FR. RAWITA-GAWRONSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index



41
w samym Kaniowie 150 kozaków. Uchodnicy, to nie zawsze tylko dzierżawcy pewnych praw używania, to żołnierze także, którzy muszą bronić się od Tatarów. Niektórzy z nich na zimę wracali do domu, inni ,,zimowali i latowali" na ucho- dach. Stąd drogą samowolnego osiedlenia się powstawały objekty, z tytułem własności, zdobytej dłuższem posiadaniem bez przeszkody. Obejmowały one wielkie nieraz obszary, na¬zywano ,,pasiekami*'. Włóczyli się po tych uchodach kozacy, spędzając spokojnych uchodników i zajmując ich miejsce. „Żyją tam—uskarżają się mieszczanie kaniowscy—ustawicz-nie na mięsie, na rybie i na miodzie, posiadając pasieki i sy¬cąc sobie miody jak w domu". Ci kozacy, jakoteż rekrutu¬jący się nowy żywioł kozacki z różnych uchodników, szuka¬jących zarobku i zysku, stali się zaczynem późniejszej Koza- czyzny Niżowej. Gniazdem Kozaków, kozactwa i Kozaczy- zny od połowy XVI go wieku były trzy miasta nad Dnie¬prem—Czerkasy, Kaniów, a w końcu XVI-go wieku Czehryń, za Dnieprem Perejasław, na Podolu zaś Bracław i Bar. W tych czasach było ich w Kaniowie 150, w Czerkasach lustratoro- wie naliczyli ich 300. Jeśli zważymy, że wszystka ludność miasta wynosiła zaledwie 1500 głów, to po odliczeniu nie¬wiast, starców, bojarów i sług zamkowych, 300 kozaków było potęgą, która całemu miastu nadawała charakter.
Jak ilość kozaków wzmagała się szybko, widzimy z tego, że na początku XVlI-go wieku było ich w Białej Cerkwi 300, w Kaniowie 1346, w Bohusławiu 400, w Korsuniu 1300, w Czerkasach 800, w Borowicy 100, w Daniłowie 100, w Cze- hryniu 500, w Arkliju 300, w Hołtwie 150, w Perejasławiu 700. W mniejszych miasteczkach nikt nie obliczał. Wszystko to gnieździło się w Kijowszczyinie, w południowo-wschodniej części powiatu Kijowskiego (polskiego) z obu stron Dniepru. Jedni z nich wpisani zostali jako stała ludność, bo mieli domy własne, inni—„domów nie mają". Ci i tamci tworzyli wszakże jedność klasową.
Do wzmożenia się Kozaczyzny, do nadania jej cech organizacji wojskowej, do wzmocnienia moralnego poczucia siły kozaków, ich solidarności klasowej i powolnej walki o nią, przyczyniła się sama Rzpta, łudząc się, że żywioł ten niesforny, narastający z nadzwyczajną szybkością, zdoła zu¬żytkować jako materjał wojenny, jako żołnierzy. Było to

42
istotnie możliwe, ale nie stało się, dzięki niedbalstwu i chwiej- ności rządu, który usypiał się nadziejami pozyskania tej klasy i tylko najbliższe cele miał na oku. Przyczynił się do tego bardzo niedostateczny i błędny system obrony od Tatarów. Rzpta zapomocą zamków, opatrzonych amunicją ijzałogami,' a położonych, wzorem zachodnio-europejskim na miejscach trudno dostępnych, bardzo rzadko i bardzo niedo¬statecznie broniła Tatarom napadów i wybierania jasyru, bo Tatarzy omijali zamki. Lepszy daleko i skuteczniejszy sy-stem obrony stosowała Moskwa, odgradzając ludność swoją od Tatarów t. zw. „linją“, czyli szeregiem blisko siebie sto¬jących punktów ufortyfikowanych i obsadzonych małemi za¬łogami, które, niedopuszczając bezpośredniego stykania się ludności z Tatarami, zapobiegały także wzajemnym dobrym lub złym stosunkom. W miarę odpędzania Tatarów w głąb stepów, tworzono nową linję gródków, to też rzadko tylko udawało się Tatarom przerywać tę linję. Nasza zaś granica od Tatar była zupełnie otwartą, dając swobodne pole dla wybryku swawoli i rabunku wszelkim swawolnym żywiołom, podniecała ich chciwość i bezkarność, a również ułatwiając dopływ krwi tatarskiej do pnia słowiańskiego. Jeżeli przeto Tatarzy stali się wychowawcami moralnego charakteru ko¬zaków, to Rzpta ułatwiała poniekąd ich rozwój liczebny przez półśrodki stosowane wobec wzrastającej nowej siły państwowej, posiadającej wszelkie zalety potrzebne do ni¬szczenia, burzenia i deprawowania państwa i własnego spo¬łeczeństwa, a żadnych do wznoszenia jakiejkolwiek budowy społecznej — trwałej i zrównoważonej.
Pierwsza próba zgromadzenia przez Kmitycza ochotni¬czego oddziału kozackiego i użycie go do obrony Rzptej zwróciła uwagę państwa na zalety tej nowej siły, niedoce¬niając jej wad i nasunęła myśl regularnego zużytkowania dla obrony państwa. Zanim się to jednak stało, kozacy two¬rzyli „poczty* starościńskie i na wyprawach rabunkowych ćwiczyli swoje zdolności anarchiczne. Trzeba przyznać, że st-owie ukrainni sami demoralizowali tę siłę, która wkrótce miała przeciwko nim się zwrócić. Po za obowiązkami ko¬zaków, którzy „domów nie mają", a więc ludzi „prychożich", włóczęgów poprostu, dawania st-stom „kolędy" po kilka groszy i opłacania się niewielką robocizną — byli oni zu¬

43
pełnie ludźmi wolnymi i nieodpowiedzialnymi. Gdy zaś „w pole chodzili" czyli kozakowali, krótko mówiąc udawali się na rabunki, tego im żaden st-sta nietylko nie bronił nigdy, ale nakładał na takich rabowników pewnego rodzaju podatki. Lustratorowie zamków, ukrainnych zaznaczali wy¬raźnie, że „gdy czerkascy (t. j. kozacy) zdobędą butynek (zdobycz wogóle) albo języka (jeńca) z ludzi nieprzyjaciel¬skich, tedy st-ście z butynku mają oddać co lepszego: konie, albo zbroję albo język, a pozostałe języki i butynki mają sobie zatrzymać. Również gdy kozacy w ziemi nieprzyjacielskiej co zdobędą, z tej zdobyczy mają oddać st-ście co lepsze0.
Taki materjał, już zdemoralizowany i przyzwyczajony żyć z rabunku, Rzpta chciała użyć do obrony granic. Im¬pulsem do tego stał się uniwersał Zygmunta Augusta, wy¬dany do kozaków w roku 1568, „którzy z zamków i miast ukrainnych, bez rozkazania i wiadomości hospodarskiej i st-stów ukrainnych zjechawszy, na Nizie, na Dnieprze, w polu i na innych uchodach mieszkają-. Uniwersał wzy¬wał tych kozaków do powrotu, oświadczając, że jeżeli za¬przestaną swawolić, „znaleźć mogą przy zamkach służbę, za którą każdy żołd otrzymać może“. Uniwersał ten jest w związku ze zleceniem, wydanem Jerzemu Jazłowieckiemu, uformowania osobnego pocztu z kozaków. Jazłowiecki, jako hetman, wydał w tej mierze jakieś „postanowienie'*, znane nam tylko z treści hramoty, potwierdzającej „ustawę" het-mańską (1572).
Przedewszystkiem Jazłowiecki wziął ów poczet wyłącz¬nie pod władzę hetmańską, wydzielając ich z pod przysądu wszelkiej innej władzy. W celu zaś zapobieżenia swawoli kozackiej, jak i czynienia nad nimi sprawiedliwości, gdy wrócą z Niżu do miast i zamków, hetman naznaczył im sę¬dziego, będącego równocześnie „starszym" tego pocztu, Jana Badowskiego, podobno szlachcica z Białej Cerkwi, obdarza¬jąc go różnemi przywilejami, między innemi pozostawiając prawo sądu nad nim tylko hetmanowi.
W ten sposób po raz pierwszy uzyskany został ów naj¬wyższy przywilej samodzielnej i niezależnej organizacji woj¬skowej, na który Kozacy powoływali się przy każdym za¬targu, nazywając go „wolnościami" kozackiemi. List kró¬lewski stał się fundamentem, na którym oparła się potem

44
idea nietykalności i wolności kozackich, która później objęła nie tylko ów poczet oohotniczy, ale wszystkich kozaków już jako stan, warstwę wydzieloną z ludu, coś w rodzaju uprzy¬wilejowanej rycerskiej warstwy w Rzptej.
Tę próbę wyodrębnienia garstki kozaków w całość wo¬jenną, w pewną korporację, rozmaici samozwańczy wodzowie różnych kup hultajskich, nazywających się kozakami, prze¬nosili na całość kozactwa, zasłaniając wszelkie swoje wybryki rabownicze służbą państwową i przywilejem wolności koza¬ckich. Najnowsi zaś historycy ruscy nazwali ten przywilej, jako próbę zorganizowania kozactwa „reformą". Utworzenie tego pierwszego pocztu kozackiego ustalało urzędowo nie¬jako i uznawało istnienie odrębnej kozackiej organizacji woj¬skowej i zakreślało kadry dla odrębnego wojska w państwie. Niedoceniano zupełnie szkodliwości takiej odrębnej organiza¬cji dla przyszłości państwa. Ów pierwszy poczet, będący na żołdzie Rzptej, wynosił tylko 300 kozaków (1575).
Wzięcie na żołd państwowy kupki kozaków już było właściwie początkiem tej organizacji, którą z czasem nazwano „regestrem", a kozaków, należących do niej—„regestrowymi". Poczet powyższy, zorganizowany trybem wojennym, kance- larje królewskie uważały do pewnego stopnia za reprezen¬tację większej całości, noszącej nazwę kozactwa i Kozaczy- zny. Ów pierwszy regestr kozacki rozpełzł się, niewiadomo, co się z nim stało. Ale, ponieważ zwerbowano go z tych niespokojnych stepowych i miejskich żywiołów, które w ra¬bunku szukały „kozackiego chleba", należy przypuścić, że owi rejestrowcy wrócili do dawnego rzemiosła, to jest napa¬dali po dawnemu na miasta tureckie i ułusy tatarskie, rabu¬jąc albo mienie mieszkańców, albo barany u czabanów ste¬powych. Wracali wprawdzie do dawnego rzemiosła, ale już z pojęciami i pretensjami, odnoszącemi się do przywilejów i wolności, uważanych za nietykalne. Rościli więc pretensje do praw wyjątkowych bez obowiązków względem państwa. Taką drogą kształtowały się pretensje klasowe Kozaczyzny.
Wyraźniej wystąpiły one za Batorego i nosiły głośną nazwę „reform Batoryańskich". Przewidując zetknięcie się orężne z Moskwą, Stefan Batory zapragnął zwiększyć swoje siły wojenne zaciągnięciem do służby państwowej kozaków, których bitność i wytrwałość żołnierska nie były mu obce.

45
W tym celu, wyprawiony na Niż ajent Batorego Janczi Be- gier, porozumiał się z kozakami i w czasie pobytu króla we Lwowie (1578) staną) przed nim wraz z wysłańcami koza¬ckimi, upoważnionymi do zawarcia umowy z królem. Oświad¬czyli oni, że „mołojcy zaporożni" „gotowi są służyć*'. Skut¬kiem tego zapadło „Postanowienie z Niżowcy**, które stre¬szczało się w następujących warunkach: kozacy mają być „wierni*' i służyć pod władzą Michała Wiszniowieckiego, s-ty Czerkaskiego i Kaniowskiego, który po śmierci Jerzego Ja- złowieckiego ma być najwyższym „sprawcą". Wszyscy mo¬łojcy mają być posłuszni st-ście Czerkaskiemu i ku potrzebie koronnej stawić się, gdzie im ukażą, przed s-tą złożyć przy¬sięgę wierności i posłuszeństwa, przyrzec, że nie będą naje¬żdżać Ziemi Wołoskiej, ani też czynić szkód i rozruchów, przeciwnie—tych, którzyby wykraczali w tym kierunku „będą hamować, łapać i, jako nieprzyjacioły nasze i koronne, bić". Obowiązywali się także nie rabować miast nadmorskich, ułu- sów tatarskich i czabanów.
W ten sposób byłoby to z jednej strony zwrócenie zor-ganizowanych sił kozackich przeciwko niezorganizowanej, swawolnej * Kozaczyźnie, a z drugiej nadawano tym „rege- strowcom" do pewnego stopnia prawo zwierzchnictwa i kary nad swawolnymi kozakami. To czyniło, że ów poczet rege¬strowy stawał się reprezentantem niejako całej ówczesnej Kozaczyzny.
Był on nieliczny, bo składał się tylko z 500 ludzi. Ka¬żdy kozak otrzymywał żołdu 0 kóp litewskich i sukna na „jarmak". Zobowiązanie to miało trwać aż do ukończenia wojny z Moskwą. Później mieli otrzymywać to, co otrzymy¬wali za Zygmunta Augusta „z tą samą wolnością", jak pod ten czas było". Było to już zastrzeżenie kozackie. Żołd miał być wypłacany ćwierciami w Czerkasach na ręce wy-znaczonego pisarza. „Starszym sprawcą" czyli jak go uni¬wersał nazwał „hetmanem kozackim" — nazwa po raz pierw¬szy użyta urzędowo i przyswojona przez kozaków, jako więcej posiadająca godności, niż zwykła — „watażki" — król mia¬nował Jana Oryszowskiego, noszącego także tytuł „porucz¬nika". Jako znak służby państwowej, poczet otrzymał cho¬rągiew jedwabną z orłem, jako symbolem państwowym. Pi¬sarzem wojskowym tego „regestru" został Janczi Begier.

46
„Postanowienie z Niżowcy" określało wprawdzie obu¬stronne waruaki i zobowiązania, ale nie wiemy jaką była organizacja ściśle wojskowa Lego oddziału. Popis tej roty znany nam dopiero z roku 1581, to jest po ukończeniu już wojny moskiewskiej. Z niego też dowiadujemy się jaki był szyk wojskowy tej roty i skład jej etnograficzny. Przede- wszystkiem Oryszowski, jako porucznik i hetman kozacki miał osobny poczet, składający się z 30 ludzi, a należeli do niego zapewne pisarz, asawułowie (adjutanci), chorąży, trę¬bacz i bębniarz. Poczet dzielił się na dziesiątki — z 9-ciu żołnierzy i io*go „atamana" jako dziesiętnika. Był to zatem pułk, jako jednostka taktyczna według wzoru węgierskiego, składający się z 600 żołnierzy, szeregujących się w 50 rzę¬dów po 10 w każdym rzędzie. W tej zatem prawidłowej organizacji wojskowej, nieznanej przedtem kozakom, tkwiło pojęcie „reformy Batorjańskiej**. Z kozaków, walczących ku¬pą po tatarsku, Stefan Batory stworzył regularne wojsko. Co do innych punktów, „Postanowienie z Niżowcy" opierało się na znanej już nam ustawie Zygmunta Augusta, podkre¬ślając wyraźnie, że „służba ma być tym kształtem i z tą wolnością, jako na ten czas było“. W tym punkcie tkwił zatem i nadal zarodek owych „przywilejów i wolności4*, któ¬re późniejsza reprezentacja kozacka, najczęściej nielegalna, rozszerzała na Kozaczyznę jako na klasę, warstwę, stan od¬rębny, jednolity.
Zastanówmy się szerzej nieco nad owymi reformami, gdyż postulaty „Postanowienia** stały się fundamentem ko- zactwa, przyczyną usprawiedliwiającą ich samowolę i powo¬dem walk z Rzptą, ile razy państwo usiłowało „wolności ko¬zackie** okiełznać.
Jeżeli na to „Postanowienie** będziemy zapatrywać się ze stanowiska wojskowego, to słuszność należy przyznać jednemu z kronikarzy kozackich, który zapisał krótko, że „Batory w większy ład wprawił kozaków*' (Samowidiec). Piasecki nazwał te reformy „tylko lepszem urządzeniem wojska kozackiego", chociaż, zwyczajem współczesnego mu społeczeństwa, łudził się jakoby skutkiem tego urządzenia zyskało „bezpieczeństwo granic" państwa. Stało się odwrot¬nie: zorganizowane kozactwo nauczyło się regularnej wojny i, zamiast bronić granic, wystąpiło do walki z Rzptą.

47
Jakkolwiek w „Postanowieniu" zastrzeżono i zorgani¬zowano tylko 500 kozaków, Batory polecił wynająć na żołd 600. Być może, że owa nadwyżka stu kozaków tworzyła tak zwa¬ne „wojsko podolskie". Jest to tem prawdopodobniejsze, że od roku 1581 kwarta Rawska dzieliła się między „wojsko podolskie" i „inne".
Utworzenie przez Batorego regularnego pocztu koza¬ckiego nie było żadną reformą polityczną, wyodrębniającą z ruskiej masy ludowej odrębną warstwę kozacką, ale za¬stosowaniem organizacji wojennej do kozaków. Historycy ruscy, najnowsi, nadają tym reformom cechę polityczną prze¬ważnie, uważając je za przyznanie i uznanie „wolności ko¬zackich". Osobliwy impuls do tego dostrzegają w liście Batorego z Rygi (9 kwietnia 1582). Jest to list, właściwie uniwersał nie w drodze nadawczej, lecz zwrócony wprost do wojewodów i starostów pogranicznych w charakterze prze¬strogi, aby kozakom krzywd nie czynili, nie więzili bez przy¬czyny, nie bierali „obwiestek", kolendy i innych podatków, a majętności ich po śmierci, mimo krewnych i przyjaciół, nie zabierali. Odnosiło się to nie do tej kategorji kozaków, których uważano za włóczęgów i rabowników, lecz tylko do wynajętych, wpisanych w rejestr. Uniwersał Batorowy za¬strzegał wyraźnie, że odnosi się to do tych, „którzy żołd nasz biorą".
Tak więc, Batory nie hultajstwa kozackiego bronił, nie swawoli, nie nadawał „wolności i przywilejów" rabowniczej zbieraninie łotrów i dobyczmków, lecz pocztowi, przeznaczo¬nemu na służbę państwową. Nie zastrzegał odrębności ko¬zackiej i nie potwierdzał prawa swawoli.
Radził wprawdzie i chan krymski Batoremu, ażeby ko¬zaków wziął na służbę i w ten sposób położył kres rabow- nictwu stepowemu, ale oprócz względów dobrej przyjaźni z chanem na wypadek wojny z Moskwą, Batory oceniał zdolności militarne kozaków, wyrobione w ustawicznych „utarczkach" i ich temperament. Wszelkie jednak „postano¬wienia", dotyczące powstrzymania awantur i najazdów ko-zackich, nie miały najmniejszego powodzenia. Kozacy przyj¬mowali wszelkie warunki, ale gdy tylko zdarzała się pierw¬sza sposobność łamania ich, a była to najczęściej nieregu- larność w wypłacie żołdu, kozacy opuszczali swoje „roty".

48
rozpraszali się i powiększali rabownicze watahy pierwszego lepszego awanturniczego atamana.
Ewolucja Kuzaczyzny postępowała zgoła nie w kierun¬ku uspokojenia się, lecz zwiększonej swawoli. Co ważniej¬sza, oprócz Podnieprza, utworzyło się drugie ognisko samo¬wolnego kozactwa i kozakowania w Ostrogu, majętności x. x. Ostrogskich i w Niemirowie, majętności x. x. Zbara¬skich, dwóch zatem największych magnatów Wołynia i Po¬dola i najpotężniejszych oligarchów. Wołyń zapełniał sze¬regi Kozaczyzny Niżowej, a Podole szeregi tych watażków, którzy chadzali na Wołoszczyznę.
Wołoszczyzna też wkrótce stała się owem, jak mówiono w Polsce, ..przepiórczem polem", na którem różni awantur¬nicy kozaccy i niekozaccy szukali szczęścia. W roli takiego poszukiwacza szczęścia wystąpił w roku 1572 Iwonia jako pretendent do tronu wołoskiego. Włóczył się on po Dzikich polach i zbierał ochotników. Nazwał siebie potomkiem woj-dy Stefana i zapewne z tego tytułu znalazł poparcie szlachty podolskiej. W roku 1574 zebrał on niewielką kupę kozackich włóczęgów, bo zaledwie 200, którzy ze Świerczew¬skim wkroczyli na Wołoszczyznę. Wyprawa ta, jak wiele innych, nie miała powodzenia. Turcy pojmali Iwonię i skoń¬czyli z nim porachunki po swojemu.
Niepowodzenie Iwoni nie odstraszyło innych poszukiwa¬czy tronu wołoskiego od nowych prób. Impulsem do tego była ta okoliczność, że tron wołoski bywał przedmiotem tar¬gów z Turcją, kto dał więcej, ten go zdobywał. To też ochot¬ników nie brakło śród kozackich watażków. Ledwie impreza Iwoni zakończyła się, zjawił się inny pretendent Iwan Pod¬kowa, który się nazwał bratem Iwoni i z tego tytułu rościł prawo do tronu wołoskiego. I ten oczywiście szukał popar¬cia u bezdomnego kozactwa, włóczącego się na olbrzymich obszarach Dzikich pól i gnieżdżącego się w Kaniowie, Czer¬kasach, Bracławiu, Ostrowiu, Niemirowie i innych miastach. Udało mu się zebrać watahę z trzystu kilkudziesięciu ludzi, na czele których stanął jakiś Szach (1577), Podkowa miał także kilkuset kozaków i wspólnie z Szachem rozpoczął walkę
0 hospodarstwo wołoskie z Petryłą. Walka ta zakończyła się także niepowodzeniem. Batory kazał pojmać Podkowę
1 ściąć. Szach, zanim się wybrał na Wołoszczyznę, już zje-

49
dnał był sobie chwałę śmiałego watażki, który obrabował posła tatarskiego, jadącego z Moskwy, a w r. 1576 spalił Tiahinię (Bendery).
Zwerbowani przez Batorego kozacy oddali mu w wojnie moskiewskiej niemałe usługi: byli oni z królem pod Poło- ckiem (1579), a w rok później widzimy ich wraz z Oryszow- skim pod Starodubem i Poczepem. Niemało było także ko¬zaków, biorących udział w tej wojnie, jako ochotników za- ciężnych w pocztach panów polskich: Kmita miał 100 kon¬nych i 500 pieszych, Borys Żaba 300 pieszych, Dorobostajski woj-da Połocki 100 konnych, 300 pieszych. Miewali także inni w służbie swojej kozaków. Wady ich, wyrobione nienormal- nemi warunkami życia, pokrywały się ogromnej wartości zaletami wojskowemi; roztropnością, odwagą, wytrwałością żołnierską, ale to nie przeszkadzało Im odznaczać się niesta¬łością i samowolą, które tylko siłą dały się utrzymać w kar¬bach wojskowej subordynacji. Rzpta nie potrafiła wyzyskać zalet, a wykorzenić wady.
Batory, oceniając zasługi kozaków w wojnie moskiew¬skiej, darował im Trechtymirów na szpital, który wkrótce stał się miejscem knowań kozackich.
Wichrzenia kozackie nie tylko nie ustawały, ale prze¬ciwnie — wzmagały się, nie zawsze zadawalniając się naja¬zdami na ułusy i czabanów tatarskich, lub na miasta ture¬ckie, lecz rozpoczęły się liczne napady na wsie i miasta pry¬watne wewnątrz państwa. W r. 1583 Kozacy spalili Tehinię, a w następnym roku urządzili wielki najazd na Oczaków, który zakończy! się tragicznym epilogiem. Batory wysłał Głębockiego dla zbadania całej tej sprawy i powrócenia szkód, a kozacy utopili posła w Dnieprze.
W tym czasie księgi sądowe zapełniać się poczęły licznemi skargami na różnych samozwańczych hetmanów ko¬zackich. Rozzuchwalenie bezkarnego kozactwa rosło coraz bardziej już nie tylko na dalekich kresach ukrainnych, ale wzmagało się także na Wołyniu i Podolu, bałamucąc ludność wiejską bezkarnemi ,,wolnościami kozackiemi“, które stawały się zachętą do uciekania na Niż, gdzie, zmieniając nazwisko, można było swobodnie hajdamaczyć i kozakować. Torowało się drogę do anarchji społecznej, która też wkrótce wy¬buchnąć miała.
Kozaczyzna ukralona.
4

co
Wzrastający niepokój w państwie zmusił nareszcie sejm do zajęcia się sprawą kozacką. W roku 1590 uchwalono konsty¬tucję pod tytułem: „Porządek względem Niżowców**. Nazwa ta obejmowała już całą owoczesną Kozaczyznę. Była to próba zażegnania burzy za pomocą prośby do wichru, aby ustał. A uspokojenie tembardziej było potrzebne, że wisiała w po¬wietrzu wojna z Turcją o nieskończone awantury kozackie. „Porządek*4 polegał na tern, że hetmani koronni zostali upo¬sażeni w szeroką władzę wobec kozaków, a wobec niebez¬pieczeństwa tureckiego postanowiono utworzyć zaciąg wer-bunkowy na 20,000 kozaków. Gdy wszakże niebezpieczeństwo minęło, wszelkie dobre poczynania skończyły się na niczem, tembardziej, że finanse państwowe, zawsze szwankujące, nie- pozwalały na tak wielki wydatek. Skończyło się na tern, że zaciągnięto na żołd tylko tysiąc kozaków, dwa pułki, po 500 ludzi (1591). Władzę naczelną sprawował hetman Mikołaj Jazłowiecki, a bezpośrednim przełożonym po dawnemu pozo¬stał Oryszowski. Oddział ten miał mieć swoje stanowisko w okolicy Kremieńczuka, gdzie projektowano zbudować za¬meczek, jako punkt obronny, wstrzymujący najazdy tatarskie. Zaopatrywanie w żywność tego oddziału polecono pobliskim starostom.
Ażeby zjednać kozaków dla interesów państwa i ode¬brać możność głośniejszym zapewne watażkom bawienia się rabunkiem, rząd polski próbował przywiązać ich do ziemi. W tym celu Krzysztof Kosiński otrzymał za Białocerkwią pustynię Rokitną, Wojciech Czopowiński Boryspol z przyle- głościami za Dnieprem. Inni otrzymali Horodyszcze, Woło- darkę, Śnieporód za Dnieprem i t. d. Kosiński, Czopowiń¬ski, jak przedtem Świerczowski i wielu innych watażków kozackich, należeli do tego drobnego szlacheckiego tłumu, który miał zawsze więcej fantazji niż środków do życia i w ruchliwym żywiole kozackim szukał oparcia dla swoich ambicji szlacheckich; stawali się nieraz w ten sposób pro¬motorami awantur na wielką skalę.
Oddział Oryszowskiego, nie płatny prawdopodobnie re-gularnie, roztopił się w kupach włóczęgów kozackich i zwięk¬szył watahy dwóch głośnych hetmanów kozackich Kosiń¬skiego i Nalewayki, którzy wkrótce na arenę publiczną wy¬stąpili. Rozruchy kozackie, zażegnywane półśrodkami, ła-

51
godnością, darowiznami lub zwykłem niedołęstwem, przybie¬rały coraz bardziej na szerokości i rozgłosie i liczny mate- rjał kozacki łączyły w kupy coraz większe, które dzięki re¬formom militarnym Batorego, przybierać poczęły coraz wy¬raźniej pozory wojska regularnego.
O Kosińskim wiadomo tylko, że był szlachcicem pol¬skim z Wołynia i w jakichś, pono służbowych, stosunkach zostawał względem x. x. Ostrogskich, a szkołę kozackiego wojowania poznał na praktyce. Miał on pewien zatarg z x. Ostrogskim, pono o Rokituę, którą mu komisarze księ¬cia odebrali, jako niesłuszną jakoby darowiznę pustyni, któ¬ra miała być własnością książąt Ostrogskich. Nie mamy wprawdzie dowodów na to i wątpić należy czy ta okolicz¬ność popchnęła Kosińskiego do jawnego orężnego buntu przeciwko Rzptej. A dodać należy, że było to pierwsze bun¬townicze wystąpienie z bronią w ręku w imię nie dość jeszcze jasno skrystalizowanych haseł kozackich i było jaw¬nym dowodem wzmacniania się w państwie polskiem obcej zupełnie interesom państwa siły militarnej kozaków.
Zgromadziwszy koło siebie kupę ochotników kozackich, wyruszył z nimi do Pikowa, skąd wydał rodzaj manifestu do kozaków, który właściwie był wezwaniem do buntu i za¬chętą do powiększenia swego oddziału w imię porachunków z księciem Ostrogskim. Kosiński wzywał do „szukania ko¬zackiego chleba*1. Wiedziano dobrze co to znaczy. To też rozpoczęły się formalne pogromy majętności szlacheckich. Kosiński zbliżył się do Niżu, nie bez zamiaru znalezienia tam większej ilości ochotników i osadził się w Trypolu nad Dnieprem. Szlachta zaalarmowała króla, który uciekł się do środka łagodzeuia furji kozackiej zapomocą Komisji. Tą drogą półśrodków, doradzaną i praktykowaną później często, począwszy od Adama Kisiela, próbowano zażegnać pierwszą wielką burzę kozacką. Komisja, złożona z Jakóba Pretfica, syna znakomitego obrońcy Podola, Aleks. Wiśniowieckiego i Jana Hulskiego osądziła wprawdzie Kosińskiego i kozaków jako buntowników i nieprzyjaciół ojczyzny, ale Kosiński niewiele sobie z tego robił, a wzmocniwszy swój oddział, pobił księcia i rzucił postrach na cały Wołyń, usadowiwszy się w Ostropolu. Rozeszły się stąd zagony kozackie, nisz¬cząc majętności szlacheckie nie gorzej od Tatarów. Naka¬

52
zano pospolite ruszenie województw Kijowskiego, Bracław- skiego i Podolskiego. Może ta groźba zmusiła Kosińskiego opuścić Ostropol i cofnąć się na Niż. Wyszedł tedy ze swego obozu i okopał się pod Piątką, gdzie zaatakowany przez x. Ostrogskiego, pobity został. Zobowiązał się przeprosić księcia, rozpuścić wojsko, które przyrzekło nie mieć nadal Kosińskiego hetmanem swoim. Trzykrotne upadnięcie do nóg księcia wystarczyło do złagodzenia upokorzonej dumy, ale Rzptej nie przyniosło zgoła pokoju. Kozacy uważali wszelkie swoje zobowiązania za środek wydobycia się z pu¬łapki: ani buntu nie zaniechali, aoi Kosińskiego z hetmań- stwa nie zrzucili. Z nim razem poszli na Niż nie bez dal¬szego planu.
Były to już nie najazdy Turków i Tatarów, nie awan¬tury zbrojne, ale zuchwała wojna kozaków z własnem pań¬stwem, bunt, nie mający żadnej podstawy oprócz swawoli i życia w swawoli. W imię tych haseł kozacy poczęli szu¬kać związków poza Rzptą z pokrewnemi sobie żywiołami. Udawszy się na Niż. Kosiński miał szukać sposobu związa¬nia się z Turkami i Tatarami na pustoszenie Polski.
Nie udała się wprawdzie ta pierwsza próba, ale droga dla późniejszych hetmanów kozackich już była wskazana.
W r. 1593 Kosiński rozpoczął akcję przeciwko Wisznio- wieckiemu, st-ście Czerkaskiemu i z 2000 kozaków ruszył na Czerkasy. Wyprzedziwszy swoją watahę, wszedł do miasta, gdzie, jak utrzymują współcześni, pijanego w tumulcie za¬mordowano. W Czerkasach zawarto też jakąś ugodę z ko¬zakami, którym miano wypłacić 12 tys. złotych. Może w tym interesie wysłali kozacy posłów do Kijowa, których książę Ostrogski kazał aresztować. Niby w obronie ich zagrozili kozacy zdobyciem Kijowa, ale Komisja, a śród komisarzy był także słynny biskup kijowski Wereszczyński, zażegnała tę burzę.
Jakby na wezwanie rozpoczęły się także rozruchy w Bracławszczyżnie, które jednak zakończyły się awanturami miejscowemi.
Echa walk kozackich z Turkami i Tatarami rozlegały się daleko. Wiedziano o walkach, ale nie wiedziano o cha¬rakterze walk kozackich. Wiadomości o tern, jakoteż o tern, że w części Rzptej istnieją jacyś ludzie, którzy się wynaj¬

53
mują za pieniądze do walki z innymi, natchnęły cesarza Ru¬dolfa II do wzięcia tych ludzi na żołd dla walki z Turkami. Narzucił się w tej sprawie jako pośrednik, jakiś Cblopicki, obiecując zwerbować 16 tys. kozaków, którzy mieli przeszko¬dzić udać się Tatarom na Węgry. Wysłaniec cesarski Lasota przywiózł chorągiew cesarską jako znak służby.
Prawie równocześnie z akcją Lasoty w jesieni 1593 r. Papież Klemens VIII próbował także wynająć kozaków do tej samej wojny i przez ajenta swego przysłał tytułem zadatku 12 tys. dukatów. Zdołano zwerbować około półtrzecia tysiąca. W grudniu tegoż roku wyruszyli ochotnicy kozaccy przez Wołoszczyznę, dotarli do Dżurgewa, zrabowali miasto i oko¬lice i z wielką zdobyczą wrócili do domu. Wyprawie tej miał przewodniczyć jakiś Hryhor Łoboda. Kozacy zaś Chłopi- ckiego dopiero na wiosnę następnego roku wystąpili. Pomi-jamy czyny kozackie poza granicami państwa polskiego. Za¬znaczyć tylko należy, że występowali nie jako dobrowolni i świadomi obrońcy chrześcijaństwa, lecz jako dobrowolni, płatni najemnicy i że wszędzie żyli tylko z rabunku.
W tych wyprawach, zdaje się z Lobodą, odbył swój chrzest rycerski Nalewayko, który wkrótce miał zasłynąć jako zuchwały watażka. Był to jeden z tych oczajduszów, u których temperament góruje nad rozsądkiem. On przede- wszystkiem pragnie bić się, bez względu na to przeciw komu. To też rozpoczął swoją karjerę w wojsku księcia Ostrogskiego przeciwko kozakom Kosińskiego, ale, przeko-nawszy się, że wygodniej zostać atamanem kozaków, niż być w służbie pańskiej, rozpoczął kozakowanie na własną rękę. Tkwi w nim z początku jakaś dziwna mieszanina poczucia obowiązków państwowych i bezgranicznej samowoli. Rzutki, odważny, znający doskonale miejscowe stosunki i schowki kozackie, zebrał trochę „towarzyszy" i zaproponował służbę swoją hetmanowi koron., a gdy tej propozycji nie przyjęto, rzucił się z półtrzecia tysiącami kozaków na Wołoszczyznę. W liście do króla opisał z całą szczerością wszystkie swoje rabownicze wycieczki, za które w innem państwie byłby dawno wisiał, ale z naiwnością powiada, że ,,pełnił służbę J. K. Mości“. Rabował Tehinię, Kilję, wyliczył, ile koni za¬brał, a wszystko to dla „Miłości Króla Jegomości1'. Był to jeden z typowych awanturników, który rozumiał wolność ko-


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location