Polska nie tylko nie może sama decydować o sprawach ważnych, jak podatek VAT czy kształt własnej energetyki, ale nawet o kwestiach drugo- czy trzeciorzędnych, jak wycinka chorych drzew w Puszczy Białowieskiej, recykling odpadów czy rekreacyjne połowy dorsza. O tym wszystkim decyduje Bruksela. Zakazano nam tradycyjnych żarówek, plastikowych sztućców i rurek do napojów, rtęciowych termometrów czy paliw bez biopaliw. W planach jest zakaz lotów wewnątrzkrajowych i sprzedaż samochodów spalinowych.
Unia Europejska coraz bardziej wtrąca się do wszelkich dziedzin życia i prowadzenia działalności gospodarczej. Jest gorzej niż było w komunizmie, bo na międzynarodowym forum ustalane są takie kwestie, jak ilość energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł, ale też wielkość klatek dla kur czy materiał, z jakiego mają być wyprodukowane patyczki do uszu. Za niewdrożenie tych regulacji grożą srogie kary, które może przysolić Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. I to bez oglądania się na racjonalne argumenty karanej strony, jak w przypadku nakazu zamknięcia odkrywki węgla brunatnego w Turowie, czego skutkiem byłby nie tylko brak energii dla ponad 3 mln Polaków, ale i brak ogrzewania w zimie dla wielu tysięcy mieszkańców okolicy. O utracie miejsc pracy w wielkim kompleksie górniczo-energetycznym i zamknięciu setek, a może i tysięcy firm kooperujących nie ma co wspominać. To dla luksemburskiego trybunału nie ma żadnego znaczenia.