Prosić o odpuszczenie grzechów — wynagradzanie — może jedynie sprawca — jako w swoim, imieniu, a to po wielu warunkami, lub wtedy, kiedy innym (proszącym) wiadomo, że intencja czynienia zła została oddalona. Tu zaś, w ogóle, nie jest wiadomo, kto i za co, i dlaczego, w czyjej intencji ma wznosić modły: „modlitwy wynagradzającej za profanacje”.
O jakie profanacje tu chodzi!? Co i kiedy zostało w Polsce sprofanowane przez wiernych, że takim tytułem, takiego grzechu oni mają prosić o przebaczenie, wynagradzanie?
Bo taka modlitwa - fałszywa w intencjach - jest również modlitwą za diabłów. Wierni mają wstawiać się u Pana Boga za diabłami? Czy Pan Bóg ma wybaczyć diabłom?
Spójrzmy! Czy episkopat postawił diagnozę choroby, ustalił przyczyny? Nazwał rzecz po imieniu? Czy w końcu podjął konkretne kroki celem zatrzymania tego zła? Rzucił klątwę na niepoprawnych prowodyrów? Ogłosił, przypomniał kwestie grzechu cudzego?
Czy zagroził exkomuniką tym, którzy wspierają to zło lub choćby je tolerują?
Nic takiego!
Cóż to za obrzydliwy i jak dalece nikczemny jest faryzeizm tego episkopatu, który jest niczym innym jak już nieskrywaną awangardą żydostwa. Jest łatwo zauważalne to – co stało się normą - że ci koszerni biskupi gorliwie biją się w cudze piersi za postępki, które sami sprowokowali swoim otwartym zaprzaństwem i czystym łajdactwem.