O NAS BEZ NAS
17 października 2009 12:00/
Kontrowersyjna wystawa w szwedzkim miasteczku Lund poświęcona losom więźniarek obozu koncentracyjnego w Ravensbrück wywołała sprzeciw mieszkających tam Polaków. Zawarte w ekspozycji treści są niezgodne z prawdą i szargają dobre imię polskich więźniarek. Społeczności polonijne w Szwecji próbowały zainteresować sprawą Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Szkopuł w tym, że polska dyplomacja nie widzi powodów do interwencji.
Jak poinformował Krzysztof Cierpisz, były członek NSZZ „Solidarność”, jeden z założycieli Kongresu Polonii w Szwecji, który trafił tam w stanie wojennym, w muzeum uniwersytetu w Lund znajduje się pamiątkowa tablica na temat więźniarek, gdzie napisano, że był to obóz nie koncentracyjny, ale obóz pracy, w którym więzione były Żydówki, Cyganki i polskie kobiety, które były więźniarkami politycznymi. „Ravensbrück był obozem pracy, do którego przywożono kobiety z szarpanej wojną Europy. Żydów przywożono z Niemiec, Polski i innych okupowanych krajów jako część planowanej przez nazistów eksterminacji Żydów. W kilku przypadkach obóz był opróżniany z tych grup, które wysyłano na śmierć do różnych obozów eksterminacyjnych. Około 25 procent więźniów w Ravensbrück stanowiły polskie kobiety, które nie były Żydówkami. Były oznaczane przez nazistów jako więźniowie polityczni” – czytamy na tablicy. Tymczasem większość więźniarek było cywilami, a nie więźniami politycznymi. – Według Konwencji Genewskiej, cywil to nie ten, który idzie biernie do gazu, ale ten bez munduru i bez broni w ręku – podkreśla Jerzy Więckowski ze stowarzyszenia „Polonia Lundensis”.