Krzysztof Baliński. Dyplomaci „nie z Ojczyzny mojej”.
Dyplomaci „nie z Ojczyzny mojej”
Mówi się o wszystkim, o okrutnym dyktatorze, o kołchozie, którego był dyrektorem, a nic o setkach tysięcy, jeśli nie milionach Polaków. Tymczasem, z uwagi na nich, polityka wobec Białorusi powinna być dziełem dogłębnie przemyślanym, wręcz finezyjnym. Polska z Białorusią gra źle. Gdy w 1994 r. Łukaszenko przegonił fundację Sorosa i odmówił moskiewskim oligarchom sprzedania za bezcen swego przemysłu, nasiliły się pohukiwania gazet wyborczych oraz rządzących Ameryką neokonserwatystów (tj. trockistów pochodzących z kresowych sztetli). A trzeba wiedzieć, że białoruski przemysł i potencjał tkwiący we „własności żydowskiej” w przedwojennej polskiej części Białorusi to kąsek niezwykle łakomy. Jako narzędzie w zdetronizowaniu „dyktatora” obrano Polskę. MSZ, a ściślej biorąc jego kolejni włodarze, jako narzędzie obrali Związek Polaków na Białorusi, który miał stanąć na czele nieistniejącej opozycji. Naruszono przy tym zasadę: związek mniejszości jest lojalnym członkiem wspólnoty, w której żyje, nie zajmuje się polityką, kultywuje tylko kulturę i język. I inną zasadę: parametrem polskości jest związek z polską kulturą, a nie z Sorosem.