Antoni Chołoniecki: Duch dziejów Polski

Article Index

Idea życia zbiorowego

Wśród rosnącego absolutyzmu w Europie – rozwój swobód w Polsce. Swobody obywatel­skie i polityczne. Naród źródłem władzy Ustrój państwowy. Zasady. Sejm polski i jego rola kie­rownicza. Liberum veto. Konfederacje. Inten­sywność życia publicznego. Rzeczpospolita.

Na przełomie wieku XVI i XVII Europa poczy­na wchodzić coraz głębiej w okres nowocze­snego absolutyzmu. Na całym niemal konty­nencie zamiera idea samorządu stanowego, wy­hodowana przez wieki ubiegłe. Dawne sejmy stanowe oraz francuskie etats generaux, nie­mieckie landtagi, hiszpańskie kortezy, które przy całym swym zacieśnionym widnokręgu reprezentowały pierwiastek społeczny w rzą­dzie, pokonane w długoletniej zaciętej walce z rodzimą władzą monarszą lub jak sejm węgier­ski lub czeski zatamowane w rozwoju, względ­nie zniszczone przez obce siły, ustępują z wi­downi. Jeżeli czasem utrzymały się jeszcze formalnie, życie pozbawia je wszelkiego zna­czenia. Na ogół staja się cieniem przedstawi­cielstwa. Nie maja prawa stanowienia o niczym –     mogą tylko słuchać i potakiwać. Są zwoływa­ne rzadko, nieraz, co kilkadziesiąt lat lub w ogóle nikną. We Francji np. zamarły w roku 1614 i dopiero w przeddzień wielkiej rewolucji po 175 latach następuje próba ich wskrzeszenia. Królów francuskich nazywano w XVI wieku „reges servorum” t. j. królami niewolników, zamiast „reges Francorum”, a pisarze polityczni współcześni, zastanawiając się nad różnicą miedzy „monarchą” i „tyranem”, upatrywali ja w tem, że tyran nie dopuszcza do głosu podda­nych i wszystkie ciała reprezentacyjne „prze­straszają go jak światło nietoperza”. Sejmy sta­nowe schodzą ze świata bezpotomnie, nie wy­łoniwszy z siebie kształtów ustrojowych wyż­szego rzędu. Natomiast nowy prąd dziejów co­raz bardziej grupuje czynniki rządu dookoła purpury monarszej, aby na koniec skupić w rę­ku jednego człowieka, króla, wszystkie promie­nia władzy i strąciwszy społeczeństwa ludzkie w poniżającą nicość polityczną, pozwolić temu jednemu człowiekowi powiedzieć o sobie wy­niośle: Państwo, to ja! W wieku XVII niemal wszędzie już na kontynencie rozpościerał asie absolutyzm. Nieodpowiedzialna przed nikim i żadnym prawnym hamulcem nieokiełznana wo­la jednostki kierowała uzależnionymi od siebie narodami i państwami, niby osobista własno­ścią – przed wola ta ślepo korzyły się narody. Zwycięski autokratyzm zniweczył udział społe­czeństw w życiu publicznym, podkopuj ąc tem samem w znacznej mierze i przywiązanie ich do powszechnego dobra.

W Polsce rzeczy przybrały obrót wręcz od­mienny. Obok Anglii ona jedna, a na kontynen­cie europejskim jedyna, potrafiła nie tylko obronić i utrzymać prze cały czas swego pań­stwowego bytu, ale i rozwinąć przekazana przez średniowiecze zasadę udziału społeczeń­stwa we władzy. Jak dwa o przeciwnym biegu strumienie, płyną: rozwój ustrojowy europej­skiego kontynentu i rozwój ustrojowy polskiej Rzeczypospolitej. Tam u stóp wznoszącego się coraz wyżej tronu jedynowładcy wychowuje się na długie stulecia pokorny typ „poddanego o ograniczonym rozumie”. Tu, przy ciągłym przesuwaniu się władzy w ręce narodu, wytwa­rza się typ wolnego obywatela, który stosunek swój do państwa określa dumną a co ważniejsza słuszna zasadą: nihil de nobis sine nobis” -„nic onas bez nas”.

Naród polski z niebywała szybkością rozwija u siebie swobody obywatelskie i polityczne od początku wieku XV.

Przywilejem czerwińskim z roku 1422 zdobywa szlachta polska zabezpieczenie nietykalności mienia: król nie może odtąd pozbawiać nikogo własności prywatnej bez wyroku sądowego.

Rok 1425 przynosi doniosłe prawo nietykalno­ści osobistej, wyrażone w wiekopomnej ustawie zasadniczej „Neminem captivabimus nisi jure victum”, poręczającej, iż szlachcic nie będzie uwięziony inaczej, jak na podstawie prawo­mocnego wyroku sądowego, wyj ąwszy schwy­tanie na gorącym uczynku zabójstwa, podpale­nia, kradzieży i gwałtu. To polskie „Habeas corpus”, wyprzedzające o wiele stuleci rozwój pojęć prawnych na kontynencie europejskim, a przestrzegane tak sumiennie, ze nigdy nie wa­żono się go pogwałcić, rozciągnęła Rzeczypo­spolita polska z czasem także na mieszczan (1791) i na żydów (1792). Przywilej z roku 1588 zabezpiecza nietykalność ogniska domo­wego, postanawiając, że dom szlachcica nie podlega rewizji, nawet wówczas, gdy się tam ukrywa banita. Bez specjalnych patentów po­siada obywatel Rzeczypospolitej wolność two­rzenia związków i swobodę wyrażania przeko­nań słowem i pismem i nie może być w żadnej postaci prześladowany za opinię, wygłoszona w sprawach publicznych. Kto pozywał współo­bywatela do sądu za wypowiedzenie choćby najbardziej nieprawomyślnych poglądów, kara­ny był sam jako burzyciel spokoju wewnętrz­nego i ciemiężyciel wolności obywatelskiej.

Tak zwane dziś zasady konstytucyjne: nietykal­ność jednostki, ochrona mienia i ogniska do­mowego, wolność zrzeszania się, swoboda ujawniania myśli – zasady, o które gdzie indziej płynęły w XIX stuleciu potoki krwi i które zdo­bywano wśród gwałtownych wstrząśnień we­wnętrznych, były w Polsce urzeczywistnione już w wieku XV i XVI i przetrwały do końca istnienia Rzeczypospolitej, gdy w Europie pa­nowało najsroższe bezprawie.

Równolegle rozwijają się swobody ściśle poli­tyczne. Podstawa ich staje się uzyskany w roku 1554 w Nieszawie „statut” Kazimierza Jagiel­lończyka, który obowiązuje się w nim nie wy­dawać nowych ustaw, ani nakazywać wypraw wojennych, inaczej, tylko za zgodą szlachty zgromadzonej na sejmikach ziemskich. Odtąd uzyskała szlachta dostęp do władzy prawodaw­czej. Coraz wyraźniej krystalizuje się zasada, która stanie się kamieniem węgielnym ustroju państwowego w Polsce, że wszystko co ma obowiązywać ogół, musi podlegać jego uprzed­nim zezwoleniu. Z mgławicy tak krystalizują­cych się pojęć wyłania się polski system parla­mentarny. W drugiej połowie XV wieku perio­dyczne zjazdy rycerstwa oraz przyboczna rada koronna przeistaczają się w sejm walny, stały odtąd i pierwszorzędny życia publicznego czynnik, którego ostateczne zorganizowanie się przypada na rok 1493. W roku 1505 sejm w Radomiu uzyskuje podstawę prawną swej orga­nizacji, a zarazem przeprowadza wielka refor­mę ustrojową w ustawie zasadniczej „Nihil novi constitui debeat per nos sine communi consensun conciliariorum et nuntiorum tere- strim” („nic nowego nie postanowimy – zaręcza król – jak tylko za wspólną zgodą Rady i po­słów ziemskich”)

Konstytucja „Nihil novi”, która odtąd przez trzy wieki blisko aż do dnia 3 maja 1791 r. będzie tworzyła główna podstawę ustroju Polski, uświęca aktem prawodawczym i po raz pierw­szy wyraźnie określa i utrwala zasadę, która się w praktyce na ogół od dawna była utarła, zasa­dę, że prawo nie może być stanowione przez jedna osobę, przez koronowanego władcę i zwierzchnika, ale winno być uchwalone z udziałem ogółu, że zatem właściwym źródłem norm regulujących życie publiczne jest naród i że ma on słuchać tych praw, jakie sam w oso­bach wybranych przez siebie przedstawicieli w sposób wolny i nieprzymuszony uznał za po­trzebne. Przenosząc władze ustawodawczą, słu­żącą dotąd sejmikom ziemskim, na sejm walny, przyczyniła się konstytucja 1505 roku, tym zcentralizowaniem legislatywy, zarazem do ści­ślejszego spojenia i skonsolidowania całości na­rodowej . Tworzy ona w ogóle fakt epokowy w naszych dziejach, „przedziela – według słów Bobrzyńskiego („Sejmy polskie”) – państwo polskie średniowieczne od nowożytnego” otwierając jednocześnie okres naszego naj­świetniejszego wewnętrznego rozwoju, okres Zygmuntowski.

Sejm wlany w Polsce („stany sejmujące”) skła­da się z senatu i izby poselskiej, a ponadto wchodzi w skład jego w charakterze osobnego „stanu” król, który sprawuje tez z natury rzeczy najwyższą władzę wykonawczą i naczelne do­wództwo siła zbrojną. Zespolenie to władzy królewskiej z przedstawicielstwem narodu w jedną zwartą całość istniało, prócz Polski, aż do najnowszych czasów tylko w konstytucji An­glii. Prof. Balzer („Państwo polskie w XV i

XVI    wieku”) podkreśla, że gdy gdzie indziej naówczas władca występował poza obrębem przedstawicielstwa stanowego jako osobnym i przeciwstawiający mu się czynnik, to „polski związek króla z sejmem jest ograniczony jak gdyby w nowożytnej monarchii” i że gdy du­alizm średniowieczny umożliwił z czasem na­rodziny absolutyzmu, u nas przeszkodziło temu właśnie połączenie króla z ciałem prawodaw­czym we wspólnych ramach. W senacie pol­skim zasiadaj ą, wraz z monarchą, senatorowie świeccy i duchowni, w izbie poselskiej szlachta („rycerstwo”) i – przynajmniej do pewnego czasu, względnie w pewnej mierze – miesz­czaństwo. Członkowie izby poselskiej pocho­dzą z wyboru: szlachta wybiera posłów „ziem­skich” na zgromadzeniach wyborczych czyli sejmikach, wojewódzkich lub ziemskich, przez powszechne głosowanie, miasta wybierają po­słów miejskich.

Sejm polski jest reprezentacj ą ogólno- państwową i najwyższym zgromadzeniem pra­wodawczym, którego postanowienia obowiązu­ją cały kraj. Do ważności jego uchwał wyma­gana była powszechna zgoda obu izb oraz kró­la. W niektórych sprawach zachował król, oczywiście z wola sejmu, władze wydawania ustaw na własna rękę, co atoli nigdy nie było jasno i ściśle uregulowane. (Stanisław Kutrze­ba, „Historia ustroju Polski”). Izba poselska tworzyła właściwy czynnik prawodawczy, senat przyjmował lub odrzucał jej uchwały, przy czym obie izby w określonych momentach schodziły się na wspólne narady. Projekty do praw wnoszone były od tronu, ale mógł z nimi wystąpić każdy poseł. Obrady sejmowe odby­wały się jawnie, przy drzwiach otwartych wo­bec publiczności, czyli „arbitrów”. Przewodni­czy obradom w senacie król, w izbie poselskiej wybierany z jej łona marszałek. Przez cały czas trwania sejmu posłowie i senatorowie są niety­kalni i wolni od odpowiedzialności sądowej : toczące się w jakichkolwiek sądach ich sprawy ulegaj ą chwilowemu zawieszeniu pod nieważ­nością wyroku.

Wadą organiczna tak skonstruowanego ciała, które zresztą w długotrwałej praktyce ulega różnym, acz nieznacznym tylko modyfikacjom, jest skrępowanie posłów przez „instrukcje” od wyborców, co otwierało szeroka drogę do ego- izmów lokalnych, a trwa aż do reformy 3 maja 17912 roku i w rozmaitych epokach jest ze zmienną skrupulatnością przestrzegane. In­strukcje te określały mniej lub więcej dokładnie jakie stanowisko zająć ma poseł wobec najważ­niejszych przynajmniej spraw, będących na do­bie, pozostawiając go tym samym swobody działania. Niekiedy jednak wyborcy, nie krępu­jąc swego posła, polecali mu wręcz postąpić jak uzna za właściwe i pożyteczne, lub tez iść soli­darnie z większością. Po sejmie posłowie mają stanąć przed wyborcami i na t. zw. sejmikach relacyjnych zdać sprawę ze swych czynności. Szeroki samorząd zachowały województwa i „ziemie” w liczbie kilkudziesięciu. Odpowiadał temu osobny organ prawodawczy w postaci sejmików gospodarskich, na których szlachta załatwiała różne miejscowe sprawy administra­cyjne i skarbowe, uchwalała podatki na miej­scowe potrzeby i pobierała je przez swych urzędników: województwa utrzymywały nawet własna siłę zbrojną. Były to niby małe republiki w ramach wielkiej, która za pomocą władz cen­tralnych i walnego sejmu łączyła je we wspólna całość. Kiedy władz centralna w epoce upadku saskiego zupełnie niemal zanikła i punkt cięż­kości przeniósł się do lokalnych ciał samorzą­dowych, których nadmierny rozrost zagroził wprost rozbiciem więzi państwowej. Rzeczpo­spolita stała się jakby luźna federacyą takich nieskoordynowanych ze sobą republik – woje­wództw”

Lecz zresztą w zasadzie, a poza owym okresem stuletnim rozprężenia także w praktyce, całe życie państwowe poddane było rozstrzygają­cemu wpływowi sejmu walnego. Do zakresu jego działania należały następujące kierownicze funkcje: Wypracowanie i uchwalenie ustaw obowiązujących ogól mieszkańców, nakładanie wszelkich ciężarów i podatków państwowych, przyzwalanie na bicie monety, sadownictwo karne najwyższej instancji dla spraw wyjątko­wej wagi, kontrola działalności rządu, nadzór nad gospodarstwem skarbowym państwa, któ­rego rachunki podskarbiowie koronny i litewski przedkładają do zbadania i zatwierdzenia osob­nej komisji sejmowej, czuwanie nad admini­stracją wewnętrzną, odbieranie sprawozdań od posłów do dworów cudzoziemskich i wyzna­czanie kierunku polityce zagranicznej, sankcjo­nowanie traktatów i przymierzy, wreszcie tak ważna czynność jak decyzja o wypowiadaniu wojen i zawieraniu pokoju. Monarcha polski nie mógł dla osobistych czy rodzinnych wido­ków rozpalić lekkomyślnie pożogi wojennej, gdyż najdonioślejsze z praw – prawo dobycie oręża – przysługiwało samemu tylko narodowi, który zastrzegł sobie rozpatrzenie, czy wojna czy pokój zgodne są z jego interesem. Są to kompetencje olbrzymie, których znaczna część nie stała się jeszcze dziś w tym stopniu udzia­łem niejednego z nowoczesnych parlamentów. Niesłychanie silnie akcentowane prawo jed­nostki znalazło wyraz w charakterystycznej dla polskiego ustroju politycznego zasadzie jedno­myślności uchwał sejmowych, zasadzie, która w pewnym stopniu ma na zachodzie swoje ana­logie w epoce średniowiecza, lecz w tej mierze i w tym natężeniu pojawiła się tylko u nas. Każda prawomocne uchwała sejmu musi zapaść „unanimiter”, wszystkimi głosami. Głos prze­ciwny jednego posła („Liberum veto”) obala uchwałę. Na dnie tej zasady leżała myśl, że większość nie powinna narzucać mechanicznie swej woli mniejszości. Poseł sejmu polskiego chciał być nie przegłosowanym, lecz przekona­nym. Przez długi czas doktryna ta, nazywana przez szlachtę „źrenicą wolności”, wytrzymy­wała zwycięsko próbę życia. „Liberum veto” było przez sto lat prawem, z którego nikt nie wysnuwał ostatecznych konsekwencji: mniej­szość dawała się przekonywać lub dobrowolnie ustępowała przed wolą większości. „Za naj­świetniejszych czasów sejmikowania polskiego większość głosów rozstrzygała faktycznie za­równo w senacie jak i w izbie poselskiej w kwestiach większej wagi” – stwierdza Bobrzyń- ski („Sejmy polskie”). Od schyłku XVII w., gdy poziom moralny społeczeństwa obniżył się, stała się zasada jednomyślności dogodnym na­rzędziem bądź do wichrzeń zewnętrznych, bądź dla opozycji przeciwnej wszelkim reformom i poczęła służyć do zrywania sejmów: w czasach upadku utarło się mianowicie, że „veto” jedne­go z posłów unieważniało uchwały całej w ogó­le sesji i tamowało czynności sejmowe. Zniosła je częściowo już reforma Czartoryskich w 1764 r., do reszty zaś uchwała Konstytucji 3 maja. (Upatrujemy słusznie niedorzeczność w tym, że uchwały, które sejm powziął, mogły być obalo­ne przezjednego człowieka, powołującego się na swoje prawo „ veta ”. Europa nie wychodzi z podziwu, jak taka absurdalna zasada utrzymała się u nas przez tyle wieków Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że „liberum veto ” istnieje dotąd wszędzie, gdzie ustawa, choćby uchwalo­na przez cały parlament, upada, skoro nie uzy­ska jeszcze sankcji głowy państwa. Że w tym wypadku wola jednego człowieka przekreśla wolę ciała prawodawczego, to krytykom pol­skiego „liberum veto” wydaje się najnatural­niejszym w świecie.)

Przeciwwagę „Liberum veto”, częścio­wo przynajmniej, przynosiły ze sobą konfede­racje, dobrowolne związki obywateli, zawiązy­wane na czas zewnętrznego niebezpieczeństwa oraz podczas każdorazowego bezkrólewia, ce­lem utrzymania porządku w państwie. Uchwały zapadały wówczas na sejmach wyjątkowo większością głosów. Złączona w owych związ­kach szlachta (przez długi czas i mieszczań­stwo) słuchała obranej przez siebie władzy, „:generalności konfederackiej”, ślepo i bez­względnie, aż do gotowości na śmierć dla speł­nienia jej postanowień. Zwierzchność konfede- racka posiadała władzę nieograniczoną, dykta­torską.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location