżej 700 tys. Jeśli Rosja rozpocznie operację zdobycia Słowiańska i Kramatorska, będzie to wymagało skoncentrowania niemal wszystkich 700 tys. żołnierzy, i to zakładając, że Ukraina przeznaczy na obronę zaledwie 125-150 tys. żołnierzy. Przypomnijmy, Ukraina zaatakowała Kursk prawdopodobnie 15-20 tys. żołnierzy. Przy obecnym rozkładzie sił Rosji, zajmując główny ośrodek ludnościowy, oznacza to konieczność wycofania się gdzie indziej. Krytyk mógłby zaprotestować i powiedzieć, że obecne walki pod Pokrowskiem/Minogradem idą całkiem dobrze, ale oba te miasta razem wzięte miały przed wojną tylko Kramatorsk, a Kramatorsk/Słowiańsk będą musiały zostać zdobyte razem, tak jak Pokrowsk/Minograd. Ponadto, AFU nie rzuca w rzeczywistości wszystkiego na szalę, aby utrzymać Pokrowsk/Minograd, w „kotle” w Minogradzie znajduje się prawdopodobnie mniej niż 1000 żołnierzy AFU.
Pochodzi z prokremlowskiego serwisu informacyjnego, który mówi o ukraińskich próbach odblokowania Minogradu:
Teoretycznie możliwe jest [dla Ukraińców] zorganizowanie szerokiego frontu: trzy do pięciu brygad, 12-15 tysięcy bagnetów ze sprzętem i uderzenie od razu. Ale najpierw trzeba je zgromadzić, przemieścić na miejsce niepostrzeżenie, a Syrski najwyraźniej sobie z tym nie poradzi.
https://360.ru/tekst/ukrainian-crisis/vsu-terjajut/?from=inf_cards
Zauważ, że autor prokremlowskiego artykułu zakłada, że Ukraińcy potrzebowaliby 12-15 tysięcy ludzi, aby odblokować miasto. To wcale nie są ogromne liczby i sugeruje, że rzeczywista liczba żołnierzy Armii Czerwonej (AFU) zaszytych w Minogradzie nie jest niczym nadzwyczajnym. Wynika z tego również, że wokół miasta nie ma wielu Rosjan, skoro skoncentrowany atak 12-15 tysięcy Ukraińców wystarczyłby do jego odblokowania. Więc o co właściwie chodzi z tym oblężeniem? Cóż, SMO to mem o „nigdy się nie dzieje” w formacie wojennym. Żadne z rozproszonych, choć rzeczywiście imponujących osiągnięć Rosji na poziomie taktycznym nie ma szans na połączenie się i przełożenie na sukces operacyjny, ponieważ na poziomie operacyjnym wojna toczy się bezcelowo po stronie Moskwy i wygląda na to, że sytuacja zmienia się również po stronie Kijowa. Oto mapa „Kotła” w Pokrowsku z mojego kanału na Telegramie, gdzie publikuję mapy Komitetu Z:

Tam, gdzie widzisz Покровск w nawiasie po lewej stronie = Pokrowsk. Minograd znajduje się tam, gdzie widzisz Minograd. Czerwona i jasnoczerwona linia to w całości własność rosyjska, a niebieska to ukraińska lub szara strefa. Żółte linie to przeszkody przeciwpancerne/zęby smoka, pomarańczowe to rowy/okopy, a jasnoniebieskie to ukraińskie punkty obronne. W prawym dolnym rogu widać białą linię o długości 1 km, która pozwala oszacować odległość na mapie. Jak widać, niewielkie siły AFU w Minogradzie są całkowicie bezbronne, jeśli nikt ich nie odblokuje. Kijów miał mnóstwo czasu, żeby ich wycofać, ale rozkaz nigdy nie nadszedł. To coś nowego – pod Liczańskiem, Bachmutem, Ugledarem, Awdiejewką i Sużdą Ukraińcy zawsze wycofywali się w dobrym porządku, nie wpadając w żadne okrążenie. Tym razem Kijów na to pozwolił i wielu komentatorów pro-ukraińskich jest słusznie wkurzonych. W ogólnym rozrachunku, bezsensowna strata 1000 żołnierzy przez AFU niewiele zmienia w dalekosiężnej perspektywie strategicznej, ale wskazuje, że AFU może nie być w tak dobrej formie jak kiedyś. W Awdiece i Sużdzie ukraińscy dowódcy naziemni po prostu wycofali się, nie czekając na zgodę Kijowa, gdy wydawało się, że istnieje poważne zagrożenie okrążenia. Tym razem tak się nie stało, co wskazuje, że Kijów może mieć ściślejszą kontrolę nad armią, działając na niekorzyść AFU. Ukraiński Telegram zaczął to twierdzić. Ten wpis pochodzi z 4 listopada. Ukraiński operator drona o pseudonimie Muchnoj tak skomentował sytuację w Pokrowsku:
Brakuje słów na to, co się dzieje, to po prostu jakieś gówno! Nawet nie wiem, jak to skomentować... Powiem tylko, że ta sytuacja przypomina mi bitwę pod Sużdą, kiedy nasi Kozacy musieli przeciskać się przez wąskie gardło!
Bardzo mi żal żołnierzy, bardzo mi żal! Boli mnie, że ich bezużyteczni dowódcy karmią ich takimi bzdurami, że wszystko jest w porządku, czy wy, głupi idioci, postradaliście rozum?
Przestańcie próbować uspokajać ludzi i karmić ich gównem w wiadomościach, bo aż mi się wymiotować chce! Wiecie co? Kiedy prawda nagle wyjdzie na jaw i będziecie musieli się z nią zmierzyć, będzie już za późno, żeby sprowadzić żołnierzy z powrotem!
https://t.me/muchnoyjugend/12806
To było ponad dwa tygodnie temu, kiedy AFU wciąż mogło odjechać bez nadmiernych strat. Muchnoy trafnie zauważył rozwój sytuacji i zauważył, że dowódcy na miejscu po prostu zachowywali się, jakby nic się nie stało. To dość nowe i jeśli jesteś zwolennikiem Rosji, to pozytywna dynamika. Oto jak opisuje próby odblokowania miasta 14 listopada:
Szachowowo: na tym odcinku frontu sytuacja gwałtownie się zaostrza, wrogowi udało się poważnie przebić obronę w rejonie Władimirówki – do tego stopnia, że miejscowość musiała zostać przeniesiona do pełnoprawnej czerwonej strefy. Teoretycznie mogły tam jeszcze pozostać niektóre nasze siły, które nie zdążyły się wycofać, ale generalnie miejscowość jest już pod kontrolą wroga – widać to zarówno po tempie jego natarcia, jak i po zmianie charakteru walk wokół niej.
Następnie presja przenosi się prosto na Szachowowo. Walki o wieś wkraczają już w fazę zaciętej walki: wróg atakuje obrzeża samochodami KAB, a wrogie drony FPV nieustannie latają, próbując oczyścić sobie drogę. Nasi ludzie nie mniej zaciekle reagują, a nagrania z monitoringu pokazują, jak w północno-wschodniej części miejscowości świnie dostają w zęby od myśliwców 2 Brygady Powietrznodesantowej, którzy pewnie bronią swojego sektora!
W rezultacie obszar ten ponownie się nagrzewa. Gdy tylko uda nam się ustabilizować jedną półkę, natychmiast pojawia się nowy kierunek nacisku, a wróg stara się nie dać nam czasu na złapanie równowagi.
https://t.me/muchnoyjugend/12866
Większość walk, mających na celu rzekome odblokowywanie Minogradu, skupiła się na Wale Dobropolskim na północny wschód od Pokrowska. Szachowo Muchnoj, o którym mowa, znajduje się po lewej stronie małych rosyjskich flag na tej mapie, gdzie, jeśli dobrze się przymruży oczy, zobaczycie napis „szachow”.

Teraz ta oddalona mapa pokazuje położenie Dobropola względem Minogradu:

Zakreśliłem występ na czarno, a Minograd znajduje się nieco na południowy zachód od numeru jeden na czerwonym kółku. Szyjka „kotła” nie znajduje się nawet w pobliżu tego występu, co Szanowny Czytelniku wyraźnie widzisz. Moim zdaniem, walki wokół występu nie mają nic wspólnego z odblokowaniem Minogradu, po prostu ten występ jest najbardziej wrażliwym i odsłoniętym odcinkiem rosyjskiej linii, więc to właśnie tam atakują Ukraińcy. Ale nawet jeśli Ukraińcy odetną lub zniszczą ten występ, to niczego nie zmieni w ogólnym rozrachunku. Jak już wspomniałem, wojna po stronie Kijowa wygląda równie bezcelowo, jak po stronie Rosji. Obie strony atakują oportunistycznie, gdzie tylko widzą okazję, ale taka strategia nie ma szans na osiągnięcie sukcesu w szerszej perspektywie. Ogólny trend jest na korzyść Rosji, ponieważ AFU rzeczywiście może mieć problemy z liczebnością, a dowódców, którzy kiedyś dbali o to, by ich ludzie nie zostali otoczeni, najwyraźniej brakuje w kadrach niż w poprzednich latach. Z opisu walk pod Dobropole Sailent, Muchnoy, wynika, że AFU zajmuje tu pole błota, a Rosjanie opuszczony budynek gospodarczy. Nawet ta pozorowana operacja odblokowująca nie przynosi żadnych namacalnych rezultatów. Jeśli AFU nie zdoła przeprowadzić w ciągu najbliższych kilku miesięcy żadnych dużych operacji, które pokazałyby, że wciąż ma resztki dawnej determinacji, to wstępnie przyznam, że ich najlepsze dni są już dawno za nimi, ale musimy zdawać sobie sprawę, że Zog West może po prostu grać ostro z Kijowem i nie zapewniać AFU zasobów potrzebnych do przeprowadzenia na razie dużego ataku. Im dłużej trwa obecna sytuacja, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że AFU będzie w stanie powtórzyć Kursk lub jesień 2022 roku. Na razie z pewnością jeszcze tam nie jesteśmy, a co najgorsze, nawet jeśli tam dotrzemy, nie można być pewnym, że Rosja wparuje do Słowiańska i Kramatorska, a tym bardziej do Charkowa i Odessy.
Co byłoby potrzebne do budowy tych miast? Strelkov zaproponował to w styczniu:
Wbrew powszechnemu przekonaniu, mobilizacja nie polega na „złapaniu” dużych mas niewyszkolonych ludzi, aby za wszelką cenę ich zaatakować. Kompleks działań mobilizacyjnych sugeruje coś innego. Uważam, że aby pokonać Ukraińskie Siły Zbrojne i wyeliminować „Ukrainę”, co najmniej 500 000 mężczyzn zdolnych do służby na froncie musi zostać dodatkowo przeszkolonych (wyszkolonych i wyposażonych we wszystko, co niezbędne, tworząc dodatkowe jednostki wojskowe, formacje i stowarzyszenia).
https://rtvi.com/stories/dlya-razgroma-vsu-nuzhno-eshhe-ne-menee-500-tys-podgotovlennyh-muzhchin-igor-strelkov-dal-intervyu-rtvi/?ysclid=mi7zjsyvs0135933977#bounce
To naprawdę takie proste. AFU musi zostać zmiażdżone, a nie tylko poobijane, a Kijów musi się poddać absolutnie i bezwarunkowo. Wymaga to co najmniej 500 tysięcy odpowiednio wyszkolonych, wyposażonych i wspieranych ludzi. Oznacza to, że Rosji brakuje prawie 50% tego, czego potrzebuje, aby mieć szansę na realne zwycięstwo. Bardziej realistyczni antyrosyjscy śmieją się z tych, którzy udają, że presja społeczno-ekonomiczna wkrótce obali Putina, i słusznie. Z drugiej strony, każdy prorosyjski aktywista, który zachowuje się jak Odessa, Charków itd., wraca do domu bez bezwarunkowej kapitulacji Kijowa, jest równie oszukany. Presja społeczno-ekonomiczna nie usunie obecnej kliki rządzącej Rosją, a obecne podejście Rosji do SMO nie stanowi zagrożenia dla ludzi rządzących Ukrainą. Zmiana władzy w Moskwie będzie wymagała zewnętrznej siły obalającej obecny reżim, i to samo dotyczy Kijowa. Największym bólem głowy dla ludzi rządzących Ukrainą w tej chwili, patrząc z dystansu, są sporadyczne przerwy w dostawie prądu i wypompowywanie przez wojsko pieniędzy, które lepiej byłoby wydać na prostytutki, kokainę i jachty. Największym bólem głowy w przypadku Rosji jest wypompowywanie przez wojsko pieniędzy, które lepiej byłoby wydać na kokainę, prostytutki, jachty, a także sporadyczne przerwy w dostawie prądu/uszkodzenia rafinerii. Obie kliki rządzące są w rzeczywistości bezpieczne od siebie, a ich największymi wrogami są wyłącznie właśni krajowi. Zełenski walczy ze wspieranymi przez Zachód aktywistami „antykorupcyjnymi”, a rosyjskie wojsko jest kwestią drugorzędną. Putin traktuje konkurencję krajową o wiele poważniej niż AFU. Jeśli Moskwa chce „wygrać”, musi zaatakować AFU tak, jak zrobiła to ze Striełkowem i generałem Popowem, ale to wymagałoby wypompowania przez wojsko większej ilości środków, których frakcja Putina potrzebuje na płacenie swoim politycznym sojusznikom. To, że eskaluje, aby wygrać na Ukrainie, jest politycznym samobójstwem w kraju. To sytuacja bez wyjścia, Moskwa nie może eskalować konfliktu, a Zog West nie oferuje warunków kapitulacji, które Moskwa byłaby w stanie zaakceptować. Co więcej, jeśli Moskwa podejmie kroki rekomendowane przez Striełkowa, Narodowe Przywództwo będzie musiało wyznaczyć konkretne cele, za które będzie można je rozliczyć, co jest kolejnym ogromnym minusem dla Mądrych Interesariuszy Rosyjskiej Spółki z Ograniczoną Odpowiedzialnością.
Ogólny aksjomat, który tu przedstawiam, jest taki, że rosyjskie siły zdolne do zdobycia Słowiańska i Kramatorska mogłyby ostatecznie zdobyć również Kijów, a bez Kijowa wojna to dla Rosji porażka. Obecne siły, z którymi współpracuje Rosja, najprawdopodobniej nie są w stanie zdobyć Słowiańska i Kramatorska, ponieważ gdyby mogły, zrobiłyby to w ciągu ostatnich kilku lat, biorąc pod uwagę, jak blisko te miasta znajdują się od frontu. Oczywiście, proporcje sił stale się zmieniają i rzeczywiście wygląda na to, że na razie przechylają się na korzyść Rosji, ale objawia się to w przebijaniu średnio 10 km dziennie zamiast 5 km 2 lata temu i 1 km wcześniej. Nie obserwujemy spadku liczby dużych ośrodków zaludnienia, a brak ofensywy AFU w ostatnim czasie nie oznacza, że jest na skraju upadku.
https://drlivci.substack.com/cp/179508574






