IX. SICZE ZAPOROŻNE
OD POCZĄTKU AŻ DO OSTATECZNEGO SKASOWANI A ICH.
Zaporoże, Niż, Dzikie pola—wszystko to są nomenklatury, brzmiące odmiennie, ale oznaczające to samo terytorjum. Jeszcze na początku 16-go wieku Zaporożem i Niżem nazy¬wano obszary prawie od Dońca do Dniestru, ciągnące się wzdłuż Azowskiego i Czarnego morza; z lewego brzegu Dnie¬pru leżały one między Altą, Psłem, Samarą do ujścia Dnie¬pru, z prawego—od Taśminy, Sinej wody i Dniestru. Oczy¬wiście, o żadnem stałem rozgraniczeniu tych obszarów mię¬dzy Rzpltą polską, Moskwą. Krymem i Turcją mowy być nie mogło. Im dalej, im bliżej ku południowi i morzu, tern ży¬wioł turański z początku głębiej wciskał się w te stepowe obszary, zwane od strony polskiej Dzikiemi polami, to jest nieuprawnemi i niezaludnionemi, lub później Polami Ocza- kowskiemi zwano obszary leżące nad morzem.
Nazwa Niż oznacza wprawdzie pochylenie większego obszaru ku morzu Czarnemu, które już rozpoczynało się od źródeł Bohu, Słuczy i kpienia, ale urzędy polskie nadawały tej nazwie o wiele węższe znaczenie. Niżem nazywano zie¬mie, ciągnące się wzdłuż Dniepru z obu stron m. w. od Trech- tymirowa aż do morza i od Kryłowa po średni bieg Dniestru. Zaporoże zaś było nomenklaturą ściślej określoną i obejmo¬wało ziemie położone za porohami Dnieprowemi, chociaż z cza¬sem „wolności wojska zaporoskiego1* przybrały o wiele szer¬sze rozmiary.
Widzieliśmy, że te puste ziemie, pustynie, były nie tylko w połowie 16-go wieku, ale w równym stopniu przez cały ieszcze prawie wiek 17 eksploatowane na sposób myśliwski
169
przez rozmaitych t. z. „uchodDików", którzy z różnych stron napływali na czasowy „przemysł". Ponieważ ziemie te były puste, niezajęte, bliżej granic polskich rozpoczęło się samo¬wolne osadnictwo dla gospodarstwa pastwiskowego, a cz꬜ciowo i rolniczego. Bliżej zamków osiadali ci ludzie na spłachciach ziemi, które z tatarska nazywano „chutorami", „futorami", a później i na wielkich obszarach zwanych „pa¬siekami".
Dalej od zamków obronnych, już w Dzikich polach le¬żące Zaporoże, stało się zbiorowiskiem różnorodnej ludności, śród której przeważał niewątpliwie żywioł słowiański. Lud¬ność ta, gromadząca się z początku dla „przemysłu uchodni- czego", żyjąca „na chlebie, na mięsie i na rybie"—jak mó¬wiono,—osiadała lub z różnych powodów zmuszoną była do dłuższego przebywania na miejscu, żyła trybem napół dzikich społeczeństw, łącząc się w małe z początku gromady dla obrony od Tatarów, w bardzo krótkim czasie stała się sama stroną napastującą, tem niebezpieczniejszą, im napływ ludno¬ści w puste stepy stawał się większy.
Tak więc na tych obszarach, gdzie przez długie wieki była cisza życia ludzkiego, śród której „przechadzał się duch Boży"—jak się mistycznie wyraził Bohdan Zaleski, a tylko wśród bujnej natury rozwinęło się życie zwierząt, na tych „pustyniach" ukazał się najprzód myśliwy, „uchodnik", ży¬jący z przemysłu łowienia zwierza i ryby, potem najczęściej z tych samych „uchodników" począł wytwarzać się nowy typ— rabusia stepowego, „dobycznika", który, znalazłszy przytułek w nieprzebytych, pierwotnych lasach i w schroniskach ste-powych, pomiędzy „bałkami", „czaharami" i „wertepami", po¬czął w rabunku, w napaściach i najazdach sąsiadów: Wo- łoszy, Turków, Tatarów, a później i własnych współbraci, szu¬kać ujścia dla swojej energji i zadowolenia dla swego dzi¬kiego pojmowania bohaterstwa, tem piękniejszego im więcej zamorduje niewinnych ludzi, im dokona tego z większem niebezpieczeństwem dla siebie. W takich walkach, mających charakter polowania wilka lub lisa na słabe zwierzęta, wy-rabiała się w tem nowem już, zdziczałem społeczeństwie od¬waga, stanowczość, łatwa orjentacja w niebezpieczeństwie, bystrość kombinacji i wytrwałość, — te wszystkie niezaprze¬czone przymioty, które stały się z czasem udziałem kozaków.
170
Na tych „uchodach" stepowych, w tych Dzikich polach, na Zaporożu rodziła się i kształciła Kozaczyzna, organizując się w pewnego rodzaju towarzystwo w czasie, gdy zaledwie popularyzować się poczęła w Rzpltej nazwa kozaka. Łączenie się przygodnych, a samowolnych żywiołów, błąkających się po stepach bez stałych siedzib, w watahy dla własnej obrony lub dla rabunku, wyprzedziło organizację Kozaczyzny „gro- dowej“. Od połowy 16-go wieku na Zaporożu począł się już tworzyć ośrodek, któryby można nazwać zawiązkiem państ¬wowym. Była to siła militarna dużego znacźenia, acz nie- zorganizowana jeszcze, pierwszorzędny materjał żołnierski. Rzplta umiała go cenić, ale nie umiała użyć i siłą jego po¬kierować. Próbowano ich tylko wywabić ze stepów „na służbę hospodarską". Ale to uważano za krępowanie wolności — i niewielu znajdowało się ochotników.
Na Pobożu, które się później przekształciło na Bracław- szczyznę, mniej było rozwinięte życie uchodnicze, osobliwie w okolicy Bracławia i Winnicy. Przeciwnie, górę poczęło brać osadnictwo z nadań W. K. Litewskich, a więcej jeszcze zupełnie samowolne. Jako przybysze niewiadomo skąd, osia¬dali na roli, podszywali się pod ziemian, chociaż ziemianie za „braci ich nie uważali". Były te rody niepewne, które z Biało¬rusi najczęściej napływały dla uchodnictwa i z czasem osiadały na ziemiach pustynnych. Nie brak było i rodów niewątpliwie tatarskiego pochodzenia, jak Aksaki, Bokije, Murmule i in., które przez małżeństwa sławianizowały się i wsiąkały naj¬częściej w polskie społeczeństwo.
Jak kolebką kozactwa można nazwać szeroki pas ziemi, ciągnący się wzdłuż i wszerz od Czerkas po obu stronach Dniepru, gdzie najprzód powstało grodowe kozactwo, tak na stepach Ponizia zrodził się odmienny typ kozaka z prawie¬kowych może „brodników", a później „uchodników", którzy z czasem wspólnie poczęli tworzyć brodnicze watahy i trybem wojowniczego życia zlewać się z kozaczyzną grodową, a na¬wet brać nad nią przewagę, wypływającą z charakteru geograficznego położenia, zamieszkałego przez nich obszaru.
Z powodu usadowienia się na Niżu najprzód Tatarów, a potem Turków i rozwoju życia pasterskiego u Tatarów, a miejskiego u Turków, nie brakło nigdzie w pogranicznych szczególnie, a nieraz i dalszych okolicach zaczynu kozactwa
17 I
ale rozwój jego mógł się dopiero tam zaznaczyć, gdzie się znalazły trwałe do tego warunki.
Kozaczyzna Zaporozka, jakkolwiek pokrewna pod wielu względami Kozaczyźnie grodowej, była o tyle w szczęśliw- szem położeniu, że ogarniała obszary puste, niezajęte, bez¬państwowe prawie, bo choć tytularnie należały w spadku po litewskiem władaniu do Rzpltej polskiej i spór o nie trwał długo między Turcją a Polską, faktycznie były niezamieszkałe; rębami tylko poludniowemi od zachodu i wschodu, jakoteż od morza Czarnego wciskali się Tatarzy ze stadami owiec i koni. Jakkolwiek żywioły, tułające się na Nizie, były bar¬dzo ruchome, jednak przygodne zatrzymywanie się ich przez czas dłuższy na tem samem miejscu dla polowania lub ułowu ryby, było wstępem niejako do samorzutnego osadnictwa, było, acz samowolnem, ale objęciem tych obszarów w posia¬danie. Późniejsza walka z Tatarami i Turkami miała już cha¬rakter obrony swoich posiadłości, swego stanu posiadania. Gdy przeto Kozaczyzna grodowa ogranizować się poczęła jako wojsko na ziemiach Rzpltej polskiej, Kozaczyzna Zaporożna, po za organizacją wojskową, jako posiadaczka pewnego ob¬szaru, na którym powstało gospodarstwo pierwotne, myśliw¬skie, rybołowne i pastwiskowe,—już była zaczątkiem państ¬wowym i tylko brak zmysłu i umiarkowania politycznego, nad którym brał górę bujny temperament, nie pozwoliły Za¬porożcom utworzyć odrębnego państwa.
Potrzeba skupienia się luźnych żywiołów przygodnie zamieszkujących stepy, dla obrony i utworzenia jakiejś pry¬mitywnej wspólności, dała impuls do stworzenia ogniska, skupiającego władzę i obronę. Takiem ogniskiem stała się „Sicz", która przechodziła różne stopnie przeobrażenia.
W dosłownem znaczeniu: Sicz znaczyło tyle co zasieki, przeszkody robione z drzewa dla łatwiejszej obrony zjednej stro¬ny, a utrudnienia napaści z drugiej. Jako sposób obrony znane były oddawna i wszędzie w południowo-wschodniej i północnej Słowiańszczyżnie, chociaż nie zawsze pod tą nazwą. Pod kategorję Siczy, jako punktu obronnego, można zaliczyć te ,,gródki“ (horodci), jakie uchodnicy już w różnych miejscach budowali, a które Starostowie niszczyć kazali, przeszkadzając wszelkiemu skupianiu się licznej ludności. Ale to nie była jeszcze „Sicz" kozacka, „zaporożna" — jak ją zwano, jaką
172
poznaliśmy z opisu Lasoty i późniejszych pisarzy. Niezorga- nizowane przez dłuższy czas „brodnicze" i „uchodnicze" ko- zactwo zaporożce do połowy 16-go wieku nie ma jeszcze żadnego oparcia na Zaporożu, lecz szuka przytułku, osobliwie w zimie, w miastach nad Dnieprem, ale znaczna część już stale mieszka na Nizie —„litują" i „zimują" tam,—jak piszą lustratorowie. Mają już swoje stałe „zimowiki“ — rodzaj przytułku.
W obu Kozaczyznach, grodowej i zaporożnej, istnieje wspólność, że tak powiem ideowa, ale każda z nich rozwija się odrębnie; chociaż jedna w drugą klinem niejako wchodzą, wspierają się, nieraz działają wspólnie, a'e Zaporoże góruje zawsze przewagą własnego posiadanego obszaru.
Radę Daszkowicza, ażeby, broniąc się od „wtarżek" ta¬tarskich, pobudować na ostrowach Dnieprowych, bliżej prze¬praw zameczki i obsadzić je stałemi załogami, zużytkowała dla siebie Kozaczyzna zaporożna, nietyle w celu zasłonięcia państwa polskiego od Tatarów, ile dla stworzenia sobie moc¬niejszego obronnego punktu, w którym mogłaby się skupić władza naczelna nad całym obszarem Niżu. Impuls do tego nie wyszedł zgoła od Niżowców. Pomysł ten wprowadził w życie samorzutnie Dymitr Wiszniowiecki około połowy 16-go wieku- Ożywiony rycerskim duchem dzielnych swoich poprzedników, jakimi byli Jazłowieccy, Buczaccy, Lanckoroó- scy, a nie znajdując pola dla swego wojennego animuszu, stanął na czele zuchwałej, jak sam, watahy zbieraniny ste¬powej i rozpoczął na własną rękę wojnę z Talarami. Tu¬łaczka bez oparcia w bezludnych stepach, nasunęła mu nie¬wątpliwie myśl zbudowania takiego zameczku, o jakim ma¬rzył Daszkowicz — co z pewnością nie było dia niego ta¬jemnicą.
Zbudował go na wyspie Chortycy. Mówiliśmy o nim, wracać przeto do szczegółów nie będziemy. Był to pierwszy punkt obronny na Nizie Dnieprowym, który historycy ruscy nazwali Siczą. Był on punktem odosobnionym i tyle chyba miał wspólności z Zaporożem, że stamtąd zapewne w znacz¬nej części czerpał swój materjał żołnierski i terytorjum Za- poroża niejednokrotnie mierzył. Nie mamy najmniejszego po¬jęcia o tem, jak była zorganizowana wojskowo ta pierwsza wataha, którąby można nazwać wojskiem zaporozkiem.
173
W tej dobie swego istnienia, jak we trzydzieści lat później, Zaporoże istnieje jako niby wolne państwo, nie uzna¬jące żadnego zwierzchnictwa sąsiadów, zależne jedynie eko¬nomicznie od Rzpltej i związane z nią najbliższem sąsiedz¬twem i dopływem swoich sił wojennych. W tych warunkach poczęła organizować się Kozaczyzna zaporożna, zwana także „siczową'* — już od głównej siedziby swoich władz nazwę biorąca. W roku 1571 w czasie wyprawy na Niż Jazłowie- ckiego było kilka punktów niby zbornych, niby obronnych, zwanych „horodkami". Zaliczał się do nich Chortycki zame¬czek, może jako-tako odnowiony po zniszczeniu go przez Turków i Tatarów, i na Buzuwłuku, w trzydziestu przeszło milach za Czerkasami i in.
Samuel Zborowski, który się zapędził na Niż dla krót¬kiego hetmanowania kozakom około roku 1580 już zastał Kozaczyznę Niżową zorganizowaną, a raczej organizującą się gdyż znajdujemy w niej te same pierwiastki składowe, z ja- 'kiemi nas, w większym stopniu rozwoju zapoznali najprzód Eryk Lasota, a później Beauplan. Ciekawe szczegóły koza¬ckiego życia na Zaporożu spisał Paprocki z opowiadań na¬ocznych świadków. W chwili przybycia Zborowskiego na Niż, kozacy mieli swoje mieszkanie ,,na uroczysku, które zowią Tomakowski ostrów" (Tomakówka). Był to umocniony obóz na lewym brzegu Dniepru między rzekami Kamienką i Tomakówką. Miał to być „ostrów tak szeroki, że mógł wychować 20 tysięcy ludzi i koni". Tu zwołano „koło ry¬cerskie",—Paprocki używa terminologji polskiej,-i „obwołali go hetmanem". Wybierano zatem naczelnego wodza po wspól¬nej naradzie, a zwyczaj ten zachował się nie tylko na Zapo¬rożu, ale przeszedł następnie do kozaków na obu brzegach Dniepru. Na Zaporożu nie używano tytułu hetman, ale ta¬tarskiego—„ataman", z dodatkiem później „ataman koszowy" czyli obozowy, jakby dla odróżnienia od tytułu hetmana, ja¬kim się Kozaczyzna posługiwała, naśladując Polaków.
Gdy wspólna wyprawa do Moskwy wraz ze s tą Czer- kaskim nie udała się, Zborowski od Czerkas, minąwszy Psłę (Pskłę) i Samarę, jechał do „wojska", które miało siedzibę swoją w Tomakowie. Nad Samarą spotkał 200 kozaków, zajętych łowieniem i suszeniem ryby dla innych kozaków na żywność. Gromadka ta miała swego „starszego". Wojna
174
nie była zgoła jedynem zajęciem kozaków zaporożnych, trud¬nili się także handlem i w tym celu posiadali wyznaczone punkty. Jednym z takich było ,,uroczysko Karajteben (mię¬dzy rzekami Rohaczką a Biełozierką na lewym brzegu Dnie¬pru), które jest forum albo rynek, gdzie Tatarowie i kozaki wszelkie targi swe miewają**. Paprocki powiadał, że na Za- porożu jest „wielki lud" — czyli liczna ludność. Oczywiścief było to określenie bardzo względne i odnosić się mogło tylko do liczebności żołnierza, a raczej ludzi zdolnych do noszenia broni.
Jak kozactwo zaporożne szukało „kozackiego chleba" wszędzie, gdzieby go dostać można było pod różnymi przy¬godnymi starszymi, zwanymi atamanami, a później daleko huczniej — hetmanami, tak dla tego „chleba" wynajmowało się poprostu za pieniądze. Wyprawy na Wołoszczyznę ró¬żnych watażków, jakoteż głośne rabunkowe wyprawy na po- brzeża czarnomorskie zwróciły na nich uwagę najbliższych sąsiadów Rzpltej — przedewszystkiem cesarzy niemieckich-, którzy chętnie posługiwali się najemnem wojskiem. Werbu¬nek w Polsce byłby utrudniony albo niemożliwy nawet, zwra-cano się przeto do tego zbiorowiska ludzi, które gnieździło się na Niżu, na Zaporożu.
Z Tomakówki przeniosła się Sicz na wysepkę Buzuwłuk, przy ujściu Buzuwłuku (dziś wieś Hruszówka) do Dnie¬pru. Prawdopodobnie pozostały tam fortyfikacje siczowe, chociaż w roku 1594 Sicz znajduje się już na „Czortomłyckiem Dnieprowiszczu", przy ujściu rzeczki Czortomłyka do Dniepru (dziś wieś Kapulówka). Nosiła ona nazwę „Starej Siczy", gdy kozacy, po powrocie z posiadłości krymskich, zbudowali w innem miejscu — „Nową". Otóż do tej Czortomłyckiej Si¬czy został wysłany Eryk Lasota dla zwerbowania oddziału kozackiego na służbę cesarską. Kozacy zaporożni przyzna-wali się do łączności z tymi, którzy „siedzą po miastach i wsiach". Co do miast—mieli słuszność, co do wsi —musiał to być dodatek Lasoty, bo w tym czasie jeszcze nie puszczano kozaków na „włość *. Nie zabrakłoby zapewne śród miesz¬kańców wsi ochotników do kozackiego zaciągu. Co do łącz¬ności z kozakami miejskimi, miał słuszność o tyle, że w cza¬sie rozruchów Nalewayka i innych Zaporożcy dopomagali zbrojnie.
175
Liczebność kozaków zaporożnych nie była wielką: we¬dług Lasoty mało co więcej można byłoby zwerbować mię¬dzy ludnością Niżową nad trzy tysiące, a drugie tyle nabra¬łoby się śród kozaków grodowych. W samej rzeczy było zdaje się o wiele więcej, skoro w okresie wojny 1596 roku brało udział około 10 tys. Zaporożców—liczba trochę przesa¬dzona. Biskup kijowski, Wereszczyński, szedł jeszcze dalej, bo siły kozaków zaporożnych obliczał na 20 tysięcy. Na Si¬czy była artylerja—niewiadomo ile i jaka,—która salutowała przyjazd cesarskiego posła, a muzyka witała go, bijąc w bę¬bny i w szałamaje grając. „Wojsko*4, Batorowym trybem, podzielone na pułki po 500 kozaków, na czele każdego puł-ku—pułkownik. Chłopicki, który werbunkiem zajmował się, podpisywał się „pułkownik Wojska Zaporoskiego". Taki ty¬tuł już nieco poprzednio przybrało sobie wojsko zorganizo¬wane na Zaporożu. Przedtem używało tytułu „wolne wojsko Zaporoskie", w znaczeniu ochotnicze, niepodległe nikomu. Lasota wyliczył z pośród Starszyzny „hetmana", „oboźnego", „pisarza44 czterech pułkowników, 8-miu „asawułów" — niby adjutantów, 20 setników, 152 dziesiętników, 16-u chorążych, około 2 tysięcy pospolitych kozaków, 12 puszkarzy. Pułki na ogół były o wiele większe, niekiedy dwukrotnie, a nawet czterokrotnie przenosiły urzędowy rachunek.
Tytuł „wojska zaporoskiego", zwącego się także „ry¬cerstwem zaporoskiem", z początku przysługiwał tylko Za¬porożu. W miastach byli kozacy „posłuszni4' lub „niepo¬słuszni"— hultaje,—później „rejestrowi" czyli najemni i płatni przez rząd polski. Moralna powaga była jednak po stronie Zaporożców, zarówno z powodu względnej ich niezależności, jak i oddalenia od regularnej kontroli Rzpltej. Wobec Lasoty tytułowali się „wolnem wojskiem" i to powagę ich podno¬siło. Kozaczyzna grodowa, rejestrowa, a później jako war¬stwa i całość klasowa, walczyła „o wolności i przywileje", gdy Zaporoże posiadało faktycznie wolność i prawie nieza¬leżność, nie potrzebowało więc o nią walczyć, ale z walczą¬cymi solidaryzowało się i pomagało orężnie. Jednaki duch i jednaki charakter ożywiał obie Kozaczyzny.
Organizacja Kozaczyzny zaporoskiej do końca 16-go Wicku wzorowała się zupełnie na wojsku polskiem, a objęła później całą Kozaczyznę bez wielkich różnic. Na czele stał hetman,
176
przyboczną radę jego stanowiła Starszyzna (pułkownicy, oboźny, pisarz wojskowy). Hetman był wykonawcą postanowień Rady ogólnej, która z początku zwała się „kołem", później już w 17-m wieku „czarną radą". Decyzje jej, śród hałaśliwych wrzasków, powzięte bezładnie, objawiały się krzykiem i rzu¬caniem j czapką do góry. Samowola takiej rady dochodziła do tego, że co roku po kilku hetmanów, po kolei wybierano i zrzucano. Wywoływało to nieład w wojsku i brak regular¬nej dyscypliny.
Zaporoże i wojsko Zaporoskie, udzielając swego tytułu całej Kozaczyznie, tak samo prawobrzeżnej, jak później le¬wobrzeżnej, Hetmańszczyznie, zachowywało się wobec niej z pewną niezależnością, salwując sobie prawo moralnego przewodnictwa, dając niejako honorowy patent na hetmań- stwo, uznając go lub wypowiadając swoje niezadowolenie. To nadawało Zaporożu pozory suwerenności.
Powaga Zaporoża wzmocniła się, gdy wzięło udział w walce Chmielnickiego z Rzpltą polską. Przyczyniła się do tego okoliczność, że Chmielnickiego hetmanem wybrano na Zaporożu, w Siczy otrzymał on sankcję swego tytułu. Na¬czelnicy wojska Zaporoskiego, siczowego—nie używali tytułu hetmana, chociaż im także tytuł nadawano z grzeczności i niby dla powagi. Zwali się natomiast „Atamanami koszo- wemi", a siedzibę swoją Sicz nazywali, „koszem" z tatarska, obozem. Grupowali się według miejscowości, z których po-chodzili, w „kureniach" czyli koszarach. Nowicjusze sami so¬bie wybierali „kureń", do którego wpisywali się, chociaż nie zawsze z tej, lecz z innej miejscowości pochodzili. „Wpisy¬wali się" do wojska zawsze pod nazwiskiem przybranem lub imioniskiem i prawdziwego nazwiska nigdy nie wyjawiali — chyba przypadkowo. Tak naprzykład, Ataman koszowy, który wyprowadził kozaków z Mazepą, zwał się Hordijenko, gdy prawdziwe jego nazwisko było Hordyński.
Turcja, w czasie pochodu Kozaków czajkami na Trape- zunt, a potem prawie pod Carogród, wysłała Ibrabima Paszę w r. 1616 pod Oczaków, ażeby im drogę zagrodzić, ale ko¬zacy minęli Oczaków, wpłynęli w Azowskie morze, a stam¬tąd, zapewne nawłokiem, do rzeki Konki, wrócili do zrujno¬wanej Siczy, którą Ibrahim Pasza zdobył, zastawszy tam nie¬wielką załogę kozacką.
Wspomnieliśmy niejednokrotnie, że jakkolwiek Koza-
czyzna Zaporożna miała wiele cech wspólnych z Kozaczyzną
nkrainną i występowała niekiedy wspólnie z nią przeciwko
Rzpltej polskiej, tworzyła jednak organizm niezależny od niej,
prowadziła swoją politykę, a co ważniejsza, już w pierwszej
ćwierci 17-go wieku posiadała swoje własne „Ziemie wojska
Zaporoskiego14 czyli bardzo szczęśliwą podstawę geograficzną
dla stworzenia własnego państwa. Ale kozacy ukrainni, za-
jęci walką o wyodrębnienie się klasowe z Rzpltą polską, ideę
tej klasowości doprowadzili do absurdu, bo w szczęśliwej
chwili, gdy Kozaczyzna ukrainna stanęła w walce z Polską,
jako obronicielka i przedstawicielka interesów narodu rus-
kiego, zamiast przerzucić się do Zaporoźa i tam rozwijać
zaczątek państwowy, zaprzedała się Moskwie za przywileje
i autonomię, które wkrótce okazały się złudnemi i powoli
doprowadziły Kozaczyznę ukrainną do zaniku idei państwo-
wej, którą starał się urzeczywistnić Wybowski w Ugodzie
Hadziackiej, a bronił Doroszenko w sposób warcholski.
Na Zaporożu jeszcze mniej było zrozumienia śród ko-
zactwa idei państwowej, która wprost szczęśliwym zbiegiem
okoliczności narzucała się sama przez się. Zapatrzeni w ideał
niezależności indywidualnej, graniczącej ze swawolą, nie-
rozumieli znaczenia niezależności państwowej i tego wiel-
kiego atutu, jaki już posiadali — obszaru, terytorjum, jako
fundamentu państwa — niedoceniali. Zyskawszy od czasów
Chmielnickiego większą moralną powagę, z tytułu posiada-
nie ziemi własnej i stolicy niejako w Siczy, zadawalniali się
tem zupełnie, że z grona swego dawali hetmanów Kozaczy-
źnie ukrainnej lub na ten wysoki urząd swoje placet. Dzięki
odosobnieniu i warunkom życia wytworzyła się tam orygi-
nalna odrębność — powstało bezżenne „towarzystwo*4, wy-
łącznie nieomal wojenne, bo i ci, którzy w stepach w „zi-
mowikach*4 — może rodzaj folwarków—i nad rzeczkami prze-
siadywali, łowieniem r^b bawiąc się, w chwili potrzeby wra-
cali do oręża. Początek gromadzenia się bezżennych ludzi na
Zaporożu dali różni uchodnicy, którzy nie mogli przecie
w pustyni przemieszkiwać z rodzinami. Dzięki temu odoso-
bnieniu, wytworzyły się tam pewne zwyczaje i obyczaje, za-
stosowane do prymitywnego życia, które tradycyjnie prze-
chowywano. Społeczeństwo to, „towarzystwo** nie rządziło się
12
Kozaczyzna ukrainna.
178
żadnemi pisanemi prawami, zadowalniając się pojmowaniem i stosowaniem „sprawiedliwości** według własnej logiki i sądu, „aby dwóch sądziło trzeciego*'.
Aż do roku 1667 Zaporoże zajmowało zupełnie odrębne i niezależne stanowisko polityczne wobec narodów, luźnie tylko będąc związane z Polską, Chmielnicki wciągnął je do wojny z Rzpltą, a w ten sposób uczynił pierwszy krok do jego upadku, który tkwił już w chwili największej, jak się zdawało, jego świetności. Widzieliśmy, że w walkach Pawiu* kowych i Ostrzaminowych Zaporoże występowało z czynną pomocą, ale nie wyłamywało się z pod protektoratu Rzpltej polskiej. Chmielnicki wplątał je w wir walk z sąsiadami, między Polską a Moskwą, później i Turcją, a w ten sposób stało się ono do pewnego stopnia czynnikiem międzynaro¬dowej polityki, której nie umiano dla swojej niezależności wyzyskać. Odbiło się to na losach Zaporoża po ukończeniu długoletniej wojny polsko-moskiewskiej, zakończonej trakta¬tem w Andruszowie w r. 1667. Traktat ten, dzieląc Ukrainę na dwie połowy: prawobrzeżną, polską i lewobrzeżną mo¬skiewską, zachował jeszcze odrębność Zaporoża, ale już je poddał opiece dwóch ościennych sąsiednich państw: Moskwy i Rzpltej polskiej. Było to faktem uznania jeszcze niezależ¬ności Zaporoża, ale też dowodem, że Moskwa po raz pierw¬szy urzędowo położyła na Zaporożu swoją ciężką rękę. Jak¬kolwiek to zdawało się nie zmieniać położenia rzeczy na Zaporożu, ale otwierało wrota dla wpływu Moskwy, która też dążyła do opanowania Zaporoża w całości.
Jakkolwiek traktat Andruszowski postawił Zaporoże na szczycie równi pochyłej, narazie nie dostrzeżono tego. Prze¬ciwnie, zdawało się nawet, że znaczenie jego i siła wzrosły, gdy Ataman Koszowy Sirko w kilka lat po traktacie An- druszowskim rozbudował Sicz na Czortomłyckim Rogu (o. 1675 r.) i uczynił z niej prawdziwą stolicę Zaporoża. Zbu¬dowana około roku 1652 stała się ogniskiem życia zaporo- żnego. Ledwie dwadzieścia lat minęło od traktatu Andru- szowskiego, gdy traktat Grzymułtowskiego, oddając Kijów w wieczne posiadanie Moskwy (1686), zrzekł się także swo¬jej opieki nad Zaporożem. Można tedy do pewnego stopnia powiedzieć, że Polska, zrzekając się niebacznie swego wpły¬wu na Zaporoże, przeszkodziła do pewnego stopnia do roz¬
179
woju zalążka przyszłego państwa Zaporoskiego, bo Moskwa, od chwili słynnej przysięgi w Perejasławiu w roku 1654 stale dążyła do niszczenia wszelkiej samodzielności Kozaczyzny, jako przedstawicielki Rusi ukrainnej.
Nie wiemy w jaki sposób, jaką drogą ewolucyjną orga-nizowały się „Ziemie Wojska Zaporoskiego*'. Już w okresie atamanowania Sirka spotykamy wyraz „pałanka“, na ozna¬czenie pewnego obwodu lub okręgu administracyjnego. Go¬dzi się zauważyć, że do życia Zaporoża weszło mnóstwo wy¬razów tiurkskiego pochodzenia, jak ataman, kosz, kureń, pałanka i w. i. — jako następstwo zbyt bliskiego stykania się ze światem Muzułmańskim. Później nieco, już po śmierci Sirka ustalił się podział administracyjny na następujące pa- łanki: z prawej strony Dniepru — Kozacka, Boho-gardowa, Jngulska, z lewej — Protowczańska, Orelska, Samarska i Kal- mińska. Stałego rozgraniczenia między niemi nie było, a po¬łożenie ich wskazują same nazwy. Leżały one albo w pobliżu znanych geograficznych punktów: Kudak, Gard—może straż¬nica nad Bohem i Protowcz — może przeprawa na Dnieprze między ujściem rzeki Oreli i Samary, lub też od położenia swego nad rzekami, jak — Ingulska, Orelska, Samarska, Kal- mińska. Między pałanką Kudacką, a Rzpltą już się wparła Rosja i utworzyła tam m. w. od połowy 18-go wieku swoją prowincję Nowoserbję.
Siedem powyższych pałanek składały „Ziemie wojska Zaporoskiego**, i pozwalają nam określić bliżej granice Zapo¬roża. Dotykały one rębem północnym woj-twa Kijowskiego, od północnego zachodu woj-twa Bracławskiego, od zachodu koczowisk różnych ord tatarskich Budżackięj, Nogajskiej, Jedysańskiej pobrzeżem morskiem aż do Dniepru. Na lewym zaś brzegu Dniepru—od północy graniczyły z hetmańszczyzną, od wschodu z zasiedlającą się „Słobodzką Ukrainą" i Ziemią Wojska Dońskiego, a następnie dotykały morza Azowskiego. Między rzeką Końskie wody, Dnieprem aż do ujścia i wy¬brzeżem Azowskiem aż do rzeki Bcrdy. W te prawdopodobne granice ujęte Ziemie Wojska Zaporoskiego już słowiańskie i zrsłowiańszczone stanowiły pewnego rodzaju oazę, z trzech stron otoczoną ludnością turańską i muzułmańską.
Wzięcie udziału przez Sicz w t. z. „zdradzie" Mazepy i wreszcie przyłączenie się części Zaporożców do Karola XII
180
było powodem zniszczenia doszczętnego Siczy Czortomłyckiej i rozproszenia się Zaporożców. Wspomnieliśmy już o tym wypadku w miejscu właściwem, wracać przeto do niego nie będziemy.
Zaporożcy nie zrezygnowali jednak z praw swoich i swo¬jej połowicznej niezależności. Znając mściwość Moskwy, nie wrócili pod jej „opiekę", lecz w Benderach w r. 1710 poddali się pod protekcję sułtana Achmeta 111, który im wyznaczył siedzibę bliżej Perekopu. Część Zaporożców, po zburzeniu starej Czortomłyckiej Siczy, próbowała w r. 1711 zbudować nową przy ujściu rzeki Kamienki, powyżej Kyzyk-Kermenu, ale następca Mazepy Skoropadzki wraz z Buturlinem z polecenia carskiego zrujnowali ją. Wtenczas dopiero Zaporożcy zbu¬dowali sobie Sicz na ziemi tatarskiej w Aleszach (Prognoje). Była to jednak emigracja kozacka, zupełne oderwanie się od starego Zaporoskiego pnia.
Po długich usiłowaniach, jut po śmierci Piotra I„ ca¬rowa Anna pozwoliła Zaporożcom wrócić na dawne siedziby. Stało się to dopiero w roku 1734. Po powrocie założyli Sicz na Podpolnej, którą nazywali Nową Siczą. Mało wiadomo co się działo wówczas na „Ziemiach Wojska Zaporoskiego1', gdy Sicz rezydowała na Aleszach. W Rosji był to okres nieładu państwowego, rządów kobiecych i ich faworytów. W Rzpltej nie było komu także zająć się losem Zaporoża. Po śmierci Augusta II (1733) rozpoczęły się walki stronnictw, które po¬chłaniały uwagę rządu, a potem niedołężne panowanie Au¬gusta 111 otworzyło szeroko bramy Moskwie w głąb Rzpltej. W czasie wojny z Turcją Munich z wojskiem moskiewskiem przecinał bezkarnie całą Rzpltą aż do Dniestru, nic sobie nie robiąc ani z prawa międzynarodowego, ani z Polski, ani ze skarg ziemiaóstwa na zdzierstwa moskiewskie. Państwo polskie było bez wojska i bez głowy, a wpływ moskiewski demoralizował ludność ciągle rozpuszczanemi pogłoskami, że kraj cały —Ukraina prawobrzeżna— ma wkrótce przejść pod panowanie Moskwy. Naturalnie, zwiększało to tylko wichry i niepokoje wewnętrzne.
Powrót Siczy na dawne siedlisko, a właściwie założenie nowej Siczy na Podpolnej, dało ogromny impuls, jak już o tern mówiliśmy, do wzmożenia się hajdamaczyzny. W Zie¬miach Wojska Zaporoskiego hajdamaczyzna znalazła wzglę¬
181
dny przytułek. Ale to już nie była Sicz ani Sirka ani Hor- dijenka. Na tem swojem niby wygnaniu na tatarskiem pobrzeżu, poczęły brać górę żywioły najbardziej hałaśliwe, najbardziej niespokojne i próżniacze i dawne urządzenia Si¬czy, niby wynikające z ducha samorządu kozackiego, dopro¬wadziły do absurdu i anarchji. Sicz, jako symbol, jako ideał kozackiego życia i porządków traciła coraz bardziej swój dawny, poniekąd surowy, poniekąd rycerski charakter, a sta¬wała się zbiegowiskiem łotrzyków stepowych, którzy tu ukła¬dali plany swoich zbójeckich najazdów, swoich rabunkowych wypraw. To już nie było „Wojsko Zaporoskie J. K. Mości*4 lub „Wierne wojsko Jego Carskiego Wieliczestwa", lecz banda rabuśników, którzy w bezpiecznem miejscu, w tajem¬nicy—snuli swoje plany zbrodnicze. Nie gromadzili się już tu ludzie, których rycerski animusz wyrzucał z gniazd ro¬dzinnych i pędził w Dzikie pola dla harców z Tatarami lub Turkami, nie ci nawet, którzy w płomieniach miast tureckich szukali „kozackiego chleba*4, lecz gromada ukrytych lub jaw¬nych złoczyńców, która potajemnie z ukrycia wypadała dla pospolitego morderstwa i rabunku. Była ona zbiorowiskiem „czerni'1, wyrzutków społecznych, którzy pojęcie wolności kozackiej przekształcili w zupełną anarcbję i w swoje ręce ujęli prawo tworzenia rządu i władzy na Siczy.
Kozacy, rozpróżniaczeni i rozpijaczeni próżniaczem ży¬ciem na Prognojach przez dwadzieścia lat prawie, przynieśli do Nowej Siczy tradycje próżniaczego i niezdrowego życia z lat emigracyjnych. W pierwszych latach ustalenia na No¬wej Siczy, kozacy zachowywali się względnie spokojnie — było ich mało i obawiali się Moskwy, tak że w awanturach Werłanowych, o których mowa będzie, prawie nie brali udziału. W miarę jednak zwiększania się żywiołu-napływowego, ale w najgorszym gatunku, z Polski, próżniaczy element począł brać górę i pierwotne instytucje dawnej Siczy doprowadził do zupełnego bezładu, do demagogicznego idjotyzmu.
Moskwa do roku prawie 1750 zajmowała się Siczą mało, wglądała w jej życie wewnętrzne jeszcze mniej, ale już w pierwszej połowie 18-go wieku, w latach końcowych po¬częły się tak mnożyć skargi na Sicz o rabunki i rozboje, że nareszcie rząd rosyjski postanowił zbadać i zreformować we¬wnętrzne stosunki na Siczy.
182
Sicz, a za Qią Kozaczyzna, jako militarna przedstawi¬cielka narodu ruskiego, za jaką się chciała uważać, a raczej za jaką ją przedstawiali nowożytni historycy ruscy, za źre¬nicę swojej wolności uważała samorząd kozacki, to jest prawo wyboru wolnemi głosami — swojej władzy i przedstawicieli. Z jednej strony była to forma najprymitywniejsza—wyrażanie zgody lub protestu przez aklamację, z drugiej dawała powód do niesłychanych nadużyć i swawoli. W zasadzie mogłaby być usprawiedliwiona taka forma wyboru, że tak powiem,, rządu przy Wysokiem umiarkowaniu wyborców, przy wielkiej ich dojrzałości politycznej, przy wieikiem zrozumieniu przez masę wyborców praw obywatelskich. Tego wszystkiego nie tylko Kozaczyźnie brakło, ale — przeciwnie pierwszorzędną rolę odgrywał pierwiastek osobisty — zawiść, zazdrość, ze¬msta i t. p. Jeżeli dodamy do tego. że czynnikiem decydu¬jącym staje się tu tłum, masa, ilość, czerń, czyli żywioł naj¬mniej oświecony, a najbardziej skłonny do bałamucenia się i do przekupstwa, łatwo zrozumieć, że zręczni ludzie umieli zawsze taki tłum wyzyskiwać dla siebie, dla swoich celów, a nieraz i pokierować nim w stanowczej chwili; często też tłum taki, jako niby zbiorowa wola narodu, stawał się nie¬świadomym szkodnikiem. Dość przypomnieć sobie, że kilka głosów, najprawdopodobniej zgóry zapłaconych, jakie się wy¬powiedziały na Radzie Perejasławskiej w r. 1654 za przyłą¬czeniem wszystkiej Ukrainy do Rosji, wepchnęły naród ruski w jarzmo niewoli. .
Po raz pierwszy przedstawił nam dokładnie samorząd kozacki, zastosowany do wyboru Starszyzny, wysłaniec mo¬skiewski do Siczy, Nikiforów, któremu polecono zbadać sto¬sunki miejscowe i znaleźć radę na ukrócenie anarchji, panu¬jącej w posiadłościach Wojska Zaporoskiego (1749). Skorzy¬stamy z jego sprawozdania, gdyż daje nam ono jedyne pewne wiadomości o tern jak rozumiano i jak przeprowadzano „wolne wybory" na Siczy.
Wybory Starszyzny kozackiej, jakoteż atamanów kuren- nych, odbywały się dwa razy do roku: na Nowy Rok i na dzień Piotra i Pawła. Taka była reguła, ale atamanów ku- rennych wybierano prawie co miesiąca, nie z pośród najlep¬szych, lecz przeciwnie — najgorszych ludzi, pijaków i hulta- jów, a zawsze tylko takich, którzy byli najskłonniejsi do po-
183
krywania wszelkich nadążyć. Będąc zależnym od czerni ko-zackiej, taki dygnitarz me mógł się narażać swoim wybor¬com. Odnosiło się to, niestety, nie tylko do atamana ku- rennego, ale i koszowego. Gdy się zbliżało Boże Narodzenie, kozacy siedzący na zimowikach i nad rzeczkami dla rybołó- stwa, poczęli się zjeżdżać do Siczy. Łącznie z tymi, którzy stale w Siczy przebywali, około połowy 18-go wieku zgro¬madzało się ich do pięciu tysięcy, śród których większość była nałogowych pijaków. Nazywano ich „Siromachami" — rodzaj proletarjuszy stepowych, którzy nie posiadali żadnej własności, nie tylko koni i bydła, ale często koszuli na grzbie¬cie i przez całą zimę aż do wiosny wylegiwali się po ku¬reniach.
Na Boże Narodzenie, po wysłuchaniu Mszy świętej, ka¬żdy szedł do swego kurenia, a po obiedzie ataman koszowy kazał pomiędzy siromachów kurennych rozdzielić kilka be¬czek wódki, a oprócz tego tych wszystkich, którzy przycho¬dzili do niego, poił gorzałką i miodem. W ten sposób jednał sobie przyszłych wyborców. To samo robili sędzia wojskowy i pisarz, z mniejszą nieco hojnością. Trwała ta pijatyka aż do Nowego Roku, tak, że właściwie przez ten czas kozacy nie przetrzeźwiali się wcale. Z tym stanem pijaństwa połą¬czone były bezustanne walki i zatargi siromachów między sobą i napaści na tych, którzy ich gorzałką i miodem trak¬towali. Pijaństwo dochodziło do tego, że przed wyborami zawsze kilku kozaków nadużycie alkoholu śmiercią przy¬płacało.
Ponieważ, oprócz traktamentu, istniały także wyszynki gorzałki i miodu, utrzymywane tuż w pobliżu Siczy przez żydów, gdzie kozacy upijali się do utraty zmysłów, zacho¬dziła często potrzeba przymusowego zamykania wyszynków. W ciągu całego tygodnia siromachy, czyli mówiąc jaśniej pijacy i łajdaki, — świadczy naoczny uczestnik wyborów ko¬zackich,—naradzają się potajemnie nad wyborem Starszyzny.
Po nabożeństwie na Nowy Rok wynoszono z cerkwi, gdzie leżały w przechowaniu t. zw. „klejnoty“ kozackie — chorągwie i buńczuk, jakoteż litawry, a gdy wszystko usta¬wiono, wówczas ataman koszowy i sędzia ujęli w ręce wiel¬kie okute srebrem laski, jako symbol władzy. Dawniej sym¬bolem tym były zwykłe trzciny, zwane „komyszynami“. Ko¬
184
szowy wziął także pieczęć wojskową, pisarz—wielki srebrny
kałamarz, asawoła zwykłą laskę bez żadnych ozdób i usta-
wili się obok chorągwi w jeden rząd według starszeństwa
władzy bez nakrycia głowy. Atamanowie kurenni stanęli w pół-
krąg za Starszyzną, a za atamanami kurennymi „czerń", bę-
dąca w stanie zupełnego opjanienia*-
Gdy.już się wszyscy zgromadzili,
a było tego około trzech tysięcy —
tyle tylko mógł pomieścić gródek Si-
czowy — rozpoczęło się losowanie ja-
kiemu kureniowi mają się dostać je-
ziora rybne i rzeczki. Losowanie od-
bywało się w sposób prymitywny:
spisane na karteczce „uchody" wrzu-
cano do czapki, a każdy kureń wy-
Pieczęć palAnki Kud&ckiej. losowywał dla siebie.
Po wylosowaniu uderzono w lita-
wry i bębny na „zbor“. Gdy się wszyscy zgromadzili i sta-
nęli półkolem, ataman koszowy, sędzia, pisarz i asawuła kła-
niali się „siromachom" na wszystkie strony i głośno dzię-
kowali, każdy z osobna za swój urząd.
Potem dopiero odzywać się poczęły głosy wyborców,
bardzo urozmaicone i nie zawsze dla
starszyzny przychylne. Jedni krzy-
czeli: „najedliście się kozackiego
chleba już dosyć!" Drudzy łajali
swoją starszyznę najwstrętniejszemi
słowami; inni krzyczeli: „położyć! po-
łożyć!" Miało to oznaczać, że czerń
kozacka życzyła sobie, ażeby Starszy-
zna zrzekła się swoich godności. Wó-
wczas Starszyzna kładła swoje czapki
Pieczęć pataokl Samarskiej. na ziemi' a na nich oznaki swego do-
stojeństwa—buńczuk, Komyszyny, pie¬częć i srebrny kałamarz i każdy uciekał, gdzie najbliżej, ażeby się schronić przed wybuchem gniewu czerni, który często kończył się zabójstwem. Każdy ataman koszowy miał także swoją partję, swoje stronnictwo, które pragnęło utrzy¬mać go przy władzy. Sypali przeto piasek i ziemię na głowę tych, których pragnęli zatrzymać przy władzy, a niekiedy
185
na dowód życzliwości zapewne, wyciągali ich z ukrycia za włosy, krzycząc: „bądźcie znowu panami u nas“. Oczywi¬ście, partja przeciwna, forytując swego kandydata, swoją opo¬zycją wyrażała w sposób godny zwyczajów wyborczych: na¬padała na przeciwników i rozpoczynała z nimi bitwą na pi꬜ci. Jeżeli zważymy, że obie strony wojujące były w sta¬nie nietrzeźwym, nie trudno wyobrazić sobie, że na placu boju nie brakło krwi. Nie żałowano szturchańców Starszy- źnie, którą kułakowano i ciągano za włosy, tak, że zmią- toszona, obita, okrwawiona, chowając sią i zabarykadowa¬wszy drzwi, ledwie z życiem uchodziła.
Ale to nie bywał jeszcze koniec wyborów, jeszcze nowa Starszyzna proklamowaną nie była. Zamknąwszy sią w swoich kryjówkach, Starszyzna do wieczora nie pokazywała sią wy-borcom, ażeby jednej lub drugiej strony nie zachącać do no¬wych dowodów sympatji lub niełaski, które sią objawiały w jednaki sposób. Tak samo przy obopólnej bijatyce i hała¬sach wybierano pułkowników, asawułów i atamanów ku- rennych.
Wybory Starszyzny były taką uroczystością kozacką, której inaczej nie rozumiano jak w połączeniu z pijatyką bezgraniczną. Wybór tego lub innego nie był zgoła czemś pewnem, był raczej tylko pretekstem do pijatyki, bo czerń piła na rachunek wybranego. Nowy dygnitarz, który jednak nazajutrz najcząściej tracił swój urząd na rzecz innego wy¬brańca, musiał swoich wyborców raczyć gorzałką. Szynkarz z jego polecenia wydawał wódką konwiami, wiadrami, garn¬cami — brał każdy w co kto mógł, a nazajutrz pozbawiano urządu chwilowego szczęśliwca.
Poprzednia Starszyzna zgromadzała się w izbie koszowego i w przestrachu przed zamordowaniem, zamknąwszy się, nie pokazywała się wyborcom. Nazajutrz zoowu wołano Star¬szyznę „na Radę". Szli przerażeni, bo nie wiedzieli, czem się te wybory skończą. Gromada „siromachów" — przychylna starym władzom — zawracała koszowego do jego izby, nie żałując łajanki i poszturchiwań, gdy inni wołali: „bądź na¬szym bat’kiem!" Gdy udało się wybrać sędziego i asawuła, prowadzono ich w tryumfie do izby koszowego. Manję wy¬borczą posuwali nawet do tego stopnia, że wybierano pusz- karzy i doboszów.
186
Gdy nareszcie wybory kończyły się, nie było już po¬woda do bezpłatnej pijatyki, rozbestwiony i niespokojny tłum rzucał się na przedgrodzie, gdzie były szynki miodne i gorzałczane, jakoteż kramy żydowskie, ażeby rabować co się da, wówczas kupcy zatarasowywali przed hołotą bramy i rozpoczynali formalną wojnę z wdzierającymi się siroma- chami, bo niekiedy i bez strzelby nie obeszło się.
Takie wypaczanie „wolności kozackich" doprowadziło nie tylko do anarchji przy wyborach Starszyzoy, ale pociągało za sobą anarchję administracyjną, bo niepodobieństwem było utrzymanie stałego porządku i kontroli zachowania się naj¬
gorszych żywiołów z pośród ludności na Siczy, gdy ta sama ludność stała się kierowniczą siłą poniekąd rządu na Zaporożu. „Czerń" kozacka nie mogła wybierać starszyzny, któraby jej była niemiłą i sprężystą ręką chciała utrzymać porządek, a Star¬szyzna bezwładna, bezsilna, niepewna władzy i życia przy najlepszej chęci nic nie mogła uczynić, ażeby zagnieżdżone rabownictwo śród hołoty siczowej wyplenić.
Garstce trzeźwych i rozsądnych ludzi narzucała się sama przez się konieczna potrzeba reform. Już w połowie i8*go wieku na skutek raportów wysłańca moskiewskiego do Siczy dla zbadania istniejącego stanu rzeczy, które z przerażającą
187
plastyką malowały życie na Siczy w najgorszych barwach. Starszyzna, po naradzie ze „starynnymi" kozakami, postano¬wiła przedstawić jenerał-gubernatorowi Lcontjewowi, rezy¬dującemu w Kijowie i mającemu niejako zwierzchnią władzę nad Zaporóżem, jako rzecz najbardziej pożądaną - wyznaczenie na urząd Atamaoa koszowego i Starszyzny ludzi drogą ukazu, nie zaś obsadzanie najwyższych urzędów w Siczy przez wy¬bory ,,wolnemi głosami". Żądano przytem, ażeby urzędy te były dożywotnie jak dawniej, przed Chmielnickim i jeszcze po nim. Byłaby to jednak tylko reforma od góry, że tak powiem, gdy całe życie Zaporoża wymagało innego trybu: prawidłowej kolonizacji rolniczej, wytępienia żywiołów nie¬spokojnych i wprowadzenia indywidualnej własności nieru¬chomej, gdyż tak luźny stosunek zależności, jaki istniał między niestałą, niespokojną, napływową zawsze ludnością na Siczy, a jej władzą najwyższą — Starszyzną,— nie dawał żadnych gwarancji prawidłowego porządku. Dla tej ludności nieporządek był najpożądańszym warunkiem istnienia.
Na razie przeto wszelkie reformy, dotyczące administracji „Ziem wojska Zaporoskiego4" utknęły, a gdy koszowym Ata- manem został Piotr Kalniszewski (Kałnysz), który też był ostatnim przedstawicielem „wolności44 Zaporoża, straciło ono wszelki charakter organizacji wojskowej, zachowując tylko pozory i tytuły, a stało się przytułkiem rabowniczych wa¬tah, które dokoła Zaporoża rozsiewały postrach, niepokój i ściągały skargi dworów ościennych do Petersburga. Tam też wychowywali się owi Szwaczki, Nezywi, Bondarenki, Szelesty, Żeleźniaki, którzy w roku 1768 wyruszyli na „hu- lanie4'.
W końcu trzeciej ćwierci 18-go wieku polityka Kata¬rzyny II, zwrócona ku zaokrągleniu swego państwa od pół¬nocnego zachodu i od południa, zakończona pomyślnem dla niej urwaniem kawałka Polski, Już wyraźnie zdążała do opa¬nowania Krymu i Pobrzeża Czarnomorskiego, gdyż na Czar- nem morzu mogła rozwinąć flotę swoją i zetknąć się z po¬łudniem Europy dla handlu. Zaporożc było przeszkodą, bo w Petersburgu wiedziano dobrze, że Sicz w krytycznych chwilach opierała się o państwo hanów krymskich. Chcąc przeto zdobyć Krym, należało przedtem zniszczyć Sicz, jako tradycyjne siedlisko kozaków i rozpędzić stepową hołotę
188
<hołul’ba). Nie było to rzeczą trudną, bo Sicz doszła do osta-tecznej granicy swego rozkładu, a włóczęgi zaporożni nie mogli przedstawiać poważnej siły obronnej. Stała się ona, nie jak dawniej ogniskiem życia junakierji kozackiej, która po¬zorami walki ze światem muzułmańskim przykrywała przy¬najmniej swoje najazdy na pobrzeża Turcji, nie pozbawionej bohaterstwa osobistego,—lecz przytułkiem włóczęgów i zbójów hajdamackich. Rabowali oni tak samo przy nadarzonej sposo-bności czabanów tatarskich i kupców tureckich, jak w Rzpltej szlachtę. W takim stanie moralnego i politycznego rozkładu, Sicz stała się źródłem bezustannych zatargów dyplomatycz¬nych zarówno ze strony Rzpltej, jak i Turcji.
Wobec tego wszystkiego Rosja zdecydowała się znisz¬czyć Sicz, to gniazdo hajdamackich szerszeni, nie w chęci przypodobania się „panom* polskim, jak twierdzą niektórzy, bo nie było potrzeby takiego przypochlebiania się wobec ukrytej, ale widocznej jednak myśli rozbicia państwa pol¬skiego,—lecz poprostu zniszczenia ośrodka bezustannych nie¬pokojów w celach dalszej polityki. Sicz w ostatnim okresie swego rozkładu nie była dla Rosji ani straszną, ani potrzebną, przeciwnie—w tem stadjum pierwotnego gospodarstwa, w ja¬kiem się znajdowała, była przeszkodą do dalszej kolonizacji stepów aż do morza. Tworząc t. zw. Noworosyjską gubernję tuż nad granicą Polski, Rosja podjęła to cywilizacyjne zada¬nie, które przypadło w udziale Rzpltej polskiej i przez nie¬dołężną jej politykę zmarnowane zostało. Dla spełnienia tego zadania Sicz była tylką zawadą, którą należało usunąć.
Po skończeniu przeto wojny tureckiej w r. 1775 Rosja wysłała oddziały wojsk w głąb ziem Zaporoskich z polece¬niem odbierania wszelkiej broni, znajdującej się w posiada¬niu kozaków, siedzących po pałankach i zajętych przemy¬słem rybołownym. Było to robione nie bez wiedzy zapewne Atamana koszowego w tym celu, ażeby włóczęgom hajda¬mackim uniemożliwić zbrojne napady na posiadłości państw sąsiednich. Ale za plecami tej akcji krył się zamiar znisz¬czenia Siczy i zupełnego zagarnięcia ziem Zaporożnych pod berło Carów moskiewskich. W lecie przeto roku 1775 jene¬rał T^keli wkroczył z wojskiem w posiadłości Siczy, obsa¬dził wszystkie pałanki zaporożne i obiegł Sicz. Na początku czerwca t, r. ustawił przeciwko niej działa i zawiadomił
I8y
znajdujących się tam kozaków, że z woli Carowej ma pole¬cenie zdobyć ten wertep kozacki i zniszczyć. Wezwał koza¬ków do dobrowolnego poddania się i do rozejścia się. Gada¬nia na temat obrony było dużo, ale na gadaniu skończyło się. Zarówno ataman koszowy Kalniszewski, jak i Archiman- dryta cerkwi Siczowej namawiali do poddania się — poddano się zatem. Sicz zrujnowano, o sierpnia t. r. wyszedł ukaz, motywujący zniszczenie Siczy i kasujący na zawsze nazwę „kozaków zaporożnych44. Robiono kozakom słuszny zarzut, że odstąpili od dawnych reguł życia,—odnosiło się to zapewne do nieładu, jaki pod szumną nazwą „wolności44 panował na Siczy,—że utrzymują kraj w stanie półdzikim, który utrudnia rozwój gospodarstwa wiejskiego i handlu, że wreszcie bezien- ność „towarzystwa44 uniemożliwia osadnictwo kraju. Główna ta zasada wspólnego życia Zaporożców była obowiązującą do czasu zniszczenia Sirkowej Siczy, później zaś stała się teore-tyczną o tyle, że rzeczywiście, od powrotu Zaporożców z Ale- szy (Prognoje) i zbudowania Nowej Siczy, rozpoczęła się dzika kolonizacja po pałankach—coś podobnego do zakłada¬nia folwarków dla uprawy zboża. Przeważało jednak gospo¬darstwo pastwiskowe i rybołowne.
Najważniejszą jednak przyczyną zrujnowania Siczy i roz¬pędzenia Zaporożców, była konieczność nadmiernego rozwoju terytorjalnego Rosji, która siłą warunków życia państwowego dążyła do opanowania morza ido zużytkowania bogatych, ale nieprodukcyjnych w administracji kozackiej ziem Zaporoża. Zagarnięcie przez Rosję tych olbrzymich obszarów przeszło bez wrażenia i bez echa w polityce międzynarodowej, co waż¬niejsze—nawet Turcja, nawet Krym, którym zabór samowolny ziem Zaporożnych groził zbliżającą się katastrofą, nie oparły się zaborczej polityce Rosji.
Szczęśliwy los oddał w posiadanie kozaków kraj bo¬gaty, żyzny, piękny, mający wszelkie warunki utworzenia własnego państwa, który Sicz, zaskorupiała w tradycyjnych, ale cywilizacyjnie spóźnionych zwyczajach, zmarnowała. Prze- wódcy Kozaczyzny postawili ideę klasową po nad ideę pań-stwową. Cywilizacyjny pochód ludzkości naprzód, któremu i Rosja poddać się musiała, łamał powoli jednostronność idea¬łów kozackich, doprowadził je do absurdu i zniszczył, a wkrótce
190
potem zniszczył zarodki państwowości kozackiej na Zaporożu, także o klasowość oparte.
Moskwa, znając niestałość narodu ruskiego, z łona któ¬rego Kozacy wybierali sobie hetmanów i w ciągu stu lat przeszło stwierdziwszy tę niestałość, nie ufała także Kali¬szewskiemu i innej Starszyznie, która namawiała Kozaków do poddania Siczy bez walki. Zabrano też ostatniego ata- mana koszowego Kalniszewskiego i ostatniego pisarza Siczy Zaporożnej Głobę i wywieziono do Petersburga, skąd dopiero, jak się zdaje, rozesłano ich po różnych monasterach. Nikt nie wiedział nawet gdzie są i czy żyją. Dowiedziano-się do¬piero po śmierci ich, że Kalniszewski umarł w Sołowickim monasterze w r. 1803, mając 112 lat, pisarz Głoba zmarł w r. 1790 także w jakimś północnym monasterze, a sędzia Paweł Hołowatyj zakończył życie w Tobolskim monasterze na Syberji.
Upadek Siczy znalazł rozgłośne echo w poezji ludowej, gdy wcześniejszy upadek Hetmańszczyzny przeszedł bez wra-żenia. W poezji ludowej odbiła się jednak cała naiwność polityczna Kozaczyzny—butna w czasie powodzenia, pokorna wobec siły brutalnej. Pieśń ludowa wkłada w usta ostatniego atamana koszowego „prośbę" do carowej, ażeby „ziemie, łąki i klejnoty zwróciła", a gdy carowa nie chce, koszowy—płacze. Wypadek zagarnięcia Ziem Zaporożnych wydobywa z duszy kozackiej nutę nie tragiczną, lecz sentymentalną.
Z Kozaków siczowych Potiomkin utworzył oddział „pi- kinierów", a ludność, mieszkającą na pałankach przeznaczył na osadnictwo. Mało jednak zostało na roli. Próżniacze włó- częgowskie życie przeważyło. Lękano się Moskwy. Znaczna ilość ludności wymykała się na stronę turecką, a z czasem poczęła osadzać się na polach Oczakowskich.
Dalsze losy Kozaczyzny ukrainnej już nie wchodzą w za¬kres naszego szkicu. Część kozaków siczowych oparła się nad Kubaniem, część w Turcji na Dobrudży, a niektórzy, za pozwoleniem cesarza Józefa II, w Banacie założyli sobie Sicz. Było ich podobno kilka tysięcy. Ale i tu się im nie podo¬bało — w krótkim czasie znikli bez śladu.






