Mnisi sypią mandalę w intencji pomordowanych
– Zanim zaczniemy, trzeba wszystko wyrysować. A potem gorąco się pomodlić – tłumaczył A-jam. W tym czasie trzech mnichów w bordowo-szafranowych szatach klęczało nad niebieską płytą. W rękach trzymali linijki, ołówki, cyrkle. Obok ustawili pojemniki z kolorowym paskiem. Ze zdjęcia uśmiechał się do nich XIV Dalajlama. To on poradził, żeby piaskowe mandale nie tylko usypywać w tybetańskich klasztorach, ale też robić to publicznie na całym świecie.