"Woła panna Stefania Sempołowska, jako wzór Polek sławiona w „Krytyce”: — Zapytajmy przywódców bojkotu, co zrobić ma ten biedny żyd, któremu wytrącają z ręki ostatni kawałek chleba?… O litościwa, o dobra panno Sempołowska! Zapytuję Panią: — Co zrobić ma ten biedny, a niegdyś tak wspaniały naród polski, któremu żyd wytrąca ostatnie jego pozostałe dobro: poczucie, że żyje na własnej ziemi?!
O szczodrzy, humanitarni, ustępliwi rozdawcy naszego mienia! Do was to słowami, do krwi biczującemi, odzywa się w świeżo wydanem piśmie „Być, albo nie być” czcigodny Stanisław Bełza: „Kochaj Polsko wszystkich szkodników twoich i wrogów, kochaj serdecznie, nie broniąc się przed ich drapieżnością, dbaj gorliwie o to, by „cnota w tobie nie zmarniała”, zatrzyj co prędzej ślady swoje nad Sanem, Niemnem i Wartą, oddaj twe stolice i twe miasta żydom, oddaj wszystko bez oporu! Pełna nadziemskich uczuć, wysławszy za morza dzieci swoje z kijem żebraczym, z anielskim spokojem nadstawiaj serce na wymierzane ci codziennie ciosy, a nieskalana myślą nawet wyrządzenia krzywdzicielom twoim najmniejszej szkody, w białej szacie, której ci pozazdrości sama cnota, znajdziesz się może jutro już — w grobie.
I z nieprzespanego snu żadne cię trąby jerychońskie już nie przebudzą!”…
Jest coś nad wyraz upokarzającego w samym fakcie prowadzenia sporu o rzeczy, które, zdawałoby się, należeć powinny do katechizmu narodowej polityki. Cóż się to bowiem dzieje?
Słysząc bicie na trwogę w pewnym odłamie publicystyki polskiej, można by logicznie wnosić, że zagrożony jest polski stan posiadania. Lecz nie. To dzieje się coś innego. Dzieje się rzecz trudna do wiary, rzecz tylko w nieszczęsnym naszym kraju możliwa, rzecz możliwa tylko w narodzie, któremu nadmiar klęsk zaczyna zmysły na wspak odwracać: Polacy krzyczą w niebogłosy, polscy publicyści dzwonią natrwogę, ponieważ — znaleźli się w Polsce ludzie, którzy wyznają zasadę, że w obrocie szczupłem mieniem narodowem trzeba tak postępować, aby ten obrót zasilał własnych przede wszystkiem rodaków!… "