Mariusz Dzierżawski skazany za prawdę o LGBT
Kiedy prawa pisane są zbrodnicze, to nie wolno ich respektować, ani uprawiać retoryki podążania za nimi, bo jest to gwarancja przegranej, a o stronie etyczno-moralnej nie musimy przypominać.
Dzierżawski jest więźniem sumienia, a i ma męski obowiązek obrony dzieci i młodzieży przed zbrodniami LGBT. Obowiązek taki, a nie prawo w sensie możliwości, spoczywa na każdym Polaku.
Adwokat bardzo źle prowadzi obronę (wg. słabego technicznie video), bo podąża za retoryką oskarżenia. To jest niestety typowe w obecnej sytuacji mentalnej Polaków, ale zawodowy, rasowy prawnik nie powinien – nie ma prawa — tego robić.
To podobnie do procesu Rybaka czy Kurzei, gdzie adwokaci ustawili siebie i swoich klientów w pozycji pokornych chłopców do bicia.
W opisie nie ma nawet podanej kategorii prawnej – paragrafu – na mocy którego zapadł wyrok.
A to ważne, bo wszelkie „paragrafy” broniące praw zbrodniarzy – takich jak tu LGBT – są nielegalne i nie mogą przynosić skutków prawnych. Adwokat zatem ma to przedłożyć w sądzie jako pierwsze!
Tej idiotce „pani sędzi” trzeba to twardo powiedzieć, z równoczesnym żądaniem wpisu takiego oświadczenia do protokołu. A gdyby tego odmówiono – co jest powszechne w polskich sądach – to należy zrzec się obrony oskarżanego – trybie natychmiastowym, przed sądem.
W przeciwnym razie jest to akceptowanie błędnego porządku prawnego, a co jest oczywistą współpracą ze złem. Taki pasywny, politycznie poprawny adwokat jest nawet gorszym przestępcą niż oskarżyciel, sąd czy prawodawca, bo oszukuje swojego klienta i dodatkowo wyłudza od niego pieniądze, pochodzące też ze zbiorek jako wdowi grosz. Trochę więcej wstydu i poddawania się jego kryteriom, nam wszystkim nie zaszkodzi.
Red. Gazeta Warszawska