SYNODALNOŚĆ. Koniec Kościoła jaki znamy?

Żałosne skomlenie wystraszonych, niegodnych niedorajdów. To tak, na przykładzie męża, którego kochanek żony wypędził na schody i w pośpiechu potrzeby zaspokojenia swej chuci porwał na nim koszulę, aby szybciej mógł sobie użyć. Kopuluje mu z żoną, porwał na nim koszulę, szturchnął go nawet. A kiedy już zrobił kilka numerów z żonką, to wychylił głowę przez drzwi i kazał mu pójść po piwo, bo lodówka pusta. Siedzi taki na schodach, niepokojony odgłosami żonki jęczącej w ekstazie, skulony, sąsiedzi się z niego śmieją, a tu jeszcze ma iść do kiosku na rogu, kupić piwo i papierosy, bo żonka potrzebuje zapalić, a jej kopulant wypić. Deszcz pada i głowa zmoknie.


+

Bergoglio jest małpą papieża tak jak wszyscy jego posoborowi poprzednicy. 

Ten wulgarny, prostacki, tępy intelektualny prymityw nie zasługuje nawet na miano antypapieża, bo to brzmi dumnie! 

Żadne takie skargi, lamenty nic tu nie pomogą i jedynie mogą być socjotechnicznym wentylem bezpieczeństwa, a co jest wysoce prawdopodobne. Bo po co wypisywać te wszystkie brednie? W dodatku niekompletne! Są Niemcy, są Latynosi, a gdzie są „Starsi Bracia” Karola Wojtyły? Oni tu, nic a nic.
Milczenie może być gorszą zbrodnią niż kłamstwo.
„Obudzono” się rzekomo nagle, lamentem nad myślą: „Koniec Kościoła jaki znamy?” A kto w Polsce zna Kościół! Kościół Święty, bo znakomita większość Polaków widziała jedynie atrapę, a to na długo przed Soborem Watykańskim, który nie spadł z Księżyca, a był pieczołowicie przygotowywany.
Czemu ma służyć ten tekst? Żydzi już się za to wzięli, nastąpi krytyka, a po niej będą może i nawet przeprosiny. Typowe wywołanie starcia, a by się wycofać i oddać pole, spuszczanie krwi z resztek Narodu i resztek Kościoła.

Red. Gazeta Warszawska

 

 

SYNODALNOŚĆ

Koniec Kościoła

jaki znamy?

SYNODALNOSC

Koniec Kościoła jaki znamy?

KOŚCIÓŁ SYNODALNY - CZY JESZCZE KATOLICKI?

W sobotę 9 października 2021 roku w Rzymie rozpoczął się nowy Synod Biskupów. Jego hasło brzmi: „Ku Kościołowi synodalnemu: komunia, uczestnictwo i misja”. Synod ma trwale przekształcić Kościół katolicki - w Kościół synodalny. Jak powiedział przy okazji otwarcia pa­pież Franciszek, cytując o. Yvesa Congara OP, „nie potrzebujemy tworzyć nowe­go Kościoła, potrzebujemy stworzyć odmienny Kościół”. „Synodalność” polega na przeprowadzaniu przez papieża i biskupów szerokich „konsultacji”. O zdanie pytani mają być jednak nie tylko wierzący katolicy, ale także prawosławni, prote­stanci, niechrześcijanie czy apostaci - wskazano bowiem, iż udział w synodzie na jego najniższym szczeblu przysługuje każdemu ochrzczonemu.

Wielkimi zwolennikami synodalności są hierarchowie i świeccy działacze kościelni w Niemczech oraz w Ameryce Łacińskiej. Ci pierwsi pragną użyć syno­dalności do legalizacji błogosławienia par homoseksualnych, dopuszczenia kobiet do święceń, zniesienia celibatu i przekazania osobom świeckim kontroli nad bi­skupami.

Drudzy pragną odkrywać „wartości duchowe” indiańskich kultów i wierzeń oraz słuchać „płaczu Matki Ziemi”, by zrozumieć, jak zmienić Kościół i świat. Pomysły, które wypracowują, są przeznaczone nie tylko dla ich krajów, ale dla całego Kościoła. Zwłaszcza Niemcy chcą, by ich poglądy na LGBT czy kapłań­stwo przyjęła cała Europa, także Polska - i mają w tym bardzo wpływowych sojuszników. Czy synodalność to zatem droga do usunięcia z Kościoła całej jego katolickości?

 

KOŚCIÓŁ JAKO ODWRÓCONA PIRAMIDA

Globalny proces synodalny nie jest zwykłym synodem. Poprzednie synody miały swój początek i koniec, dotyczyły wąskich tematów. Obecny synod, zgodnie z wolą papieża, nie ma się kiedykolwiek zakończyć - ma być procesem, który zmieni Kościół. W jaki sposób?

18 września Ojciec Święty wygłosił przemówienie do diecezjan Rzymu. Mówił o tym, czym jest synodalność i jak wyglądać ma Kościół przyszłości. Papież zaprezentował dwa fundamentalne obrazy czy metafory dla zrozumienia tego, co chce zrealizować.

Po pierwsze, Franciszek porównał Kościół katolicki do wody. Powiedział, że woda, jeżeli nie płynie, zaczyna gnić. Tak samo jest z Kościołem - musi być w ru­chu, iść naprzód, bo inaczej zaczną się w nim procesy gnilne. Wiemy zatem, że dla procesu synodalnego kluczowe jest poruszanie się naprzód, rozwój i zmiana.

Jak ma zostać przeprowadzona? Papież powiedział, że chodzi o porzucenie podziału na nauczających i nauczanych. „Jest tak wiele oporu, by przezwycię­żyć obraz Kościoła sztywno podzielonego pomiędzy przywódców a poddanych, pomiędzy tych, którzy nauczają, a tych, którzy są uczeni. [...] Kościół synodalny przywraca horyzont, z którego wschodzi Chrystus: wznoszenie hierarchicznych pomników oznacza zakrywanie go. Pasterze idą z ludźmi: my, pasterze, idziemy z ludźmi, czasem z przodu, czasem środkiem, czasem z tyłu” - stwierdził do­słownie.

W ten sposób Ojciec Święty nawiązał do obrazów, których użył w prze­mówieniu wygłoszonym 17 października 2015 roku z okazji 50-lecia powoła­nia przez św. Pawła VI instytucji Synodu Biskupów. Franciszek stwierdził, że Kościół winien mieć strukturę „odwróconej piramidy”. „[W] Kościele, niczym w odwróconej piramidzie, wierzchołek znajduje się poniżej podstawy. Dlatego ci, którzy sprawują władzę, nazywają się «sługami - ministri»: bowiem zgodnie z pierwotnym znaczeniem tego słowa są najmniejsi ze wszystkich”. To teoretycz­nie bardzo piękne nawiązania do cnoty pokory. Kłopot w tym, że gdy „odwróconą piramidę” połączymy z postulatem „przezwyciężania podziału na tych, którzy nauczają, i tych, którzy są nauczani” - otrzymujemy mieszankę, która trąci ega­litaryzmem. O ile jeszcze w roku 2015 papież bardzo wyraźnie nawiązywał do prymatu i nadrzędnej roli papieża, to w ostatnich latach słyszymy o tym dużo mniej. W roku 2019 o przyszłości Kościoła mówił ciekawie kardynał Oscar Rodriguez Maradiaga, szef elitarnej Rady Kardynałów, która doradza papieżowi w dziele reformy Kurii Rzymskiej. Purpurat powiedział, że Kościół w przyszłości będzie miał strukturę „odwróconej piramidy” - i wiązał to z nadaniem nowe­go doktrynalnego autorytetu na przykład konferencjom episkopatów. Co więcej, wiemy, że Franciszek myśli zdecydowanie o nowym rozumieniu prymatu Piotra, które w pewnym stopniu pozwoliłoby ograniczyć dotychczasową rolę papiestwa. W swojej programowej encyklice Evangeliigaudium napisał, że potrzeba dziś „na­wrócenia papiestwa” (sic). We wspomnianym przemówieniu z 2015 roku nawią­zał z kolei do słów św. Jana Pawła II wyrażonych pod koniec jego pontyfikatu, w 2003 roku, w których papież mówił o poszukiwaniu takiej formy „sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację”. Chodzi, oczywiście, o ekumenizm. Kardynał Mario Grech, kierownik Sekretariatu Synodu Biskupów i główny organizator nowego synodu, zwrócił uwagę na ten kontekst w obszernym wywiadzie, jakiego udzielił Andrei Torniellemu w maju 2021 roku, zaraz po ogłoszeniu zwołania globalnego Procesu Synodalnego. „Możemy mieć pewność, że ta podróż przyniesie wielkie owoce na płaszczyźnie ekumenicznej. [...] Synodalność oferuje nam adekwatną ramę dla zrozumienia posługi hierarchicznej, zwłaszcza posługi Piotrowej” - po­wiedział.

 

PRZEBIEG

Proces Synodalny rozpoczął się w Rzymie, ale zaraz potem wystartował we wszystkich diecezjach na świecie. 17 października biskupi odprawili uroczystą Mszę Świętą, w ten sposób symbolicznie rozpoczynając pierw­szą fazę synodu - konsultacje z ludem Bożym. Zgodnie z wytycznymi Stolicy Apostolskiej, w konsultacjach może wziąć udział każdy; może też mówić wszyst­ko, co myśli, o ile tylko chce pomóc Kościołowi w budowaniu synodalności; można odpowiadać na pytania, które zaproponował Watykan w dokumentach ro­boczych do synodu, lub też można formułować własne tematy i kwestie. Biskupi będą następnie musieli wykonać syntezę z konsultacji w diecezjach i przekazać ją do konferencji episkopatu. Konferencja episkopatu sporządzi jedną syntezę ze wszystkich syntez diecezjalnych i prześle ją do Rzymu. W ten sposób w kwiet­niu 2022 roku zakończy się pierwszy etap konsultacji z ludem Bożym. Watykan następnie opracuje te syntezy w Instrumentum laboris - narzędziu dalszej pracy. Zostanie ono zaprezentowane we wrześniu przyszłego roku. Rozpocznie się wte­dy etap kontynentalny - delegaci biskupów z każdego kraju będą współpracować na szczeblu kontynentów, by rozmawiać o Instrumentum laboris. Wynik tych roz­mów, przeprowadzonych najpóźniej do marca 2023 roku, zostanie ujęty w spisa­ne syntezy i dokumenty, a następnie ponownie przesłany do Rzymu. Watykan kolejny raz dokona przepracowania i stworzy drugie Instrumentum laboris, które opublikowane zostanie w czerwcu 2023 roku.

W ten sposób rozpocznie się etap powszechny - który zakończy się w paź­dzierniku 2023 roku spotkaniem biskupów w Rzymie. Nie wiadomo, czy owo­cem tego spotkania będą jakieś konkretne dokumenty, czy raczej tylko impresje, wizje i marzenia: to pozostaje otwarte. Całej operacji przewodniczy Sekretariat Generalny Synodu Biskupów. Jego sekretarzem, czyli kierownikiem, jest kar­dynał Mario Grech, a podsekretarzami są augustianin bp Luis Marin de San Martin OSA oraz misjonarka Jezusa Chrystusa, s. Nathalie Becquart MCJ.

 

CZY GŁOS WIERNYCH BĘDZIE SIĘ LICZYŁ?

Wieloetapowość Procesu Synodalnego pokazuje, że głos wyrażo­ny przez wiernych w pierwszym etapie może zostać bardzo łatwo po drodze zagubiony lub przykryty. Schemat jest następujący: Jan Kowalski wyrazi swoje „synodalne marzenie” na spotkaniu w swojej diecezji. Jego głos zostanie odnotowany przez delegata biskupa, a następnie przepracowany w syntezie diecezjalnej. Następnie zostanie przepracowany w syntezie krajowej przez Konferencję Episkopatu Polski. Dalej przepracuje go Sekretariat Synodu. Później - biskupi na szczeblu kontynentalnym. Wtedy ponownie Sekretariat Synodu. Wreszcie trafi na Synod Biskupów i będzie ponownie przepracowywany.

Można sądzić, że jeżeli Jan Kowalski wyrazi „marzenie”, które nie będzie odpowiadać wizji Kościoła przyszłości decydentów Procesu Synodalnego - zwłaszcza z Sekretariatu Synodu - to z tego „marzenia” finalnie nie zostanie nic. Wieloetapowość Procesu Synodalnego bardzo łatwo może zostać wykorzysta­na jako sito, dzięki któremu Sekretariat Synodu wyłowi te głosy, które pasują do jego oczekiwań, a inne zgubi lub ukryje. Realna władza jest więc w rękach organizatorów całego przedsięwzięcia. Jednak dzięki powoływaniu się na głos zwykłych ludzi przeprowadzić będzie można prawdopodobnie więcej, niż gdyby tego argumentu nie było.

 

NARZĘDZIA SYNODALNE

Wykorzystanie konsultacji do tego, by łatwiej przeprowadzić później różne ideologiczne zmiany, może też ułatwić umieszczenie w do­kumentach synodalnych szeregu kluczowych pojęć. Chodzi o trzy zagadnienia: udział osób niewierzących w synodzie, nowatorsko intepretowaną kategorię ludu Bożego oraz fałszywie rozumiane pojęcie sensusfideifidelium - zmysłu wiary wierzących.

  1. Udział niewierzących. Po pierwsze, zaskakująca jest grupa osób, które mają wziąć udział w procesie. W dokumentach podkreślona została po­wszechność zaproszenia, kierowanego w duchu encykliki Fratelli tutti do wszystkich ludzi. Budzi to naturalne zastrzeżenia, bo oznacza włączenie w proces konsultacji synodalnej, oprócz wierzących i praktykujących kato­lików, także: katolików wierzących, ale niepraktykujących; ochrzczonych w Kościele, ale niewierzących; prawosławnych; protestantów; osób wy­znających religie niezwiązane z chrześcijaństwem; ateistów. Dokumenty synodalne przekonują, że w głosie tych osób, zwłaszcza wykluczonych, może być słyszalny głos Ducha Świętego. Dokument przygotowawczy po­kazuje tu jako paralelę kilka scen z Nowego Testamentu: spotkania Pana Jezusa Chrystusa z Samarytanką oraz kobietą kananejską; spotkanie Piotra z Korneliuszem. Wydaje się to jednak analogią problematyczną; nawet je­żeli Bóg posłużył się nie-Żydami dla wydobycia Prawdy, to wszystkie te trzy wydarzenia zakładały jasny podział na nauczającego (Jezus, Piotr) i nauczanych (Samarytanka, kobieta kananejska, Korneliusz). Tymczasem proces wysłuchiwania niekatolików we wspólnym poszukiwaniu głosu Ducha Świętego może w praktyce rodzić poważną pokusę odwrócenia tego modelu. Jest to bardzo groźne także w związku z widoczną dziś na świecie promocją trybalizmu. Na fali amerykańskiego ruchu „Black Lives Matter” próbuje się rehabilitować przedchrześcijańskie wierzenia Indian z Ameryki Północnej. Wcześniej już, na Synodzie Amazońskim, próbowano do­patrywać się w pogańskich kultach tamtejszej ludności rdzennej światła Ducha Świętego. Chociaż zgodnie z dekretami i konstytucjami II Soboru Watykańskiego w religiach niechrześcijańskich mogłyby być zawarte tak zwane „ziarna prawdy”, to obecne rozumienie tej nauki wydaje się w du­żej mierze zafałszowane. Praktyczne katolickie podejście dialogowe do przedstawicieli innych religii cechuje brak ostrożności, co pokazał choćby

 

skandal z figurkami Pachamamy na wspomnianym Synodzie o Amazonii. Aktualna postać teologii wyzwolenia rozpowszechnionej w Ameryce Łacińskiej może rodzić pokusę afirmowania trybalizmu i prymitywizmu.

  1. Lud Boży. Zwolennicy radykalnych zmian w Kościele mogą wykorzystać do własnych celów także kategorię ludu Bożego. Pojęcie to jest wpraw­dzie zakorzenione w dokumentach Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza w konstytucji Lumen gentium; w dokumentach synodalnych wydaje się mieć jednak wybitnie szeroką pojemność, obejmując wszystkich ochrzczonych, jakby niezależnie od ich aktualnej przynależności religijnej (Vademecum, 2.1). Z kolei w punkcie 28 Dokumentu Przygotowawczego widzimy wy­raźny podział na grupy, które należy w konsultacjach uwzględnić - po­zostające na zewnątrz Kościoła i te wewnątrz niego. W drugiej grupie, określonej jako objęta przez „perspektywę wewnętrznego życia Kościołów partykularnych”, znaleźli się również chrześcijanie niekatoliccy: „Wreszcie, perspektywa ta obejmuje również relacje i wspólne inicjatywy z naszymi braćmi i siostrami innych wyznań chrześcijańskich, z którymi dzielimy dar tego samego chrztu”. Taka optyka każe zapytać, czy eklezjologia Procesu Synodalnego jest w pełni wierna eklezjologii II Soboru Watykańskiego? Czy raczej - na głębszym poziomie - ukształtowana jest przez interpreta­cję soboru związaną z tak zwaną hermeneutyką zerwania, zwłaszcza gdy idzie o dyskusję wywołaną przez słynne zdanie rozpoczynające się sło­wami: „Haec Ecclesia, in hoc mundo ut societas constituta et ordinata, subsistit in Ecclesia catholica...” (Lumen gentium, 8). Jest prawdą, że pro­testanci są braćmi katolików na mocy sakramentu chrztu. Jest jednak fak­tem, że protestantyzm uformował się jako ruch sprzeciwu wobec Kościoła katolickiego. Nie chodziło przy tym jedynie o sprzeciw wobec różnego rodzaju nadużyć klerykalnych, ale raczej o protest wobec wielu prawd dok­trynalnych. Uznawanie za element wewnątrzkościelny środowisk, które programowo zaprzeczają choćby poprawnemu rozumieniu sakramentu Eucharystii, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego, musi budzić zrozumiały niepokój. Tym więcej, że dzieje się to w epoce szero­ko rozpowszechnionego indyferentyzmu, a więc przekonania, że nie ma większych różnić między tym czy innym wyznaniem religijnym.
  2. Sensus fidei. Wreszcie poważne zastanowienie budzi użycie w doku­mentach synodalnych pojęcia sensus fidei fidelium, czyli zmysłu wiary wierzących. Ono również może zostać wykorzystane jako wytrych do radykalnej zmiany oblicza Kościoła. Pojęcie to nie zostaje w dokumen­tach bliżej zdefiniowane, tymczasem we współczesnej teologii i praktyce duszpasterskiej, zwłaszcza w obszarze niemieckojęzycznym, wydaje się obejmować zarówno żyjących wiarą Kościoła katolików, jak i tych, którzy w swoich przekonaniach odchodzą bardzo daleko od nauczania Kościoła, nawet jeżeli formalnie pozostają i chcą pozostawać jego częścią. Czy nie­omylność w wierze przysługuje katolikom, którzy - przykładowo - żyją w związku niesakramentalnym, uczestniczą regularnie w nabożeństwach niekatolickiej wspólnoty chrześcijańskiej albo akceptują czyny homo­seksualne lub stosowanie antykoncepcji? Oczywiście, nie - w zgodzie z nauczaniem Kościoła katolickiego trzeba spełnić szereg warunków, by mieć autentyczny udział w Jednoznacznie precyzuje to doku­ment Międzynarodowej Komisji Teologicznej pt. „Sensus fidei w życiu Kościoła”, który ukazał się w 2014 roku z aprobatą ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Mullera. Komisja wskazała na konieczne dyspozycje dla udziału w sensus fidei. To między innymi ak­tywny udział w życiu Kościoła (modlitwa, liturgia, sakramenty - przede wszystkim Eucharystia i spowiedź), a także akceptowanie nauczania Kościoła. Wynika stąd jasno, że „ogół wiernych” w wielu diecezjach na świecie jako autentyczny podmiot sensusfidei po prostu nie istnieje - udział w sensus fidei ma bowiem tylko część wiernych. Tymczasem Vademecum synodalne w punkcie 2.1 głosi: „Wszyscy ochrzczeni wspólnie stanowią podmiot sensusfidelium, żywego głosu ludu Bożego”. W świetle cytowa­nego dokumentu Komisji to stwierdzenie jest głęboko nieprawdziwe - i to na dwóch płaszczyznach. Chodzi bowiem zarówno o brak wymienienia jakichkolwiek koniecznych dyspozycji dla udziału w sensusfidei, jak i o zu­pełnie nieuprawnione rozciągnięcie koncepcji sensus fidei na „wszystkich ochrzczonych” - podczas gdy w istocie dotyczy ona jedynie katolików. Co więcej, Vademecum synodalne odwołuje się wprawdzie do cytowanego dokumentu Międzynarodowej Komisji Teologicznej, ale jedynie do tego jego punktu, który wskazuje na związek rozwoju katolickiej doktryny wy­rażanej w Magisterium z koncepcją sensus fidei. Podsumowując, wszyst­ko to może to prowokować interpretację, zgodnie z którą rozstrzygnięcia doktrynalne Kościoła miałyby w przyszłości być konsultowane ze wszyst­kimi ochrzczonymi, niezależnie ani od ich indywidualnej dyspozycji do udziału w sensusfidei, ani od ich przynależności kościelnej.

DOKUMENT MIĘDZYNARODOWEJ KOMISJI TEOLOGICZNEJ

Trudno powiedzieć, gdzie w istocie szukać podstaw dla tak rozumianej „synodalności”. W 2018 roku, za zgodą i aprobatą papieża Franciszka, opublikowany został obszerny dokument poświęcony zagadnieniu sy­nodalności, który opracowała Międzynarodowa Komisja Teologiczna (MKT). Komisja jest organem podległym Kongregacji Nauki Wiary. Nad dokumentem pt. „Synodalność w życiu i misji Kościoła” członkowie MKT pracowali w latach 2014-2017, a więc pod nadzorem kardynała Gerharda Ludwiga Mullera; uka­zała się jednak już za kadencji jego następcy, kardynała Luisa Ladarii Ferrera. Dokument jest szalenie niespójny. Jego zasadnicza część, złożona z trzech ob­szernych rozdziałów, omawia synodalność w Piśmie Świętym, Tradycji i histo­rii Kościoła, następnie opisuje teologię synodalności, a wreszcie zastanawia się nad tym, jak można aktualizować synodalność dzisiaj, posługując się różnymi organizmami i instytucjami istniejącymi w Kościele. Ta część, choć pełna nie­jasności, pozostaje zasadniczo zgodna z eklezjologią II Soboru Watykańskiego. Synodalność jest tu rozumiana jako podejmowanie decyzji przez osoby obdarzone w Kościele autorytetem - przez papieża lub biskupa - ale z wzięciem pod uwagę głosu księży i osób świeckich. Dokument w tej części cechuje się poszanowaniem dla autentycznej hierarchii kościelnej. Inny charakter ma natomiast część czwar­ta zatytułowana „Nawrócenie dla odnowionej synodalności”. Sprawia wrażenie, jakby powstała pod zupełnie inną redakcją niż część poprzednia. O ile poprzed­nie rozdziały prezentowały perspektywę debaty wewnątrzkościelnej, to rozdział czwarty proponuje wyjście poza Kościół, do niekatolików czy zgoła niechrześci­jan. Tekst używa też tak niejasnych i dziwnych pojęć, jak „sumienie synodalne” (sic). Co ciekawe, jak zaświadczył jeden z członków MKT, teolog Piero Coda, niektórzy autorzy, przystępując do prac, nie mieli w ogóle pojęcia, czym miałaby być „synodalność”. Pokazuje to, że nie chodzi tu o pogłębianie wiedzy na temat, jaki jest Kościołowi znany, ale raczej o wymyślanie czegoś zupełnie nowego. Samo słowo „synodalność” to zresztą neologizm, nieznany Kościołowi przez wszystkie stulecia jego istnienia.

CO MOŻE STAĆ SIĘ W PRAKTYCE? POMYSŁ NIEMIECKI

Bardzo konkretną wizję wykorzystania „synodalności” do wprowadzenia w Kościele katolickim radykalnych zmian mają Niemcy. Tuż po zakoń­czeniu Synodu Amazońskiego Kościół katolicki w Niemczech wszedł na tak zwaną Drogę Synodalną (Der Synodale Weg); oficjalnie rozpoczęta została w grudniu 2019 roku. Organem decyzyjnym Drogi Synodalnej jest Zgromadzenie Synodalne, które składa się zarówno z biskupów i księży, jak i z zakonników, za­konnic oraz osób świeckich. Obrady i głosowania przebiegają w duchu demokra­tycznym i egalitarnym, lekceważąc zasadę hierarchiczności. Krytykuje to ostro między innymi ordynariusz Ratyzbony, bp Rudolf Voderholzer. Droga Synodalna zajmuje się czterema głównymi tematami, które w swojej istocie powtarzają po­stulaty stawiane przez kościelne środowiska rewolucyjne już od dziesięcioleci. Prace prowadzone są w czterech grupach, zwanych forami synodalnymi. Są to:

Forum Synodalne 1: Władza i podział władzy w Kościele - wspólny udział i uczestnictwo w misji posłannictwa.

Forum Synodalne 2: Egzystencja kapłańska dzisiaj.

Forum Synodalne 3: Kobiety w posługach i urzędach Kościoła.

Forum Synodalne 4: Życie w udanych związkach - przeżywanie miłości w sek­sualności i partnerstwie.

Choć debaty synodalne toczą się od wielu miesięcy, zasadniczy kierunek i kształt został nadany im jeszcze przed rozpoczęciem Drogi Synodalnej. W listo­padzie 2018 roku Konferencja Episkopatu Niemiec opublikowała raport na temat nadużyć seksualnych, znany jako MHG-Studie. Jego autorzy wskazali kilka - ich zdaniem - fundamentalnych przyczyn kryzysu nadużyć. Znalazły się wśród nich: obowiązek celibatu kapłańskiego, klerykalizm, dominacja mężczyzn w Kościele, katolicka moralność seksualna. Jako remedium zaproponowano odejście od obo­wiązku celibatu księży, dopuszczenie kobiet i osób świeckich do nowych zadań w Kościele, odejście od moralności seksualnej wykluczającej między innymi ak­tywność homoseksualną. Na wczesnorocznym zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Niemiec w 2019 roku ogłoszono, że w odpowiedzi na kryzys nad­użyć seksualnych episkopat chciałby rozpocząć Drogę Synodalną, którą przepro­wadzić mają biskupi wespół ze świeckim Centralnym Komitetem Niemieckich

 

Katolików. Program „naprawczy” zaprezentowany w MHG-Studie został rozwi­nięty w szeregu wystąpień programowych na tamtym zebraniu. Szczególną uwa­gę przykuło wystąpienie ks. prof. Eberharda Schockenhoffa, który zaproponował głęboką zmianę moralności seksualnej Kościoła i akceptację wielu idei pochodzą­cych z teorii gender; wystąpienie ks. Schockenhoffa zostało przyjęte z aprobatą między innymi przez ówczesnego Przewodniczącego Episkopatu Niemiec, kard. Reinharda Marxa.

Przyjęty przez Drogę Synodalną kierunek refleksji został, jak dotąd, ściśle utrzymany. W czerwcu 2019 roku papież Franciszek wysłał list „Do pielgrzymu­jącego ludu Bożego w Niemczech”, w którym zawarł krytykę formy, jaką przy­biera Droga Synodalna, skupiając się, w ocenie papieża, zanadto na strukturach. List nie doprowadził jednak do żadnych zmian, mimo że poparli go między inny­mi metropolita Kolonii kardynał Rainer Maria Woelki oraz wspomniany wyżej bp Rudolf Voderholzer. Obrady Zgromadzenia Synodalnego zostały całkowicie zdominowane przez biskupów, duchownych i osoby świeckie popierające pro­gram „naprawczy” zgodny z wytycznymi zawartymi w MHG-Studie.

Warto zaznaczyć, że program ten nie jest bynajmniej nowatorski. Wiele jego elementów zostało wprowadzonych w życie już wiele lat temu przez wspól­noty protestanckie. Na przykład w roku 2010 większość niemieckich wspólnot protestanckich zgodziła się na to, by pastorzy i pastorki mogły zamieszkiwać pod jednym dachem z partnerem tej samej płci; wprowadzono w nich rów­nież błogosławienie związków homoseksualnych. Ponadto zasadnicze postula­ty stawiane przez większość uczestników Drogi Synodalnej są zgodne z tymi, jakie w Niemczech stawiano na Synodzie Wurzburskim w latach 1971-1975. Odpowiadają też koncepcjom, które wyrażał metropolita Mediolanu, kardynał Carlo Maria Martini.

Na Zgromadzeniu Synodalnym, które obradowało w dniach 30 września - 2 października 2021 roku, przegłosowano kilkanaście szkiców dokumentów, zakła­dających między innymi faktyczną likwidację kapłaństwa urzędowego w postaci „okrojenia” zadań księdza do celebrowania Eucharystii i spowiadania; zapropo­nowano również umocnienie systemu zarządzania parafiami, dekanatami i die­cezjami przez rady złożone z osób duchownych i świeckich (tzw. Ratesystem), co w praktyce ma doprowadzić do ubezwłasnowolnienia proboszcza lub biskupa zwłaszcza w kwestiach finansowych. Zgromadzenie Synodalne poparło też pro­ponowane zmiany w nauczaniu moralnym Kościoła zgodne z koncepcją wypra­cowaną przez ks. prof. E. Schockenhoffa; zaakceptowano też kierunek na rzecz dopuszczenia kobiet do wielu czynności zarezerwowanych dziś dla kapłanów.

NIEMIECKA INSPIRACJA DLA GLOBALNEGO PROCESU SYNODALNEGO

Lecka wizja przyszłości Kościoła może mieć duży wpływ na prze-

Procesu Synodalnego także z powodu osoby kardynała Jean rde’a Hollericha, który dał się w przeszłości poznać jako przyjaciel Drogi Synodalnej i człowiek „otwarty” na debatę o kapłaństwie kobiet. Kardynał Hollerich tymczasem, jako wiceprzewodniczący CCEE oraz relator generalny Synodu Biskupów, będzie odgrywał niemałą rolę w procesie.

Co istotne, niemieccy biskupi i świeccy od jesieni 2019 roku mówili o na­dziei na zwołanie Synodu Biskupów o Europie, a następnie zwykłego Synodu Biskupów, chcąc, by na tych zgromadzeniach przedmiotem refleksji stały się ustalenia i oczekiwania Drogi Synodalnej.

Po publikacji adhortacji apostolskiej Querida Amazonia przez papieża w lu­tym 2020 roku biskupi z Niemiec wyrazili nadzieję na to, że zwołany zostanie wkrótce Synod Biskupów poświęcony Europie. Byłoby to swoiste powtórzenie wydarzenia z roku 1999. O takich planach mówili między innymi zarówno nowy przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, bp Georg Batzing, jak i jego zastępca bp Franz-Josef Bode. Co interesujące, ta idea krążyła od dłuższego cza­su. Jeszcze w trakcie trwania Synodu Amazońskiego o Synodzie Europejskim wspomniało dwóch bardzo wpływowych Niemców: Pirmin Spiegel z organizacji Misereor oraz o. Michael Heinz SVD z organizacji Adveniat; obaj zaangażowani są w działalność charytatywną w Ameryce Łacińskiej, obaj odgrywający dużą rolę w przygotowaniach do Synodu Amazońskiego. Zaproponowali powołanie europejskiego odpowiednika Panamazońskiej Rady Eklezjalnej (REPAM), któ­ry miałby kształtować życie chrześcijańskie na naszym kontynencie. Po publicz­nym ogłoszeniu pragnienia zwołania takiego synodu przez bpa Georga Batzinga do sprawy odniósł się kardynał Jean-Claude Hollerich, ówczesny (i obecny) Przewodniczący Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej. Kardynał Hollerich wyraził przy tym aprobatę dla niemieckiej Drogi Synodalnej, stwier­dzając, że ma ona odwagę zadawania ważnych dzisiaj pytań. Niemieccy bisku­pi nie kryli tymczasem, że ich pragnieniem jest, by pomysły wypracowane na Drodze Synodalnej zostały przedyskutowane najpierw na ewentualnym Synodzie Europejskim, a później na zwykłym Synodzie Biskupów.

W marcu 2020 roku papież Franciszek ogłosił, że kolejny Synod Biskupów poświęcony będzie zagadnieniu synodalności. Można domniemywać, że to właśnie o tym zgromadzeniu mówili niemieccy hierarchowie, mający nadzieję na wniesienie doń swojego wkładu z Drogi Synodalnej. Pandemia koronawi- rusa pokrzyżowała jednak terminarz zarówno Synodu Biskupów, jak i Drogi Synodalnej, przesuwając w czasie początek pierwszego i zakończenie drugiego z tych wydarzeń.

W maju 2021 roku papież Franciszek ogłosił zwołanie globalnego Procesu Synodalnego. Jego niewątpliwe nowatorstwo, oprócz, rzecz jasna, doboru uczest­ników, polega na podziale na trzy etapy: diecezjalny, kontynentalny i powszech­ny. Ten schemat jest podobny do tego, o którym mówili niemieccy biskupi oraz między innymi kardynał Hollerich po Synodzie Amazońskim. Można byłoby przedstawić go następująco:

  1. Etap diecezjalny/krajowy Procesu Synodalnego odpowiada niemieckiej Drodze Synodalnej.
  2. Etap kontynentalny Procesu Synodalnego odpowiada pomysłowi zwoła­nia Synodu Europejskiego, o którym mówili niemieccy biskupi oraz kar­dynał Hollerich.
  3. Etap globalny Procesu Synodalnego odpowiada pomysłowi zwo­łania Synodu Biskupów, który uwzględniłby rozpoznanie Synodu Europejskiego.

 

AMERYKA ŁACIŃSKA IDZIE TYM SAMYM TROPEM

Gdyby debaty synodalne trwały jedynie w Niemczech, można byłoby nie­co odetchnąć: jest przecież niewyobrażalne, by w globalnym Procesie Synodalnym cały Kościół przyjął wzorce stworzone za Odrą. Niestety, Rewolucja działa sprytniej. Oprócz Niemiec wielką debatę synodalną - na rok przed decyzją papieża o otwarciu procesu - rozpoczęto w Ameryce Łacińskiej. W czerwcu 2020 roku działalność rozpoczęło Zgromadzenie Kościelne Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Powstało jako odpowiedź na Synod Amazoński i adhor- tację posynodalną Querida Amazonia. Nie jest to zgromadzenie skupiające bisku­pów, ale ogół katolików. Już w listopadzie 2021 roku zgromadzenie spotka się w Meksyku, by przedyskutować szereg najważniejszych tematów z perspektywy organizatorów i uczestników tego procesu. Zgromadzenie obraduje we współ­pracy z CELAM, czyli Radą Biskupów Ameryki Łacińskiej, a także z REPAM, czyli Panamazońską Siecią Eklezjalną, organizacją powstałą dla zorganizowania Synodu Amazońskiego. Za proces synodalny w Ameryce Łacińskiej odpowia­dają ludzie, którzy kierują CELAM i REPAM. Jedną z kluczowych postaci jest Mauricio Lopez, sekretarz generalny REPAM, w zgromadzeniu pełniący rolę Koordynatora Komitetu Słuchania (sic). Tuż po Synodzie Amazońskim Lopez przekonywał w mediach, że Querida Amazonia pozostawiła kwestię poluzowania celibatu kapłańskiego otwartą; ponadto jego zdaniem „nie ma żadnych wątpliwo­ści”, że dojdzie do wprowadzenia viri probati w Kościele katolickim. Podobieństwo agendy latynoamerykańskiej i niemieckiej nie może dziwić: od dawna idą wspól­nym torem. Niemcy aktywnie wspierają też Kościół w Ameryce Południowej, na przykład za pośrednictwem dwóch organizacji, Adveniat i Misereor, które przeka­zują do Ameryki dziesiątki milionów euro.

Jedną z istotnych części Zgromadzenia Kościelnego Ameryki Łacińskiej i Karaibów jest organizacja amazońska, Konferencja Kościelna Amazonii. Powstała ona w czerwcu 2020 roku. Jak mówił jeden z jej kierowników, bp Martinez de Aguirre z Puerto Maldonaldo w Peru, nowe ciało ma być „rodza­jem eksperymentu”. „Nie wiem, czy to jest najwłaściwsze słowo, ale ma to być rodzaj eksperymentu nowej formy życia Kościoła, bazującego na synodalności, w której biskup nie jest już kimś, kto samodzielnie kieruje Kościołem, ale kimś, kto jest częścią większej kościelnej podróży”. Hierarcha dodawał, że według pa­pieża Franciszka teren Amazonii ma być polem testów dla Kościoła po Soborze Watykańskim II. Chodzi tu w dużej mierze o nową, dużo silniejszą niż dotąd rolę kobiet.

 

Powstanie Konferencji skomentował też Marucio Lopez, który jako Sekretarz Wykonawczy REPAM bierze udział w jej działaniach. Powiedział mediom, że chodzi o to, by „pojawił się nowy sposób bycia Kościołem”. Organizacja ma rozmawiać o takich kwestiach, jak grzech ekologiczny czy amazoński ryt litur­giczny; Lopez wspomniał też o kwestii diakonatu kobiet. Lopez zwrócił uwagę, że Konferencja jest nowatorska, bo nie jest to konferencja biskupów - obejmu­je także ludy tubylcze i osoby świeckie. Ponadto zrywa „z pojęciem państwa czy kraju”, zamiast tego odpowiadając konkretnemu terytorium - Amazonii. Według Lopeza powstanie i działanie Konferencji jest „nowością Ducha”; a dłu­goterminowo ma „szukać komplementarności”.

O znaczeniu Konferencji mówiła też zaangażowana w jej prace zakonnica, s. Laura Vicuna Pereira. W jej ocenie Kościół w Ameryce Łacińskiej staje dziś w obliczu „przezwyciężania modelu androcentrycznego, patriarchalnego i klery- kalnego”. Szuka się „nowych form eklezjologii i form organizacji w Kościele”.

 

DWA MODELE DLA ŚWIATA: NIEMIECKI I LATYNOAMERYKAŃSKI

Ruchy latynoamerykańskie skupiają się na biedzie, wykluczeniu, koloni­zacji. Niemieckie ruchy skupiają się na problemie nadużyć seksualnych. Ostatecznie jednak wnioski, które płyną z tych ruchów, są dość podobne: kompletna przebudowa Kościoła w wielu kluczowych aspektach. Można przy­puszczać, że chodzi po prostu o dwa modele dojścia do tego samego celu.

Model latynoamerykański wychodzi od realnych problemów, takich jak ubó­stwo - i na tej kanwie buduje Kościół synodalny z całym pakietem protestanc­kim. To niewątpliwie może trafić do Kościoła w krajach rozwijających się, oprócz Ameryki Łacińskiej, także w Afryce czy Azji. Dodatkowo ten model katolicy­zmu może być przekonujący na przykład dla czarnoskórej ludności katolickiej w Stanach Zjednoczonych.

Z kolei model niemiecki wychodzi od sprawy nadużyć seksualnych. W doku­mentach synodalnych odgrywa to dużą rolę. To szczególnie ważne z perspektywy Polski, gdzie temat nadużyć seksualnych również jest bardzo głośny. Vademecum przedsynodalne wskazuje tymczasem:

„Nie możemy jednak ukrywać faktu, że sam Kościół musi zmierzyć się z bra­kiem wiary i zepsuciem także w swoim łonie. W szczególności nie możemy zapo­minać o cierpieniu przeżywanym przez nieletnich i osoby wymagające szczególnej troski »z powodu wykorzystywania seksualnego, władzy i sumienia popełnianych przez znaczną liczbę księży i osób konsekrowanych«. Jesteśmy nieustannie wzy­wani »jako lud Boży, by wziąć na siebie ból naszych braci zranionych na ciele i na duszy«. Nazbyt długo wołanie ofiar było krzykiem, którego Kościół nie potrafił dostatecznie usłyszeć. Chodzi o głębokie rany, które trudno się goją, za które nigdy nie dość przepraszać i które stanowią przeszkodę, niekiedy potężną, aby iść w kierunku »podążania razem«. Cały Kościół jest wezwany do rozliczenia się z ciężarem kultury przesiąkniętej klerykalizmem, jaką odziedziczył po swojej historii oraz z formami sprawowania władzy, w które wszczepiają się różne ro­dzaje nadużyć (władzy, ekonomiczne, sumienia, seksualne). Nie sposób »wyobra- zić sobie nawrócenia działania kościelnego bez aktywnego udziału wszystkich członków ludu Bożego«: razem prośmy Pana o »łaskę nawrócenia i namaszczenia wewnętrznego, abyśmy w obliczu tego przestępstwa nadużyć mogli wyrazić naszą skruchę i naszą stanowczość, by odważnie z nimi walczyć«”.

 

Mamy tu do czynienia z uzasadnianiem reform w Kościele kwestią nadużyć - dokładnie tak, jak czynią to Niemcy. To może trafić do Kościoła w krajach roz­winiętych, takich jak Stany Zjednoczone, kraje Europy Zachodniej czy Polska. Tym więcej, że także poza Niemcami Droga Synodalna cieszy się dużym popar­ciem. Na Zgromadzeniu Synodalnym na przełomie września i października 2021 roku jako obserwator zagraniczny obecny był Theo Peporte, oficjalny przedsta­wiciel Kościoła katolickiego w Luksemburgu. Trzeba pamiętać, że to oznacza reprezentację kardynała Hollericha, osoby współodpowiedzialnej za etap kon­tynentalny globalnego Procesu Synodalnego. Theo Peporte przedstawił później w wywiadzie prasowym Drogę Synodalną jako wzorzec dla świata. „Ten proces [Droga Synodalna - red.] jest niezwykle ciekawy i absolutnie konieczny - nie tyl­ko w Niemczech. Mogę tylko pogratulować niemieckiemu Kościołowi, że zapro­ponował taką drogę i nią idzie. [...] Wezmę ze sobą do domu dobre teksty, które przygotowały gremia i które były dyskutowane na Zgromadzeniu Synodalnym. Z wielką radością czytałem zwłaszcza preambułę i tekst programowy. To zna­komite analizy teologiczne, których znaczenie wykracza daleko poza sytuację w Niemczech. Możemy czerpać z tej pracy w Luksemburgu i innych krajach eu­ropejskich. Jestem zdania, że Droga Synodalna jako taka ma modelowy charakter dla Kościoła powszechnego. Możemy wiele nauczyć się z zaangażowania świec­kich w Niemczech i mam wielką nadzieję, że pomysły, które tutaj padają, wpłyną także a ogólnoświatowy proces” - powiedział.

Jak widać, niemiecka Droga Synodalna, a równolegle proces latynoamery­kański, mogą zostać przez wpływowe kręgi liberalne wykorzystane na kolejnych etapach globalnego Procesu Synodalnego. Istnieje realna obawa powtórki wy­darzeń z początku II Soboru Watykańskiego, kiedy to dobrze zorganizowana i przygotowana merytorycznie mniejszość liberalnych biskupów z tak zwanej Grupy Reńskiej była w stanie narzucić całemu soborowi wiele własnych idei i wizji.

 

CZY GLOBALNY PROCES SYNODALNY TO WYDARZENIE NA MIARĘ III SOBORU WATYKAŃSKIEGO?

W wywiadzie dla KAI abp Stanisław Gądecki zwrócił uwagę na podo­bieństwo globalnego Procesu Synodalnego do soboru. „Zdaje się, że - widząc niemożność zorganizowania w dzisiejszych czasach soboru powszechnego - synod ten miałby w pewnym sensie upodobnić się do soboru powszechnego, przeżywanego w nowej formie” - powiedział. Z kolei Prymas Czech, kardynał Dominik Duka, stwierdził, że Proces Synodalny jest już sam w sobie przygotowaniem do nowego soboru. Takie postawienie sprawy nie może zaskakiwać.

Jeden z największych orędowników ideologii progresywnej, włoski kardy­nał Carlo Maria Martini, zabiegał o taką organizację kolegialności w Kościele, która w pewnej mierze „dokończyłaby” II Sobór Watykański; z perspektywy postępowców bowiem potencjał zmian zawarty w dokumentach i „duchu” tego zgromadzenia nie został jeszcze właściwie wyzyskany. Na Synodzie Biskupów z 1999 roku, który poświęcony był stanowi katolicyzmu w Europie, przekony­wał, że Kościół winien zająć się pogłębieniem eklezjologii poprzedniego zgro­madzenia, zwłaszcza gdy idzie o problem kolegialności biskupów. Oczekiwał też zmian w rozumieniu kapłaństwa, tak, by przezwyciężyć brak powołań dzięki wprowadzeniu radykalnych zmian, zwłaszcza w kwestii celibatu. Pragnął nowe­go spojrzenia na rolę kobiet w Kościele, a wreszcie głębokiej przebudowy etyki seksualnej, z uwzględnieniem takich tematów jak rozwodnicy, antykoncepcja czy homoseksualizm.

Martini nie uważał przy tym, by wszystkimi tymi problemami mogło zająć się to samo zgromadzenie. Jedną z jego idei było raczej ustanowienie stałej in­stytucji soborowej, tak, by biskupi spotykali się regularnie co 20 lub 30 lat, jak proponowano na soborze w Konstancji w początkach XV wieku. Takie zgroma­dzenie, o czym mówił w roku 2009, miałoby zajmować się każdorazowo jedynie kilkoma najważniejszymi tematami.

O swoistym III Soborze Watykańskim marzyli inni liberałowie, zwłaszcza ci związani z grupą z Sankt Gallen, której kardynał Martini był nieformalnym liderem. Przykładowo w 2011 roku o zwołanie w przyszłości Vaticanum Tertium apelował kardynał Karl Lehmann. Kilka lat później to samo sugerował kardynał Christoph Schonborn, ideowo bardzo bliski sanktgalleńczkom, przekonując, że takie zgromadzenie mogłoby podjąć decyzję na przykład o udzielaniu święceń prezbiteriatu również kobietom. Niektórzy, jak bp Franz-Josef Overbeck z Essen, mieli nadzieję, że obejdzie się bez soboru, że wystarczy Synod Amazoński, który zainicjuje nowe tysiąclecie Kościoła, otwierając go szeroko na wody Rewolucji.

Zwołanie soboru to jednak nie przelewki. Już na ostatnim soborze powszech­nym watykańskim organizatorom dały się we znaki problemy lokalowe i finan­sowe. Trudno było pomieścić ponad 2000 biskupów, trudno było utrzymywać ich pobyt w Rzymie. Problemy sprzed ponad pół wieku bledną w porównaniu ze skalą wyzwań, jaka czekałaby Kościół dzisiaj: biskupów jest przecież ponad 5000.

Na techniczne utrapienia, które musiałyby towarzyszyć nowemu soborowi zwracał już w 2002 roku uwagę kard. Józef Ratzinger, a w roku 2012 obrazowo przedstawił je w krótkim, choć głośnym felietonie publicysta George Weigel, pi­sząc ironicznie, że zgromadzenie musiałoby nosić nazwę „Metroplex I” od popu­larnego określenia wielkiego obszaru konurbacyjnego w amerykańskim Teksasie. O kosztach takiego wydarzenia nie ma co nawet mówić; wątpliwe, by Kościół byłoby dzisiaj na nie stać. Przecież na soborze nie wystarczy obecność samych biskupów, potrzebna jest jeszcze cała ich świta, soborowi eksperci, ekumenicz­ni obserwatorzy, a w dzisiejszym klimacie ideowym również liczne grono osób świeckich.

 

ROLA PAPIEŻA FRANCISZKA

Czy naprzeciw takim trudnościom mogłaby wyjść instytucja Synodu Biskupów? W przeszłości miała dość ograniczone zadania i stanowiła ra­czej wyraz głosu doradczego biskupów wobec papieża. Papież Franciszek postanowił to wszakże zmienić. Synody o rodzinie (2014, 2015) okazały się wiel­kim zwycięstwem modernistów. Z ich pomocą byli w stanie przeforsować swój stary postulat udzielania Komunii Świętej rozwodnikom w nowych związkach niesakramentalnych, a w posynodalnej adhortacji Amoris laetitia papież zawarł też kilka ważnych wytrychów, które służą dziś progresistom na wiele sposobów. Liberałowie byli zachwyceni.

We wrześniu papież opublikował konstytucję apostolską Episcopalis commu- nio, która przekształcała Synod Biskupów z instytucji w proces, wprowadzała jego dwustopniowość - konsultacje z wiernymi w diecezjach i zjazd w Rzymie. Konstytucja przewidywała też możliwość uczynienia z finalnych ustaleń synodu oficjalnego dokumentu nauczycielskiego Kościoła, wystarczałby jeden podpis pa­pieża. Liczono na to, że za pomocą tak zreformowanej instytucji synodalnej uda się ucieleśnić wreszcie „ducha Vaticanum II”.

Później przyszły jednak wielkie rozczarowania, nieliberalni katolicy nie dali się zaskoczyć tak silnie, jak na synodach o rodzinie. Synod Młodych miał wpro­wadzić do języka Kościoła nowe spojrzenie na homoseksualizm. Poniósł całko­witą klęskę, okazał się pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia. Wielkie nadzieje wiązano później z Synodem Amazońskim. Znowu jednak liberałom nie powio­dło się zniszczenie celibatu ani wprowadzenie diakonatu kobiet. Musieli ustą­pić przed sprawnym oporem środowisk konserwatywnych, a papieska adhortacja Querida Amazonia była dość zachowawcza.

Sanktgalleńczycy mogli zatem uznać, że model wykorzystywania Synodu Biskupów do torowania drogi rewolucji wyczerpał się albo jest bliski wyczer­pania. Dlatego wkrótce po zakończeniu Synodu Biskupów o Amazonii papież Franciszek zapowiedział, że kolejne zgromadzenie zastanowi się nad samą zasadą synodalności. Coś trzeba przecież zmienić, bo rewolucyjna maszyna nie idzie na­przód z pożądanym pędem!

Wszystko to wskazuje, że najnowszy synod ma stać się swoistym ersatzem Soboru Watykańskiego III.

 

TRZEBA STANĄĆ DO WALKI. CO DZIEJE SIĘ W POLSCE?

Abp Stanisław Gądecki w rozmowie z Katolicką Agencją Informacją, któ­ra opublikowana została 3 sierpnia, powiedział: „Jeśli lud Boży podda się rzeczywiście prowadzeniu przez Ducha Świętego, wtedy owoce mogą być bardzo ważne dla życia i przyszłości Kościoła. Jeśli natomiast wszystko mia­łoby się skupić na tym, jak zmienić Kościół tak, by pasował do świata, to wtedy nie warto go w ogóle rozpoczynać”.

Polska, tak jak wszystkie inne kraje, jest zobowiązana, by włączyć się w Proces Synodalny. Nasz kraj na otwarcie Synodu Biskupów w Rzymie wy­słał dwóch delegatów: abp. Stanisława Gądeckiego oraz prof. Aleksandra Bańkę. Abp Stanisław Gądecki udał się do Rzymu w zastępstwie przewodniczącego CCEE, Rady Konferencji Episkopatów Europy, którym jest abp Gintaras Gruśas z Litwy. Prof. Aleksander Bańka to z kolei osoba wskazana przez władze KEP. W dotychczasowych aktywnościach KEP związanych z Synodem Biskupów po­jawia się też regularnie bp Adrian Galbas, przewodniczący Rady ds. Apostolstwa Świeckich. Nie wiemy jeszcze, czy to właśnie te osoby będą odpowiedzialne za stworzenie ostatecznej syntezy z konsultacji w Polsce, która wysłana zostanie w kwietniu 2022 roku do Rzymu.

To, o czym w Polsce trzeba koniecznie pamiętać, to unikanie wchodzenia na drogi wyznaczone przez środowiska niemieckojęzyczne i latynoamerykań­skie. Nie możemy w żaden sposób żyrować narracji, którą chcą one zaproponować Kościołowi katolickiemu. Dlatego dobór tematów, o jakich będzie dyskutować się w Polsce, musi być ostrożny i delikatny; tym bardziej takimi cechami musi od­znaczać się finalna polska synteza. Działają w naszym kraju środowiska, którym bliska jest wizja związana z dużymi zmianami. To na przykład powstały w lutym 2021 roku Kongres Katoliczek i Katolików; grupa, która deklaruje chęć aktyw­nego włączenia się w Proces Synodalny, a która akcentuje na przykład pragnie­nie zmiany modelu władzy w Kościele w Polsce, czy też nowe podejście do osób homoseksualnych. Niestety, dotychczasowe działania synodalne wskazują, że w wielu miejscach nie zachowuje się pożądanej ostrożności: w archidiecezji łódz­kiej w otwarciu procesu synodalnego uczestniczył na przykład Marek Izdebski, który we wspólnocie ewangelicko-reformowanej pełni funkcję biskupa; w archi­diecezji warszawskiej do konsultacji publicznie zaproszone zostały środowiska

LGBT.

CO ROBIĆ?

Wszyscy wierni z Polski są zobowiązani, by stanąć w obronie autentycz­nej katolickiej Tradycji. Proces synodalny będzie toczyć się w każdej diecezji. Zarówno kapłani, jak i świeccy mogą łatwo dotrzeć do dele­gata, którego biskup wyznaczył dla prowadzenia procesu. Odbywa się to zarówno w formie fizycznych spotkań, jak i w formie on-line. Wierni będą konfrontowani z szeregiem pytań o swoje „marzenia” odnośnie Kościoła w przyszłości. Gorąco zachęcamy do tego, by zwracać uwagę na te kwestie, które rzeczywiście są naj­ważniejsze. To na przykład:

- cześć dla Najświętszego Sakramentu. W wyniku wprowadzenia w Polsce praktyki udzielania Komunii Świętej na rękę cześć ta, niestety, radykalnie się zmniejsza. Trzeba podjąć duży wysiłek na rzecz przywrócenia kultowi eucharystycznemu właściwego miejsca.

- godne sprawowanie liturgii. Nie można godzić się na to, by księża ce­lebrujący Mszę Świętą łamali liturgiczne przepisy, co, niestety, nie na­leży w Polsce do rzadkości. Zgodnie z licznymi dokumentami Stolicy Apostolskiej i Konferencji Episkopatu Polski kapłani są zobowiązani do pieczołowitej troski o jakość i godność sprawowanej przez siebie Mszy. Trzeba się o to zdecydowanie upominać.

- szacunek i nabożeństwo do Matki Bożej. Maryja, Królowa Polski, jest dziś w naszej Ojczyźnie nierzadko wyszydzana, a Jej wizerunek wyko­rzystywany jest do promowania antykatolickich i antypolskich ideologii. Musimy się temu jednoznacznie przeciwstawiać i prosić naszych pasterzy o pracę na rzecz objęcia pobożności maryjnej szczególną troską.

- świadomość wartości nierozerwalnego małżeństwa. W Polsce, tak jak i w innych krajach świata zachodniego, olbrzymi wpływ wywiera ideologia nacelowana na zniszczenie małżeństwa. Promowane są rozwody i związki pozamałżeńskie; próbuje się narzucić katolikom wizję „różnorodnej rodzi­ny”, także homoseksualnej. W oparciu o Pismo Święte i Tradycję Kościoła należy opowiedzieć się po stronie małżeństwa i zadbać o to, by w polskich kościołach kapłani nie wahali się piętnować najczęstszych grzechów prze­ciwko małżeństwu, przedstawiając też nierozerwalność i otwartość na ży­cie jako piękne ideały, dostępne dla wszystkich katolików wzmocnionych łaską naszego Pana.

  • świadomość godności życia ludzkiego i niezbywalnego prawa do życia od poczęcia. Wielu katolików w Polsce uległo propagandzie, która przed­stawia mordowanie dzieci nienarodzonych jako w pewnych sytuacjach moralnie dopuszczalne. Również wyrazem braku szacunku dla życia jest szerzący się proceder sztucznego zapłodnienia, nie mówiąc o powszech­nym stosowaniu środków antykoncepcyjnych czy wczesnoporonnych. Temu kłamstwu poddali się nawet niektórzy księża, zakonnicy oraz za­konnice! Musimy stanąć bardzo zdecydowanie w obronie cywilizacji życia.
  • szacunek dla kapłaństwa. Księża w Polsce, tak jak i na całym świecie, są dziś brutalnie atakowani przez mainstreamowe media. Stwarza się wra­żenie, jakoby kapłaństwo było przeżytkiem dawnych dziejów, w dodatku szkodliwym. Musimy upomnieć się o właściwy szacunek dla posługi pol­skich księży. Ponadto, w obliczu kryzysu powołań, trzeba zdecydowanie wzmożyć modlitwy do naszego Pana o przymnożenie Kościołowi katolic­kiemu nowych kapłanów.
  • dbałość o wychowanie dzieci i młodzieży w wierze i moralności kato­lickiej. Przenoszenie odpowiedzialności za wychowanie z rodziców na różne instytucje edukacyjne, a także zalew pornografii i okrucieństwa za pośrednictwem internetu, są głównymi źródłami popadania dzieci w nie­wiarę oraz ich upadku moralnego.

 

STAŃMY W OBRONIE WIARY KATOLICKIEJ!

Nie możemy bezczynnie patrzeć na demontaż katolickiej wiary.

Synodalność, która rozumiana jest w zgodzie z Pismem Świętym i Tradycją, a która polega na mądrym uwzględnianiu przez papieża i bi­skupa pragnień wierzących zgodnie z nauką Kościoła katolików, to niewątpliwie wielki dar. Niestety, zbyt wielu chce synodalność wykorzystać jedynie jako narzę­dzie budowy nowego Kościoła, który będzie nie do odróżnienia od tego świata. Na to nie możemy się zgodzić.

Kościół musi pozostać Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski - tak, jak chce tego nasz Pan, Jezus Chrystus.


KTÓŻ JAK BÓG!

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce; a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną.

Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy: a Ty, Książę niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen © Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi

ISBN 978-83-88739-89-7

Wydanie I, Kraków 2021

Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi ul. Augustiańska 28, 31-064 Kraków www.PiotrSkarga.pl

 https://piotrskarga.pl/synodalnosc/#:~:text=Koniec%20Ko%C5%9Bcio%C5%82a%20jaki%20znamy%3F%E2%80%9D%20to,do%20kt%C3%B3rych%20%C3%B3w%20proces%20zmierza.

 


People in this conversation

Comments (3)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
This comment was minimized by the moderator on the site

Synod o synodalności - drogą do demontażu Kościoła? - Komentarz Narodowy (Kamil Klimczak)
https://m.youtube.com/watch?v=b-BMW2K7dss

Guest
This comment was minimized by the moderator on the site

PCh 24 oraz SKCh im. ks. Piotra Skargi propagują niekatolicką wersję modlitwy do św. Michała Archanioła!

"... szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła." - ?
Powinno być: na zgubę dusz...

PCh 24 oraz SKCh im. ks. Piotra Skargi propagują niekatolicką wersję modlitwy do św. Michała Archanioła!

"... szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła." - ?
Powinno być: na zgubę dusz po świecie krążą! Czy istnieją w naszej wierze jakieś inne dusze, na które czyhają diabły, lub inne zamieszkałe przez zbawionych ludzi światy?

Read More
Guest
This comment was minimized by the moderator on the site

"Święty Michale Archaniele, broń nas w walce" ; -- "broń nas" wspieraj nas, a nie "broń". Błędne teologicznie

Guest
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location