Norweżka nazywa się Andersen, a nie Anderson, jak to widnienie na sławnej petycji 3000 podpisów przeciwko „antysemityzmowi”. Może to wskazywać, że ta petycja jest napisana i podpisana w Mossad'zie w Palestynie.
Sama jednak insynuacja zebrania tych rzekomych 3000 podpisów jest nadzwyczaj haniebna, żydzi liczą na to, że Polacy będą ich bezustannie podcierać – jest to bezdyskusyjne prawo żyda w stosunku do Polaka.
Jak wynika z treści art, Norwegia nie przeżywa tego „antysemityzmu” jako końca świata, patrzy raczej obiektywnie na problem tego ludobójstwa w Palestynie, który przetacza się przed nami, a który dla polskich błaznów politycznych jednak jest już sprawą życia i śmierci: Bronić żydów przez zbrodnią antysemityzmu!
Art. nie wspomina o tym, że rektor WUM złamał prawo:
- raz, że wpuścił tego ambasadora żydaera na teren uczelni.
- dwa, że podejmuje temat życia prywatnego studentki, a do czego nie miał żadnego prawa.
Red. Gazeta Warszawska
+
Norske Marie wzięła udział w propalestyńskiej demonstracji w Polsce, niosąc plakat, który wielu uważa za antysemicki – i na reakcje nie trzeba było długo czekać. Teraz przeprasza i twierdzi, że to nieporozumienie.
Dlatego jest wojna
Podczas demonstracji Norweżka Marie Andersen trzyma w koszu na śmieci plakat z wizerunkiem izraelskiej flagi wraz z napisem „Utrzymuj świat w czystości” lub po norwesku: Hold verden ren.