canvas: Bazylika archikatedralna św. Jana Chrzciciela w Warszawie przed zburzeniem w 1944 r.

W czasie Powstania Warszawskiego 1944 r. katedra była terenem bezpośredniej walki. Wojska powstańcze walczyły tutaj w obronie niemal każdego metra posadzki. Niemcy zdołali wprowadzić do archikatedry czołg naładowany materiałami wybuchowymi, wybuch zniszczył ogromną część budowli. Po upadku Powstania Warszawskiego niemieckie Vernichtungskommando ładunkami trotylu wysadziło w powietrze katedrę i zniszczyło 90% murów.
Odbudowa świątyni trwała w latach 1948-1956.

Wiele legend osnutych jest wokół krzyża Baryczków, cudownego krucyfiksu znajdującego się w katedrze świętojańskiej. Już sam sposób, w jaki miał przybyć do Warszawy, przywodzi na myśl podanie: otóż, kupiec i rajca Józef Baryczko miał, przebywając w Norymberdze, ocalić krucyfiks z tamtejszego kościoła katedralnego przed spaleniem, odkupując go i przywożąc do Warszawy w 1525 r.
[…] Wchodzimy z „Teresą” do katedry. W kaplicy Baryczków wisi jeszcze Chrystus Cudowny. Jeden z księży usiłuje zdjąć figurę z krzyża. To ksiądz Wacław Karłowicz. Wokół na ołtarzu i posadzce rozsypane wota z roztrzaskanej pociskami gabloty, między nimi wysokie odznaczenia bojowe – Krzyże Virtuti Militari. Pomagamy księdzu we dwie z „Teresą”. Figura jest duża i ciężka. Chwytamy ją w wyciągnięte dłonie. Wspólnie wynosimy figurę na zewnątrz kościoła na ulicę Jezuicką, która była pod ostrzałem.
Trzeba ostrożnie przejść koło barykady a potem wchodzimy do najbliższej bramy na Jezuicką 1. Tam ksiądz odłącza od korpusu rozkrzyżowane ręce. Z bliska przyglądam się Obliczu. Wydaje się surowe. Z zaciekawieniem badam wzrokiem legendarne włosy. Są rzeczywiście prawdziwe, ale przyprószone pyłem. Pełno w nich jakiegoś kurzu, piachu, resztek tynku, gruzu. Korona cierniowa też jest prawdziwa, nie rzeźbiona. Z dzieciństwa znałam legendę, że figurze tej rosły do pewnego czasu włosy.
Figura ta od wieków jest otaczana wielką czcią. Słynęła ona z cudów. Modlili się przed nią polscy królowie, wodzowie wielu narodowych powstań: Tadeusz Kościuszko, Romuald Traugutt. Modlił się król Jan Sobieski przed swoją wyprawą pod Wiedeń a także po powrocie, dziękując za zwycięstwo.
Ja do tej figury też czułam jakiś wielki respekt, szacunek, ze względu na jej legendę. Widziana z pewnego oddalenia w ciemnawej kaplicy wydawała się owiana jakąś tajemnicą, odległa i niedostępna. Tymczasem mam ją tuż przy sobie, tak blisko. Mogę z bliska przyjrzeć się jej rysom twarzy. To jakieś niesamowite odczucie.
Z bramy na Jezuickiej wynosimy figurę na podwórko. Ja idę pierwsza niosąc ręce, za mną idzie ksiądz, któremu pomaga jakiś chłopak, nie z „Wigier”. To powstaniec, z opaskę na ręku. Nigdy nie dowiedziałam się kto to był, z jakiego oddziału. Nie wiem nawet czy przeżył powstanie.
Idziemy podwórzem. Po prawej stronie jest pas zieleni. Tam kopano groby, gdzie chowano powstańców poległych w tym rejonie. Wśród tych grobów były też chyba groby ojców jezuitów. Z podwórza wchodzimy do piwnic. Tu przebywają ojcowie jezuici. Nieraz przychodziłyśmy tam z koleżanką Teresą gotować u nich kawę, czasami częstowano nas zupą. Ale dziś nie ma ani kawy, ani zupy.
Droga od katedry do Rynku Starego Miasta prowadzi poprzez piwnice sąsiadujących ze sobą kamieniczek. Zarówno Jezuicka jak i Świętojańska jest pod silnym obstrzałem. Podziemne przejścia zatłoczone ludźmi. Ciemno. Okna są czymś zasłonięte, położone są też dla bezpieczeństwa worki z piaskiem. Gdzieniegdzie tylko migoce światło świecy. Idę pierwsza niosąc przed sobą ręce figury. Proszę o zrobienie przejścia dla posuwającego się wolno za mną księdza i kolegi powstańca. Ludzie na wieść, że niosą Cudownego Pana Jezusa z katedry rozstępują się, klękają, głośno modlą, niektórzy płaczą. Jest to bardzo wzruszające.
Dochodzimy do ostatniej kamieniczki skąd jest bezpośrednie wyjście na Rynek przez poszerzone okienko. Przekazuję ręce cennej rzeźby, traktowanej przez mieszkańców Warszawy jak najświętsze relikwie, komuś z cywilów, który je poniesie dalej.
Sama wracam do naszego oddziału, do katedry. Została tam tylko jedna sanitariuszka, „Teresa”. Na tym odcinku robi się gorąco nie tylko z racji szalejącego pożaru, ale i dlatego, że Niemcy znacznie wzmogli ostrzeliwanie. Czyżby przygotowywali się do ataku? Jeżeli tak to sanitariuszka może być w każdej chwili potrzebna.
Niemcy zajmują już Plac Zamkowy, właściwie podchodzą już do ul. Dziekania. Domy po drugiej strony Dziekanii już się palą, tylko dlatego nie mają bezpośredniego dojścia do katedry.
Jak się potem dowiedziałam figura była niesiona dalej przez Rynek Starego Miasta, Krzywe Koło, Nowomiejską. Wśród pożarów i padających pocisków zaniesiono ją do kaplicy sióstr Szarytek na ul. Starą. Tam położono ją na ołtarzu kaplicy. Dwa dni później kaplica została zbombardowana. Pionowa nasada ołtarza pochyliła się pod pewnym kątem nakrywając figurę, która nie doznała żadnego uszkodzenia. Nad kaplicą nie istniał już wtedy żaden strop ani dach.
W tej sytuacji figurę przeniesiono do kościoła O. O. dominikanów na ul. Freta. Figura miała być złożona tam gdzie znajdowała się trumna ze szczątkami św. Andrzeja Boboli, w podziemiach kościoła.
W podziemiach kościoła znajdował się szpital. Rannych układano wprost na posadzce, jednych obok drugich. Wśród tych rannych położono figurę Pana Jezusa. Opowiadał kiedyś ksiądz, który bywał wśród tych rannych, spowiadał ich, udzielał ostatniego sakramentu. Pod ścianą spostrzegł leżącą postać przykrytą żołnierskim płaszczem. Zapytał leżącego, czy może chce się wyspowiadać. Nie usłyszał odpowiedzi, pomyślał więc, że leżący już pewnie nie żyje. Sięgnął ręką pod płaszcz i upewnił się, że ta osoba musiała już dawno umrzeć, bo jest zimna i jakaś skostniała, zesztywniała. Uważał, że trzeba ją w tej sytuacji wynieść. Zapalił zapałkę i okazało się, że to nie zmarły, ale figura Pana Jezusa. W kilka dni później ten kościół został zbombardowany. Zginęło bardzo wiele osób, a Pan Jezus jakimś cudem ocalał. Był nienaruszony.
Barbara Gancarczyk-Piotrowska, sanitariuszka ze zgrupowania Wigry, która pomogła ks.Karłowiczowi wynieść Krucyfiks
W 1948 r. kaplica Baryczków została już odbudowana. Katedra była jeszcze w proszku, nie było sklepień. Dopiero wznoszono zewnętrzne ściany. Ponieważ kaplica była już cała postanowiono, że figura Pana Jezusa powróci do niej. Pamiętam ten dzień, była wiosna 1948 r. kiedy po nabożeństwie szła wielka procesja. Niesiono figurę w asyście wielu biskupów, księży. Krakowskie przedmieście było całe zajęte przez tłum ludzi idących w skupieniu, ze śpiewem.
Ja też szłam gdzieś na końcu tego całego pochodu. Oczywiście nie byłam w stanie dostać się do katedry.
Przypominałam sobie wydarzenia sprzed kilku lat, kiedyśmy wynosili figurę. Ta ucieczka zupełnie nie przypominała tego tryumfalnego powrotu.
Barbara Gancarczyk-Piotrowska – fragment wspomnień
http://niezwykle.com/zginelo-bardzo-wiele-osob-a-pan-jezus-jakims-cudem-ocalal-byl-nienaruszony-o-
Uratowała Chrystusa przed spaleniem - Legendarna Sanitariuszka Powstania Warszawskiego!
wRealu24.pl:
: Barbara Gancarczyk ps.Pająk sanitariuszka batalionu Wigry uczestniczyła w ratowaniu figury Chrystusa z krucyfiksu Baryczków w katedrze warszawskiej w 1944 r. (53:34 min.)
Bohaterski kapłan, Wacław Karłowicz, gdy 16 sierpnia 1944 r. katedra zaczęła płonąć i runęła część sklepienia, wyniósł krucyfiks i umieścił w podziemiach kościoła dominikanów na Nowym Mieście .






