Dysonans poznawczy i objawienie metody

 

Tak więc po owocach ich poznacie.

Mt 7:20

 

Wstęp

Obecny kryzys w Kościele ma charakter teologiczny , a nie kanoniczny. Co więcej, nie jest to tylko jeden z wielu kryzysów w historii Kościoła, lecz bezprecedensowy kryzys Autorytetu, ponieważ to właśnie Autorytet ulega wywrotowi, który do sześćdziesięciu lat temu był niewyobrażalny w Kościele katolickim. W istocie, jeśli Autorytet, sprawowany dla dobra, jest z pewnością najwłaściwszym narzędziem zapewnienia dobrego zarządzania instytucją, której przewodzi, to może stać się równie skutecznym narzędziem jego zniszczenia, gdy ci, którzy go sprawują, zerwą więź posłuszeństwa Bogu, najwyższemu gwarantowi Autorytetu.[1]

Read more ...

>Biskup Schneider rozmawiał z Perem Mariamem o konieczności zajęcia się przez Leona XIV obecnym kryzysem „zamieszania” w Kościele, kwestią akceptacji osób LGBT i „wspólnego podążania”

 

PerMariam ) — Biskup Athanasius Schneider, analizując pierwsze miesiące pontyfikatu Leona XIV, wezwał papieża do podjęcia działań w obliczu „bezprecedensowego zamętu wiary” w Kościele.

W ekskluzywnym wywiadzie dla Pera Mariama, udzielonym na początku października, biskup Schneider odpowiedział na pytania dotyczące stanu Kościoła katolickiego, obecnych wysiłków na rzecz akceptacji osób LGBT oraz przyszłości hierarchii kościelnej w świetle Synodu o synodalności.

„Nie możemy jako Kościół dalej pogrążać się w zamęcie” – ostrzegł, prosząc papieża Leona XIII o podjęcie działań wyjaśniających, które „wzmocnią wiarę całego Kościoła”.

Schneider mówił także o katolickim rozumieniu „akceptacji” jednostek, rozwijając wypowiedź papieża Leona XIII na temat akceptacji innych, „którzy różnią się od nas”.

Read more ...

Nadejdzie dzień,
kiedy ludzie nie będą już znosić zdrowej nauki,
ale żądni czegoś nowego, według własnych pożądań
będą sobie mnożyli nauczycieli , odrzucając słuchanie prawdy .

2 Tym 4, 3-4

 

Kilka dni temu, po siedemnastu latach napięć z Watykanem i biskupem Christchurch w Nowej Zelandii, które zakończyły się nakazem wydalenia z diecezji potwierdzonym dekretem Stolicy Apostolskiej, Wspólnota Redemptorystów Zaalpejskich wydała List Otwarty ( tutaj ). W tym Liście Otwartym Ojcowie Redemptoryści potępiają główne błędy soborowo-synodalnego Kościoła , jego otwartą wrogość wobec Mszy Apostolskiej i nadużycia, którym poddani zostali Synowie Najświętszego Odkupiciela. Ojcowie Redemptoryści twierdzą, że „ łańcuch dowodzenia został zerwany ” w hierarchii: „Kiedy przełożony oddala się od swego posłuszeństwa Chrystusowi Królowi, jego rozkaz nie jest już ramieniem Chrystusa, ale gestem człowieka ” (IIa IIæ, q. 104, a. 5).

Read more ...
  1.   1 Comment
  2.   626 Views
  Annimars — Redemptoryści z Transalpiny wydają nowe oświadczenie, a sprawa trafia do Watykanu https://www.lifesitenews.com/pl/wiadomosci/redemptorysci-transalpejscy-wydaja-nowe-oswiadczenie-a-sprawa-trafia-do-watykanu/?utm_source=featured-news&utm_campaign=pl......

 

 

ROZDZIAŁ CXLVI 

—Że grzechy są karane także przez doświadczenie czegoś
bolesnego


   KARA powinna być proporcjonalna do winy. Ale w winie nie tylko występuje odwrócenie umysłu od celu ostatecznego, ale także nieuzasadnione skierowanie go ku innym celom.
Grzesznik powinien zostać ukarany nie tylko przez wykluczenie z celu, ale także przez to, że inne rzeczy zwrócą się ku jego cierpieniu.


   2. Nikt nie boi się stracić tego, czego nie pragnie zyskać. Ci zatem, których wola odwróciła się od celu ostatecznego, nie boją się, że zostaną od niego odcięci. W konsekwencji samo wykluczenie nie wystarczyłoby, by uchronić ich od grzechu. Trzeba więc zastosować inną karę, której grzesznicy mogą się obawiać.


   3. Ten, kto niewłaściwie używa środków do osiągnięcia określonego celu, nie tylko zostaje pozbawiony celu, ale
poniesie również inne szkody. Tak więc nieumiarkowane spożycie pokarmu nie tylko nie przynosi zdrowia, ale wręcz prowadzi do choroby. Lecz kto pokłada swój odpoczynek w stworzeniach, nie używa ich tak, jak powinien:
nie odnosi ich do celu ostatecznego. Powinien więc zostać ukarany nie tylko brakiem szczęścia, ale także cierpieniem ze strony stworzeń.

   Stąd Pismo Święte grozi grzesznikom nie tylko wykluczeniem z chwały, ale także innymi formami udręki. „Idźcie precz ode mnie przeklęci, w ogień wieczny” (Mt 25, 41). On będzie
sidłami zsyłał na grzeszników: ogień i siarka, a tchnienie gwałtownych wiatrów będzie udziałem ich kielicha (Ps 10, 7).

 

ROZDZIAŁ CXLVII

—Że sędziom wolno wymierzać kary


   Ludzie, którzy na ziemi są ponad innymi, są sługami boskiej opatrzności. Ale zrządzeniem opatrzności jest karanie niegodziwych.


   4. Dobro nie potrzebuje zła, wręcz przeciwnie (rozdz. XI). Cokolwiek zatem jest konieczne dla zachowania dobra, samo w sobie nie może być złe.829 Lecz dla zachowania zgody
między ludźmi konieczne jest wymierzanie kar niegodziwym.


   5. Dobro wspólne jest ważniejsze niż dobro jednostki. Dlatego pewne dobro szczególne musi zostać wycofane dla zachowania dobra wspólnego. Życie niektórych szkodliwych osobników
stanowi przeszkodę dla dobra wspólnego, to znaczy dla zgody w społeczeństwie ludzkim. Takie osoby należy zatem oddzielić od społeczeństwa ludzkiego przez śmierć. 830

   Dlatego Apostoł mówi: „Nie na próżno miecz nosi” (Rz 13, 4; por. 1 P 2, 14).


   Niniejszym wyklucza się błąd tych, którzy twierdzą, że kary cielesne są bezprawne i powołują się na poparcie swojego błędu na takie wersety, jak: „Nie zabijaj” (Wj 20, 13): „Pozwól obojgu rosnąć aż do żniwa” (Mt 13, 30). Są to jednak błahe zarzuty. To samo bowiem prawo, które mówi:

Nie zabijaj”, dodaje później: „Nie dopuścisz trucicieli (maleficos, φαρμακούς) do życia” (Wj 22, 18). A co do obu rzeczy, które rosną aż do żniwa, jak należy to rozumieć, wynika z tego, co
następuje: abyście przypadkiem zbierając kąkol, nie wyrwali razem z nim także pszenicy. W tym fragmencie zabijanie niegodziwych jest zakazane tam, gdzie nie można tego dokonać bez narażenia na niebezpieczeństwo dobrych, jak to się dzieje, gdy niegodziwi nie są jeszcze wyraźnie oddzieleni od dobrych przez jawne grzechy lub gdy istnieją podstawy do obaw, że niegodziwi mogą wciągnąć w swoją zgubę wielu dobrych ludzi.


   Los grzeszników, którzy są otwarci na nawrócenie, dopóki żyją, nie wyklucza ich również narażenia na sprawiedliwą karę śmierci. W istocie, niebezpieczeństwo grożące wspólnocie z ich życia jest większe i pewniejsze niż dobro, którego spodziewają się po swoim nawróceniu. Poza tym, w godzinie śmierci mają oni wszelkie możliwości zwrócenia się do Boga poprzez skruchę. A jeśli są tak uparci, że nawet w godzinie śmierci ich serce nie cofnie się przed swoją niegodziwością, można z dużym prawdopodobieństwem wnioskować, że nigdy nie powróciliby do lepszego stanu umysłu.

 

827

Nawet Platon skazywał na wieczną karę „nieuleczalnie nikczemnego” tyrana, Ardiajosa (Rep. 615-6; Gorgiasz, 525 p.n.e.; Fedon, 113e), jako przykład dla innych. Arystoteles odróżnia karę chłosty od zemsty, przy czym ta pierwsza jest „dla tego, kto ją wymierza”, a druga „dla tego, kto ją przyjmuje” (Ret. I, 10, 17). Czytamy też o Tym, który mówi: „Pomsta należy do mnie” (Rz 12, 19). Cała ta koncepcja kary mściwej, retrospektywnej czy odwetowej opiera się na doktrynie wolnej woli: jest sprzeczna z determinizmem. I to jest jeden z zarzutów wobec determinizmu.


828

Żyjemy dzięki światłu i ciepłu centralnego ognia słońca. Elektryczność, którą możemy nazwać ogniem, jest obecnie uważana za podstawę wszelkiej materii. Wszystkie jasne i zachwycające rzeczy w życiu pochodzą z ognia. Bez ognia nie ma cywilizacji, nie ma ludzkości, nie ma radości na ziemi. Jeśli zatem powiedzenie głosi, że „w tym, w czym człowiek zgrzeszył, w tym samym będzie ukarany”, ogień nie stanowi niesłusznej kary dla tego, kto nadużył dóbr naszego obecnego istnienia.

Św. Tomasz mówi o ogólnej i zwyczajnej potrzebie, np. o pożywieniu dla jednostki, o zjednoczeniu płci dla dobra rasy, a nie o konieczności przypadkowej czy szczególnej potrzebie. Rozszerzenie tego aforyzmu na ten ostatni przypadek uczyniłoby z niego twierdzenie o celu uświęcającym środki, doktrynę doszukiwaną się w wypowiedziach autorów katolickich przez osoby, które w złej wierze lub niewiedzy błędnie interpretują fragmenty takie jak ten.


830
Pisząc później, św. Tomasz dostrzegł potrzebę doprecyzowania tego argumentu, który, potraktowany w sposób kategoryczny, zniweczyłby w ogóle szaleńców i kłopotliwych inwalidów, a także uświęciłby zasadę prawa linczu. Wprowadza zatem te dwa
zastrzeżenia.


   (1) „Człowiek przez grzech oddala się od porządku rozumu i przez to traci godność ludzką, o ile ta polega na tym, że
człowiek jest z natury wolny i istnieje dla siebie samego; i w pewien sposób popada w stan niewoli właściwy zwierzętom. . . . I dlatego, chociaż zabicie człowieka, dopóki trwa on w swojej wrodzonej godności, jest samo w sobie złe, to jednak zabicie człowieka, który jest grzesznikiem, może być dobre, tak jak zabicie zwierzęcia”.


   (2) „Zwierzę z natury odróżnia się od człowieka: stąd w tym punkcie nie ma potrzeby osądu. . . . Lecz grzesznik
z natury nie odróżnia się od sprawiedliwych; dlatego też potrzebny jest publiczny osąd, aby go wyodrębnić i ustalić, czy
powinien zostać zabity dla dobra ogółu”.
Uczeń powinien przeczytać całość Sum. Theol. 2a-2ae, q. 64, art. 2 i 3 (Aquinas Ethicus, II, s. 40-42), skąd
pochodzą te fragmenty.

 




 

CHAPTER CXLVI 

—That Sins are punished also by the experience of something
Painful


   PUNISHMENT ought to be proportionate to the fault. But in a fault not only is there an aversion
of the mind from the last end, but also an undue conversion of it to other objects as ends. Not only
then should the sinner be punished by exclusion from the end, but also by other things turning to
his pain.


   2. No one is afraid to lose what he does not desire to gain. They then who have their will turned
away from their last end, have no fear of being shut out from it. Consequently that mere exclusion
would not be enough to call them off from sinning. Some other punishment then must be employed,
which sinners may fear.


   3. One who puts to undue use the means to a certain end, not only is deprived of the end, but
incurs some other hurt besides. Thus inordinate taking of food not only does not bring health, but
further induces sickness. But whoever sets up his rest in creatures does not use them as he ought:
he does not refer them to their last end. Not only then ought he to be punished by going without
happiness, but also by experiencing some pain from creatures.

   Hence divine Scripture not only threatens sinners with exclusion from glory, but also with
affliction in other ways. Depart from me, ye cursed, into everlasting fire (Matt. xxv, 41). He shall
rain nets on sinners: fire and brimstone and the breath of stormy winds shall be the portion of their
cup (Ps. x, 7).828

 

CHAPTER CXLVII

—That it is Lawful for judges to inflict Punishments


   MEN who on earth are set over others are ministers of divine providence. But it is the order of
providence that the wicked be punished.


   4. Good stands in no need of evil, but the other way about (Chap. XI). Whatever then is of
necessity for the preservation of good, cannot be of itself evil.829 But for the preservation of concord
among men it is necessary for penalties to be inflicted on the wicked.


   5. The common good is better than the good of the individual. There fore some particular good
must be withdrawn for the preservation of the common good. But the life of certain pestilent fellows
is a hindrance to the common good, that is, to the concord of human society. Such persons therefore
are to be withdrawn by death from the society of men.830

   Hence the Apostle says: He beareth not the sword in vain (Rom. xiii, 4: cf. 1 Pet. ii, 14).


   Hereby is excluded the error of those who say that corporal punishments are unlawful, and
quote in support of their error such texts as, Thou shalt not kill (Exod. xx, 13): Let both grow until
the harvest (Matt. xiii, 30). But these are frivolous allegations. For the same law which says, Thou
shalt not kill, adds afterwards: Thou shalt not suffer poisoners (maleficos, φαρμακούς) to live (Exod.
xxii, 18). And as for both growing until the harvest, how that is to be understood appears from what
follows: lest perchance in gathering the tares ye root out along with them the wheat also: in this
passage then the killing of the wicked is forbidden where it cannot be done without danger to the
good, as happens when the wicked are not yet clearly marked off from the good by manifest sins,
or when there is ground for apprehension that the wicked may involve many good men in their
ruin.


   The fate of the wicked being open to conversion so long as they live does not preclude their
being open also to the just punishment of death. Indeed the danger threatening the community from
their life is greater and more certain than the good expected by their conversion. Besides, in the
hour of death, they have every facility for turning to God by repentance. And if they are so obstinate
that even in the hour of death their heart will not go back upon its wickedness, a fairly probable
reckoning may be made that they never would have returned to a better mind.

 

827

Even Plato consigns to everlasting punishment the “incurably wicked” tyrant, Ardiaeus (Rep. 615-6; Gorgias, 525b.c.; Phaedo,
113e), as an example to others. Aristotle distinguishes chastisement from vengeance, the former being “for the sake of him who
offers it,” the latter “for his sake who takes it ” (Rhet. I, x, 17). And we read of One who says, Vengeance is mine (Rom. xii,
19). All this notion of vindictive, retrospective, or retributive punishment proceeds upon the doctrine of free will: it is inconsistent
with determinism. And that is one of the objections to determinism.


828

We live by the light and heat of the central fire of the sun. Electricity, which we may call a fire, is now taken to be the essential
basis of all matter. All the bright and delicious things of life come of fire. Without fire, no civilisation, no humanity, no joy on
earth. If then the saying holds that “in the things wherein a man has sinned, in the same shall he be punished,” fire forms not an
unfit punishment for one who has abused the good things of our present existence.

St Thomas speaks of a general and ordinary necessity, e.g., of food for the individual, of the union of the sexes for the race, not
of an accidental necessity, or particular emergency. To extend the aphorism to the latter case would make it into an assertion of
the end justifying the means, a doctrine read into the utterances of Catholic authors by persons who in malice or ignorance
misconstrue passages like the present.


830
Writing later, St Thomas saw the need of qualifying this argument, which, taken absolutely, would make short shrift of
lunatics and troublesome invalids generally, and would consecrate the principle of lynch-law. He puts in therefore these two
qualifications


   (1) “Man by sinning withdraws from the order of reason, and thereby falls from human dignity, so far as that consists in
man being naturally free and existent for his own sake; and falls in a manner into the state of servitude proper to beasts. . . . And
therefore, though to kill a man, while he abides in his native dignity, be a thing of itself evil, yet to kill a man who is a sinner
may be good, as to kill a beast.”


   (2) “A beast is naturally distinguishable from a man: hence on this point there is no need of judgement. . . . But a sinner is
not naturally distinguishable from just men; and therefore he needs a public judgement to make him out, and determine whether
he ought to be slain for the benefit of the common weal.”
The student should read the whole of Sum. Theol. 2a-2ae, q. 64, art. 2 and 3 (Aquinas Ethicus, II, pp. 40-42), whence these
extracts are taken.

 

 

 

 

t

 

 

List otwarty do księży Novus Ordo

Potrzebujemy, abyście powrócili do wiary katolickiej – nie do jej cienia, nie do posoborowej podróbki, lecz do prawdziwej wiary Ojców, wiary Apostołów, wiary, która zbudowała chrześcijaństwo.

 

 


W trakcie gwałtownego powstania w Wenezueli kapelan marynarki wojennej Luis Padilla udziela ostatniego namaszczenia żołnierzowi trafionemu przez snajpera. Stawiając czoła chaosowi i kulom przecinającym ulice, ksiądz stoi niewzruszenie, podczas gdy ranny mężczyzna kurczowo trzyma się jego sutanny, by uniknąć ostrzału. Fotograf Héctor Rondón Lovera, leżąc płasko, by uniknąć strzałów, wspominał później, że nie był pewien, jak udało mu się uchwycić tę przejmującą chwilę. Właśnie takich księży potrzebujemy…

Drodzy Synowie Soboru Watykańskiego II i wynikającej z niego fałszywej religii,

Choć trudno dopatrzeć się w moim tonie nuty miłosierdzia, wiedzcie, że ten list jest przesiąknięty chrześcijańską miłością.

Miłosierdzie dla Chrystusa. Miłosierdzie dla Jego Kościoła. Miłosierdzie dla Apostołów i ich prawowitych następców. Miłosierdzie dla wiernych, którzy trzymają się prawdy, dla młodzieży, którą zwiodłeś, dla zgubionego świata, którego już nie wzywasz do pokuty, dla mojej własnej duszy – a nawet, co bolesne, dla ciebie.

To, co następuje, to nie drobne kłótnie ani błahe debaty. Jesteśmy na scenie kosmicznej wojny, gdzie niebo konfrontuje się z piekłem, a bramy wieczności drżą. A wy – czy to z niewiedzy, czy złej woli – maszerujecie pod sztandarem wrogów Chrystusa. Dlatego nie oczekujcie łagodnych słów. Nie oczekujcie pustego pocieszenia fałszywej „miłości” waszej religii, którą tak chętnie propagujecie.

Wybaczcie, jeśli mój głos jest niespokojny, ale to nie jest konkurs na sympatię; to starcie o wiecznych konsekwencjach. Dusze wiszą na włosku. Stawką jest sama wieczność. Nie ma tu miejsca na grzeczne uśmiechy ani puste zapewnienia. Jesteśmy o wiele dalej.

Dziękuję za przeczytanie! Subskrybuj za darmo, aby otrzymywać nowe posty i wspierać moją pracę.

Piszę z żalem. Piszę z furią. Piszę z prawym gniewem zrodzonym z bycia świadkiem zniszczenia, którego dokonałeś, a przynajmniej nieświadomie dokonałeś. I nie jestem sam. Na całym świecie niezliczeni wierni katolicy płoną tym samym bólem, tym samym oburzeniem. Widzimy, co zrobiłeś. Słyszymy krzyk tych, którzy zginęli w twoim śladzie.

Jesteśmy smutni. Jesteśmy zmęczeni. Jesteśmy wściekli. Wściekli z powodu, z powodu i z powodu niezliczonych zdrad w posoborowej religii, która chełpi się katolicyzmem – ale przede wszystkim jesteśmy wściekli na was.

Jesteśmy smutni, bo odważyliśmy się mieć nadzieję. Odważyliśmy się patrzeć na Ciebie z podziwem. Spodziewaliśmy się pasterzy. Spodziewaliśmy się generałów. Spodziewaliśmy się przywódców, którzy poprowadzą nas przez burzę, będą strzec owczarni, nauczać, chronić i dawać przykład heroicznej integralności naszej wiary. Spodziewaliśmy się odwagi. Spodziewaliśmy się odwagi. Spodziewaliśmy się wojowników Chrystusa, a nie tchórzliwych mężczyzn ulegających modom tego świata.

A jednak… co znajdujemy? W większości przypadków nic. Ani przewodnictwa. Ani odwagi. Ani moralnej jasności. Ani żadnego przywództwa. Zamiast tego znajdujemy kompromis, milczenie i nieśmiałe podporządkowanie się tym samym siłom grzechu i niemoralności, które atakują Kościół.

Muszę się tu zatrzymać, żeby być precyzyjnym. Nie wszyscy z was ponoszą równą winę. Niektórzy są szczerze „dobrzy”, a nawet pobożni. Niektórzy są „konserwatywni” z imienia lub instynktu. Niektórzy noszą tytuł księdza, wielebnego lub biskupa z honorem w inny sposób. A jednak – posłuchajcie uważnie – te rozróżnienia już was nie usprawiedliwiają. Nie. W kontekście tego, co zostało spuszczone na Kościół, nawet ci, którzy mają dobre intencje, są współwinni. W rzeczywistości, pod pewnymi względami, ich łagodniejsze pretensje sprawiają, że zdrada jest bardziej bolesna.

To jest czarne i białe. To jest złe albo dobre. To niebo albo piekło. To Chrystus albo wąż. To katolicyzm naszych Ojców albo fałszywa religia modernistów. Musisz wybrać. Nie ma trzeciej opcji. Jest jedno albo drugie. Przestań z tym relatywistycznym tchórzostwem!

Twoje zbrodnie? Och, są ogromne. Uczestniczysz w antykatolickiej religii przebranej za katolicyzm. Nauczasz jej dzieci Boże w Kościele Chrystusowym, psując dusze powierzone twojej opiece. Odmawiasz wezwania architektów tej niegodziwości – ludzi, którzy narzucili i wciąż narzucają tę obrzydliwość Kościołowi. Odprawiasz Mszę, jakbyś nie wierzył w Rzeczywistą Obecność Chrystusa. Czy nadal w nią wierzysz? Nie głosisz grzechu i jego straszliwych konsekwencji. Usprawiedliwiasz niemoralność i milczysz na temat prawa moralnego, którego pragniemy, ignorując Prawo Boskie. A w swoim milczeniu, w swojej niechęci do konfrontacji ze złem, stajesz się współwinny wiecznej zagłady niezliczonych dusz. Dusz skazanych na piekło – rzeczywistość, której, co tragiczne, zbyt wielu z was nawet nie uznaje, a co gorsza, zaprzecza.

Jesteśmy zmęczeni. Wyczerpani. Duchowo zmaltretowani nieustannymi nadużyciami ze strony tych, którzy powinni być naszymi pasterzami, naszymi przewodnikami, naszymi obrońcami wiary. Mamy dość księży, którzy odmawiają wiernym ich najbardziej podstawowych praw jako katolików – księży, którzy odmawiają Komunii Świętej do języka, którzy zabraniają klęczenia, którzy odzierają liturgię z czci i świętej mocy, pozostawiając świeckich zdezorientowanych i zranionych. Mamy dość powolnej, podstępnej erozji tradycji, celowego demontażu tego, co podtrzymywało Kościół przez dwa tysiące lat, krok po kroku. Mamy dość waszego zaprzeczania dogmatom, czy to jawnie, czy pośrednio.

Mamy dość homilii – ach, homilii! Tydzień po tygodniu siedzimy w ławkach, mając nadzieję na naukę prawdy, na pokarm dla dusz, na przewodnictwo w drodze Chrystusa. A co słyszymy zamiast tego? Przebudzone banały podszywające się pod duchowe rady. Eko-pogańską propagandę. Pseudopsychologiczne gadanie. Lewicowo-marksistowską ideologię ubraną w katolicki język. Głosicie to i tak już zmaltretowanym, zagubionym laikatom, jakby te światowe mody były boskim objawieniem i mogły nas zbawić. Wprowadzacie zamęt na zamęt, pozostawiając wiernych na ślepo, pytających: Czy to naprawdę Kościół? Czy jego parodia?

Jesteśmy zmęczeni waszym milczeniem. Ciszą w obliczu okrucieństw w Kościele. Ciszą, gdy skandal rozprzestrzenia się jak zaraza, zarażając niewinnych i dodając otuchy winnym. Ciszą, gdy grzech paraduje otwarcie, nieskalany, nieodpokutowany, niekwestionowany. Gdzie jest wasza odwaga? Gdzie wasz kręgosłup? Gdzie wasza wierność Chrystusowi? Mówienie prawdy w obliczu zła jest obowiązkiem każdego księdza, każdego biskupa, każdego proboszcza. A jednak chowacie się za eufemizmami i biurokratycznymi konkretami, jakby wasza nieśmiałość była cnotą.

Jesteśmy zmęczeni waszą alergią na pokutę, umartwienie, ewangeliczne wezwanie do świętego ubóstwa. Zamieniliście świętość w wygodę, surowość w łatwość, świętość w banał. Mówicie o Bogu, jakby był przyjacielem, którego trzeba udobruchać, kosmicznym terapeutą, który ma nam poprawić humor, a nie Panem nieba i ziemi, Królem chwały, Sędzią wszystkich dusz. Głosicie pocieszenie, gdy te mroczne czasy wymagają wytrwałości. Głosicie kompromis, gdy tęsknimy za nieskażoną, wymagającą prawdą. Oferujecie łagodne odpusty, podczas gdy dusze cierpią głód.

Mamy dość religii pozbawionej mocy, autorytetu, grozy i łaski. Mamy dość duchownych, którzy zapomnieli, że ich urząd nie jest platformą dla komentarza społecznego, dla osobistych ambicji, dla chwilowego poklasku świata. Mamy dość księży, którzy stali się urzędnikami, menedżerami, artystami i doradcami – ale nie pasterzami. Zamieniliście Krzyż na wygodę, Ołtarz na poklask, wieczność na doczesność. I na tej pustyni, którą stworzyliście, wierni błąkają się, zagubieni, zranieni i zdezorientowani, rozpaczliwie poszukując prawdziwej obecności Chrystusa, którą przyćmiły wasze reformy.

Tak, jesteśmy zmęczeni – ale też oburzeni. Jesteśmy wściekli. Nie zaakceptujemy skażenia świętości. Nie będziemy tolerować erozji świętości. Nie będziemy milczeć, gdy Kościół – Kościół Świętych i Męczenników, Apostołów i Proroków, samego Chrystusa – cierpi z rąk ludzi, którzy zapomnieli, do czego zostali powołani.

Jesteśmy zmęczeni – ale nasze znużenie jest ogniem czujności, żarem oporu. I niech będzie wiadome: ten ogień nie zgaśnie, ten głos nie ucichnie, dopóki Chrystus nie powróci na należny Mu tron ​​w Kościele, dopóki Jego przykazania nie będą przestrzegane, dopóki Jego owce nie zostaną pobłogosławione, a prawda i świętość nie zapanują ponownie w domu Bożym. Do tego czasu będziemy nieustępliwym cierniem w waszym boku.

Mieliście nas strzec. Mieliście stać twardo u bram Kościoła Chrystusowego, niezłomni, czujni, odważni. A zamiast tego? Zawiedliście. Odwróciliście się od owiec, zamieniliście laskę pasterza na wygodę konformizmu, poklask świata, płytkie uwielbienie chwili. Jesteście nieświadomi samej Wiary, którą Chrystus powierzył Apostołom, duchowo leniwi, ślepi na niebezpieczeństwa, które przysięgaliście odpierać, a w niektórych przypadkach wręcz wrogo nastawieni do Wiary, której przysięgaliście bronić.

Wasza zdrada nie jest abstrakcyjna. Jest namacalna. Jest przeżywana, odczuwana, doświadczana przez wiernych, którzy tydzień po tygodniu siedzą w waszych kościołach, szukając pożywienia, przewodnictwa i ochrony – i znajdują pustkę, zamęt i kompromis pod płaszczykiem miłosierdzia. Pozwoliliście, by to, co święte, zostało zbezczeszczone, to, co święte, zbanalizowane, a to, co wieczne, pogrzebane pod przemijającymi modami i kaprysami świata. Staliście się obcy Ewangelii, której ślubowaliście służyć.

Jeśli podoba Ci się moja twórczość, wesprzyj nas swoją darowizną!

A jeśli pozostaje choć iskierka wiary, choćby nikła nadzieja, że ​​jesteście synami Maryi, Matki Bożej, musicie wiedzieć to: Ona płacze. Płacze nad waszym niepowodzeniem, nad waszą obojętnością, nad waszą zdradą. Płacze, ponieważ ręce, którym powierzono pasterzowanie Kościoła Jej Syna, okazały się niewystarczające. A sam Chrystus – Król, Sędzia, Wieczny Pasterz – nie spojrzy łaskawie na wasze traktowanie Jego Matki. Nie spojrzy łaskawie na księży, którzy depczą Jej serce apostazją i herezją, którzy przemilczają prawdę, którzy opuszczają Jego owczarnię. Czyż nie uważacie tego za zwykły przesąd? Że jesteśmy jedynie skromnymi, duchowymi wieśniakami, których należy oświecić waszą nową, przeklętą, synodalną religią, która ma Człowieka za Boga?

Wybaczcie mi mój ostry ton – jeśli rzeczywiście nadal postrzegacie go jako surowość, a nie prawdę. Nie mówię, by ranić, lecz by przebudzić. Moje słowa mają przebić tłuszcz, który narósł wokół waszych serc, przeciąć duchowe odciski, które teraz tłumią głos sumienia. Czy nie widzicie? Czy nie rozumiecie godziny, w której żyjemy? Hierarchia, niemal hurtowo, opuściła wiernych. Kościół, jaki pozostawił nam Chrystus, rozpada się na naszych oczach. Wiara milionów została skażona, rozwodniona i zniszczona. Dusze – cenne, nieśmiertelne dusze – chwieją się ku piekłu, a jednak tak wielu z was stoi w milczeniu, biernie, sparaliżowanych strachem, wygodą lub posłuszeństwem wobec ludzi, którzy zdradzili swój urząd.

Ale wy – wy, którzy wciąż nosicie znamię święceń kapłańskich – nie jesteście bezradni. Nie jesteście jedynie widzami. To wy możecie zawrócić ten statek. To wy możecie powstrzymać falę. Potrzebujemy waszego powrotu do wiary katolickiej – nie do cienia, nie do posoborowej podróbki, ale do prawdziwej wiary Ojców, wiary Apostołów, wiary, która zbudowała chrześcijaństwo i ukoronowała męczenników i świętych. Potrzebujemy waszego odrzucenia pustych nowinek i zatrutych „odnow”, które opróżniły zarówno nasze kościoły, jak i dusze.

Potrzebujemy, abyście na nowo nauczali starych katechizmów, abyście przekazywali nieskażone prawdy wiary bez kompromisów, bez okaleczeń. Potrzebujemy, abyście prowadzili różańce z waszym ludem – nie delegowali ich wiernym staruszkom, które podtrzymywały płomień, podczas gdy wy się wahaliście – ale abyście zajęli należne wam miejsce jako duchowi ojcowie i generałowie modlitwy. Potrzebujemy, abyście byli przykładem umartwienia i pokuty, a nie kierownikami programów. Potrzebujemy, abyście pościli, poświęcali się, abyście pokazali nam, jak na nowo żyć jako katolicy – ​​nie słowami, lecz czynami.

Przede wszystkim potrzebujemy, abyście na nowo odkryli Mszę Świętą – nie sfabrykowaną liturgię komitetów, ale Mszę Starożytną, Mszę naszych przodków, Mszę Świętych i Męczenników. Nauczcie się jej. Pokochajcie ją. Ofiarujcie ją. Odwróćcie się plecami do ludzi i zwróćcie się ku Bogu, tak jak czynili to nasi ojcowie. Prowadźcie nas ponownie w kulcie, który ukształtował cywilizacje, zainspirował misjonarzy i uświęcił zarówno pokornych, jak i wielkich.

Czas posłuszeństwa heretyckim biskupom, którzy odeszli od wiary, minął. Jeśli brakuje ci odwagi, by działać otwarcie, działaj w ukryciu. Odprawiaj mszę tradycyjną w garażach i piwnicach, jeśli musisz. Nauczaj katechizmu wszystkich epok za zamkniętymi drzwiami, jeśli jest to konieczne. Stań się wreszcie świętymi i męczennikami, do których zostałeś wyświęcony. Pamiętaj o swoich ślubach kapłańskich. Pamiętaj, dlaczego założyłeś obrożę. Pamiętaj o Bogu, przed którym będziesz sądził, Bogu, którego owce przysiągłeś karmić.

A Bóg, który sądzi wszystkich, będzie żądał rozliczenia się z każdej zgubionej duszy, z każdego nieskazanego skandalu, z każdej chwili słabości w obliczu świętego obowiązku, jaki został wam powierzony.

Drodzy Księża, niestety, obecnie znajdujecie się po złej stronie historii zbawienia, ale nie jest jeszcze za późno.

Wyjdź z duchowego nierządu, któremu teraz przewodzisz i prowadź nas na nowo w byciu katolikami.

Bycie prawdziwym katolikiem.

Błagamy Cię. Potrzebujemy Twojego powrotu do Twojej pierwszej Miłości.

Zanim będzie za późno.

 

Z poważaniem,

Devotissime in Iesu et Maria,

Wierni.

Jeśli podoba Ci się moja twórczość, wesprzyj nas swoją darowizną!

Chrystus zwycięski!

Niech żyje Chrystus!

Chrystus imperat!

Przeczytaj także:

Dilexi te: Papież przypadkowo demaskuje Kościół posoborowy jednym pytaniem w pierwszej adhortacji apostolskiej

Odpowiedź na najnowszy atak na tradycyjny katolicyzm z miejsca, w którym znajduje się Piotr

Więcej owoców z kościoła w pełni pogańskim stylu

Niestety, tradycyjny katolicyzm nic nie znaczy...

Papież broni nagrody dla senatora opowiadającego się za aborcją (i promuje obojętność religijną w modlitwie)

Najnowsze komentarze papieża ujawniają, że świeckość maskuje się pod katolicką mądrością

 

An Open Letter to Novus Ordo Priests

We need you to return to the Catholic Faith—not the shadow, not the post-conciliar counterfeit, but the true Faith of the Fathers, the Faith of the Apostles, the Faith that built Christendom.

 
 

Amid a violent uprising in Venezuela, Navy chaplain Luis Padilla administers last rites to a soldier struck by sniper fire. Braving the chaos and bullets tearing through the streets, the priest stands firm as the wounded man clings to his cassock for support. Photographer Héctor Rondón Lovera, lying flat to avoid gunfire, later recalled being uncertain how he managed to capture this haunting moment. These are the type of priests we need…

Dear Sons of the Second Vatican Council and its consequent false religion,

As difficult as it is to discern the charity in my tone, do know that this letter is soaked in Christian charity.

Charity for Christ. Charity for His Church. Charity for the Apostles and their true successors. Charity for the faithful who cling to truth, for the youth you have led astray, for the lost world you no longer call to repentance, for my own soul—and even, painfully, for you.

What follows are not minor quarrels or petty debates. We are in the theater of a cosmic war, where heaven confronts hell and the very gates of eternity tremble. And you—whether by ignorance or malice—march under the banner of Christ’s enemies. Therefore do not expect soft words. Do not expect the hollow comforts of the false “love” of your religion that you so love to peddle.

Forgive me if my voice is untempered, but this is not a contest of congeniality; it is a clash of eternal consequence. Souls hang in the balance. Eternity itself is at stake. There is no room here for polite smiles or empty reassurances. We are way beyond that.

Thanks for reading! Subscribe for free to receive new posts and support my work.

I write with grief. I write with fury. I write with a righteous anger born of witnessing the destruction you have wrought, or at the least ignorantly perpetuated. And I am not alone. Across the world, countless faithful Catholics burn with the same pain, the same outrage. We see what you have done. We hear the cries of those lost in your wake.

We are sad. We are tired. We are furious. Furious over, and with, and because of countless betrayals in the post-conciliar religion that parades as Catholicism—but most of all, we are furious with you.

We are sad because we dared to hope. We dared to look up to you. We expected shepherds. We expected generals. We expected leaders who would guide us through the storm, who would guard the flock, who would teach, protect, and exemplify the heroic integrity of our Faith. We expected courage. We expected spines. We expected warriors for Christ, not timid men bowing to the fads of this world.

And yet… what do we find? In most cases, nothing. Not guidance. Not courage. Not moral clarity. Not leadership of any kind. Instead, we find compromise, silence, and a timid conformity to the very forces of sin and immorality that assault the Church.

I must pause here to be precise. Not all of you bear equal guilt. Some are sincerely “good,” even devout. Some are “conservative” in name or instinct. Some bear the title of priest, reverend, or bishop with honor in other ways. And yet—listen carefully—these distinctions do not excuse you any longer. No. In the context of what has been unleashed upon the Church, even those who mean well are complicit. In fact, in some ways, their gentler pretensions make the betrayal more grievous.

It is black and white. It is wrong or right. It is heaven or hell. It is Christ or the serpent. It is the Catholicism of our Fathers or the false religion of the modernists. You need to choose. There is no third option. It is the one or the other. Stop your relativistic cowardice!

Your crimes? Oh, they are vast. You participate in an anti-Catholic religion disguised as Catholicism. You teach it to the children of God in Christ’s Church, corrupting the very souls entrusted to your care. You refuse to call out the architects of this wickedness—the men who have imposed, and keep on imposing, this abomination upon the Church. You say the Mass as if you do not believe in the Real Presence of Christ. Do you still believe in it? You do not preach sin and its terrible consequence. You justify immorality and are silent about the moral law for which we hunger, and play fast and loose with Divine Law. And in your silence, in your unwillingness to confront evil, you become accomplices in the eternal ruin of countless souls. Souls condemned to hell—a reality that, tragically, too many of you no longer even acknowledge, or worse, deny.

We are tired. Exhausted. Spiritually battered by the relentless abuses of those who should be our shepherds, our guides, our defenders of the Faith. We are tired of priests who refuse the faithful their most basic rights as Catholics—priests who deny Communion on the tongue, who forbid kneeling, who strip the liturgy of its reverence and its sacred power, leaving the laity bewildered and wounded. We are tired of the slow, insidious erosion of tradition, of the deliberate dismantling of what has sustained the Church for two thousand years, one small compromise at a time. Tired of your denial of dogma, whether explicitly or implicitly.

We are tired of the homilies—oh, the homilies! Week after week, we sit in the pews, hoping for instruction in truth, for the nourishment of souls, for guidance in the ways of Christ. And what do we hear instead? Woke banalities masquerading as spiritual counsel. Eco-pagan propaganda. Pseudo-psychological chatter. Leftist Marxist ideology dressed in Catholic language. You preach this to the already battered, confused laity as if these worldly fads were divine revelation and could save us. You heap confusion on confusion, leaving the faithful to stumble blindly, asking: Is this truly the Church? Or a parody of it?

We are tired of your silence. Silence in the face of atrocities within the Church. Silence when scandal spreads like a pestilence, infecting the innocent and emboldening the guilty. Silence when sin parades openly, uncorrected, unrepented, unchallenged. Where is your courage? Where is your spine? Where is your fidelity to Christ? To speak truth in the face of evil is the duty of every priest, every bishop, every pastor. Yet you cower behind euphemisms and bureaucratic niceties, as if your timidity were a virtue.

We are tired of your allergy to penance, to mortification, to the Gospel’s call to holy poverty. You have turned the sacred into the comfortable, the rigorous into the easy, the holy into the banal. You speak of God as if He were a friend to appease, a cosmic therapist to make us feel good, rather than the Lord of heaven and earth, the King of glory, the Judge of all souls. You preach comfort when these dark times call for endurance. You preach compromise when we long for unadulterated demanding truth. You offer soft indulgences while souls starve.

We are tired of a religion stripped of its power, its authority, its terror, and its grace. We are tired of clerics who have forgotten that their office is not a platform for social commentary, for personal ambition, for fleeting applause from the world. We are tired of priests who have become functionaries, managers, entertainers, and counselors—but not shepherds. You have traded the Cross for convenience, the Altar for applause, the eternal for the temporal. And in this desert you have created, the faithful wander, lost, wounded, and bewildered, desperately seeking the true presence of Christ that your reforms have obscured.

Yes, we are tired—but we are also indignant. We are furious. We will not accept the corruption of the sacred. We will not endure the erosion of the holy. We will not remain silent as the Church—the Church of Saints and Martyrs, of Apostles and Prophets, of Christ Himself—suffers at the hands of men who have forgotten who they are called to be.

We are tired—but our weariness is the fire of vigilance, the coals of resistance. And let it be known: this fire will not be extinguished, this voice will not be silenced, until Christ is restored to His rightful throne in His Church, until His commandments are honored, until His sheep are shepherded, and until truth and holiness reign once more in the house of God. Until such a time we will be a relentless thorn in your side.

You were supposed to guard us. You were supposed to stand firm at the gates of Christ’s Church, unwavering, vigilant, courageous. And instead? You have failed. You have turned your backs on the sheep, traded the staff of the shepherd for the comfort of conformity, the applause of the world, the shallow adulation of the moment. You are ignorant of the very Faith Christ entrusted to the Apostles, spiritually slothful, blind to the dangers you were sworn to repel, and in some cases, actively hostile to the Faith you pledged to defend.

Your betrayal is not abstract. It is tangible. It is lived, felt, experienced by the faithful who sit in your churches week after week, seeking nourishment, guidance, and protection—and finding emptiness, confusion, and compromise masquerading as mercy. You have allowed the sacred to be profaned, the holy to be trivialized, the eternal to be buried beneath the transient fads and whims of the world. You have become strangers to the very Gospel you vowed to serve.

Donate Here if You Enjoy My Work!

And if there remains even a spark of faith, even a faint hope that you are sons of Mary, the Mother of God, you must know this: she weeps. She weeps over your failure, over your indifference, over your treachery. She weeps because the hands to whom were entrusted to shepherd her Son’s Church have been found wanting. And Christ Himself—the King, the Judge, the eternal Shepherd—will not look kindly upon your treatment of His Mother. He will not look kindly upon the priests who trample her heart with their apostasy and heresy, who silence the truth, who abandon His flock. Or do you think this is mere superstition? That we are but lowly spiritual peasants who should be enlightened with your new damnable synodal religion which has Man as its God?

Forgive me my harsh tone—if indeed you still sees it as harshness rather than truth. I do not speak to wound, but to awaken. My words are meant to pierce the fat that has grown around your hearts, to cut through the spiritual calluses that now muffle the voice of conscience. Do you not see? Do you not understand the hour in which we live? The hierarchy has, almost wholesale, deserted the faithful. The Church, as Christ left it to us, is being dismantled before our eyes. The Faith of millions has been corrupted, diluted, and destroyed. Souls—precious, immortal souls—are staggering toward hell, and yet so many of you stand silent, passive, paralyzed by fear or comfort or obedience to men who have betrayed their office.

But you—you who still bear the mark of Holy Orders—you are not helpless. You are not mere spectators. You are the ones who can turn this ship around. You are the ones who can stem the tide. We need you to return to the Catholic Faith—not the shadow, not the post-conciliar counterfeit, but the true Faith of the Fathers, the Faith of the Apostles, the Faith that built Christendom and crowned martyrs and saints. We need you to reject the hollow novelties and the poisonous “renewals” that have emptied our churches and souls alike.

We need you to teach the old Catechisms again, to hand down the undiluted truths of the Faith without compromise, without mutilation. We need you to lead Rosaries with your people—not delegate them to the faithful old women who have kept the flame alive while you hesitated—but to take your rightful place as spiritual fathers and generals of prayer. We need you to be examples of mortification and penance, not managers of programs. We need you to fast, to sacrifice, to show us how to live as Catholics again—not in words but in deeds.

Most of all, we need you to rediscover the Holy Mass—not the fabricated liturgy of committees, but the Ancient Mass, the Mass of our ancestors, the Mass of the Saints and Martyrs. Learn it. Love it. Offer it. Turn your back to the people and face God as our fathers did. Lead us once again in the worship that formed civilizations, inspired missionaries, and sanctified the humble and the great alike.

The time for obeying heretical bishops who have apostatized is over. If you lack the courage to act openly, then act in secret. Offer the Traditional Mass in garages and basements if you must. Teach the Catechism of all ages behind closed doors if that is what it takes. Become, at last, the saints and martyrs you were ordained to be. Remember your priestly vows. Remember why you put on the collar. Remember the God before whom you will stand in judgment, the God whose sheep you swore to feed.

And the God who judges all will demand accountability for every soul lost, for every scandal unrebuked, for every moment of weakness in the face of the holy duty entrusted to you.

Dear Priests, sadly you currently find yourselves on the wrong side of salvation history, but it is not too late.

Come out from the spiritual whoredom over which you now preside and lead us once again in being Catholic.

In being really Catholic.

We implore you. We need you to return to your first Love.

Before it is too late.

 

Yours sincerely,

Devotissime in Iesu et Maria,

The Faithful.

Donate Here if You Enjoy My Work!

Christus vincit!

Christus regnat!

Christus imperat!

Also Read:

Dilexi te: Pope Accidentally Exposes Post-Conciliar Church with One Question in First Apostolic Exhortation

Responding to the Latest Attack on Traditional Catholicism from Where Peter is

More Fruit from a Church in Full Pagan Mode

Sadly, Traditional Catholicism Means Nothing...

Pope Defends Award to Pro-Abortion Senator (and Promotes Religious Indifferentism in Prayer)

Pope’s Latest Comments Reveal Secularism Masquerading as Catholic Wisdom

 

https://radicalfidelity.substack.com/p/an-open-letter-to-novus-ordo-priests

 

  1.   3 Comment
  2.   703 Views
  Annimars — An Open Letter to the Catholic Bishops, Priests, Religious and Faithful https://papastronsay.blogspot.com/2025/10/an-open-letter-to-catholic-bishops.html?m=1......
  Annimars — Tutaj jeszcze oświadczenie Abp Vigano: "Mons. Carlo Maria Viganò ``Tolle Missam, tolle Ecclesiam`` Statement by Archbishop Carlo Maria Viganò regarding the religious community of the Sons of the Most Holy Redeemer `{`1`}`" https://exsurgedomine.it/251017-christchurch-eng/......
  Annimars — BREAKING: Traditionalist Redemptorists issue open letter to ‘repudiate the Synodal Church’ https://www.lifesitenews.com/news/breaking-traditionalist-redemptorists-issue-open-letter-to-repudiate-the-synodal-church/?utm_source=editions_menu&utm_campaign=pl&changed=425107975......