FR. RAWITA-GAWRONSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index



100
Kozaków. Hetman zdążał do Kijowa. Radzono uderzyć i zni¬szczyć Chmielnickiego. Brakło energji. Na dobitek Wisznie- wiecki w drodze umarł. Zjawili się posłowie prosić o mi¬łosierdzie. Chmielnicki wiedział, że Radziwił z północy po¬dąża na Kijów, chciał traktatem przeciąć drogę Potockiemu do Kijowa. Zbliżył się do obozu polskiego z chęcią zgody. Naturalnie i tu Kisiel wyjechał z pośrednictwem. Nadbiegł także do obozu z afektem Sylwester Kosow, pokorny i słodki,, a Kisiel „głaskał lud słodyczą spoczynku" w Białej Cerkwi, skąd jednak z rąk ludu ledwie wymknął się cało do obozu, chociaż zaklinał się, że jest Rusinem. „Tak — odpowiadali sar¬kastycznie Kozacy—ale ruskie kości polskiem mięsem porosły"- Zbyt był giętki, aby o niego oprzeć się można było. Niechęt¬nie na pokój patrzyli i Tatarzy i na nowe braterstwo Koza¬ków z Polakami. Im chodziło o rabunki tylko. „Lach to- brat —mówili — ale koń nie brat, sukmanka nie brat".
Zdecydował się Chmielnicki upokorzyć i zaproszony na obiad do Potockiego, upiwszy się syczał jak gadzina, łając wszystkich, wreszcie porwał się od stołu i bez pożegnania odjechał. Ale do traktatu w Białej-Cerkwi przyszło dnia 28. września 165J r. Nie rozstrzygnął on sporu ani pod względem klasowym ani społecznym. Regestr Kozaków zmniejszono do 20 tysięcy. Rejestrowi, mieszkający w dobrach szlacheckich i królewskich, mieszkający w Woj-twach Czernihowskiem i Bracławskiem, mieli się wyprzedać i przenieść do Woj-twa Kijowskiego. Wojsko koronne ma stawać na leżach tylko w Woj-twach Bracławskiem i Czernihowskiem. Reszta punk¬tów ugody nie różniła się od poprzednich.
O „starych wolnościach" już mowy nie było, gdyż zdo¬bycze kozaczyzny dawno przekroczyły te granice.
Pod Białą-Cerkwią Chmielnicki był osamotniony i lękał się starcia z Polakami — wojsko jego z pod Beresteczka rozbiegło się, Tatarów nie było. Godził się więc łatwo na wszystko, będąc przeświadczony z góry, że nic nie dotrzyma. Układał się z Potockim, ale układał się także i z Tatarami równocześnie. Z pod Białej-Cerkwi cofnął się niby do Bo- husławia i Czehryna, a w samej rzeczy wyszedł na powita¬nie Tatarów. Byli mu potrzebni do innej okazji.
Łatwe zwycięstwa podniosły dumę tej „bestji" — jak nazywał Chmielnickiego przyjaciel Kisiel, — zapragnął usta¬

101
lić, jeśli nic swój los, to przynajmniej synów. Intrygował w Stambule przeciwko Lupulowi, narzucał się ze swojcm hołdownictwem sułtanowi, a wszystko to robił dla wyrów¬nania drogi dla Tymoszka. Już go był zaręczył z Rozandą, teraz, uspokoiwszy się od strony Polski, postanowił wyprawić syna na wesele. Robił tam miejsce po Lupulu dla „plugawca Tymoszka"* Wyprawił przeto Tymoszkę z taborami, a sam posuwał się za nim. Wojsko polskie zastąpiło mu drogę pod Batohem. Obozowisko było wielkie i niemożliwe do obrony przez garstkę prawie żołnierzy. Tymoszko nie miał chęci walczyć, ale widząc drogę zabarykadowaną, musiał ją oczyś¬cić. Przyszło do starcia, które zakończyło się rzezią wojska i rabunkiem. Kilka mamy opisów ślubu Tymoszka, a wszyst¬kie świadczą wymownie na jak niskim stopniu kultury to¬warzyskiej stało ówczesne społeczeństwo kozackie. Orszak Tymoszka, oprócz starszyzny, składał się także z kobiet, które na pokoje hospodarskie przychodziły pijane, tańczyły ze sobą, łajały się ze służbą, a pan młody siedząc przy żonie w czasie uczty, czyścił ,,pazury11. Zapytany przez teścia, czy jest zadowolony, odpowiedział, że ,,wszystkiego było mnoho“. W przemówieniach wyręczał go Wyhowski i zacierał cham¬stwo młodego Chmielnickiego.
Puściwszy Tymoszka na „przepiórcze pole“, stary het¬man kozacki zajadły na Polskę, a nie umiejąc na zimno rozważać przyszłości, w końcu marca 1652 zwrócił się do Moskwy, aby go „Car wziął w swoją miłościwą opiekę'*. Bo¬jarowie udawali, że nie wiedzą o co chodzi, odpowiadali: i owszem, chodźcie do nas, mamy ziemi dużo, nad Donem, nad Niedziedzicą.
Chmielnicki rzucał się jak szczupak w matm', jak czło¬wiek nienormalnego umysłu. Szukał rozwiązania sporu ko- zacko-polskiego nie najbliżej w Polsce, lecz najdalej. Zda¬wałoby się, że więcej mu chodzi o nasycenie zemsty osobistej, niż o pożytek kraju. Nie znalazłszy zadawalniającej odpo- dzi w Moskwie, zwrócił się do Szwecji, która miała pora¬chunki z Polską i obiecał jej swoją pomoc. Na razie nada¬rzył się jako pośrednik Radziejowski, którego także pycha do Szwecji przerzuciła.
A tymczasem wlokła się wojna domowa. Czarniecki zdobywał jedno miasteczko po drugiem, ale sprawa kozacka

102
wisiała w powietrzu. Nareszcie 24 marca 1653 r. zebrał się Sejm w Brześciu. Sprawa kozacka narzucała się sama przez się, coraz groźniejsza. Postanowiono wysłać poselstwo na Sejm w Regensburgu do Cesarza, przedkładając, że wichrzenia kozackie są groźne nie tylko dla Polski, lecz dla całej Eu¬ropy, dokąd się łatwo przenieść mogą — groźne są Niemcom, Siedmiogrodowi, Wołoszczyźnie. Proszono o pomoc.
Nie oglądając się wszakże na tę pomoc, postanowiona powtórzyć marsz Potockiego — wkroczyć z wojskiem na Ukrainę i bunt kozacki szablą przydusić. W połowie czerwca 1653 król wyjechał do Lwowa, gdzie w pobliżu, w Glinia¬nach zebrało się 38 tysięcy wojska, czekającego na żołd. Do walki nie było ochoty, natomiast do pijatyki, zabaw i bójek aie brakło nigdy. Zjechali do Lwowa także posłowie mo¬skiewscy na wywiady, ale zasłaniano się pretensjami o ty-tuły carskie. Przy tej sposobności mówili, iż dowiedzieli się, że „prawosławie jest w niewoli u Lachów". Ryły to pierw¬sze preludja, szukanie zaczepki, a obrona prawosławja była zawsze bardzo popularnym tematem dla różnorodnej agitacji, dla mieszania się w sprawy obcego państwa.
Chmielnicki miał 9 tysięcy zaporożców i trochę Tata¬rów. Do Czehrynia przybyło 50 tysięcy czerni na wieść
0 wojnie. Wojsko polskie w ilości około 16 tys. z pod Gli¬nian dla lepszej paszy ruszyło nad Strypę. Nie było pewności w którą stronę wyruszyć wypadnie — na Wołoszczyznę czy na Ukrainę. Na Wołoszczyznie pretendent do tronu zaatako¬wał Lupula i w Suczawie obiegł Tymoszka. Zdecydowany był marsz na Ukrainę, gdy doszła wiadomość, że Chmielnicki ciągnie na odsiecz synowi, zbiera chłopstwo i straszy potęgą wojska polskiego. Ruszył się rzeczywiście pod Żwaniec. Tu go doszła wiadomość, że syn, ranny w czasie oblężenia, umarł, a równocześnie i przyjaźń tatarsko-kozacka ochłodła. Chmielnicki upadł na duchu. Zbliżała się zima. Mówił wprost hanowi, że zginie, jeśli go Tatarzy opuszczą. Położenie z obu stron było jednakie: konie głodne, żołnierz niechętny
1 zmarnowany jesieonemi słotami. Han okazał się skłonnym do układów i pośrednictwa. Dziwne to były układy — nie spisane nawet podobno, niezaprzysiężone. Ze strony Kozaków występował nie Chmielnicki, lecz han, który wyraźaie mó¬wił: „z Kozakami układać się nie potrzeba". Rudawski po¬

103
wiada, że Han .zobowiązał się odstąpić Chmielnickiego, za co miał otrzymać sto tysięcy złotych, traktat Zborowski miał utrzymać moc, posłowie tatarscy na sejmie złożą przysięgę, dwaj zakładnicy mają rezydować stale na dworze hańskim. Han domagał się jeszcze prawa brania jasyru z powrotem i rabunku, na co Polacy nie zgodzili się, a Han o zgodę tylko pro forma pytał.
Chmielnicki na wszystko godził się milcząco, bo już za plecami HaQa i Polski nawiązał z Moskwą układy. Car wy¬słał do Czehrynia Łopuchina i Trubeckiego z listem do- Chmielnickiego. Spieszno było posłom oświadczyć łaskę car¬ską, bo wyjechali aż do Humania na spotkanie hetmana. Kazał im z powrotem do Czehrynia jechać. Tam odegrała się komedja pokory z tatarskim ceremonjałem: Chmielnicki kładł na głowie hramotę carską, całował pieczęcie, ale brał ruble i sobole. To samo robił i Wyhowski, ale prosił, aby mu przy Chmielnickim tylko nieznaczne podarunki wręczano, aby się hetman nie gniewał. Wszyscy udawali obłudną po¬korę, oszukiwali się wzajemnie i zachęcali się wzajemnie do „wierności".
Już 1 października Sobór ziemski, zwołany przez Cara wysłuchał oskarżenia Jana Kazimierza o to, że „nad Koza¬kami niechrześcijańskie złości czynił", postanowiono przyjąć Chmielnickiego pod mocną rękę i wypowiedzieć wojnę Pol¬sce. Chmielnicki zawiadomił o tym fakcie koszowego na Siczy, jako niby moralną władzę nad Kozaczyzną i pytał o radę, odpowiedziano mu ani tak ani owak, ogólnikiem, że „do dawnej przyjaźni z Polską wrócić niepodobna", nie wspomniano z grzeczności o tern, że sam Chmielnicki zao¬strzył nieprzyjaźń.
Na początku stycznia 1654 r. udał się Chmielnicki do Perejasławia i tam zaprosił posłów carskich Buturlina, Ki- kina, Ałfcrjewa. Dlaczego Die do Kijowa, lecz do lichej mieściny stepowej? Lękał się zapewne opozycji duchowień¬stwa i tej garstki inteligencji ruskiej, jaka się tam skupiła, lękał się, że carskie ruble i sobole, któremi hojnie obdarza¬no jego i starszyznę kozacką, będą uważane za srebrniki Ju¬daszowe. Jeszcze w późnej jesieni roku 1648 wykrzykiwał w Kijowie: „ja tu pan" i nagle rezygnował z dokonania w tern mieście aktu największego dla Rusi i Polski znaczę-

104
nia dziejowego. To tylko dowodziło, że akt ten był wyni¬kiem jego samowoli. Nie najwyższe duchowieństwo, nie in¬teligencję ruską zgromadził do Perejasławia, lecz zwołał „Czarną radę", złożoną z najhałaśliwszych i najbardziej nie¬sfornych żywiołów, żyjących z wojny i rabunku, nieświado¬mych żadnych politycznych stosunków, niezdolnych do oce¬nienia doniosłości aktu, do wykonania którego powołani zo¬stali. Gorzałką i miodem można było kupić ich głosy.
Chmielnicki wyliczył im „krzywdy" polskie i przedsta¬wił trzech amatorów (na razie więcej nie było) do objęcia „Ukrainy", względnie Rusi południowej: Tatarów, Turków i Moskwę. Tamtych ganił jako „niewiernych" chwalił tylko Moskwę i prawosławnego Cara, a potem pijanego tłumu za¬pytał: dokąd chcecie pójść? Wybierajcie! Tłum wrzasnął: „wolimy Cara wostocznego!"—i w ten sposób wyraziła się niby wola Kozaczyzny, która narzuciła się na przedstawicielkę narodu ruskiego. Nastąpił ten wielki akt, który miał stwo¬rzyć przyszłą potęgę przyszłej Rosji bez żadnych poprzednich układów, bez żadnego planu, głosami kilkuset chłopów spro¬wadzonych ad hoc. Chmielnicki rozmawia z Buturlinem bez świadków. Poseł carski nagli do przysięgi na wierność. Nastąpiła chwila wahania się. Chmielnicki żąda ażeby po¬słowie złożyli przysięgę, że dochowają przyrzeczenia „zacho¬wania dawnych wolności" i żeby taką przysięgę Car złożył. „To nieprzystojne żądanie, u nas Carowi przysięgają, ale nie Car" — odpowiedziano. Żadnego świstka papieru nie dano na dowód, że akt złączenia dwóch Rusi—północnej i po¬łudniowej, dokonał się. Skończyło się na,tem, że „sprawy swoje Hetman i Starszyzna przedstawią osobno".
Na żadnym punkcie nie ustąpili posłowie carscy. Chmiel¬nicki może znękany tern wszystkiem co się już stało, zawołał: „niech się dzieje wola carska". Opozycja rozpoczęła się już na drugi dzień po przysiędze. Buturlin zażądał spisu miast, które mają przejść pod „mocną" rękę, aby na wierność złożyły przysięgę. Wyhowski oświadczył, że nie mają po co jechać, jeśli hetman nie otrzyma trwałych przyrzeczeń. Nic sobie z tego nie robił Buturlin i z dużą zręcznością odpierał preten¬sje deputacji kozackiej. Wzdrygała się także garstka szlachty ruskiej, żądając rozdania jej urzędów wojowódzkich i przedkła¬dając spis nazwisk osób desygnowanych na te urzędy. „To

105
nieprzystojny zwyczaj naznaczać sobie urzędy, nawet mówić o tern nie wypada". Odbył się nareszcie akt przysięgi. Po¬wiadano, że Chmielnicki płakał—może miał wizję przyszłości. Buturlin widząc te łzy, pisał do Cara, że „lud płakał z radości, że będzie odtąd pod wysoką ręką carską".
Po dokonanym akcie przysięgi 8 stycznia s. s. 1654 roku, odbył się akt wręczania znaków carskich: chorągwi, buławy, ferezji, czapki i soboli, a Buturlin przy każdym przedmiocie wysilał się na komplement dla Cara. Wkładając ferezję na plecy hetmańskie porównał Cara do orła pokrywającego orlęta. Ustrojony w czapkę sobolową i ferezję carską Chmiel¬nicki wracał od Buturlina piechotą do domu, aby łaskę carską wszyscy oglądać mogli.
Nastąpiły wzajemne wizyty i grzeczności bardzo kwaśno wygłaszane. Okłamywali się wzajemnie obietnicami i prze¬chwałkami. Chmielnicki gadał, Buturlin dyskretnie milczał.
14 stycznia s. s. Buturlin z orszakiem udał się do Kijowa, aby miasto do przysięgi przyprowadzić. 1 tu przekonał się, że sprawa nie jest gładka. Metropolita potraktował go jako „go¬ścia" i swoim ludziom przysięgać nie pozwalał, uczynił to do¬piero pod groźbą. Wprost mu wyrzucał, że „carskiej łaski nie szukał", „do Moskwy nie jeździł". „Chmielnicki wam poddał się, nieja". „Nie patrzcie początku lecz końca"—mówił. Wogóle Ki¬jów przyjął żołnierzy i wojewodów carskich bardzo nieżyczliwie.
Niepraktykowanym nigdzie zwyczajem, po przysiędze wierności poczęto mówić o warunkach, o podstawach przy¬sięgi. Do Moskwy dla układów wysłano Bogdanowicza, jene- ralnego sędziego wojskowego, Pawła Teterę pułków. Pereja- sławskiego i in., którzy stanęli na miejscu w końcu marca 1654 r. i przywieźli coś podobnego do punktów supliki wojska Zaporoskiego, nad którymi bojarowie dyskutując, przyjmowali je lub odrzucali dowolnie. Posłowie złożyli kopję Traktatu Zborowskiego, przywileje na Trechtymirów Kozakom, na Czehryń Chmielnickiemu i przywileje Władysława IV różnym ludziom nadane. W ostatecznej redakcji na podstawie tej „supliki" przyznano szlachcie obrządku wschodniego prawa władania swemi majętnościami; Czehryń dostał Chmielnicki; Car przyjmuje Kozaków na podstawie dawnych praw i przy¬wilejów, sąd mają mieć własny, rejestr 00.000 Kozaków; wybór hetmana według dawnych zwyczajów, byle zawiada-

106
miono Cara o wyborze; majętność i mienie Kozaków i ich
wodzów pozostają przy rodzinie. Następnie, pozwalał Car, aby
osadnicy kozaccy ściągali i oddawali dochody do carskiej
kazny pod dozorem carskich urzędników, a z tych dochodów
ma się opłacać urzędników i wojsko. Hetmanowi wolno
przyjmować posłów tylko „w dobrej sprawie", w złej zawia-
damiać Cara. Metropolita i duchowieństwo utrzymają przy-
wilej na majętności, „jeśli o to prosić będą". Car oświadczył,
że osobiście na Smoleńsk ruszy, że granice Ukrainy będą
bronione, że Dońcom poleci, aby Krymu nie zaczepiali. Go
do żołdu Car dał odpowiedź nie-
wystarczającą: ,jeżeli dochody
ukraińskie wystarczą", ale obie-
cał natomiast nagrodzić pienię-
żnie hetmana i wojsko. Polecono
przytem z szeregów kozackich
wydzielić chłopów.
Dokument ten nosił history-
czną na później nazwę: „Statje"
(punkty, — artykuły) Bohdana
Chmielnickiego, które stały się
do pewnego stopnia fundamen-
tem prawnym wzajemnego sto-
sunku, przez Moskali bardzo do-
wolnie stosowanym.
Car ze swej strony postawił
warunek: aby w wielkich mia-
stach byli wojewodowie, nazna-
czeni przez Cara — oczywiście
Moskale. To całemu narodowi
nadawało charakter zależności
i kontroli. Chmielnicki bardzo opierał się temu, bo w przy-
szłości punkt ten był ciągłym powodem do waśni. Ale Car
nie ustąpił. Chmielnicki proponował, ażeby od przyjętych
„poddanych" carskich mógł płacić roczną daninę jak w Wo-
łoszczyźnie, Multanach, Siedmiogrodzie, byle na wojewo-
dów carskich nie pozwalać. Car się nie zgodził. Upór
Chmielnickiego był spóźniony, — takie warunki omawiają się
przed przysięgą wierności. Z tych ,,stati" widać, że Chmiel-
nicki dążył do zależności nominalnej, przez oderwanie się


107
od Polski, do odrębności, do samorządu, do utworzenia pań¬stwa na poły samodzielnego, a wyszło zupełnie co innego: coś podobnego do autonomji prowincjonalnej bez żadnych praw odrębnego organizmu, oprócz prawa posiadania własnego wojska i bez żadnych gwarancji, oprócz obietnic carskich. Rozbroić Kozaków było niepodobieństwem, to też Moskwa wpadła w te samersieci, w jakich przez sto lat szamotała się już Rzplta Polska, z tą różnicą, że mając twardą rękę, po długich zatargach wewnętrznych ż Kozaczyzną, złamała ją wreszcie.
Akt polityczny, który nazywamy przyłączeniem się Ko- zaczyzny do Moskwy, był poprostu zręcznie dokonanym aktem sprzedaży ziem ukrainnych przez Bohdanowicza, Chmielnic¬kiego, Teterę, Wyhowskiego i starszyznę kozacką, za co otrzymali olbrzymie dobra ziemskie. Chmielnicki nie pozwolił nikomu objąć tych dóbr, podatki zbierał sam przez swoich urzędników do własnego skarbca. Ziemie pułkowe, — rodzaj powiatów administracyjno-wojskowych, — były w rozporzą¬dzeniu Chmielnickiego, on je nadawał i odbierał komu chciał.
Pod jednym wszakże względem marzenia Chmielnickiego ziściły się: Car wypowiedział Rzpltej wojnę w obronie prawo- sławja. Na Smoleńsk miało wyruszyć około 300 tys. żołnierzy, a na Ukrainę nie tyle na pomoc Chmielnickiemu, ile dla kon¬troli jego—46 tys. Taka mnogość wojsk carskich była tylko na papierze. Bojarowie okradali i oszukiwali Cara.
Pakt poddania się Chmielnickiego był zupełnie nieocze¬kiwanym przez Rzpltą i Tatarów. Han naciskał na zerwanie układu, Polska wysłała garstkę wojska, które zdobywało mia¬steczka: Ilińce, Niemirów, Humań, Chmielnicki siedział spo¬kojnie. Nadaremnie Car naglił, aby się z wojskiem ruszył, odpisywał słodko, pokornie, że — boi się najazdu Tatarów. I siedział w Czehryniu. Car nalegał na wykończenie reje¬stru, aby uregulować żołd. Chmielnicki nie godził się, twier¬dząc, że już więcej—wyrzucić żołnierzy z wojska nie może.
Stała się rzecz najmniej spodziewana: w pół roku prawie po poddaniu się Moskwie, Chmielnicki, nie zrywając z Moskwą, potajemnie, przez pośrednictwo Hospodara zgłosił się z pro¬pozycją powrotu do Rzpltej na warunkach traktatu Zborow¬skiego. Traktując z Królem, wyruszył jednak z pod Kaniowa do Białej-Cerkwi, z Szeremetem, mając jakoby 60 tys. wojska.

108
Wątpić należy aby to była nowa pułapka Chmielnickiego. Zbliżywszy się do Moskwy, zrozumiał jej politykę i chciał się cofnąć. Szukał wyjścia, a nie zrywał z Moskwą. Wysłana Komisja miała traktować tylko z Kozakami -wyłącznie sekret¬nie. Znamy jedynie instrukcję, wydaną Komisarzom, ale nie znamy przebiegu narad i jak się zerwały. Oprócz amnestji, wolności religji—bez zniesienia unji,—przyznania praw i przy¬wilejów, rejestru Kozaków do liczby umowy Zborowskiej, najważniejszą sprawą było zamknięcie Kozaczyzny w pewnych granicach. Dla stałego zamieszkiwania Kozaków rejestrowych wyznaczono starostwo Czehryńskie, Korsuńskie, Czerkaskie, a w razie konieczności Kaniowskie i Bohusławskie. Chodziło
0 to, ażeby dobra szlacheckie i lenne Województw Kijow¬skiego, Czernihowskiego i Bracławskiego były wolne od mieszkań Kozaków. Do tych Starostw mieli Kozacy przenieść się z innych miejscowości i podzielić je, aby każdy Kozak rejestrowy miał pewną część gruntu prawem dożywotniem, tytułem żołdu za obowiązkową służbę wojskową. Wolno było im zakładać futory, pasieki (folwarki), korzystać z uchodów, miody i piwo warzyć, gorzałkę palić, ale tylko na własny użytek. Sześć tysięcy Kozaków miało otrzymać tytuł szla-checki z prawem własnych sejmików i elekcji Króla. Chmiel¬nicki miał otrzymać tytuł Wojewody i Hetmana Wojska Zaporoskiego.
W ten sposób z części Województwa Kijowskiego po- wstaćby mogło jakieś mało zawisłe od Rzpltej państewko Kozackie o bardzo rozciągliwych i nieokreślonych granicach
1 prerogatywach. Te same prawa i obowiązki, formującej się już w państwo Kozaczyzny, ujęte zostały później nieco w Umowę Hadziacką.
Chmielnicki, rzuciwszy myśl ponownego zjednoczenia się zRzpltą, cofnął się nagle, bo mu zaświtały nowe nadzieje i inne plany. Najważniejszym niewątpliwie powodem było nagłe powodzenie oręża szwedzkiego w Polsce. Wojna Szwedzka, wywołana pretensjami Szwedów a intrygami Pod- kanclerza Radziejowskiego, którego chęć zemsty na Króla popchnęła do zdrady, przerzuciła Chmielnickiego do obozu szwedzkiego. Zbliżył Kozaków ze Szwedami Radziejowski. Trudno odgadnąć jakie plany roiły się w głowie Chmielnic¬kiego, dość, że z wojskiem moskiewskiem wspólnie wyruszył

109
znaną mu dobrze drogą na Lwów. Może chciał połączyć się ze Szwedami. Dość, że na początku października, pobiwszy garstkę wojska polskiego pod Gródkiem, obiegł Lwów i za¬żądał poddania się miasta na imię Cara. Lwowianie odmó¬wili przysięgi, zasłaniając się tern, że Król Jan Kazimierz żyje jeszcze, a za życia jego nie mogą uznawać innego króla. Mimo pertraktacji, próbowano zdobyć miasto, ale nadaremnie. Ażeby oblężenie miasta czemkolwiek usprawiedliwić, Chmiel¬nicki oświadczył, że chce bronić Rusinów, których tylko gar-stka była we Lwowie. Przekonano go, że krzywda im się nie dzieje wcale. Gdy Chmielnicki zapytał: czego właściwie miasto żąda od niego? — odpowiedzieli, że pragną ażeby Mo¬skale i Kozacy najrychlej wypuścili ich z opieki. Najnieocze- kiwaniej Chmielnicki zgodził się, ale zażądał okupu; jaka człek litościwy, zadowolnił się mniejszym.
W warunkach, podanych miastu, były już znane nam, a przytaczane przy każdej sposobności: aby ,,żydów, jako nieprzyjaciół Chrystusa, wydano Kozakom z majątkiem, żo¬nami i dziećmi11. Odpowiedź Lwowa godna jest pamięci: „nie wydamy, bo są obywatelami Rzpltej, będącymi pod opieką prawa*'. Tytułem okupu żądał Chmielnicki 400.000 zł. dla wojska, a dla naczelników wypisał długi szereg postawów sukna różnego gatunku, materji jedwabnej i półjedwabnej, adamaszku, zażądał także 2000 par butów i 1000 kożuchów. Lwowianie złożyli okup. W tym samym czasie Daniłko Wyhowski, brat Jana, złupił Lublin. Niewiele z tego sko¬rzystano, bo w drodze powrotnej Tatarzy, z Mehmed-Girejem na czele, większość tych łupów odebrali. Powrót późną je- sienią, w czasie słot, zdziesiątkował wojsko moskiewskie.
Chmielnicki wysłał na pomoc Moskwie na Białoruś Ne- czaja i Zołotarenkę, ale oprócz rabunków i mordowania spo¬kojnej ludności, żadnego innego pożytku z Kozaków nie było.
W miarę stykania się ze Szwedami, z Moskwą i wreszcie z Polakami, którzy ofiarowali coraz lepsze warunki poje¬dnawcze, rozszerzał się horyzont polityczny Chmielnickiego. Widział, że Kozaczyzna jest tylko klasą, warstwą wojenną, że walka o „wolność i przywileje wojskowe" zakończyła się w Perejesławiu, że należy zatem szukać szerszej podstawy dla przyszłego życia. Już pod Lwowem, rozmawiając z Lu- bowidzkim, posłem Króla, namawiającym do zgody, Chmiel-

110
nickl oświadczył: „niech Rzplta objawi lud Ruski tak wolnym jak Król hiszpański przed laty holendrów*'. Było to już ideowo wkroczenie na inną drogę: zamiast Kozaków, występował lud, naród. Nie dostrzegał tylko tego, że sam zagradzał drogę do tego wyzwolenia się.
Stosunki polityczne poczęły się plątać niekorzystnie dla Kozaków. Próba zerwania pokoju z Moskwą, (podjęta przez Galińskiego, weszła na dobrą drogę, z przyczyny mało przewi¬dywanej. Car Aleksy Michajłowicz zapragnął być królem polskim, a przytem[nowe niebezpieczeństwo zawisło od strony Szwedów. Szukano więc obustronnie wyjścia z tego położenia. Wystąpił jako pośrednik pokoju Cesarz niemiecki, który wysłał iMlegrettiego w tym celu. Trwały długie pertraktacje z posłami moskiewskimi, między innemi w Wilnie, gdzie wypłynął projekt rozejmu na lat 20. Pertraktacje te bardzo nie podobały się ^Kozakom, bo bez ich współudziału były prowadzone.
Z patosem wołał Chmielnicki do Cara:]„nie oddawaj naro¬du prawosławnego na pohańbienie", ale nie przeszkadzało mu to w tym samym [czasie [wchodzić w sojusze ze Szwedami i Rakoczym. Karol X, upojony<latwem[zwycięstwem nadRzpltą, wysłał posła do Czehrynia dla zawarcia traktatu z Chmiel¬nickim, jak z samodzielnem państwem. Obiecywał Hetma* nowi Księstwo zupełnie udzielne, bądź jako Rzpltą. Przyszłemu Prezydentowi Rzpltej ukraińskiej oddawał Województwo Ki¬jowskie, decydował się także ustąpić Braclawskie do Bobu, nawet do Jampola. W razie gdyby został wasalem Króla Szwedzkiego, król szwedzki nadawał mu tytuł „Księcia Ki¬jowskiego i Hetmana Wojsk Zaporoskich". Dzieląc hojnie prowincje Rzptej, które do niego nie należały, żądał dla siebie 300.000 czerw. zł. rocznie, po 30 tysięcy dla każdego nowego króla, posagów dla synów królewskich i córek. Oddając całą Ruś prawie Chmielnickiemu, o sobie nie zapomniał: zatrzymywał Wielkopolskę, Gdańsk z Pomorzem; Mazowsze i Ruś Halicka miały powiększyć szczupłe dziedziny Rakoczego.
Potęga Szwedów niedługo trwała i plany Księstwa Kijowskiego runęły. Chmielnicki rzucił się jeszcze w stronę Rakoczego, z którym już w listopadzie 1656 roku zawarł traktat. Obu hospodarów i Hana Krymskiego zachęcał do wspólnej akcji przeciwko Rzpltej, słowem, szał jakiś nim


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location