Zawsze Wierni: Najistotniejszy jest problem wiary - wywiad z JE arcybiskupem Marcelem Lefebvrem

Najistotniejszy jest problem wiary

Wywiad z JE arcybiskupem Marcelem Lefebvrem z 9 grudnia 1990 r. z okazji dwudziestolecia powstania Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X.

Fragment książki Aby Kościół trwał. Abp Lefebvre w obronie Kościoła i papiestwa. Dokumenty z lat 1971- 1990, Wydawnictwo Te Deum, 2011

 Od chwili konsekracji biskupich w 1988 r. Rzym nie utrzymuje kon­taktów z Bractwem, jednakże, jak Wasza Ekscelencja sam powiedział, kard. Oddi zatelefonował do Niego i powiedział: „Sprawy muszą po­wrócić do normalnego stanu. Wystarczy przesłać papieżowi kilka słów przeprosin i będzie On gotów Cię przyjąć”. Zatem dlaczego nie spróbować tego ostatniego kroku i dlaczego Waszej Ekscelencji wy­daje się to niemożliwe?

 Przy obecnie panującym w Rzymie klimacie, który do tego stale się pogarsza, jest to absolutnie niemożliwe. Nie można czy­nić sobie złudzeń. Zasady, jakie dziś obowiązują w soborowym Kościele, coraz mocniej i coraz bardziej otwarcie sprzeciwiają się katolickiemu nauczaniu.

Kardynał Casaroli1 oświadczył niedawno przed Komisją Praw Człowieka ONZ: „Nieco dłużej chciałbym się zatrzymać przy pewnym specyficznym aspekcie fundamentalnej wolności my­śli i działania według nakazów własnego sumienia, mianowicie

l    Kardynał Agostino Casaroli był w latach 1979-1990 watykańskim sekretarzem

stanu i architektem nowej polityki Watykanu wobec państw bloku komuni­stycznego.

wolności religijnej... Kościół katolicki i jego Najwyższy Pasterz, który problematykę praw człowieka uczynił jednym z najbardziej ważkich tematów swego nauczania, nie darmo wskazywali na to, iż w świecie uczynionym przez ludzi i dla ludzi każda organizacja społeczeństwa ma rację bytu jedynie o tyle, o ile w centrum swe­go zainteresowania stawia ona człowieka i ludzki wymiar rzeczy”. I to można usłyszeć z ust kardynała! O Bogu nie mówi on nic!

 Kardynał Ratzinger ze swej strony, przy okazji prezentacji obszernej dokumentacji o stosunkach pomiędzy Urzędem Na­uczycielskim a teologami, twierdzi - jak to sam mówi „po raz pierwszy z całą jasnością” - że „orzeczenia Urzędu Nauczyciel­skiego nie powinny być ostatnim słowem o materii jako takiej”, lecz tylko „rodzajem prowizorycznego rozwiązania... Jądro pro­blemu pozostaje trwale, lecz pewne aspekty, które zmieniają się wraz z upływem czasu, mogą potrzebować późniejszych rozstrzy­gnięć. W tym względzie można wskazać na dokumenty papieskie ostatniego stulecia. Rozstrzygnięcia antymodernistyczne oddały wielkie usługi [...] lecz dziś są przestarzałe”. I spójrzmy tylko tu­taj, na założenia modernizmu - te przemyślenia są absolutnie pozbawione sensu.

 Ostatecznie papież jest bardziej ekumeniczny niż kiedykol­wiek. Wszelkie fałszywe idee soboru rozwijają się nadal i są ar­tykułowane coraz bardziej jasno i otwarcie. Są skrywane w coraz mniejszym stopniu. Jest zatem niewyobrażalne zaakceptowanie współpracy z takiego rodzaju hierarchią.

 Czy Wasza Ekscelencja sądzi, że sytuacja pogorszyła się od czasu, kie­dy - przed konsekracjami biskupimi - rozpoczął On rozmowy, które do­prowadziły do podpisania protokołu z 5 maja 1988 r?

 O, tak! Na przykład sprawa wyznania wiary, jakie od począt­ków 1989 r. jest forsowane przez kard. Ratzingera. To sprawa niezwykle istotna. Wymaga ona bowiem od wszystkich, którzy przyłączają się [do Kościoła posoborowego] lub też uczynią to w przyszłości, złożenia przysięgi wierności dokumentom soboru i posoborowym reformom. Dla nas jest to niemożliwe.

 Trzeba jeszcze poczekać, nim pojawią się widoki na porozu­mienie. Ja ze swej strony wierzę, że pomoże tu tylko Boża interwencja, gdyż mówiąc po ludzku nie widać dla Rzymu możliwości wyjścia z tej sytuacji.

 15 lat trudziliśmy się, by przywrócić do łask Tradycję, by za­pewnić w Kościele należne jej miejsce. Byliśmy ustawicznie od­rzucani. To, co Rzym pragnie dziś zagwarantować wobec Tradycji jest tylko czysto politycznym, dyplomatycznym gestem, mającym za cel włączenie nas, bez jednakże uznania płynących z Tradycji błogosławieństw.

 Gdy widzi się to, co udało się osiągnąć dom Gerardowi i Bractwu Św. Piotra - liturgię i katechizm, bez, jak sami mówią, czynienia jakichkol­wiek koncesji - niektórzy z tych, którym niewygodnie dziś pozostawać w konflikcie z Rzymem, mogą z czasem z braku odwagi spróbować przy­łączyć się do nich. Jak bowiem twierdzą, osiągnięto porozumienie z Rzy­mem bez rezygnowania z czegokolwiek.

 Jeśli mówią, że z niczego nie musieli zrezygnować, to jest to nieprawdą. Stracili bowiem możliwość występowania przeciw Rzymowi. Nic więcej nie mogą już powiedzieć. Muszą milczeć z racji poczynionych im ustępstw. Nie mogą już piętnować błę­dów Kościoła soborowego. Stopniowo, stopniowo zaczną się z nimi zgadzać, choćby tylko przez przysięgę, jakiej wymaga kard. Ratzinger. Sądzę, że dom Gerard stoi za ukazaniem się wydanej przez jednego z jego mnichów książeczki, mającej być próbą usprawiedliwienia poczynań tej wspólnoty.

 Co do wyznawanych idei, powoli dryfują oni w stronę całko­witego uznania wszystkich ustaleń soborowych. Sądzę też, że w taki właśnie sposób skończą. I wszystko to tylko dlatego, że Rzym poczynił dla nich pewne ustępstwa na rzecz Tradycji. To bardzo niebezpieczna sytuacja.

 Podczas audiencji, jakiej papież udzielił dom Gerardowi i de­legacji mnichów z Le Barroux, Ojciec Święty życzył sobie widzieć, że zmiana w ich postawie postępuje coraz dalej. Nawet się z tym nie ukrywał. Jest niezbędne, by jeszcze bardziej podporządkowali się arcybiskupowi (z Avignon) i uważali, by nie zachowywać się w sposób mogący wywrzeć wrażenie, że nie cenią oni wystarcza­jąco reform soborowych. Jest to cena za zagwarantowanie im pewnych wyjątków od liturgii soborowej. Jest również konieczne, by dołożyli starań, aby sprowadzić na obraną przez siebie drogę wszystkich tych, którzy jeszcze trwają w nieposłuszeństwie wzglę­dem Stolicy Apostolskiej.

 Wszystko to są wyraźne żądania pod ich adresem i tu zapewne leży przyczyna poczynienia podobnych ustępstw.

 Z tej przyczyny dom Gerard wystosował listy do m. Anne-Ma- rie Simoulin, do o. Innocenta-Marie, do kapucynów z Morgon i innych osób, próbując mnie wręcz usunąć. Po powrocie z Rzy­mu rozpoczął ofensywę, mającą za cel przekonanie wszystkich, którzy nie poszli w jego ślady, by podążyli za nim i powrócili do jedności z Rzymem.

 Wszystkie ustępstwa wobec nich poczyniono tylko dlatego, by oderwać od Bractwa jego członków i sympatyków, po czym podporządkować ich rzymskiej kurii.

Dom Gerard przejmuje więc rolę, do której został wyznaczony prałat Perl.

 Miałem okazję widzieć przynajmniej trzy listy, jakie wystoso­wał prałat Perl w odpowiedzi piszącym doń osobom. Miały one zawsze tak samą treść: należy bezwzględnie przedsięwziąć coś względem tych, którzy nie rozumieją konieczności powrotu do papieża i soboru. Wielka szkoda, pisze on, że należy stwierdzić, iż podobne powroty już nie mają miejsca.

 W odniesieniu do dom Gerarda i innych użył Wasza Ekscelencja na­stępujących słów: „Oni nas zdradzili. Wyciągają teraz rękę ku tym, któ­rzy niszczą Kościół, ku liberałom, ku modernistom”. Czy nie jest to zbyt mocno powiedziane?

 Nie. Od 15 lat byli z nami. To nie j a ich wyszukałem. Sami przy­szli do mnie, prosząc o wsparcie i pomoc przy święceniach. Za każdym razem, gdy otwieraliśmy nowy przeorat, prosili naszych księży o przyjaźń i pomoc, także tę finansową. Wszyscy oni korzy­stali z naszego wsparcia tak, jak tylko mogli. Dla nich czyniono to jednak chętnie, rzec można, że byliśmy tu nawet bardzo hoj­ni. Byłem szczęśliwy, mogąc podjąć tamte święcenia, otwierając dla nich nasze domy, sprawiając, by mogli korzystać z hojności naszych dobroczyńców... a potem, znienacka, odbieram telefon: „Nie jesteś nam już potrzebny, sprawa skończona. Przechodzimy pod opiekę arcybiskupa Avignonu. Jesteśmy teraz pojednani z Rzymem. Podpisaliśmy stosowny protokół”.

 Nasze problemy z Rzymem nie pojawiły się wszak ku naszej uciesze. Nie odczuwaliśmy radości z faktu, że musimy ze sobą walczyć. Uczyniliśmy to w imię wierności zasadom, w imię za­chowania wiary katolickiej. Oni zaś byli wtedy z nami, zgadzali się z nami, współpracowali. A potem, nagle, wycofują się z tego boju o prawdę i łączą się z grabarzami Kościoła, pod pozorem, że ci przyznają im jakieś przywileje. To niesamowite.

 Praktycznie zrezygnowali oni z walki o wiarę. Nie mogą już wystąpić przeciw Rzymowi.

 To samo uczynił również o. de Blignieres. Swą postawę zmienił on diametralnie. On, autor książki potępiającej wolność religijną, wypisuje teraz rozmaite rzeczy w obronie tej wolności. Nie moż­na czegoś podobnego traktować poważnie. Nie można liczyć na ludzi takich jak oni, ludzi, którzy z dziedziny nauczania Kościoła nie pojęli niczego.

 Ja w każdym razie jestem zdania, że są oni w ciężkim błędzie. Postępując jak dotychczas, z rozmysłem i niewiarygodną bezczel­nością, grzeszą ciężko.

 Słyszałem, że wielu mnichów ma zamiar opuścić Le Barroux, ponieważ, jak mówią, nie mogą żyć w atmosferze kłamstwa. Za­daję sobie pytanie, jak mogli w niej dotychczas wytrzymać!

 To samo ci, którzy znajdują się przy dom Augustinie. Byli oni jeszcze bardziej tradycjonalistyczni aniżeli my, a teraz znajdu­ją się na dokładnie przeciwnym biegunie. Dla wszystkich tych młodych mężczyzn, którzy tworzą to zgromadzenie, straszną jest sama myśl o podobnych piruetach. Wstąpili oni do klasztoru, by prawdziwie żyć w Tradycji. Była to bowiem najpewniejsza, naj­mocniejsza Tradycja, bardziej jeszcze aniżeli w naszym Bractwie. Sądzili oni, że z tej strony są już na zawsze zabezpieczeni. Potem następuje nagle obrót o 180 stopni... a oni wciąż tam pozostają. Niezrozumiałe!

Ojcu de Blignieres, opatowi [Georgesowi] de Nantes oraz dom Gerar­dowi Wasza Ekscelencja praktycznie zarzucił kłamstwo, zapewniając, że nie podpisał obydwu dokumentów soborowych, Dignitatis humance o wolności religijnej oraz Gaudium etspes. Czasopismo „Sedes sapien- tiae” (na stronie 766) publikuje dokument ze zbiorów watykańskich ar­chiwów, noszący odręczny podpis Waszej Ekscelencji. Co jest tu wła­ściwe i cóż to za dokument?

 Pomysł, by podpisy te zinterpretować jako aprobatę, powstał w przeciążonym umyśle ojca de Blignieres.

 Aprobata lub zanegowanie dotyczyły, rzecz jasna, każdego dokumentu z osobna. Glosowanie było tajne; przeprowadzano je na oddzielnych kartkach, za pomocą specjalnego pisaka, umoż­liwiającego elektroniczne liczenie głosów. Kartki z rąk każdego głosującego były odbierane przez sekretarzy.

 Duże arkusze, jakie krążyły wśród ojców soborowych, przecho­dząc z rąk do rąk, a na których każdy umieszczał swoje nazwisko, nie były w jakikolwiek sposób związane z samyih aktem głosowa­nia. Były to po prostu listy obecności na posiedzeniu, na którym poddawano pod głosowanie jeden z owych czterech dokumentów.

 Trzeba by rzeczywiście tych ojców soborowych, którzy gło­sowali przeciw owym tekstom, uważać za kurki na wietrze, jeśli sądzi się, że mogliby oni przyklasnąć czemuś, co jeszcze pół go­dziny wcześniej odrzucali.

 Widać teraz, czego można oczekiwać po fantazji tych ludzi, którzy sami przypominają chorągiewki, którzy wielbią dziś to, co wcześniej wyklinali - jak ojciec de Blignieres, dom Gerard czy też chorągiewka par excellence, opat de Nantes.

Niektórzy wierni odczuwają pokusę utrzymywania dobrych stosunków z tymi powtórnie złączonymi, co oznacza branie udziału w ich Mszach czy ceremoniach; czy nie uważa Wasza Ekscelencja, że stanowi to pew­ne niebezpieczeństwo?

 Zawsze ostrzegałem wiernych przed podobnymi przypad­kami, na przykład przed sedewakantystami. Wierni powiadają nieraz: „Ta Msza jest dobra, idźmy jej wysłuchać”. Tak, Msza rze­czywiście jest dobra. Ale prócz niej jest również kazanie, pewna atmosfera, są rozmowy, kontakty przed i po Mszy, prowadzące do stopniowej zmiany swych dotychczasowych zapatrywań. Jest to zatem jakimś niebezpieczeństwem i dlatego też, abstrahując od szczegółów, sądzę, że stanowi to wszystko jakąś całość. Nie wysłuchuje się jedynie Mszy, lecz również wchodzi w pewne du­chowe środowisko.

 Są naturalnie ludzie, którzy, przyciągnięci pięknem ceremo­nii, udają się również do Fontgombault, gdzie znów odprawia się starą Mszę. Przybywszy tam, znajdują się oni w klimacie pewnej dwuznaczności, jaka moim zdaniem jest niebezpieczna. Dłużej w nim przebywając, podporządkowują się Watykanowi, później też soborowi, by wreszcie stać się ekumenistami.

Papież jest niezwykle popularny, mobilizuje masy, chce zgromadzić wszystkich chrześcijan wokół ekumenizmu, który nazwał kiedyś ka­mieniem węgielnym swego pontyfikatu. Na pierwszy rzut oka wyglą­da to na prawdziwie szlachetny zamysł, mianowicie rzeczywistą chęć zjednoczenia wszystkich chrześcijan.

 Papież pragnie osiągnąć jedność bez względu na wiarę. „Jed­ność” oznacza tu pewną wspólnotę. Ale jaka ma to być wspólno­ta? Z kim? W jakim celu? W czym? To żadna jedność. Ta może bowiem powstać tylko w jedności wiary. Kościół zawsze w ten sposób nauczał. Z tego powodu działali misjonarze, nawracają­cy na wiarę katolicką. Teraz zaś nie trzeba już nawracać. Kościół nie jest już hierarchiczną organizacją, jest wspólnotą. Wszystko zostało wykoślawione. Zniszczono pojęcie Kościoła, pojęcie kato­licyzmu. Stanowi to olbrzymie zagrożenie i jednocześnie pozwala zrozumieć, dlaczego tak wielu katolików traci wiarę.

 Jeśli dodać do tego wszystkie te skandaliczne wynurzenia na temat kapłaństwa, jakie miały miejsce na synodzie, oświadczenia osób takich, jak kardynałowie [Albert] Decourtray czy Danneels, wtedy mimo woli nasuwa się pytanie, jak to w ogóle możliwe, że jeszcze istnieją katolicy.

 Po Asyżu i innych podobnych temu wydarzeniach nie powinno już dziwić, że wielu ludzi przystaje do mormonów czy Świadków Jehowy. Tracą oni wiarę, co w tej sytuacji jest całkiem naturalne.

W trakcie obrad synodu kard. [Aloisio] Lorscheider, oznajmiwszy, iż w Brazylii dwaj żonaci mężczyźni zostali wyświęceni na księży, zażą­dał zbadania możliwości konsekracji mężczyzn żonatych, iecz wiodą­cych jiienaganne życie’’.

Wszystko to jest wymierzone w celibat. Synod, który ma się odbyć w Afryce, będzie prawdopodobnie etapem na drodze do całkowitej likwidacji celibatu księży, o ile dobry Bóg wcześniej nie interweniuje.

Jako przykład podaje się często rozwój katolicyzmu i znaczący wzrost liczby powołań w krajach Afryki, szczególnie w Zairze, gdzie liczba se­minarzystów sięga już kilkuset.

 Lecz należy również przyjrzeć się, w jaki sposób są oni kształce­ni. W tych krajach, krajach Trzeciego Świata, jest ogromnie dużo dzieci, więc bycie księdzem oznacza awans społeczny. Niestety, nie mamy w tym wypadku do czynienia z rozwojem katolicyzmu.

 Nie twierdzę, że wszystko to jest wyłącznie negatywne. Lecz ci seminarzyści są już z ducha dziećmi soboru, dziećmi nowej Mszy z udziałem tam-tamów oraz inkulturacją w liturgii. Jakąż religię będą oni mieli? Nie będzie to już religia katolicka, lecz rodzaj re­ligijnego synkretyzmu z czysto zewnętrznymi ozdobnikami. Jest to groźne, gdyż oznacza zniszczenie pracy pokoleń misjonarzy.

Więcej aniżeli kwestia liturgii, co Wasza Ekscelencja nieraz podkreślał, w opozycji do Rzymu stawia nas dziś kwestia wiary.

 Z całą pewnością kwestia liturgii i sakramentów jest bardzo ważna, lecz przecież nie najważniejsza. Najistotniejszy jest bo­wiem problem wiary. Gdy o nas chodzi, jest on rozstrzygnięty. Naszą wiarą jest wiara wszech czasów, wiara Soboru Trydenckiego i katechizmu św. Piusa X, wiara wszystkich soborów, jakie miały miejsce przed II Soborem Watykańskim.

 Przez długie lata starano się w Rzymie wykazać, że sobór [II Watykański] w całości był zgodny z Tradycją. Teraz jednak maska zostaje zdjęta. Kardynał Ratzinger nigdy dotychczas nie mówił z podobną jasnością. Nie istnieje żadna „Tradycja”. Nie istnieje już depozyt wiary, który musi być przekazywany następcom. Tradycją jest w Kościele to, co w danej chwili powie papież. Wierni i kler muszą się podporządkować temu, co mówi papież i biskupi. Dla nich to właśnie jest Tradycją, tą słynną „żywą Tradycją”, jedynym motywem potępienia nas.

 Nie starają się już nawet dowieść, że to, czego nauczają, jest zgodne z pismami Piusa IX i tekstami promulgowanymi przez Sobór Trydencki. Nie, to wszystko już się skończyło, jest przesta­rzałe, jak twierdzi kard. Ratzinger. To jasne, mogliby powiedzieć to już wcześniej, lecz nie chciało im się z nami polemizować. W tej chwili, gdy nie obowiązuje już prawo, panuje tyrania urzędów. Nie można już odwoływać się do przeszłości.

 W pewnym sensie sytuacja jest dziś jednak bardziej klarowna, przyznają nam oni coraz więcej racji. Mamy do czynienia z ludźmi wyznającymi zupełnie inną niż nasza filozofię, ludźmi z krańco­wo odmiennym spojrzeniem, będącymi pod wpływem wszelkich możliwych nowoczesnych i subiektywistycznych systemów filozo­ficznych. Dla nich nie istnieje pewna, jednoznaczna prawda, nie istnieje dogmat. Wszystko znajduje się w bezustannym rozwoju. To koncepcja najzupełniej masońska, to unicestwienie wiary. My na szczęście dążymy naprzód, wsparci na Tradycji!

Tak, lecz jesteście sami przeciw wszystkim.

W ostatnim numerze czasopisma „Introibo” o. Andre1 napomyka, że po­stawa około 10 biskupów, mimo że odprawiają oni nową Mszę, pozwa­la żywić jakąś nadzieję. W „Trombinoscope episcopal”2 zostali oni za­kwalifikowani jako „biskupi wierni Tradycji”.

 Tak, lecz wszyscy oni są już biskupami soborowymi. Tylko pra­łat de Castro Mayer i ja stawialiśmy opór soborowi i jego refor­mom, choć podczas samych obrad oponentów było aż 250.

 Niedawno po raz kolejny czytałem proroctwo naszej Pani z Quito, gdzie w początkach XVII wieku Najświętsza Dziewica Maryja przedstawiła pewnej zakonnicy, otoczonej już za życia nimbem świętości, upadek obyczajów i straszliwy kryzys, jaki dziś właśnie staje się udziałem Kościoła i jego duchowieństwa. Matka Boża oznajmiła też, że pewien prałat poświęci swe życie dziełu odbudowy kapłaństwa.

 Najświętsza Dziewica Maryja odniosła to proroctwo do XX stulecia. To jest faktem. Dobry Bóg zapowiedział te wydarzenia w Kościele.

Wasza Ekscelencja często zaznacza, że zyskał przekonanie, iż przed­sięwzięte przezeń dzieło cieszy się Bożym błogosławieństwem, gdyż przy wielu już okazjach mogło się ono po prostu rozpaść.

Tak, zgadza się. Zawsze byliśmy wystawieni na ataki, ataki nie­zwykle silne i niezwykle bolesne. Często ludzie współpracujący z nami, będący naszymi przyjaciółmi odwracali się przeciw nam, stając się naszymi zaciekłymi wrogami. To bardzo bolesne, lecz nieuniknione. Po pewnym czasie można zauważyć, że ci, którzy nam źle życzyli, którzy pragnęli nas zniszczyć, znikają, my zaś trwamy. Trzeba pomimo wszystko wierzyć, że obrana przez nas droga wiary i Tradycji, droga, którą wytrwale dążymy, jest wieczna

1    Kwartalnik „Stowarzyszenia Noela Pinot” w Angers (departament Maine-et- -Loire) ojca Michela Andre, ściśle współpracującego z Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X. Błogosławiony męczennik Noel Pinot w 1794 r. w Angers został ubrany w ornat i publicznie poprowadzony na egzekucję.

2    „Trombinoscope episcopal” (‘Biskupie oblicze’) jest prywatnym, mniej zna­nym kwartalnikiem zatytułowanym „Revue Golias chrześcijan z Lyonu i Bruk­seli”, zamieszczającym krytyczne artykuły o francuskich biskupach, ilustro­wane ich zdjęciami.

i nieprzemijająca, gdyż jest nią Kościół, a Bóg nie pozwoli swoje­mu Kościołowi zginąć.

Co Wasza Ekscelencja może powiedzieć tym wiernym, którzy wciąż li­czą na ugodę z Rzymem?

 Nasi prawdziwi wierni, ci, którzy uchwycili istotę problemu i ze swej strony pomogli nam dążyć pewną i prostą drogą Trady­cji i wiary, obawiali się kroków, jakie przedsięwziąłem w Rzymie. Powiedzieli mi, że postępowanie takie jest niebezpieczne, a ja tyl­ko marnuję swój czas. Tak, naturalnie do ostatniej chwili miałem nadzieję, że Rzym okaże choćby odrobinę lojalności. Nie można  mi zarzucić, że nie uczyniłem absolutnie wszystkiego. Dlatego też tym, którzy dziś mówią mi: „Wasza Ekscelencj a powinien porozu­mieć się z Rzymem”, odpowiadam, że uczyniłem po temu nawet więcej, niż powinienem i mogłem uczynić.

Wasza Ekscelencja odpowiada: „Nie obawiajcie się, ponieważ za nami jest Tradycja, wszystkie sobory, jakie poprzedziły ii Sobór Watykański, wszystko to, czego nauczali poprzedni papieże...”

 Tak, naturalnie, bo gdybyśmy wynaleźli coś nowego, to moż­na by żywić obawy, że nasz wynalazek nie przetrwa próby czasu. Lecz my nie robimy nic nowego.

 Nie tak dawno temu spotkałem pewnego biskupa, jednego z moich przyjaciół, z którym współpracowałem podczas soboru i który wtedy zgadzał się ze mną całkowicie. I rzekł on do mnie: „To wielkie nieszczęście, że masz problemy z Rzymem”.

 Odpowiedziałem mu wówczas: „Jakże to Ty, który w trakcie soboru walczyłeś z identycznych pobudek jak moje, możesz dziś okazywać zdumienie? Stale przecież odbywaliśmy spotka­nia z Tobą i z innymi, próbując zachować na soborze drogę Tra­dycji. Teraz wszystko to porzuciłeś. Czy to, co wtedy robiliśmy, było chybione?

Spójrz na efekty soboru. Czy możesz mi wskazać choćby jeden, który byłby pozytywny? Gdzie i w jakiej dziedzinie sobór i jego reformy przyniosły z sobą tę nadzwyczajną odnowę Kościoła?”

 Nie potrafił odpowiedzieć. Bo czegoś takiego nie ma. Wszyst­ko [co jest efektem soboru] jest negatywne.

A ruch charyzmatyczny?

 To również jest niedobre. To sprawka diabła, ponieważ chary­zmatycy proszą nas dziś, byśmy odprawiali nad nimi egzorcyzmy. Należy przyjąć, żę zostali oni opętani przez szatana.

 Przywołują oni ducha. Jakiego ducha? Faktycznie, mogą się wśród nich znajdować i tacy, którzy mają dobrą wolę, starają się modlić, odprawiać czuwania, wierzę w to głęboko, lecz szatan jest złośliwy. Z jednej strony kusi, z drugiej bierze w niewolę.

 Nie zaprzestaliśmy walczyć. „Jeśli odejdę, moi następcy będą dalej walczyć”.

 Lecz dobry Bóg może wszystko. W dziedzinie polityki jeszcze przed rokiem czy dwoma trudno byłoby przewidzieć to, co dziś ma miejsce. Trudno byłoby wyobrazić sobie, że upadnie żelazna kurtyna, że Niemcy powtórnie się zjednoczą. Teraz mówi się, że bliski jest już upadek Związku Sowieckiego.

 Otrzymałem list od pewnego ukraińskiego biskupa, pragną­cego nawiązać z nami kontakt w celu udzielenia mu pomocy w wydaniu katechizmu. Oni sami nie mają żadnego. Piętnaście długich lat spędził on w sowieckich więzieniach, wraz z innymi. Znacząca liczba z nich została już uwolniona.

 Znalazł on swą diecezję w strasznym stanie, gdyż wszystko należy w niej dziś do Cerkwi prawosławnej. Zabrali wszystko. Teraz próbują odzyskać to, co mogą, lecz w zamiarach tych na­potykają na opór Watykanu. Powrót biskupów i księży, którzy chcą wskrzesić Kościół katolicki na Ukrainie, przeszkadza Waty­kanowi, pragnącemu przede wszystkim uniknięcia jakichkolwiek zadrażnień z Kremlem i prawosławnymi. Katolickie odrodzenie na Ukrainie przeszkadza Watykanowi. Ten biskup pisze do mnie w następujących słowach: „Postawa Rzymu jest dla nas naprawdę owiana tajemnicą”.

 Cóż to za tajemnica!

Jaki może być bilans działalności Bractwa, teraz, po 20 latach jego ist­nienia?

 Dobry Bóg pragnie Tradycji. Jestem najgłębiej przekonany o tym, że Bractwo stanowi środek wybrany przez Boga, by za­chować i utrzymać wiarę, prawdy Kościoła i to, co jeszcze da się w Kościele uratować. Dzięki biskupom otaczającym Przełożone­go Generalnego Bractwa, spełniającym swe nieodzowne zadania utrzymania wiaryjako jej głosiciele, udzielającym sakramentów kapłaństwa i bierzmowania, Tradycja pozostaje niezmienna, bę­dąc przy tym stale czynnym źródłem życia w Bogu.

 Wszystko to jest bardzo pocieszające i wierzę, że winniśmy dziękować za to dobremu Bogu, jak też kontynuować nasze dzieło wiernego przechowywania skarbów Kościoła w nadziei, że pewne­go dnia zajmą one znowu należne im w Rzymie miejsce; miejsce, jakiego nigdy nie powinny były utracić.                                              □

 

Zawsze Wierni nr 5/2019 (204)
okładka

Temat numeru:

Co Kościół dał Polsce?

kup ten numer ZW w księgarni wysyłkowej
Artykuł wstępny
ks. Szymon Bańka FSSPX: Od redakcji
Temat numeru
ks. Szymon Bańka FSSPX: Co Kościół dał Polsce?
Zygmunt Krzyżanowski: Kościół w obronie polszczyzny
Szymon Piotr Żyto: „Pan zdejmuje kapelusz, a Pani zakłada chustę”, czyli o inspirującym wpływie Kościoła na ubiór
Mariusz Grunt: Administracja w Polsce. Dokąd prowadzi laicyzm w prawie
Szymon Wilk: Piotr Skarga – królewski kaznodzieja
ks. Józef Warszawski: Powstrzymany miecz zemsty
Arcybiskup
Najistotniejszy jest problem wiary Wywiad z J.E. arcybiskupem Marcelem Lefebvrem
Apologetyka
ks. Walenty Gadowski: O znamionach prawdziwego Kościoła i miłości ojczyzny
Wychowanie
ks. Szymon Bańka FSSPX: O charakterze
Ewa Niewczas: O rodzinie i wychowaniu
Historia
Roberto de Mattei: Męczennicy sprawy reformy Kościoła
Sztuka
Zygmunt Krzyżanowski: Dwanaście staropolskich arcydzieł sztuki sakralnej
Analizy i komentarze
Inicjatywa radykalna i z góry skazana nie niepowodzenie Stanowisko FSSPX w sprawie Listu otwartego do biskupów Kościoła katolickiego
Dzisiejszy świat potrzebuje przede wszystkim kapłanów Wywiad z JE bp. Bernardem Fellayem
O powołaniach w Bractwie Św. Piusa X Wywiad z ks. Patrykiem Troadekiem FSSPX
ks. Francois-Marie Chautard FSSPX: Trąd w Kościele Bożym
Roberto de Mattei: Papież Franciszek – filozof inkluzji
Dr John Rao: Dobrzy biskupi, biskupi dworscy i współczesny regalizm
ks. Guillaume Scarcella FSSPX: Synod spod znaku New Age
Łukasz Fidos: Poprawność polityczna i postprawda – przeciwieństwo czy konsekwencja. A gdzie miejsce prawdy? Ciąg dalszy

Wszelkie środki, wszelkie najnowsze wynalazki winny służyć sprawie uświęcenia dusz przez Niepokalaną.

św. Maksymilian Maria Kolbe


People in this conversation

Comments (1)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
This comment was minimized by the moderator on the site

Abp Marcel Lefebvre. Obrońca wiary katolickiej #verumpraedicandum #wiara
https://youtu.be/kYLHQSGhbwo?si=WEPzVNjrIWnCOEN5

Guest
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location