FR. RAWITA-GAWRONSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index



54
żacką po swojemu, nigdy na żadne interesy Kozaczyzny, ani na „wolności kozackie14 nie powoływał się. Dopiero gdy po¬rósł w pierze i jawnie występował przeciwko Rzptej, począł bronić stanu kozackiego i wolności.
Był to typowo niespokojny umysł stepowego watażki. Gdy mu się sprzykrzyła „służba cesarska11 wracał w granice Rzptej dla chlcba, a na tureckie miasta chodził dla rabunku, tłumacząc się, że chodził „aby czasu nie tracić1'. Na Wo¬łoszczyznę robił wyprawę z drugim takim „hetmanem1* jak sam, Łobodą, „aby konie nie starzeli'1, a w tym celu spalił Jassy. Z powrotem z Wołoszczyzny, „aby nie próżnować", zrabował Tehinię i Białogród. Gdy interwencja Rzptej po¬sadziła na tronie wołoskim Jeremiego Mohyłę, wrócił do Baru ze zdobyczą, gdzie się znalazł w towarzystwie Chłopi- ckiego. Przyjście ich rzuciło taki popłoch na mieszkańców, że uciekać poczęli. W r. 1595 wybrał się znowu na Woło¬szczyznę, po drodze zrabował Bracław, chociaż było tam także niemało kozaków. Po tych wszystkich awanturach oświad¬czył, że poszedł na Wołyń „na królewski chleb11, równocze¬śnie ofiarując służby swoje Rzptej i prosił króla „o pustynię między Bohem a Dniestrem na rezydencję", obiecując, że będzie ukrócał swawolę kozaków. W r. 1596 widzimy go znowu na Wołyniu. Byl to rok unji Brzeskiej. Brat Nalc- wayki Damian piastował wyższą godność w hierarchji wscho¬dniego kościoła, znalazł się przeto w szeregach przeciwników unji. Nie bez wpływu zapewne brata Nalewayko począł ra¬bować majętności zwolenników unji: s-ty Łuckiego Siemaszki, Terleckiego i in. Z tego tytułu urósł z czasem na obrońcę prawosławja, chociaż jego moralność chrześcijańska stała na poziomie, tatarskiej. Po rabunku Łucka, Słucka, Mohylowa, urósł w pychę i siłę. Zapomocą komisji próbowano jeszcze uspokoić kozaków, ale uspokojenie mogło nastąpić już tylko przy pomocy szabli.
Bezkarne włóczenie się rabowniczych watah kozackich, co dnia prawie urastających w siłę, poczynało być groźnem, bo mogło pociągnąć za sobą rozruchy na szerszą skalę. Żół¬kiewski otrzymał polecenie rozpocząć walkę z samowolnem kozactwem. Łoboda rozpuszczał swoje zagony w Owruczy- żnie, a do Białej Cerkwi cofnął się na wiadomość o ruchu Żółkiewskiego, Szawuła na Białej Rusi szastał się, a Nale-

55
wayko w południowej części Wołynia. Wszyscy poczęli ścią¬gać się ku Dzikim polom.
Na widownię dziejową życia kozackiego wysunęło się równocześnie prawie trzech watażków, Nalewayko, Szawuła i Łoboda, którzy wichrzyli w Rzptej. Żadnego programu po¬litycznego w ich działalności dostrzec nie można: rabowali tak samo jak na Wołoszczyznie. Dopiero chwila wystąpienia zbrojnego Żółkiewskiego dała im odczuć niebezpieczeństwo, a wiedząc, że siły polskie nie są wielkie, zdecydowano dzia¬łać wspólnie. Układu takiego nie zuamy, ale widocznym on się staje z dalszej akcji. Na wieść o wystąpieniu Żółkiew¬skiego, poczęli się cofać ku stepom, gdzie walka z uimi była zawsze trudniejsza. Nalewayko ruszył tedy taborem przez Łabuń i Pików w Bracławszczyznę, nie bez nadziei wzmoc¬nienia się tam; Szawuła na Bycbów i Ostropol cofnął się do Kijowa, ażeby się połączyć z Łobodą. Pod Ostropolem szarp¬nął ich Żółkiewski. Szawuła został ranny. Zwyczajem ko¬zackim poczęli się kłócić o hetmaństwo. Najprzód tytułem tym obdarzano Nalewaykę, potem Łobodę. Niepokój zapano¬wał w obozie kozackim. Skupiać się poczęli ku Trypolu z widoczną tendencją przejścia na lewą stronę Dniepru. Od-była się Rada kozacka, na której może po raz pierwszy sta-nęła przed nimi kara za popełnione łotrostwa. Na tej Ra¬dzie ujawuiła się nie jakaś myśl polityczna, ale właściwość pokonanego wroga, chęć wyszukauia warunków odpowiada¬jących rozhukanemu temperamentowi watażków kozackich. Po raz pierwszy na tej Radzie zarysowały się projekty i za¬miary, które w pięćdziesiąt lat później wykonał Chmielnicki. Uradzono tedy pójść do Moskwy i poddać się pod jej pro¬tektorat lub pod protekcję chana krymskiego, a z nim wspól¬nie iść na Polskę. Rzpta przedstawiała się im jako Eldora¬do, w którem można buszować bezkarnie, a żyć wygodnie z rabunku dworów i majętności szlacheckich i pańskich.
Żółkiewski, nieubłagany w ściganiu nieprzyjaciela i walce z nim, okazywał jednak ten rozum umiarkowania, który nakazuje szukać środków i dróg do pojednania się z wro¬giem. Zgodził się przeto na pertraktacje, żądając wydania Nalewayka i innych hersztów swawoli i oddania chorągwi ce¬sarskich, pod któremi włóczyli się po Polsce. Kozacy go¬dzili się na pertraktacje, ale równocześnie zwrócili się do

50
Zaporożców o pomoc i dla powiększenia sił swoich zwoły-wali kozactwo swawolne ze wszech stron i z całym taborem, z żonami i dziećmi poczęli się przeprawiać za Dniepr. Przy pomocy Kijowianów, jak widać niezbyt przychylnych koza¬kom, Żółkiewski odszukał zatopione łodzie i zdecydował się uderzyć na kozaków na Zadaiepr :u.
Już sama przeprawa za Dniepr i dalszy pochód koza-ków ku Lubniom był wyraźną wskazówką, że dążą albo ku Donowi, ażeby się z tamtymi połączyć, albo mają zamiar rzeczywiście poddać się Moskwie lub rozproszyć się w ste-pach, ażeby się skupić w innem miejscu. W obozie pano-wało niezadowolenie z Nalewayki. Może rozumiano niebez¬pieczeństwo, grożące kozakom. Śladami ich szedł Żółkiew¬ski i pod Sołonicą, niedaleko Łubniów, postanowił przerwać dalszy ich pochód Nalewayko, przeczuwając klęskę, próbo¬wał umknąć z obozu, ale kozacy pilnowali go. Żółkiewski natarł na kozaków i rozgromił ich doszczętnie. Wojsko ko¬zackie kapitulowało. Hetman traktował ich jeszcze jako swawolne kupy, zażądał przeto wydania organizatorów wich¬rzenia, dział — a mieli ich kozacy 24, ■— zapasów amunicji, chorągwi i trąb, przysłanych im przez cesarza na znak, że byli na jego żołdzie, zwrócić rzeczy zrabowane i rozejść się do domów. Trudno było o warunki łagodniejsze. Tabor ko¬zacki liczył zaledwie dziesięć tysięcy ludzi z kobietami i dziećmi.
Cel wyprawy Żółkiewskiego — zniszczyć swawolę ko-zacką, • był niby dopięty. Ale, patrząc dalej w przyszłość, słusznie pisał do Zamoyskiego, że „gadzina jest tylko przy- duszona", radził tedy trzymać stałe wojsko na Ukrainie W myśl tą wyszedł uniwersał królewski (1 września 1591) do władz ukrainnych i innych, aby ludzi bezdomnych, włó-częgów, hultajów, rabowników przyłapanych na zbrodni — śmiercią karać.
Ale najmędrsze prawa wobec bezsilności i niezaradności rządu mało przynosiły pożytku.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location