Raporty Garavelli: kwarantanna zabija Włochy, a nie wirusa.

Jak długo kraj może utknąć w kwarantannie? Psychiatrzy mówią mi, że ludzie zaczynają cierpieć. Być może Covid spowoduje więcej zgonów z powodu warunków psychiatrycznych (zabójstwa, kłótnie w rodzinie i sąsiadach) i kryzysu społecznegoi głód, który wywoła, co samo w sobie. Musimy stawić czoła bykowi za rogi: jeśli środki kwarantanny nie okażą się skuteczne, a jeśli wirus nie zakończy biegu z przyczyn klimatycznych, należy pomyśleć o czymś innym. Nie wolno blokować kraju: mamy narzędzia do chemioterapii i profilaktyki chemicznej podobne do tych dostępnych w Indiach w celu zwalczania malarii. Mamy lek taki jak Plaquenil (hydroksychlorochina), który okazuje się absolutnie skuteczny i nie tylko w leczeniu ostrych postaci w początkowej fazie, określając w większości przypadków sfebbramento trzeciego dnia, a szczególnie zmniejszając Covid, a zatem presja na szpitale. Przede wszystkim: będąc długotrwałym lekiem (22 dni), który koncentruje się w komórkach łóżka oddechowego,polityka „kolonialna”, taka jak ta zainaugurowana w Indiach przez Brytyjczyków przeciwko malarii. Czy mamy odwagę dokonywać tych wyborów?

W przeciwnym razie nie wyjdziemy z segregacji (szczególnie biorąc pod uwagę, że nadzieja na szczepionkę idzie coraz dalej). Mam nadzieję, że są one nieuzasadnione, mam wątpliwości co do szczepienia przeciwko koronawirusowi: wierzę w szczepionki, w tym szczepionki przeciw grypie sezonowej (współistnienie grypy i Covid nie jest pożądane przez nikogo). Ale musimy wziąć byka za rogi. Teraz mamy ten cenny lek. W przyszłości farmakopea prawdopodobnie da nam więcej do naszej dyspozycji. Nie udało nam się przezwyciężyć malarii: w wielu rejonach świata jest ona nadal powszechna , a inne ją opanowały. W przypadku malarii istnieje kilka szczepionek testowanych od lat, które jednak nie dają decydującego wyniku. Ale kraje zmagające się z malarią - średnieświat - nie zamknęli się w kwarantannie: stoją przed problemem, żyją nim i mają absolutnie skuteczne leki, które leczą ostre wydarzenia mieszkańców i „zapobiegają” tym, którzy odwiedzają te kraje na krótki czas. Oto co mamy do dyspozycji. Musimy być realistami i zmierzyć się z problemem, nie wywoływać wojen o poszczególne produkty lub sofizmatów pod kątem skutków ubocznych (wiemy bardzo dobrze, że żaden lek nie jest absolutnie „bezpieczny”, bezpieczny) i w rzeczywistości produkty te muszą być podawane przez lekarzy ogólnych, znających ich pacjentów).

Według Istituto Superiore di Sanità spośród 14 000 zgonów tylko 1,2% to osoby poniżej 50. roku życia (oczywiste jest, że niebezpieczeństwo koncentruje się na populacji osób starszych). Covid bardzo łatwo się rozprzestrzenia, ale Ebola lub ospa są o wiele bardziej śmiertelne: w przypadku Eboli umiera także co drugi pacjent. Z zakaźnego punktu widzenia - mówię to z pewnym cynizmem - ospa i Ebola są „poważnymi” wirusami. Covid to wirus grypy, który ma jedno nieszczęście: jest niezwykle rozprzestrzenialny. Robienie tamponów? Ale kiedy mielibyśmy odpowiedź? A następnie: czy chcemy dalej rozdzielać rodziny, jak proponuje ktoś z WHO, tworząc obozy koncentracyjne dla zainfekowanych? Zamknij świat dla Covida? światcierpi na choroby zakaźne, takie jak gruźlica, AIDS w krajach rozwijających się, malaria i odra dziecięca, które powodują miliony zgonów. W tych krajach niewiele lub nic nie można zrobić w tych krajach. Jednak żadne z nich nie ucieka się do kwarantanny, nadal ponoszą miliony ofiar śmiertelnych - mówimy również o gospodarkach wschodzących, które sprawiają, że włoska gospodarka jest blada.

Pomimo Covida, według Istata, w pierwszym kwartale 2019 r. Umarło więcej włoskiego zapalenia płuc niż ci, którzy zmarli w pierwszym kwartale 2020 r.? Widocznie populacja jest w tym roku silniejsza. Na przykład: była coraz lepiej szczepiona przeciwko grypie, która w tym okresie powodowała mniejszą śmiertelność niż w poprzednich latach (a potem przybył Covid). Ale wydaje mi się to trochę niedoceniane: bezobjawowe, chore, umarłe w domach wypoczynkowych. Jednak według liczb globalnych śmiertelność Covida nie jest tak niepokojąca: wydaje się mniejsza niż 1% (tj. Znacznie mniejsza niż normalne sezonowe bakteryjne zapalenie płuc, którego śmiertelność wynosi 4-5%, nie poddając się kwarantannie). Wyzwania w Covid nie można wygrać w szpitalach, teraz się zawalają, a ponadto są nieodpowiednie. Wygrywasz na terytorium,

Przypadek Szwecji? Wydaje się, że wykazuje powszechną tendencję w wielu rządach: najpierw ogłaszają zamiar kontrolowania tego zjawiska poprzez liczenie niektórych ofiar, a następnie przerażają się w obliczu obaw opinii publicznej i tym samym wdrażają środki ograniczające, przede wszystkim w celu wykazania, że ​​coś robią aby natychmiast ograniczyć szkody. Ale jeśli będziemy mieli inne fale pandemii, szeroko ogłoszone, kontynuacja segregacji jeszcze bardziej pogorszy bilans, wraz z załamaniem społeczno-gospodarczym i pojawieniem się dziwnej dynamiki politycznej. Wtedy oczywiście oczywiste jest całkowite pokrywanie się bardziej ostrej dyfuzji Covida z obszarami o większej dyfuzji zanieczyszczeń, takich jak pyłcienkie. Jest to poważne i wizualne potwierdzenie: drobne cząsteczki określają przewlekłe zakażenie łóżka oddechowego (aż do przewlekłego obturacyjnego zapalenia oskrzeli). Chronicznie stan zapalny narządu może nadmiernie reagować na infekcję (jak ma to miejsce w Covid-19).

Prawdziwym problemem jest ogromna dyfuzyjność Covida. Jeśli pozostanie wolny, istnieje ryzyko, że zarazi 30-40 milionów Włochów. Ponieważ powoduje choroby u 10% zarażonych, oznacza to 4 miliony Włochów, którzy zachorują, potencjalnie 2 miliony pacjentów hospitalizowanych, z czego teoretycznie milion z nich na intensywnej terapii i - zawsze potencjalnie - około pół miliona martwy. Ze statystycznego punktu widzenia Covid nie jest taki świetny. 80–90% populacji zaraża się bezobjawowo lub „paucisymptomatycznie”, 10% zachoruje, 5% poważnie zachoruje, a 1% umrze. To ogromna dyfuzja motywuje duże liczby. To przeraża Covida: nie powaga samej choroby, ale liczby, które może wywołać. Widzimy to: Covid-19 kontynuuje swój szalony biegświat , który pozostawia po sobie pasek chorych i umarłych. Covid jest obecnie szeroko rozpowszechnioną chorobą (dlatego możemy ją nazwać pandemią) z największą liczbą przypadków - i ofiar - w samych Stanach Zjednoczonych Ameryki. W tej chwili wydaje się więc „szalonym koniem”, który biegnie swobodnie po preriach, pomimo wszystkich podjętych prób powstrzymania, które najwyraźniej spowalniają - ale nie blokują - tego konia.

Próby retencji mogą działać w przypadku patologii kontaktowych, takich jak Ebola, w których wszystkie osoby mówiące są objawowe i dlatego łatwo je zidentyfikować. W Eboli identyfikuję chorych (którzy są także tymi, którzy zarażają); ponieważ zarażenie następuje przez kontakt, ograniczam je do kwarantanny i ograniczam chorobę. Z drugiej strony Covid stanowi problem: jest to głównie choroba układu oddechowego, ale nie tylko. Istnieje duża zanurzona góra lodowa: 80–90% przypadków to osoby antystomatyczne, które prawdopodobnie przenoszą infekcję. Przede wszystkim układ odpornościowy nie wydaje się tak skuteczny przeciwko Covidowi. Niedawno opisano reaktywacje u pacjentów, u których wcześniej wyzdrowiał (około 10%), ponieważ ponowne zakażenia są potencjalnie możliwe.może daje to ostrość, ale może może również nawracać, a przede wszystkim może przewlekle infekować nasze jamy nosowe i stamtąd wychodzić w sposób przejściowy, nadal określając źródła zarażenia, znacznie wykraczające poza środki ograniczające rozprzestrzenianie.

Szczyt i zejście? Wzrost liczby przypadków wynika z faktu, że powstaje coraz więcej wymazów. Jeśli chodzi o wymazy, mamy szczerze mówiąc pacjentów z Covid, którzy uzyskali wynik ujemny za pomocą wymazu, pacjentów pozytywnych, którzy nie mogą „zignorować” oraz pacjentów początkowo z wymazem dodatnim, który następnie staje się ujemny: wszystko zależy od tego, czy Covid jest okresowo eliminowany przez kabel nosowo-gardłowy, a to wpływa na falującą odpowiedź wymazów. W każdym razie tego, czego szukam, znajduję: im więcej tamponów wykonuję, tym więcej przypadków znajduję. Powód: liczba niezadeklarowana to ogromna liczba, szacowana przez kilka prestiżowych instytutów. Mówi się o milionach Włochów zarażonych Covidem: gdybyśmy wymazali całą populację, znaleźlibyśmy miliony przypadków (i tak na całym świecie). Po zakończeniu kwarantanny konieczne będzie sprawdzenie, ile populacji zostało zarażonych. Oczywiste jest, że wirus z tym rozprzestrzenianiem się mógł zainfekować, powiedzmy, 50–60% lub nawet 70% populacji. Byłoby zatem kwestią ochrony tej części populacji, która nie została zarażona. Jest to odrażająca koncepcja tak zwanej „odporności trzody” biednego Borisa Johnsona.

Problem jest jednak inny: takie rozumowanie byłoby w porządku, gdybyśmy byli w obecności patologii, która raz się skurczyła (w mniej lub bardziej symptomatyczny sposób), dawała trwałą odporność na resztę życia. Ale, niestety, istnieją bardzo duże obawy: czy patologia, która ulega reaktywacji, a prawdopodobnie także ponownym zakażeniom, gwarantuje odporność na całe życie? Lub: jak długo to gwarantuje? Czy to wcale nie gwarantuje? A jeśli naturalna infekcja nie gwarantuje trwałej odporności, to ile szczepionki może to zagwarantować, co „naśladuje” naturalną infekcję, ale jest mniej skuteczne? Ryzyko polega na znalezieniu się w ciągu miesięcy, a nawet lat, w obliczu kolejnych fal pandemicznych. Jest tylko jedna nadzieja: ponieważ ten wirus się przepełnia, w pełni manifestując swoją agresywność i zaraźliwość (być może nieco mniejszą śmiertelność), biorąc pod uwagę, że z ekologicznego punktu widzenia dąży do przystosowania się do człowieka, może zmniejszyć swoją agresywność (która następnie rozszerza się na śmiertelność) i przekształcić się w czas we wspólnym przeziębieniu - podobnie jak inne koronawirusy, ich bliscy krewni. Czy to się stanie? Jest to omen, potwierdzony przez wiele ewolucji wirusów. Jak długo to zajmie tylko dobry Pan może wiedzieć.

Czy w wyniku pandemii wirus staje się endemiczny? Czy mamy z tym żyć długo? Niby tak, ale nie tylko ja to mówię. Wielu współpracowników zajmujących się chorobami zakaźnymi rezygnuje z tego pomysłu. Daję prosty przykład. Są narody w pełnym rozwoju gospodarczym, które współistnieją z niektórymi chorobami endemicznymi, być może nawet bardziej śmiertelnymi niż Covid. Na przykład malaria. Jest stale obecny w niektórych regionach Brazylii, Meksyku i Indii. Mimo to kraje te (w pełni rozwinięte, takie jak Indie) nie stosują żadnej kwarantanny. Po prostu stosują stare kolonialne środki zdrowego rozsądku podyktowane im przez Brytyjczyków. Jeżeli pobyt cudzoziemca jest krótkotrwały, wykonywana jest cotygodniowa profilaktyka farmakologiczna. Jeśli zamiast tegow regionie malarycznym żyjemy długo, leczymy ostre zjawiska. Uważa się, że w Indiach i poza nimi każdy gorączkowy epizod jest spowodowany malarią. W takim przypadku wykonuje się krótki cykl leczenia malarii: jeśli jest to malaria, znika; jeśli to nie jest malaria, wówczas pomyślisz o czymś innym.

Praktykę tę można absolutnie rozszerzyć także na Covid: albo Covid umiera sam, ponieważ skończył zarażać populację lub ponieważ warunki klimatyczne nie pozwalają już na jego przenoszenie, jeśli nie zostanie znaleziona szczepionka, nie możemy zablokować kraju w nieskończona kwarantanna. A potem będziemy musieli pomyśleć o politykach wczesnej chemioterapii, zajmujących się ostrymi przypadkami początkowymi - jak ma to miejsce w wielu krajach światawschodzące gospodarczo, w ogóle ich nie blokując. W krajach takich jak Belgia obywatelom zapewnia się dużą swobodę: być może znak, że władze rozumują w terminach, które zaproponowałem. Z drugiej strony, jak zareagowaliby Włosi na nałożenie kolejnego miesiąca segregacji? Musimy być realistami: obawiam się, że ludzie skończą tak samo i będą niepokoje społeczne. Zastanówmy się, ile szkód gospodarczych, psychicznych i społecznych powoduje ta kwarantanna. Może to, czego się boję, to scenariusz fantasy: ale obawiam się, że w końcu ludzie wyjdą na ulice, a rząd będzie musiał zrobić cnotę konieczności (chyba że rozłożysz wojsko, ale w tym momencie nie wiem, co może się wydarzyć) ).

(Pietro Luigi Garavelli, oświadczenia wydane w streamingu na żywo „Ciszy i lekarstwo”, przeprowadzonym na YouTube przez Fabio Frabettiego z „Border Nights” 8 kwietnia 2020 r. Z udziałem Gianfranco Carpeoro. Profesor Garavelli, wirusolog kliniczny , kieruje oddziałem chorób zakaźnych szpitala Maggiore w Novara ).

 
Jak długo kraj może utknąć w kwarantannie? Psychiatrzy mówią mi, że ludzie zaczynają cierpieć. Być może Covid spowoduje więcej zgonów z powodu warunków psychiatrycznych (zabójstwa, kłótnie w rodzinie i sąsiadach) i kryzysu społecznego e la fame che indurrà, che di per se stesso. Dobbiamo affrontare il toro per le corna: se le misure quarantenarie non dimostrano di funzionare, e se il virus non finisce la sua corsa per ragioni climatiche, allora bisogna pensare a qualcos’altro. Non bisogna bloccare il paese: abbiamo strumenti di chemioterapia e di chemioprofilassi analoghi a quelli a disposizione dell’India per contrastare la malaria. Abbiamo un farmaco come il Plaquenil (l’idrossiclorochina) che si sta dimostrando assolutamente efficace, e non solo per il trattamento delle forme acute in fase iniziale, determinando nella maggior parte dei casi lo sfebbramento in terza giornata e soprattutto riducendo il Covid e quindi la pressione sugli ospedali. Soprattutto: essendo un farmaco di lunga durata (22 giorni), che si concentra nelle cellule dell’alveo respiratorio, e che ha una larga tradizione d’impiego nella profilassi della malaria, con il Plaquenil potremmo anche fare una politica “coloniale”, come quella inaugurata in India dagli inglesi nei confronti della malaria. Abbiamo il coraggio di fare queste scelte?
Altrimenti, dalla segregazione non usciremo più (specie considerando che la speranza in un vaccino si sta allontanando sempre di più). Spero siano infondate, le perplessità che nutro nei confronti della vaccinazione per il coronavirus: io credo nei vaccini, incluso quello per l’influenza stagionale (la compresenza di influenza e Covid non è augurabile a nessuno). Ma dobbiamo prendere il toro per le corna. Ora abbiamo questa medicina preziosa. Probabilmente, in futuro, la farmacopea ce ne darà altre, a nostra disposizione. La malaria non siamo riusciti a vincerla: è tuttora endemica in molte zone del mondo, e altre ne ha conquistate. Per la malaria ci sono diversi vaccini, sperimentati da anni, che però non offrono un risultato risolutivo. Ma i paesi alle prese con la malaria – mezzo mondo – non si sono chiusi nella quarantena: affrontano il problema, lo vivono, e hanno medicine assolutamente efficaci, che curano i fatti acuti dei residenti e “profilassano” chi visita quei paesi per poco tempo. Questo è quello che abbiamo a disposizione. Dobbiamo essere realisti e affrontare il problema, non fare guerre sui singoli prodotti o sofismi sugli effetti collaterali (sappiamo benissimo che nessuna medicina è assolutamente “safe”, sicura, e infatti questi prodotti devono essere somministrati dai medici di base, che conoscono bene i loro pazienti).
Secondo l’Istituto Supeirore di Sanità, su 14.000 decessi, solo l’1,2% erano persone sotto i 50 anni (è evidente che il pericolo si concebntra sulla popolazione anziana). Covid è molto diffusibile, ma Ebola o il vaiolo sono assai più letali: nel caso di Ebola, muore anche un paziente su due. Da un punto di vista infettivologico – lo dico con un certo cinismo – il vaiolo e Ebola sono virus “seri”. Covid è un virus influenzale che ha un’unica disgrazia: è estremamente diffusibile. Fare tamponi a tutti? Ma in che tempi avremmo la risposta? E poi: vogliamo separare ulteriormente le famiglie, come propone qualcuno nell’Oms, creando campi di concentramento per contagiati? Chiudere il mondo per il Covid? Il mondo soffre malattie infettive come la tubercolosi, l’Aids nei paesi in via di sviluppo, la malaria e il morbillo infantile che provocano milioni e milioni di morti. Nei confronti di queste malattie, in quesi paesi si può fare poco o nulla. Eppure nessuno di loro ricorre alla quarantena, continuano ad avere milioni di morti – e parliamo anche di economie emergenti, che fanno impallidire quella italiana.
Nonostante il Covid, secondo l’Istat, nel primo trimestre del 2019 sono morti di polmonite più italiani rispetto a quelli deceduti del primo trimestre 2020? Evidentemente, la popolaziome quest’anno è più salda. Ad esempio: è stata vaccinata di più e meglio nei confronti dell’influenza, che in questo periodo ha causato meno mortalità rispetto agli anni precedenti (e poi è arrivato il Covid). Ma mi sembra un po’ tutto sottostimato: gli asintomatici, i malati, i morti nelle case di riposo. Stando però ai numeri globali, la mortalità di Covid non è così allarmante: sembra inferiore all’1% (cioè: molto meno delle normali polmoniti batteriche stagionali, la cui mortalità è del 4-5% senza mettere in quarantena nessuno). La sfida a Covid non si vince negli ospedali, ormai al collasso e oltretutto non idonei. Si vince sul territorio, così come – da sempre – si vince la sfida contro la malaria.
Il caso della Svezia? Sembra dimostrare una tendenza diffusa in moltissimi governi: prima annunciano l’intenzione di controllare il fenomeno mettendo nel conto alcune vittime, poi si spaventano di fronte ai timori dell’opinione pubblica e così attuano misure di contenimento, essenzialmente per far vedere che stanno facendo qualcosa per limitare i danni, nell’immediato. Ma se poi avremo altre ondate pandemiche, largamente annunciate, il protrarsi della segregazione peggiorerà ulteriormente il bilancio, con il collasso socio-economico e la comparsa di strane dinamiche politiche. Poi, certo, è evidente l’assoluta sovrapponibilità tra la diffusione pià acuta di Covid e le aree a maggiore diffusione di inquinanti come le polveri sottili. E’ una conferma grave e visiva: le polveri sottili determinano un’infezione cronica dell’alveo respiratorio (fino alla brochite cronica ostruttiva). Un organo infiammato cronicamente può reagire in modo eccessivo all’infezione (come avviene in Covid-19).
Il vero problema è l’enorme diffusibilità di Covid. Se lasciato libero di correre, c’è il rischio che infetti 30-40 milioni di italiani. Visto che produce patologie nel 10% dei contagiati, vuol dire 4 milioni di italiani che si ammalano, potenzialmente 2 milioni di malati ricoverati in ospedale, di cui teoricamente un milione di questi in terapia intensiva, e – sempre potenzialmente – attorno al mezzo milione di morti. Dal punto di vista statistico, Covid non è poi un granché. L’80-90% della popolazione si infetta in modo asintomatico o “paucisintomatico”, il 10% si ammala, il 5% si ammala in modo grave e l’1% decede. E’ l’enorme diffusibilità a motivare i grandi numeri. Questo spaventa, di Covid: non la gravità della patologia in se stessa, ma i numeri che può scatenare. Lo stiamo vedendo: Covid-19 prosegue la sua corsa folle, nel mondo, che lascia dietro di sé una striscia di malati e di morti. Covid è ormai una patologia diffusa ovunque (quindi, possiamo definirla pandemia) con il maggior numero di casi – e di vittime – negli stessi Stati Uniti d’America. Al momento, quindi, pare un “cavallo pazzo” che sta correndo libero nelle praterie, nonostante tutti i tentativi di contenimento messi in opera, che evidentemente stanno rallentando – ma non bloccando – questo cavallo.
I tentativi di contenimento possono funzionare per patologie da contatto, come Ebola, dove tutti i diffusori sono sintomatici e quindi facilmente identificabili. In Ebola io identifico i malati (che poi sono anche quelli che infettano); dato che il contagio avviene per contatto, io li confino in quarantena e limito la malattia. Covid invece è un problema: è una patologia a trasmissione prevalentemente respiratoria, ma non solo. C’è il grande iceberg del sommerso: l’80-90% dei casi sono soggetti antistomatici, che verosimilmente possono trasmettere l’infezione. Soprattutto, nei confronti di Covid il sistema immunitario pare non essere così efficace. Di recente sono state descritte delle riattivazioni in pazienti ritenuti precedentemente guariti (circa il 10%), così come – potenzialmente – sono possibili delle re-infezioni. Quindi si va a ragionare di una patologia che magari dà un’acuzie, ma magari può dare anche delle recidive, e soprattutto può infettare cronicamente le nostre fosse nasali e di lì uscire in modo transitorio, continuando a determinare fonti di contagio, ben al di là delle misure di contenimento.
Picco e discesa? L’incremento dei casi è dovuto al fatto che vengono effettuati sempre più tamponi. Quanto ai tamponi, noi abbiamo pazienti francamente Covid che allo screening col tampone sono risultati negativi, pazienti positivi che non riescono a “negativizzare” e pazienti inizialmente con tampone positivo che poi diventa negativo: tutto dipende dal fatto che Covid viene eliminato a intermittenza, dal cavo rino-faringeo, e questo condiziona la risposta ondulante dei tamponi. E comunque, quello che cerco, trovo: più tamponi effettuo, e più casi trovo. Motivo: il sommerso è un numero enorme, stimato da diversi istituti prestigiosi. Si parla di milioni di italiani infettati da Covid: se facessimo i tamponi all’intera popolazione, troveremmo milioni di casi (e così in tutto il mondo). Una volta che finirà la quarantena, bisognerà vedere quanta popolazione si è infettata. E’ chiaro che un virus con questa diffusione potrebbe aver infettato, per dire, il 50-60% o anche il 70% della popolazione. Si tratterebbe quindi di proteggere quella parte di popolazione che non è stata infettata. E’ il concetto, vituperato, della cosidetta “immunità di gregge” del povero Boris Johnson.
Il problema però è un altro: questo ragionamento andrebbe bene se fossimo in presenza di una patologia che, una volta contratta (in modo più o meno sintomatico), desse un’immunità duratura, per il resto della vita. Ma, ahimè, ci sono grossissime preoccupazioni: una patologia che va incontro a riattivazioni, e probabilmente anche a re-infezioni, garantisce un’immunità per tutta la vita? Oppure: per quanto tempo la garantisce? O non la garantisce affatto? E se l’infezione naturale non garantisce un’immunità duratura, quanto la può garantire la vaccinazione, che “mima” l’infezione naturale ma è meno efficace? Il rischio è di trovarci, nel giro di mesi o anche di anni, di fronte a successive ondate pandemiche. La speranza allora è una sola: dato che questo virus è “tracimato”, manifestando in pieno la sua aggressività e contagiosità (forse un po’ meno la sua mortalità), visto che dal punto di vista ecologico tende ad adattarsi all’uomo, potrebbe ridurre la sua aggressività (che poi si estrinseca fino alla mortalità) e trasformarsi nel tempo in un banale agente del raffreddore – come lo sono gli altri coronavirus, suoi parenti stretti. Avverà questo? E’ un auspicio, validato da tante evoluzioni di virus. Quanto tempo impiegherà, però, solo il buon Dio lo può sapere.
Da pandemico, il virus sta diventando endemico? Dovremo conviverci a lungo? Pare proprio di sì, ma non lo dico solo io. Molti colleghi infettivologi si stanno rassegnando a questa idea. Faccio un esempio semplice. Ci sono nazioni in pieno sviluppo economico che convivono con determinate malattie endemiche, forse anche più letali di Covid. La malaria, per esempio. E’ presente stabilmente in certe aree del Brasile, del Messico e dell’India. Nonostante ciò, questi paesi (in pieno sviluppo, come l’India) non applicano nessuna quarantrena. Semplicemente, applicano vecchie misure coloniali, di buon senso, dettate loro dagli inglesi. Se la permanenza di uno straniero è di breve durata, si fa una profilassi farmacologica settimanale. Se invece nella regione malarica si vive a lungo, si trattano i fenomeni acuti. In India e non solo, si ritiene che ogni episodio febbrile sia dovuto in primis alla malaria. In quel caso si fa un ciclo di terapia breve per la malaria: se è malaria, va via; se non è malaria, dopo si penserà ad altro.
Questa pratica potrebbe essere assolutamente estesa anche a Covid: o Covid si estingue per conto suo, perché ha finito di infettare la popolazione o perché le condizioni climatiche non ne consentono più la trasmissione, se non si trova un vaccino non possiamo bloccare il paese in una quarantena infinita. E allora dovremo pensare a politiche di chemioterapia precoce, trattando i casi iniziali acuti – come si fa in molti paesi del mondo, economicamente emergenti, senza bloccarli affatto. In paesi come il Belgio, ai cittadini, si sta concedendo molta libertà: segno forse che le autorità stanno ragionando nei termini da me proposti. D’altronde, gli italiani come reagirebbero di fronte all’imposizione di un altro mese di segregazione? Bisogna essere realisti: io temo che la gente finirà per uscire lo stesso, e ci saranno disordini sociali. Pensiamo a quanti danni economici, psichici e sociali induce, questa quarantena. Forse quello che pavento è uno scenario da fantapolitica: ma temo che alla fine la gente uscirà per le strade, e il governo dovrà fare di necessità virtù (a meno di non schierare l’esercito, ma a quel punto non so più cosa potrebbe capitare).
(Pietro Luigi Garavelli, oświadczenia wydane w streamingu na żywo „Ciszy i lekarstwo”, przeprowadzonym na YouTube przez Fabio Frabettiego z „Border Nights” 8 kwietnia 2020 r. Z udziałem Gianfranco Carpeoro. Profesor Garavelli, wirusolog kliniczny , kieruje oddziałem chorób zakaźnych szpitala Maggiore w Novara).
 
https://www.libreidee.org/2020/04/garavelli-primario-la-quarantena-uccide-litalia-non-il-virus/

Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location