Abp. Viganò: „pandemiczny Sanhedryn” kręci „labiryntem” kłamstw COVID
Poniżej znajduje się tłumaczenie przemówienia arcybiskupa Carlo Marii Viganò do narodu włoskiego zebranego w sobotę w Rzymie i całych Włoszech.
Zebraliście się dzisiaj w Rzymie, na Piazza del Popolo i na wielu innych placach we Włoszech, gdy setki tysięcy ludzi na całym świecie manifestuje swój sprzeciw wobec ustanowienia globalnej tyranii. Miliony obywateli każdego narodu, w ogłuszającym milczeniu mediów, wykrzykiwały własne „Nie!” Miesiącami: NIE dla pandemicznego szaleństwa, NIE dla zamknięć, godzin policyjnych, nakładania szczepień, NIE dla paszportów zdrowotnych, szantażu totalitarnej władzy zniewolonej przez elitę.
Od początku tego planetarnego koszmaru minęły prawie dwa lata. Krok po kroku weszliśmy do labiryntu. Na początku były to maski w pomieszczeniach; potem przyszły blokady z samocertyfikacją; potem godzina policyjna … pamiętasz? Za każdym razem, w obliczu nadużycia, które może wydawać się usprawiedliwione nagłym wypadkiem, godziliśmy się na pozbawienie nas odrobiny wolności. Krok po kroku. Nie pozwalali nam chodzić do kościoła, wychodzić z domu, pracować, chodzić do szkoły, odwiedzać bliskich, a nawet umierających krewnych w szpitalu. Krok po kroku. O określonej porze wieczoru na naszych ulicach widzieliśmy tylko jeźdźców na dostawy Amazon i JustEat: Nowe ofiary Wielkiego Resetu, nowi niewolnicy Systemu, wraz z wieloma drobnymi przedsiębiorcami, właścicielami sklepów, barów i restauracji , doprowadzony do bankructwa przez absurd,
Nie wspominając o załamaniu psychicznym, które dotknęło wielu z nas, od najmłodszych do najstarszych: niektórzy pozbawieni jakichkolwiek kontaktów społecznych, inni zamknięci w RSA (respiratory sinus arrhythmia) bez leczenia, skazani na śmierć przez ministerialny protokół. Krok po kroku przyzwyczailiśmy się do tego, że Komitet Techniczno-Naukowy może zadecydować — tak przynajmniej nam powiedziano — że wirus krąży dopiero po godzinie 18, albo że trafia do stojących i nie siedzących klientów w barach, że zarażonych w kościołach lub muzeach, ale nie w pociągach podmiejskich lub autobusach pełnych studentów.
Krok po kroku kazali nam wierzyć, że grypa sezonowa, jak każdy inny koronawirus, może zabić tysiące ludzi, nie mówiąc nam jednak, że lekarzom rodzinnym i oddziałom szpitalnym zabroniono leczenia w oczekiwaniu na pogorszenie się choroby. Nie powiedzieli nam, że COVID, na zalecenie urzędu zdrowia, musi być traktowany jako choroba płuc, chociaż ma pochodzenie krążeniowe; nie powiedzieli nam, że sekcja zwłok była zabroniona, a zwłoki skremowane, aby uniemożliwić im odkrycie przyczyn choroby i zrozumienie, jak ją wyleczyć.