IV. POCZĄTKI WALKI O KLASOWOŚĆ KOZACZYZNY.
Ruch kozacki, pozornie przez Żółkiewskiego stłumiony, już w ostatniej swej fazie, zakończonej klęską na Sołonicy, niezależnie od swawoli kresowej, pod wodzą rozmaitych wa¬tażków, ujawnił się w skłonności konsolidowania się—jedno¬czenia. Kozacy skupiają siły do walki z Rzptą i do tej walki wciągają Zaporoże, grupę kozaków, gromadzących się na Niżu, gdzie utworzyło się stałe, niezależne pozornie, siedlisko kozackie. Był to jedyny punkt oparcia i dzięki temu kozacy Zaporożni skupiać poczęli u siebie władzę, do pewnego stop¬nia moralną, nad całą Kozaczyzną. Zarysowało się to po raz pierwszy, gdy Naliwaykowcy zwrócili się ku nim o pomoc.
Pierwsze skupienie się kozaków dla oporu Żółkiewskiemu, nie nosi jeszcze żadnego klasowego charakteru, a tern mniej społecznego. Do walki występują żywioły burzliwe, niespo¬kojne, bez osiadłości, narodowo niejednolite. Walczą o prawo swawoli, uciekają przed ręką karzącą, lub szukają sposobu zabezpieczenia sobie na przyszłość, o ile można, bezkarną swa¬wolę.
Ale ożywienie się takiego ruchu w państwie, stałe i szyb¬kie zwiększanie się jego i objęcie tym ruchem trzech naj¬większych województw Rzpltej, narażanie państwa przez ościen¬ną swawolę na ciągły niepokój, zwróciło uwagę na to zjawi¬sko. Inicjatywa wyszła wszakże nie od rządu, lecz od spo¬łeczeństwa, bo głos zabrali publicyści, szukając drogi do wyjścia z fatalnego położenia. Śród nich najwybitniejsze miejsce zajęli biskup Kijowski Wereszczyński, X. Piotr Gra-bowski i Starowolski. Wszyscy oni mieli na uwadze zabez-pieczenie się od Tatarów i w tern tylko widzieli spokój pań-
68
stwa, z tego stanowiska zapatrywali się i oceniali Kozaczyznę, mało przewidując następstwa Kozackiego rozwydrzenia.
Wereszczyński radził posiadać na stepach „Szkołę ry-cerską", „nie in visceribus regni", po krakowsku „na burku*', ale w Dzikich polach sub dio, pod dachem niebieskim, bądź przy szpichlerzach J. K. M., bądź też przy szpichlerzach Rzpltej, z którychby zawżdy mieć mogli swoje wszystkie necessaria". Byłaby to zatem szkoła ćwiczeń praktycznych przy ucieraniu się z Tatarami. Do obrony kresów miało wy¬starczyć „5000 po usarsku, a 5000 po kozacku". Mogłoby nawet wystarczyć „szlacheckiego narodu" po kozacku 4000, a wiejskiego i miejskiego 2000". Na ten cel „ruska ziemia" powinna dać dziesięcinę, a gdyby się opierano — dodać do kwarty czopowe, myta i cła. Przewidując, że i to nie będzie się podobać „braciom szlachcie", radził do tej szkoły brać wybrańców, na stu jednego, zaopatrzonego w rynsztunek, a utrzymywanego kosztem „mieszczan i wsian", jako zwykle przez Tatarów krzywdzonych. Zdawało mu się, że 10 tysię¬cy takiego żołnierza możnaby mieć. W ostatku radził oddać całe Zadnieprze Krzyżakom, żyjącym według reguły Maltań-skiej. Nieosobliwy był to pomysł, jeśli zważymy, że w owym czasie nie było już tajemnicą, że Krzyżacy na ziemiach pol¬skich budowali sobie przyszłe państwo Pruskie.
X. Grabowski był śmielszy w pomysłach, bo dla tego ażeby Rzplta miała spokój, radził odsunąć jak najdalej Ta-tarów. Pragnął zatem wrócić do polityki, poleconej Pretfi- cowi w Barze, ale szedł dalej, bo pragnął dokonać tego woj¬ną zaczepną. W Tatarach Krymskich widział zuchwałego wprawdzie, ale nie silnego nieprzyjaciela, bo „ziemia jego jest błaha, mała, bez municji, bez strzelby, którą nie tylko zwojować, ale roznieśćbyśmy mogli". „Sprawy tylko i po¬rządku nam niedostaje"—uważał słusznie, zwracając uwagę na Moskwę, która ich okiełznała; „acz barbari, illiberi, bez animuszu i serca szlacheckiego", „zaczęła już Tatarów od morza Kaspijskiego", a wkrótce i „Pcrekopskich dziesień* cinników zagarną", co „za teraźniejszą pogodą i niedbałością naszą przyjść może", a wtenczas „przypomniałby nam Moskwi- cin Stefanowskie trwogi" i „takby Polskę zawarł, żeby się nic miała gdzie z domu wyruszyć". Radził przeto grunty nieosiadłe „syny koronnemi osadzić", oddając darowizną lub
59
dzierżawą ziemię ludziom rycerskiego rzemiosła lub ducha. Taki dzierżawca musiałby swoim kosztem utrzymywać mło¬dych żołnierzy, ćwiczących się w swojem rzemiośle. Nazywa ich ,,tyronami“. Szlachcice mieli dostać po kilkadziesiąt włók, aby mogli dwiema końmi do boju stawić się, miesz¬czanie pieszo albo lekkim koniem. Byłoby to zatem coś po* dobnego do stosowanej przez Litwę „służby wojennej ziem- skiej“, która jeszcze bez pożytku w połowie XVI-go wieku istniała, aż znikła jako instytucja mało pożyteczna, ociężała i niepewna. Piękna to była myśl, nie ze względu jednak wojskowego, lecz kolonizacyjnego, osadniczego i gdyby się udała, mielibyśmy Polskę polską aż do Czarnego morza. Pro¬jekt takiego osadnictwa wykonała Moskwa i w ciągu stu lat skolonizowała po swojemu.
Byłyby to owe zdobycze pługa polskiego, które impo-nowały Szajnosze swoją wielkością, a jednak nie przyniosły pożytku Rzpltej.
Starowolski pisał: „a cóż gdybyśmy te pustynie wszystkie osadzili, które są między rzekami Dnieprem a Dniestrem aż po Czarne morze? Cóż, gdyby Besarabia z jej żyznemi pa¬stwiskami i ułownemi jeziorami, kędy od wielu lat prawie inculta terra jacit, aż do gęby Dunaju a mogłoby to nieskoń¬czone pożytki swoją obfitością przynosić'1. Sięgał nawet do Tauryki „do emporium Kafskiego i Sołodyjskiego" ale nada¬remnie wołał: „użalcie się szlachetni Polacy, a pamiętajcie, że waszy królowie panami Czarnego morza bywali". Ale da¬remnie wzywał o zwiększanie poborów, a zbudowanie moc¬nych zamków" od Dobromila po Czarne morze, brzeg morski obwarujmy, uczyniwszy port nawigacjom wszystkim w Ocza- kowie". Daremnie zachęcał panów do budowania zamków wzdłuż linji granicznej—inną drogą poszły dzieje ziem ukra- innych.
Kolonizacja tych pustyń, osadnictwo, ujęte w karby regularne i powolnie postępujące ku morzu Czarnemu narzu¬cało się wprost jako system gospodarki krajowej, jedy¬ny w owe czasy. Wszystko sprzyjało jego rozwojowi i buj¬na żyzność ziemi, klimat zdrowy, obfitość ludności w macie¬rzystych prowincjach Polski, chętnej do uprawy roli, tylko brak planowego gospodarstwa państwowego stał na prze-szkodzie. Kolonizacja stepów, w początku 17-go wieku, roz¬
fiO
poczęta wielkiem rozdawaniem pustyń ukrainnych, miała charakter indywidualny, stosowany zarówno przez nowych posiadaczy tych pustyń, jak i Starostów, jako zastępców Króla i rządu. Cele nowej kolonizacji były zbyt osobiste i często niezgodne z interesem państwa. Znaczna część Kijowskiego i Bracławskiego Województw znalazła się w posiadaniu kil¬ku oligarchów, kilku rodzin — Ostrogskich, Kalinowskich, Zasławskich, Zbaraskich i pomniejszych kniazików wołyń¬skich.
„Przyduszenie gadziny'1 przez Żółkiewskiego niedługo trwało. Mądre rady publicystów i polityków zostały skrzy¬wione. Rząd polski nie potrafił zużytkować Kozaczyzny dro¬gą pokojową i ciągle tylko kokietował ją ile razy potrzebo¬wał zwiększenia wojska. Polityka polska pragnęła zwyciꬿać kozacką szablą, nie bacząc na to, że każde wezwanie Kozaków na wojnę było zwiększeniem sił kozackich, wzro¬stem Kozaczyzny, wzmocnieniem wroga wewnętrznego.
Zamiast rozbicia się Kozaków na Sołonicy, nastąpiło faktyczne zbliżenie różnych ognisk kozackich i organizowa¬nie się w klasę, w warstwę odrębną, do czego, nieświadoma następstw, Rzplta dopomagała, robiąc ustępstwa tym, któ¬rych zniszczyć pragnęła.
W powietrzu wisiała wojna Liwońska. Zamojski radził przeto nie drażnić kozaków (1597). Przegrana na Sołonicy wywołała nieufność i walki między sobą Kozaków. Najbut- niejszymi okazywali się Zaporożcy. Bajbuza, jeden z „hetma¬nów" kozackich, pragnąc nawrócić do organizacji Batorjań- skiej, prosił Hetmana W. K., ażeby mógł skutecznie walczyć z Zaporożcami,—o naznaczenie Starszego z osiadłej szlachty i o przysłanie chorągwi królewskiej jako dowodu łaski. Mimo to zbierała się wyprawa czajkami na Turków i na Wo¬łoszczyznę, gdzie rozpoczęła się wojna domowa o nowego hospodarczyka. W roli wodza kozackiego, już Kozaczyzny niby jakiejś całości, wystąpił Samijło Kiszka, nowy „Starszy", który układa się z Rzptą, stawia warunki służby i posłu¬szeństwa, żądając, aby „wolności", nadane przez Batorego, były powrócone, aby zaniechano dopuszczania się krzywd na Kozakach przez starostów, to jest zaniechano wyłapywania swawolników, rabowników i wichrzycieli; prosili o zapłatę, „jak przedtem bywało", i oczywiście o chorągiew, ażeby wi-
61
domem było, że są w służbie Króla Jegomości. Nie czekając jednak na odpowiedź, wyruszyli na Wołoszczyznę, gdzie na tronie hospodarskim osadzili Semena Mohyłę, brata Jere-miego—i wrócili na Zaporoże.
W propozycjach Samijła Kiszki wystąpiły po raz pierw- wszy „krzywdy kozackie". Biorąc je jako całość, było to z jednej strony ukrócenie swawoli, a z drugiej upominanie się o bezkarność swawoli, boć przecie sądy kozackie nie mogły karać za to, co powszechnie nazywano „rycersldem rzemiosłem" — jak najazdy rabownicze na miasta tureckie i mordowanie ludności tatarskiej w nieoczekiwanych najaz-dach, tak samo jak rabowanie majętności szlacheckich.
W granicach państwa polskiego formowała się zatem jakaś nowa warstwa, jakaś nowa siła wojenna, zorganizo-wana, a raczej organizująca się na zasadach zwyczajowych własnych, coraz bardziej wroga tamtoczesnemu ustrojowi pań¬stwowemu i zaczepnie występująca wobec Rzpltej. Skutkiem ciągłego ścierania się tej nowej, anarchicznie usposobionej siły z państwem, upatrywała ona w państwie wroga, stoją¬cego na przeszkodzie do jej rozwoju, a w szlachcie widziała przedstawicieli tego państwa. Z powodu takiego stanu rze¬czy zarysowała się i wzmacniała się nienawiść do państwa i do szlachty, przybierająca charakter walki klasowej, która Dadawała Kozaczyznie cechy wojny społecznej o utracone jakieś wolności, o odebrane przemocą jakieś prawa. Koza¬czyzna zatem, już ta nawet, która układała się na Sołonicy, jako pewna warstwa społeczna, wypowiadała wojnę Rzpltej, Rzplta natomiast widziała w niej siłę militarną i dążyła do tego, aby ją zużytkować w danej chwili, posługując się do tego półśrodkami i układając się z Kozakami nie jak z mą- cicielami pokoju wewnętrznego, lecz jak z odrębną zupełnie, obcą a wrogą siłą. Taka metoda postępowania wzmacniała moralnie Kozaczyznę i skupiała ją w całość coraz bardziej zwartą. Im nacisk na nią bywał twardszy, tern odporność jej stawała się bardziej hardą, zuchwałą, a przy słowach po¬kory i posłuszeństwa zawsze w zanadrzu była zdrada i po-głębiająca się coraz bardziej nienawiść. Szlachcic, na którym opierała się Rzplta, stawał się personifikacją wszelkich nie-szczęść Kozaczyzny, a zatem był celem jej nienawiści i zem-sty. W ten sposób wszelkie walki z Rzpltą utożsamiały się
62
z wojną ze stanem szlacheckim, a pogląd taki coraz bardziej zaostrzał się i pogłębiał.
Zamojski pragnął na wojnę Liwońską zaciągnąć 6000 Kozaków. Samijło Kiszka żądał płacy, zwrotu Trechtemi- rowa, potwierdzenia przywilejów Stefanowych i osobnej Ko¬misji dla ochrony Kozaków od „krzywd". Wiemy, co rozu¬miano pod tem, —rzadko rzeczywiste krzywdy. Całość tych żądań możnaby nazwać wyodrębnieniem się już nie tej lub innej watahy, lecz stanu, klasy kozackiej, zorganizowanej wojskowo.
Włóczęga po Wołyniu Nalewayki, Szawuły, Łobody i in¬nych watażków, samowola i prawie zawsze bezkarność swa¬woli, nie mogły pozostać bez wpływu na ruską, a często i nie ruską ludność wiejską, która przedkładała życie nie¬zależne, jako Kozacy, nad pracę na roli i wytwarzającą się coraz szybciej zależność materjalną od właściciela ziemi, któ¬rym był ten sam szlachcic, jaki z Kozakami walczył. Temu złudzeniu wolności, pojmowanej po kozacku, ulegali ludzie bujniejszego temperamentu lub po prostu uciekali przed pra¬wem, ukrywając się w szeregach kozackich. Gdy się wataż¬kowie wycofali z Wołynia i północnej części Kijowszczyzny, jednostki bardziej awanturniczo usposobione, uciekały na Niż i Dzikie pola, gdzie można było zawsze ukrywać się bezpiecznie i już od początku 17-go wieku rozpoczął się pęd ludności z północy na południe w dwóch kierunkach: jedni szli w kozactwo swawolne, drudzy jako osadnicy nadanych niedawno pustyń ukrainnych, przeważnie oligarchom, osia¬dali na „polach", to jest używali ziemi bez żadnych obo¬wiązków wobec właścicieli przez lat kilkanaście, a nieraz więcej.
Nie dość tego, że Kozaczyzna, jako warstwa klasowa, wroga państwu, zwiększała się liczebnie, ale poczęła zdoby-wać sobie własne środowisko, skupiające niejako kozackie interesy, posiadające do pewnego stopnia władzę moralną nad całością nowej warstwy. Tem środowiskiem była Sicz, niejako stolica Kozaczyzny, jej obóz ufortyfikowany, a sie-dzibą, gdzie się skupiały różne swawolne kupy i jednostki, z których Kozaczyzna siły swoje czerpała, stało się Zaporo- że — ziemie, położone z obu stron Dniepru, za progami Dnieprowemi. Nie miały one stałych granic z żadnej stro-
G3
uy, dotykały tylko na wschodzie dopływów prawych Dońca, na południu, od ordy, źródeł Miusów, a za Dnieprem, z pra-wej strony, od -północy, Taśminy i Sinej wody, od zachodu Dniestru, a od południa średniego biegu Ingułów i Bohu. W tych granicach z czasem utworzyły się niby powiaty od-rębne, okręgi, zwane „pałankami" — o czem później wspom-nimy.
Widzieliśmy, że Zaporozcy, „Kozacy zaporożni" wystę¬powali wspólnie z Nalewaykiem i in. przeciwko Rzptej Otóż ten obóz kozacki, Sicz (zasieki, rodzaj umocnionego stano¬wiska) mieścił się na Buzuwłuku, bocznej odnodze Dniepru, tworzącej ostrów i był siedzibą władz kozackich i wojska stałego. Ku końcowi XVI-go wieku już znajdujemy tam re¬gularną organizację wojskową, a dzięki podróży na Zaporoże Kryka Lasoty w celu zwerbowania Kozaków na wojnę tu-recką dla Austrji, znamy już tę organizację, stworzoną we¬dług wzorów Batorowych, ale przystosowaną do dawnej sa¬modzielności każdej odrębnej watahy, to jest wybieranie na¬czelnego wodza głosami powszechnemi, i sądownictwo własne, niezależne od żadnej instytucji państwowej lub sądu cywil¬nych zwierzchników z po za koła żołnierskiego. Wojsko po¬dzielone było na pułki, a w każdym pułku po 500 żołnierzy, pułk dzielił się na 5 setni. Na czele pułku stał pułkownik, na czele setni — setnik, dziesiątki — dziesiętnik. Zwierzch- niczą władzę sprawował wódz; jeśli stosownie do układu z kozakami, był mianowany, zwał się „Starszym", jak daw¬niej, jeśli wybrany, bez względu na to czy był lub nie po¬twierdzony przez króla, nosił tytuł „hetmana*. Oprócz het¬manów koronnych i litewskich, był to jeszcze jeden het¬man—kozacki, jakby na znak, że istnieje w państwie trzecia jeszcze organizacja, militarnie niby zależna od Rzptej, niby samodzielna. Starszyzna wojskowa, którą składali pułkow¬nicy i setnicy, tworzyła rodzaj sztabu hetmana. Porządku w wojsku pilnowali „asawułowie" — niby adjutanci jego. Prócz tego byli „surmacze* (muzyka), dobosze, puszkarze przy artylerji (harmata), trębacze. Do starszyzny zaliczał się także obożny, a korespondencję prowadził w wojsku — zawsze po polsku — pisarz. Ku końcowi XVI-go wieku było cztery regularne pułki na Siczy — urzędowo; pułki jednak, szczególnie później, kilkakrotnie nieraz przewyższały liczby
04
urzędowe. Hetman pobierał żołdu 120 zł. na ćwierć, pułkow¬nicy i oboźni po 30, asawułowie po 26, setnicy 15, pisarz 10, dziesiętnicy 9, puszkarze 12, muzykanci po 8, a kozacy sze¬regowi po 7 złotych. Wojsko kozackie tytułowało siebie „wojskiem zaporoskiem*, „rycerstwem zaporoskiem", a Sa- mijło Kiszka podpisywał się pełniejszym tytułem: „Samijło Kiszka, pułkownicy, setnicy i wszystkie rycerstwo Waszej Królewskiej Mości Zaporoskie*. Jakkolwiek hetman kozacki stał na czele wojska, ale tylko w czasie wojny był samo¬dzielnym panem, w główniejszych sprawach, dotyczących bądź wojny, bądź niekiedy polityki, decydowała Rada ko¬zacka (czerń) zwana później Radą czarną albo czemiacką.
Kilka szczegółów, dotyczących życia kozackiego, acz późniejszy nieco od Lasoty, podał Starowolski. Uzbrojeni byli Kozacy w rusznice (samopały) i szable, niektórzy posia-dali krótkie spisy. Żywili się bardzo skąpo chlebem, który czółnami sprowadzali z Kijowa, ale zwykłem pożywieniem była suszona na słońcu ryba i zwierzyna. Regularnego woj-ska sami Kozacy liczyli 6 tysięcy, ale było tego o wiele więcej, jako luźne watahy, a bliskim był prawdy Wereszczyń- ski, biskup kijowski, gdy w tym czasie naliczał Kozaków do 20 tysięcy.
Akcja wojsk kozackich, wogóle rzecz biorąc, była chao¬tyczną i bezplanową, rzucali się w każdą stronę, gdzie spo¬dziewali się zysku, a odwagę osobistą, okazywaną w najbardziej barbarzyńskich okolicznościach, nazywano rycerstwem. Oprócz hasła walki o samodzielność klasową, innego jeszcze nie było. W imię tego hasła wyłamywali się z pod wszelkiej subordynacji państwowej i urządzali krwawe wyprawy z jed¬nakim zapałem na miasta tureckie, na ulusy tatarskie po baraay, na Wołoszczyznę po zapłatę od hospodarczyków i w pomoc Cesarzowi dla rabunków. Niektórzy historycy ruscy utrzymują jednak — a opinja ta i u nas rozpowszech¬niona—że przyczyną najazdów na majętności obywateli Rzptej było wstrzymanie najazdów na Turcję; chociaż Nalewayko, Łoboda, Szawula dopuszczali się rabunków Rzptej wcześniej o wiele przed powstrzymaniem morskich wypraw na Turcję. Wracając z wojny Liwońskiej rabowali miasta, wsie i nakładali kontrybucje. Słusznie uskarżała się szlachta, że więcej szkody przynieśli po wojnie, niż pożytku w czasie wojny.
65
Ody Dymitr, zwany Samozwańcem, ogłosi) werbunek, chęć swawoli i życia z rabunku pociągnęła Kozaków na daleką północ. Pobyt ich w granicach W. K. Moskiewskiego był jednym ciągiem bezustannych rabunków i nękania lud¬ności. Trzymali się tego lub innego fałszywego Dymitra dla zapłaty, zastępując hospodarczyków wołoskich Dymitrami moskiewskiemi.
Na kresach ukrainnych było bezustanne targanie się z Turkami lub Tatarami. Większe tylko notujemy. W r. 1604 zapędzili się pod Perekop; w kilka lat później (1609) zorga-nizowali jeden z największych napadów na Kilję i Białogród, pociągając na te wyprawy mieszczan Korsuńskich i Bracław- skich. Gdy z Dymitrami wzdłuż i wszerz niszczyli W. K. Mo-skiewskie, mówili cynicznie, że „łatali swoją biedęu (łatały zły dni), a gdy w czajkach wypływali na rabunek miast tureckich, powiadali, że szukali „morskiego chlebau.
Z powodu swawolnego zachowywania się Kozaków, nad Rzpltą wisiała ciągle obawa wojny z Turcją. Wojny tej unikano i nie życzono sobie wcale.
W roku 1614 znowu zamierzali prowadzić na Wołosz-czyznę jakiegoś hospodarczyka, jako pretendenta na tron. Wyprawa morska na miasta tureckie i zrabowanie Synopy narobiło wiele hałasu,Turcja groziła Rzpltej wojną i zniesie¬niem Kozaków własnemi siłami. Kozacy, nastraszeni przez Żółkiewskiego, cofnęli się za Dniepr, do Perejasławia, w stepy, gdzie czuli się bezpieczniejsi—dalej od Rzpltej, i uciekli się do układów swoim zwyczajem, a znając słabość w tym względzie i niestanowczość Rzpltej, zażądali dla układów Komisji. Wy-znaczono Janusza Ostrogskiego, Janusza Zasławskiego, Kali-nowskiego, s-tę Kamienieckiego i Żółkiewskiego. Szlachta bracławska wyruszyła na pomoc wojsku. Posłowie kozaccy, zjawiwszy się na Komisję, oświadczyli, że do stanowczej decyzji nie mają instrukcji. Był to wykręt dla zwłoki.
Mimo to stanął układ, który jednak,dzięki oświadczeniu posłów kozackich, był nieobowiązujący. Wojsko kozackie miało trzymać straż nad Dnieprem od Tatarów i Turków, za co Rzplta miała płacić im 10 tys. złot. rocznie i dać 700 po¬stawów sukna. Król naznaczy Starszego, zależnego od het¬mana W. K. Przesiadywać mieli na Nizie i na włość nie wycho¬dzić. Kozacy, zamieszkali w miastach, w dobrach królewskich,
Kozaczyzna ukraiona. 5
66
duchownych i prywatnych mieli podlegać juryzdykcji pań-
stwowej, nie zaś kozackiej, i obowiązani będą do posłuszeństwa
swoim panom. Obiecano im zwrot monasteru Trechtymirowskie-
go, ale tylko na szpital, nie wolno zaś było czynić z niego miejsca
schadzek i narad kozackich. Zabraniało się im robić napady
rabunkowe na sąsiednie państwa.
Kozacy obiecali dać odpowiedź za kilka tygodni. Było to
pewnego rodzaju ultimatum. Kozacy w ciężkich dla nich oko-
licznościach godzili się zwykle na wszystko; prawdopodobnie
i na tę ordynację zgodzili się, bo sejm ją zatwierdził (16J5).
Nic sobie wszakże z tej ordynacji Kozacy nie robili.
W tym samym roku jakiś Korobka buszował na Wołyniu,
ukrócić nareszcie tę swawolę. Żółkiewski już w marcu był
w Kijowie i wydał uniwersał, zabraniający pochodów na
Turcję. Kozacy uciekli się do znanej swojej metody i taktyki
politycznej — „oszukiwać i łudzić kiedy chcą tego". Każda
zwłoka wzmacniała ich szeregi. Tymczasem między Koza-
kami wynikło nieporozumienie na tle zasadniczem: godzić
się, czy nie godzić się na zaniechanie pochodów rabowniczych?
Wybrano nowego hetmana — Dmytra Barabasza, ojca tego,
którego nazwisko stało się głośnem za czasów Chmielnic-
kiego. Dmytr reprezentował opozycję i był hetmanem swa-
wolnych Kozaków. Wojska polskie stały nad Rosią, za
Rosią — kozackie. Do walki mogło dojść każdej chwili.
Sahajdaczny.
a Kozacy, którzy układali się z Komisją, mieli w zanadrzu już przygotowaną wyprawę na Carogród czółnami, która uszła im na sucho według zwy¬kłej polityki „aby nie drażnić Kozaków44. To też zaraz w na¬stępnym roku Piotr Sahajda¬czny (Konaszewicz) urządził wielką wyprawę morską, gdzie zetknął się z flotą Ali-baszy, a w jesieni tegoż roku była wielka wyprawa „dla mor¬skiego chleba44 na wybrzeża Anatolijskie.
Król polecił Żółkiewskiemu
67
SahajdaczD.y okazał umiarkowanie i chęć do ugody. Żółkiew¬ski również ugodowo był usposobiony i chciał się porozumieć za pośrednictwem delegacji. Kozacy jednak odpisali butnie, że gotowi są do walki. Przewaga żywiołów umiarkowanych zwyciężyła i ułożono nową deklarację, dzięki ustępliwości Sa- hajdacznego. Właściwie było dwa projekty ugody: kozacki i Komisarski. Komisarze — Koniecpolski Stan., Daniłowicz, Żółkiewski—stali na stanowisku przeważnie ugody z r. 1614 — ograniczając ilość rejestru do tysiąca Kozaków, wydalenia żywiołów swawolnych, zrzeczenia się juryzdykcji kozackiej po za rejestrem, zabraniano wędrówek na Niż bez pozwo¬lenia Wojewody Kijowskiego.
Kozacy, którzy dotychczas stawiali się butnie, okazali się nagle bardzo łagodnie usposobionymi. Oświadczyli, że bić się z Polakami nie chcą i gotowi są do układów. W tej ugodzie nad Starą Olszanką nie przyjęto punktu, dotyczącego ilości rejestracji Kozaków, odkładając to na później, ale zgodzono się „wypisać**, wykreślić z rejestru rozmaitą zbieraninę; sprawa wyboru „Starszego" przez Kozaków została nadal otwartą. Przy-obiecano obozować na Nizie, nie robić zaczepek z Turkami i Tatarami. Godzili się na wszystko, licząc nie mylnie na brak egzekutywy. Rzeczywiście, miała wówczas Rzplta kło¬poty wewnętrzne: Władysław IV wybierał się pod Smoleńsk, a wojsko groziło konfederacją.
Kozacy niewątpliwie korzystali z takiego stanu rzeczy i, jakkolwiek hetman Sahajdaczny zachowywał się lojalnie, i jak twierdzą z 20 tysiącami chodził pod Moskwę, napady na tureckie miasta nie ustawały. Dla pertraktacji z Koza¬kami potrzebna była nowa Komisja z tychże samych komi¬sarzy złożona. Stanęli oni na gruncie Olszanieckiej ugody. Kozacy oponowali, ale miękko. Nie chciano dopuścić do kon¬fliktu, obrachowawszy się z siłami. Zrobiono wzajemne ustęp¬stwa i zdecydowano liczbę wojska na osiem tysięcy, chociaż po obrachunku okazało się przeszło 10. Pięć tysięcy „wy¬pisano1* z wojska. Kozacy twardo stali na punkcie nie zmniej¬szania liczby rejestru, bo w ilości tylko tkwiła ich siła. Pozwolono im przebywać stale w dobrach królewskich, a gdyby zamieszkali w duchownych lub szlacheckich, mieli uznawać jurysdykcję miejscową. Co do nominacji Starszego, zostawili to na wolę króla, czółna obiecali zniszczyć i przyrzekli „rycer-
68
skiem słowem” zaniechać wypraw morskich. Ugodę podpisał Sabajdaczny z liczną starszyzną kozacką.
Stało się to prawie w przeddzień wojny z Turcją. Sa- hajdaczny przyrzekł wziąć udział. Powiadają, że pod Chocim przyprowadził Władysławowi 40 tysięcy Kozaków, Polskiego wojska było 35 tysięcy. Kozacy okazali tu wielki animusz i wielką stanowczość, która wyszła na pożytek Rzpltej. Rze-czywiście oni przeważyli szalę zwycięstwa na polską stronę. Ale w tej ich sile, w tej determinacji tkwiło także \vielkie niebezpieczeństwo na przyszłość z powodu nierówności tempe-ramentu, chwiejności i impulsy wności charakteru ze strony Ko-zaków, a niezaradności ze strony polskiej w celu powstrzyma¬nia szkodliwych wad, a pozyskania na pożytek Rzpltej wielkich zalet Kozaczyzny. Gdy szala wojny Chocimskiej wahała się, a Polacy decydowali się odstąpić, za radą kozacką postano¬wiono wytrwać, a wytrwanie zakończyło się zwycięstwem.
Konaszewicz w oczach Rzpltej i Kozaków urósł na bo-hatera, a był to w samej rzeczy jeden z nielicznych wodzów kozackich, zdolnych do umiarkowanej polityki, która mogła byłaby zakończyć się utworzeniem odrębnego autonomicz¬nego obszaru z Rusi południowej. Sahajdaczny okazał i wobec Kozaków surową sprawiedliwość, ukarawszy śmiercią pijaka i swawolnego hetmana Borodawkę.
Po powrocie z wojny Chocimskiej, Kozacy starym nało-giem poczęli „łatać biedę" rabunkiem miast tureckich, ale równocześnie wysłali do króla delegatów z petycją —zawsze na te same tematy, zwiększające ich swawolę i niezależność klasową. Zapewniali, że są gotowi do usług Rzpltej, a gdy jedni rabowali miasta tureckie, i wodzili bez wiadomości i pozwolenia króla hospodarczyków na Wołoszczyznę, drudzy zapewniali, że ..nigdy nie byli buntownikami". Obiecywali zaniechać swego pływania po Czarnem morzu, ale radziby wiedzieć gdzie im wyznaczą stanowiska i jaka będzie pie¬niężna zapłata za „służbę"? Żądali jednak, zamiast 40 tys.— 100 tys. Prosili przytem o uspokojenie walk religijnych, po¬wrotu „wolności" nadanych poprzednio, wrócenie Boryspola do szpitala Trechtemirowskiego, żądali prawa stacji dla wojsk kozackich we wszystkich dobrach, gdzie się im po¬doba, wolności służby „obcym panom". Po tern wszystkiem prosili o Komisję.
69
Drogo kazali sobie opłacać Kozacy pomoc Chocimską, tem śmielej, że w Sahajdacznym, który niedługo potem umarł, stracili języczek przy wadze swojej politycznej. Część żądań odłożono do Sejn.u, na sto tysięcy zgodzono się, na¬kazano powrót do Chocimia pułkami, żądano odnowić ugodę z r. 1619.
Petycja kozacka nie tylko nie była materjałem do uspo-kojenia Kozaczyzny, ale przeciwnie—zawierała prawie pew-ność nowego konfliktu. Kozacy zignorowali życzenia Ko¬misji i rozłożyli się w województwie Kijowskiem przemocą. Mimo to Rzplta unikała starcia, ale nie brakło zwykłych p󳬜rodków w rezerwie: ażeby odciągnąć Kozaków od Turcji, projektowano zaciągnąć 20 tys. na wojnę szwedzką. Pod¬niósł się krzyk ze strony szlachty, która, pamiętając wę¬drówki kozackie z wojny liwońskiej, obawiała się powtórze¬nia. Słowem, nie wiedziano co począć z ciągle powiększają¬cym się wrzodem — Kozaczyzną.
W kwietniu 1622 roku umarł Sahajdaczny. Kozacy, nic sobie nie robiąc z własnych przyrzeczeń, bez wiadomości Kzpltej wybrali hetmana—Olifera Hołuba, dość jednak przy-chylnie usposobionego dla Polski. Kzplta, mając Konfederację wojskową na karku, a niezatwierdzony traktat z Turcją, go¬towa była do ustępstw. Kozacy o tyle okazali się ustępliwi, że obiecali do chwili zawarcia traktatu z Turcją powstrzy¬mać swoje „chadzki". Ale z jednej i drugiej strony były to tylko pia desideria. W interesie Kozaczyzny leżało zwięk¬szenie, w interesie Kzpltej zmniejszenie kontyngentu Koza¬ków. Naturalnie — znowu Komisja! Polacy żądali najwyżej 3 tysięcy Kozaków i decydowali się podwyższyć płacę do 60 tys. złotych. Postąpiono wreszcie kontyngent kozacki do 5 tys., wpisanych w rejestr, ale co się miało stać z pozosta¬łymi—według Kozaków —45 tysiącami? Kozacy godzili się opuścić majątki szlacheckie, ale żądali twardo prawa wy¬boru hetmana, ostatecznie zgodzili się na Starszego „na słowo królewskie" i na rejestr z 6 tys. Kozaków. Kozacy mieli wybierać kandydatów na hetmana, a król potwierdzać. Winnym obiecano amnestję.
Było to niby zwycięstwo dyplomatyczne Kzpltej. Nie orano w rachubę tylko taktyki kozackiej. Było niby zwy¬cięstwo, ale była i Kozaczyzna — wzmocniona.
70
Nie rychło wszakże do tego doszło, a Kozaczyzna wkrótce groźną zajęła postawę. W r. 1623 nastąpiła znowu wyprawa na morze, ale przywódcy jej zostali aresztowani i ukarani. To przyczyniło się, między inDemi, do zwiększenia niezado¬wolenia Kozaków i nie przeszkodziło wcale do jesiennej „chadzki** aż pod Carogród i spaleniu przedmieść tuż prawie w oczach sułtana. W r. 1624 znowu powtórzyły się napady i rabunki. Kozacy wysłali 150 czajek i rezerwy mocne, ale spotkali się z wielką flotą turecką, której towarzyszyło 300 łodzi wiosłowych ze zwykłymi żołnierzami (uszkały). Zdaje* się, że w tym czasie nastąpiło nieporozumienie między Tur¬cją a Krymem, na czele którego stali Mechmed i Szahin Girej, a Gireje, szukając pomocy, oparli się o Kozaków, któ¬rzy zorganizowali wyprawę. W tym roku zawarty został traktat Kozaków z Krymem. Niewiele na razie można było nań liczyć, ale stał się on precedensem na przyszłość i otwo¬rzył wrota dla bezustannego mięszania się Tatarów w sprawy polskie i walce państwa polskiego z Tatarami nadał inny charakter, Kozaczyzna zaś znalazła w Tatarach wytrwałych wspólników swawoli.
W tym czasie znalazł się nowy powód do awantur i zbli-żenia się do Moskwy. Z jednej strony szerzenie się unji kościelnej zaniepokoiło duchowieństwo ortodoksalne, które zwróciło się o pomoc do Moskwy, z drugiej zjawienie się pretendenta do tronu sułtańskiego w postaci jakiegoś Jachji. Kozacy bardzo chętnie brali udział w popieraniu pretensji takich niepewnych kandydatów, którzy też szukali zwykle na Siczy pomocy.
Słówko tedy o tych wypadkach powiemy.
Mało nas interesuje kto był ów Jachija. Mienił się sy¬nem sułtana Mahometa III (| 1663), a wnukiem Murada, który, wychowany przez matkę Greczynkę, zachował wyznanie orto-doksalne i w obronie przyszłości tego obrządku obiecywał wystąpić. Była to gratka dla duchowieństwa greckiego i dla Kozaków. Zaopiekował się nim do pewnego stopnia metr. kijowski Jow Borecki i wziął z tego asumpt do zbliżenia się do Moskwy. I Kozacy, widząc wolniejsze ręce Kzpltej, a oba¬wiając się skrępowania rosnących coraz bardziej ich fantazji, przyłączyli się do tej akcji. Było to do pewnego stopnia ba¬danie sytuacji. Moskale traktowali tę sprawę ostrożnie—na
71
piśmie, wiedząc o tem, że scripta manent, ale nie bez na¬dziei, którą zapewne wzmocnili słownie i poparli swoim zwy¬czajem rublami i sobolami. Oprócz Jowa, od Kozaków jeździł pisarz Borysikiewicz. Kozacy obiecywali, że w czasie naci¬sku Polaków będą w Moskwie szukać opieki. W „odpisce" bojarowie przyrzekali Kozakom „łaskę carską" Car obdarzył Jowa bogato w srebro okutą ikoną, a Kozakom posłał pięć soroków soboli wartości stu rubli.
W r. 1625 Jow wyjechał do Korsunia i Trechtymirowa w sprawie zaciągu dla Jachji (pisano także Achija) i dla zbadania nastroju w celu poddania się carowi. Nie żadna wspólność interesów, nie jakieś sympatje narodowe, co do których naród ruski aż do najnowszych czasów zachowywał się biernie, lecz wspólność religijna i zbyt niekiedy gorliwa akcja unicka, wywoływały chęć odszczepienia się od Rzptej,
Tymczasem w Kozaczyźuie nastąpiły zmiany: zamiast Hołuba wybrano hetmanem Kałenyka. Na Zaporożu wytwo¬rzyło się niby dwa stronnictwa: oportunistów, którzy pra¬gnęli zgody z Polakami i opozycjonistów. Przy władzy byli oportuuiści. Różnice te wszakże były bardzo powierzchowne i, jak zawsze u Kozaków, chwiejue. Jachija podobno skupił 18 tysięcy różnej zbieraniny i z nią na Wołoszczyznę wy¬stąpił, którym tylko „obiecał zapłacić".
Dalszy rozwój akcji Jachji nic interesuje nas.
Kozacy odparli w tym'czasie jakiś najazd Tatarów i tra-ktując to jako „służbę Rzpltej", wzięli asumpt do wysłania na Sejm posłów z petycją bardzo szeroką. Prosili najprzód o „ryczałt" dla wojska, niewiadomo, czy w formie prezentu czy zapomogi, ale petycja miała na sobie charakter wpływu stosunku Jowa i Kozaków z Moskwą. Tym razem o „wolno¬ściach* mowy nie było, ale Kozacy, szukając realniejszego oparcia niż obojętne dla ludu wiejskiego „wolności kozackiej stanęli na gruncie obrony religji, chociaż częściej mówili o karczmie i o wódce, niż o Bogu. Sarnicki przypisywał Ko¬zakom wyznanie Mahometa (religia apud eos magna ex parte Mahometana). Eryk Lasota widywał jeszcze nad Dnieprem meczety. Śród Kozaków połowy XVI-go wieku było bardzo wielu o nazwiskach tatarskich. Nastrój religijny Kozaków charakteryzuje ich własna piosnka: Kozacy zobaczyli w polu stertę siana. Ataman powiada: to bracia cerkiew. Asawuł
72
powiada: jalw niej spowiadałem się, a Koszowy dodaje: a ja w niej dary Boże przyjmowałem". (Kulisz). Dodać trzeba, że wszystkie tytuły godności kozackich są tatarskie.
Mimo to religji używali jako narzędzia walki. Dezyde* raty ich streszczały się w trzech punktach: aby zaniechać prześladowania ortodoksów, co miało oznaczać zniesienie unji, i utrzymania na metropolji Boreckiego, zatwierdzić wybór Ko- pysteńskiego na Archimandrytę Peczerskiego i „ryczałt".
Wmieszanie się Kozaków w sprawy religijne było gro-źnym prejudykatem na przyszłość i zapowiedzią nowych nie-
Widok Laury Kijowskiej od strony Dniepru.
pokojów wewnętrznych, a udało się to tem łatwiej przewi¬dzieć, że w tym czasie powstały w Kijowie rozruchy anty- religijne, z tą tylko różnicą, że czynnie wystąpili nie unici lecz ortodoksi. Rozruchy zakończyły się morderstwem kilku księży unickich. Za plecami niejako tych rozruchów był związek, a właściwie sojusz Kozaków z Tatarami. Kozaczy¬zna, jako organizacja militarna, poczęła występować w roli czynnika politycznego, jako jakieś ciało zupełnie samodziel¬nie działające, które zawierało sojusze bez wiedzy Rzpltej, a na jej szkodę, i interwenjowało w sprawach polityki we¬wnętrznej państwa.
73
Słuszną ze stanowiska państwowego robił uwagę książę Zbaraski w liście do Króla, że nie komisjami trzeba uspa¬kajać Kozaków, lecz wyzwolić się od nich.
Trzeba było przedewszystkiem rozbić sojusz Kozaczy- zny z Krymem. Taki pogląd popierał hetman W. K. Koniec¬polski i zwrócił się do szlachty, aby mu prywatnemi pocz¬tami pomogła. W jesieni wyruszył z Podola i w paździer¬niku stanął w Kaniowie w 8 tysięcy wojska koronnego. Ko¬zacy także skupiać się poczęli. Zainlerpelowani o powód sku¬piania się, odpowiedzieli, że nic nie wiedzą, bo hetman ich Żmajło bawi na Siczy, skąd powrotu jego spodziewają się lada dzień. Grodowi Kozacy, przewidując rozprawę orężną, oświadczyli, że bić się nie będą. Komisja zdecydowała cze¬kać na powrót Źmajły. Wojsko polskie, zwiększone pocztami wynosiło około 20 tys. Komisarze żądali, aby Kozacy wydali dowódców wypraw, popalili czółna, zaniechali na przyszłość „chadzek“, wydali posłów do Moskwy i korespondencję, zmniejszyli wojsko do dawnej liczby, zwrócili grunty zagar¬nięte przez Kozaków od szlachty, zaniechali związków i sto¬sunków z państwami zagranicznemu
Kozacy odpowiedzieli na to wykrętną deklaracją: zwią¬zek z Tatarami był rzeczą przypadku, do Moskwy jeździli aby nie stracić zapomogi, „żałowania carskiego*4. Kozacy w znacznej mierze przyjęli te warunki, ale nie godzili się na mieszkanie tylko w królewszczyznach i nie przyjęli wa¬runku zmniejszenia wojska. Trzeba było kontrowersje roz¬strzygnąć szablą. W końcu października Koniecpolski stanął na Cybulniku i z trzech stron uderzył na tabor Kozacki- Żmajło odstąpił ku Medweżym łozom i stanął na uroczysku Kurukowem. Polacy zdobywali jedną pozycję po drugiej. Zima ścisnęła Kozaków. Spokornieli i zwrócili się z chęcią układów.
O rezultacie ugody Kurukowskiej wspomnieliśmy wy¬żej — wracać przeto nie będziemy do niej.
Było to jedno z licznych zwycięstw orężnych, ale nie zwyciężono ducha kozackiej swawoli.
„Przyduszona gadzina" — jak się wyrażał Żółkiewski— niedługo zachowywała się spokojnie. Spisano wprawdzie „re-jestr" kozacki, wykluczono z niego żywioł napływowy, naj-bardziej niespokojny i awanturniczy, ale nie zaradzono zu¬pełnie temu co z nim zrobić, jak użyć. Ilość takich „wy-
74
piszczyków* sięgać mogła do 40 tys., jak utrzymywali prze-sadnie Kozacy, a w każdym razie byli to oczajdusze gotowi na wszystko, wychowani w swawoli, w rabunkach. W ten sposób istniały niejako dwa wojska kozackie — rejestrowe i wolne, krzywo na siebie spoglądające. „Wypiszczyki" uważali rejestrowych za zdrajców sprawy kozackiej.
Niedługo też panował spokój na Nizie. Ażeby odosobnić Sicz i Zaporoże od dopływu ludności z północy i zachodu i położyć tamę „chadzkom“ na morze, które były powodem ciągłych zatargów z Turcją, postanowiono zbudować twierdzę przed pierwszym porohem, (Kudak). Istotnie, zbudował ją Beau- plan i osadzono na niej załogę. Okazała się ona bardzo niewy-godną dla Kozaków, to też wkrótce po jej powstaniu, zdo¬był ją Sulima z ochotnikami, zniszczył doszczętnie, a załogę wyciął w pień.
W wyprawie na Kudak brał udział także jeden z zu-chwałych watażków Paweł Pawluk Michnowicz, który szczęśli-wie uniknął kary śmierci. Ogłosił się on „Starszym“, ude¬rzył na Tomilenka, hetmana regestrowych Kozaków, który, snąć w cichem porozumieniu z Pawlukiem, bierny tylko sta¬wił opór, oddał mu insygnia władzy swojej i artylerję. Było to hasło do nowego buntu. Część regestrowych nie wzięła udziału w tej awanturze i wybrała hetmanem Sawę Kanono- wieża, pułkownika Perejasławskiego. Pawluk nazywał go pogardliwie „hetmanem Perejasławskim44 i listem z Kryłowa, z pod Czehrynia, w sierpniu 1G37 wzywał go do łączenia się ze sobą, grożąc uderzeniem na niego. Podnosząc jawny bunt przeciwko Rzpltej, pisał, że jeżeli królowi będzie potrzebne wojsko, gotowi są służyć. Równocześnie z tą gotowością zwolennicy jego wyłapywali starszyznę rejestrową w Pereja- sławiu i odesłali do Pawluka, do Borowicy, który Sawę Ka- nonowicza ściąć kazał.
Pawluk miał szerokie pomysły: niszczyć w kraju, co się tylko da, zaciągnąć do tej roboty kozaków Dońskich, z Ta¬tarami sojusz odnowić i poddać się pod władzę cara mo¬skiewskiego. Takie zamiary były w najbliższem otoczeniu Pawluka. Zanosiło się na wielką burzę wewnętrzną. Het¬man W. K. upomniał Pawluka, aby się uspokoił, ale było już zapóźno — gdzie tylko dosięgli Kozacy Pawluka, szły za nimi mordy, pożogi i rabunki dóbr szlacheckich. Cupiditas
75
dominandi,— jak powiada pisarz współczesny—zakryła przed nim następstwa takiego wichrzenia.
Trzeba się było uciec do szabli. Hetman W. K. wysłał z Biłołówki uniwersał do rejestrowych, aby się kupili do wojsk królewskich dla dania odporu rabownikom i morder¬com. Na wiadomość, że wojsko polskie zbliża się, Karp Ski- dan, jeden z pułkowników swawolnych Kozaków, począł zwo¬ływać Kozaków pod Moszny, aby „wstręt" czynić wojskom królewskim.
W tej krytycznej chwili jak zawsze, niestety, bywała w Polsce, na początku grudnia, zawiązała się Konfederacja wojskowa, która w ten sposób „upominała się swoich za¬sług0. Ledwie zgodzono się służyć trzy niedziele bez pie¬niędzy. W tym czasie trzeba było albo zwyciężyć, albo od¬dać Rzpltę na łup kozakom. Kozacy nie próżnowali także. Uciekli się do zwykłych swoich metod: kłamstwa i wzajem¬nego okłamywania się. Była w tem praktyczna znajomość psychologji ludu, który źle lub dobrze podnieca się przesad- nemi wieściami. Rozpuszczali tedy pogłoski, że Kozacy po¬bili wojska królewskie, że w Korsuniu Polacy cerkwie spalili a ludność wycięto, że potęga Kozaków jest niezwyciężona.
Przy takim nastroju Pawluk z artylerją ruszył się z Czerkas ku Mosznom. Wojsko polskie skierowało się ku Kumejkom, gdzie zetknięto się z Kozakami. Szli taborem. Uderzono na tabor i poczęto rozrywać go. Starszyzna z Paw- lukiem wymknęli się. Sprawiono znowu rozerwany tabor i Kozacy ruszyli naprzód, umykając ku Borowicy. Kozacy bałamucili swoje wojsko, że król nic nie wie o tej wojnie, że rozpoczęła ją szlachta sama z nienawiści do Kozaków. Jakby na zaprzeczenie tego ukazał się uniwersał królewski, nakazujący zniesienie swawolnych Kozaków.
W tej wojnie zarysował się po raz pierwszy wpływ po-spólstwa kozackiego czyli tak zwanej „czerni-, która przy-właszczyła sobie wszechwładzę, wybierała hetmanów, zrzucała z tej godności niemiłych sobie, a nieraz dyktowała swoją wolę hetmanom. Otóż i teraz zepchnięto Pawluka z godności hetmańskiej, a wybrano jakiegoś Kairskiego. 20 grudnia wojsko królewskie stanęło pod Borowicą, gdzie Pawluka oblężono i ostatecznie zmuszono do poddania się. Proszono o „miłosierdzie'*. Hetman zażądał aby wydano Pawluka, Ti-
76
molenka i Skidana — innym przebaczono. Pawlukowi łeb ucięto na tern samem miejscu, gdzie on Kanonowicza pozbawił życia. Skid&n uciekł. Kisiel, Podkomorzy Czerniakowski, s-ta Nosowski, naznaczywszy Iljasza Karasimowicza Starszym, ułożył następującą tranzakcję z Kozakami, według stylu sądząc, przez siebie napisaną. Kozacy przyznawali się do winy — że nad 7 tys. rejestrowych .przyjęli „pospólstwo**, że z Pawlukiem uderzyli na wojsko koronne, — wydali jednak Pawluka, uznali zwierzchność Iljasza Karasimowicza, a o bła¬ganie „dalszego miłosierdzia'* obiecali wysłać posłów do króla. Hetmana W. K. przyjęto w Kijowie jako zwycięzcę z wiel- kiemi honorami.
Tranzakcję borowicką podpisał Bohdan Chmielnicki w wigilję Bożego Narodzenia 1637 roku „imieniem wszystkiego wojska J. K. M. jako pisarz wojskowy przy pieczęci ręką własną".
Niedługo jednak trwała pokora kozacka i spokój. „Wio-sna, lato, jesień — to u nich chleb, — powiada uczestnik tej wojny. To też na wiosnę (1638) wybrano sobie na Zaporożu nowego Starszego Ostrzanina. Znalazł się tam i Skidan. Rozpoczęli akcję na szeroką skalę. W tej akcji, jak i w po-przedniej, nie widać żadnych pozytywnych planów — raczej rozpaczliwe szamotanie się we własnej sieci ludzi o niepo-hamowanym temperamencie, nie umiejących panować nad samowolą, a w bujnem niezależnem życiu kosztem innychf upatrujących wolność. Każdy, kto przeszkadzał takiej wol¬ności, uważany był za nieprzyjaciela. Wyprawiali tedy posłów do Kozaków Dońskich, z prośbą o pomoc, a do wszystkich popów i monasterów rozesłali listy, prosząc, ażeby ludność zachęcano do wojny, rzekomo w obronie religji. Wyprawiali nawet posłów do Papieża, do Rzymu, obiecując, że wszystką Ukrainę jemu poddadzą, a na imię Papieża będą zdobywać miasta i zamki. Taka bezwzględna impulsywność nie pozwalała im dostrzegać sprzeczności między poddaniem się Papieżowi, a niszczeniem kościołów i duchowieństwa rzymsko kato¬lickiego.
Kozacy przeczuwali nową kampanję na Dniepr i okopali się pod Hołtwią. Ostrzanin, zamiast powtarzać prośby do Papieża, otoczył się czarownicami i czarownikami, aby „czy¬nili inkantacje na prochy, strzelbę, powietrze i ogień". Nie
77
na wiele to przydało się. Wojsko koronne szturmem uderzyło na szańce kozackie i 2000 trupem położyło. Ostrzanin ściągnął obóz i ku Lubniom pośpieszył. Widocznem było, że pragnie z Dońcamt połączyć się. Obiegały pogłoski, że z Putywlcem, jednym z pomocników Ostrzanina, idą Dońcy. Było to roz¬myślne samołudzenie się. Żadne posiłki nie przychodziły, to też Ostrzanin w nocy bagnami uciekł. Na jego miejsce wybrano Putywlca, który umocnił się w taborze. Zaatako¬wany jednak, spokomiał. Wysłał suplikę do hetmana W. K., zwykłym trybem kozackim pisaną: narzekali na Ostrzanina, że ich oszukał, że są niewinni, a w końcu prosili aby ich „puścić do domu". Hetman zażądał wydania Putywlca i Rze¬pki i żeby zaraz przy Iljaszu Harasimowiczu do służby sta¬nęli. Wykręcali się Kozacy, wreszcie wydali Putywlca.
Ostrzanin, umknąwszy z taboru, skierował się ku Ski- porodowi, a stamtąd poszedł do Zołnina. Naciskani przez wojska koronne, wybrali sobie nowego hetmana Dymitra Hunię i—znowu prosili o „miłosierdzie", ale stawiali warunki, jak gdyby byli zwycięzcami: aby im wydano Eljasza Hara¬simowicza z sześciu pułkownikami, aby nowe chorągwie otrzymali, aby im zabraną artylerję zwrócono, aby Starszego mogli wybrać według własnej woli. Nie czekając na odpo¬wiedź, Kozacy cofali się do Dniepru, mając nadzieję większy sukurs z tej strony otrzymać, gdy inne zamiary zawiodły. Hunia począł zbliżać się tedy do Starca, odnogi Dniepru. Był to jeden z głośniejszych awanturników, który jeszcze w lutym 1638 pisał do Hana Krymskiego, prosząc o posiłki i obiecując „odsługować na każdą potrzebę i wskazanie". Uprzedził Chmielnickiego. Polakom przybywały nowe posiłki i amunicja. Hunia wiedział o tern. Napisał tedy do hetmana W. K. Z naiwną niewiadomością win kozackich w ciągu przeszło trzech ćwierci wieku, powoływał się „na krwawe zasługi", bronił „niewinnych ludzi", żałował „krwi chrześci¬jańskiej" i on, który przywoływał Tatarów na bezbronnych, wołał o litość dla tych, którzy mordowali bezbronnych. Wy¬słano posłów dla wysłuchania Kozaków, ale widocznem było, że działali oni na zwłokę, czekając jakiegoś nieoczekiwanego obrotu szczęścia.
Kozacy zasiedli nad Starcem w mocno ufortyfikowanym obozie. Zamknięci jak w klatce mówili: „przyjdzie tu nie
78
śpiewać, ale wyć jak sobace". W lipcu 1038 Hunia znowu z pokornym listem wystąpił, błagając o „zachowanie Koza¬ków dla dalszych posług Rzpltej". Ale to nie przeszkadzało oczekiwać przybycia do obozu Piłonenka z posiłkami i żyw¬nością. Cieszyli się Kozacy, bo i „wróżka nieźle tuszyła'1. Na początku sierpnia, snąć nie bardzo sprawdziły się dobre wróżby, bo Hunia z nową supliką wystąpił, prosząc o za¬trzymanie się do Sejmu przyszłego, a wtenczas gotowi będą przyjąć „nie tylko komisarza, ale i chłopca jego". Była to zwykła obłudna pokora wobec ukrytej butności. Wi¬dząc ciągłe przewlekanie hetman W. K. postanowił ude¬rzyć na obóz. Fiłonenko przedarł się wprawdzie do obozu, ale żywności na dwa dni przywiózł, a w nagrodę dostał po- łajanki i bicie „komyszyną". Trzeba się było poddać. Przy¬sięgę wykonali osobno rejestrowi, osobno Kozacy na Starcu skupieni, a ^osobno „czerń". Rejestrowi obowiązali się wy¬kreślić z rejestru obcych Kozaków, a czerń — uznać władzę sześciu pułkowników i zwierzchnictwo Starszego.
Właściwe postanowienia spisane zostały dopiero na Ra-dzie kozackiej w Kijowie 9 stycznia 1638 i ujęte w nastę¬pujące punkty, które z jednej strony miały charakter obo¬wiązujący dla Kozaków, z drugiej zaś bardzo zręcznie omi¬jano drażliwe sprawy — wysokości rejestru, stosunków z po- stronnemi państwami i najazdów na miasta tureckie. Posta¬nowiono tedy wysłać posłów do Króla—Bohdan Chmielnicki brał w tern poselstwie udział,—następnie na Zaporożu miała być stała załoga, do której wejść miało po 10 ludzi z ka¬żdego pułku. Na dowódcę tej załogi przeznaczono jakiegoś Andrzeja Muchę, który miał stosowne miejsce upatrzyć i nie przepuszczać nikogo na rabunki. Artylerja z puszkarzem Da czele miała mieć swoje stanowisko w Kaniowie i obsługę nie większą nad 20 Kozaków, na których Rzplta ma dać prowent, reszta ma się rozejść do domów.
Ponieważ w tym czasie koło Hadiaczu poczęły groma¬dzić się kupy swawolne, postanowiono wysłać tam pułkow¬nika Bojarzyna, aby sedycję uspokoił i winnych na gardle karał. Kozacy, jako szeregowi, nie mogli przechodzić z jed¬nego pułku do drugiego, lecz stale przebywać w tym, w ja¬kim zapisani zostali. Wreszcie postanowiono nie wyrzucać sobie wzajemnie win o zdradę.
79
Instrukcja posłom do Króla była bardzo oględna, po za granice interesów klasowych nie wychodziła i zawierała tylko ogólniki—może ze względu na to, że miała być przedłożona do akceptowania hetmana. Mieli prosić przeto, ażeby „po¬zostali przy wolnościach, to jest przy gruntach i dostatkach naszych, nie kładąc w to dawnych wolności i starszeństwa, które przedtem były, a teraz inaksze są nadane i sporzą- dzone“. Proszono o zaopatrzenie wdów, o zwrot Trechtymi- rowa. Żadnych liczb, żadnych faktów, żadnych szczegółów— widocznie pozostawiono to do osobistego zetknięcia się z królem.
FR. RAWITA-GAWRONSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU
Article Index
Page 5 of 15






