Idea życia zbiorowego
Wśród rosnącego absolutyzmu w Europie – rozwój swobód w Polsce. Swobody obywatelskie i polityczne. Naród źródłem władzy Ustrój państwowy. Zasady. Sejm polski i jego rola kierownicza. Liberum veto. Konfederacje. Intensywność życia publicznego. Rzeczpospolita.
Na przełomie wieku XVI i XVII Europa poczyna wchodzić coraz głębiej w okres nowoczesnego absolutyzmu. Na całym niemal kontynencie zamiera idea samorządu stanowego, wyhodowana przez wieki ubiegłe. Dawne sejmy stanowe oraz francuskie etats generaux, niemieckie landtagi, hiszpańskie kortezy, które przy całym swym zacieśnionym widnokręgu reprezentowały pierwiastek społeczny w rządzie, pokonane w długoletniej zaciętej walce z rodzimą władzą monarszą lub jak sejm węgierski lub czeski zatamowane w rozwoju, względnie zniszczone przez obce siły, ustępują z widowni. Jeżeli czasem utrzymały się jeszcze formalnie, życie pozbawia je wszelkiego znaczenia. Na ogół staja się cieniem przedstawicielstwa. Nie maja prawa stanowienia o niczym – mogą tylko słuchać i potakiwać. Są zwoływane rzadko, nieraz, co kilkadziesiąt lat lub w ogóle nikną. We Francji np. zamarły w roku 1614 i dopiero w przeddzień wielkiej rewolucji po 175 latach następuje próba ich wskrzeszenia. Królów francuskich nazywano w XVI wieku „reges servorum” t. j. królami niewolników, zamiast „reges Francorum”, a pisarze polityczni współcześni, zastanawiając się nad różnicą miedzy „monarchą” i „tyranem”, upatrywali ja w tem, że tyran nie dopuszcza do głosu poddanych i wszystkie ciała reprezentacyjne „przestraszają go jak światło nietoperza”. Sejmy stanowe schodzą ze świata bezpotomnie, nie wyłoniwszy z siebie kształtów ustrojowych wyższego rzędu. Natomiast nowy prąd dziejów coraz bardziej grupuje czynniki rządu dookoła purpury monarszej, aby na koniec skupić w ręku jednego człowieka, króla, wszystkie promienia władzy i strąciwszy społeczeństwa ludzkie w poniżającą nicość polityczną, pozwolić temu jednemu człowiekowi powiedzieć o sobie wyniośle: Państwo, to ja! W wieku XVII niemal wszędzie już na kontynencie rozpościerał asie absolutyzm. Nieodpowiedzialna przed nikim i żadnym prawnym hamulcem nieokiełznana wola jednostki kierowała uzależnionymi od siebie narodami i państwami, niby osobista własnością – przed wola ta ślepo korzyły się narody. Zwycięski autokratyzm zniweczył udział społeczeństw w życiu publicznym, podkopuj ąc tem samem w znacznej mierze i przywiązanie ich do powszechnego dobra.
W Polsce rzeczy przybrały obrót wręcz odmienny. Obok Anglii ona jedna, a na kontynencie europejskim jedyna, potrafiła nie tylko obronić i utrzymać prze cały czas swego państwowego bytu, ale i rozwinąć przekazana przez średniowiecze zasadę udziału społeczeństwa we władzy. Jak dwa o przeciwnym biegu strumienie, płyną: rozwój ustrojowy europejskiego kontynentu i rozwój ustrojowy polskiej Rzeczypospolitej. Tam u stóp wznoszącego się coraz wyżej tronu jedynowładcy wychowuje się na długie stulecia pokorny typ „poddanego o ograniczonym rozumie”. Tu, przy ciągłym przesuwaniu się władzy w ręce narodu, wytwarza się typ wolnego obywatela, który stosunek swój do państwa określa dumną a co ważniejsza słuszna zasadą: nihil de nobis sine nobis” -„nic onas bez nas”.
Naród polski z niebywała szybkością rozwija u siebie swobody obywatelskie i polityczne od początku wieku XV.
Przywilejem czerwińskim z roku 1422 zdobywa szlachta polska zabezpieczenie nietykalności mienia: król nie może odtąd pozbawiać nikogo własności prywatnej bez wyroku sądowego.
Rok 1425 przynosi doniosłe prawo nietykalności osobistej, wyrażone w wiekopomnej ustawie zasadniczej „Neminem captivabimus nisi jure victum”, poręczającej, iż szlachcic nie będzie uwięziony inaczej, jak na podstawie prawomocnego wyroku sądowego, wyj ąwszy schwytanie na gorącym uczynku zabójstwa, podpalenia, kradzieży i gwałtu. To polskie „Habeas corpus”, wyprzedzające o wiele stuleci rozwój pojęć prawnych na kontynencie europejskim, a przestrzegane tak sumiennie, ze nigdy nie ważono się go pogwałcić, rozciągnęła Rzeczypospolita polska z czasem także na mieszczan (1791) i na żydów (1792). Przywilej z roku 1588 zabezpiecza nietykalność ogniska domowego, postanawiając, że dom szlachcica nie podlega rewizji, nawet wówczas, gdy się tam ukrywa banita. Bez specjalnych patentów posiada obywatel Rzeczypospolitej wolność tworzenia związków i swobodę wyrażania przekonań słowem i pismem i nie może być w żadnej postaci prześladowany za opinię, wygłoszona w sprawach publicznych. Kto pozywał współobywatela do sądu za wypowiedzenie choćby najbardziej nieprawomyślnych poglądów, karany był sam jako burzyciel spokoju wewnętrznego i ciemiężyciel wolności obywatelskiej.
Tak zwane dziś zasady konstytucyjne: nietykalność jednostki, ochrona mienia i ogniska domowego, wolność zrzeszania się, swoboda ujawniania myśli – zasady, o które gdzie indziej płynęły w XIX stuleciu potoki krwi i które zdobywano wśród gwałtownych wstrząśnień wewnętrznych, były w Polsce urzeczywistnione już w wieku XV i XVI i przetrwały do końca istnienia Rzeczypospolitej, gdy w Europie panowało najsroższe bezprawie.
Równolegle rozwijają się swobody ściśle polityczne. Podstawa ich staje się uzyskany w roku 1554 w Nieszawie „statut” Kazimierza Jagiellończyka, który obowiązuje się w nim nie wydawać nowych ustaw, ani nakazywać wypraw wojennych, inaczej, tylko za zgodą szlachty zgromadzonej na sejmikach ziemskich. Odtąd uzyskała szlachta dostęp do władzy prawodawczej. Coraz wyraźniej krystalizuje się zasada, która stanie się kamieniem węgielnym ustroju państwowego w Polsce, że wszystko co ma obowiązywać ogół, musi podlegać jego uprzednim zezwoleniu. Z mgławicy tak krystalizujących się pojęć wyłania się polski system parlamentarny. W drugiej połowie XV wieku periodyczne zjazdy rycerstwa oraz przyboczna rada koronna przeistaczają się w sejm walny, stały odtąd i pierwszorzędny życia publicznego czynnik, którego ostateczne zorganizowanie się przypada na rok 1493. W roku 1505 sejm w Radomiu uzyskuje podstawę prawną swej organizacji, a zarazem przeprowadza wielka reformę ustrojową w ustawie zasadniczej „Nihil novi constitui debeat per nos sine communi consensun conciliariorum et nuntiorum tere- strim” („nic nowego nie postanowimy – zaręcza król – jak tylko za wspólną zgodą Rady i posłów ziemskich”)
Konstytucja „Nihil novi”, która odtąd przez trzy wieki blisko aż do dnia 3 maja 1791 r. będzie tworzyła główna podstawę ustroju Polski, uświęca aktem prawodawczym i po raz pierwszy wyraźnie określa i utrwala zasadę, która się w praktyce na ogół od dawna była utarła, zasadę, że prawo nie może być stanowione przez jedna osobę, przez koronowanego władcę i zwierzchnika, ale winno być uchwalone z udziałem ogółu, że zatem właściwym źródłem norm regulujących życie publiczne jest naród i że ma on słuchać tych praw, jakie sam w osobach wybranych przez siebie przedstawicieli w sposób wolny i nieprzymuszony uznał za potrzebne. Przenosząc władze ustawodawczą, służącą dotąd sejmikom ziemskim, na sejm walny, przyczyniła się konstytucja 1505 roku, tym zcentralizowaniem legislatywy, zarazem do ściślejszego spojenia i skonsolidowania całości narodowej . Tworzy ona w ogóle fakt epokowy w naszych dziejach, „przedziela – według słów Bobrzyńskiego („Sejmy polskie”) – państwo polskie średniowieczne od nowożytnego” otwierając jednocześnie okres naszego najświetniejszego wewnętrznego rozwoju, okres Zygmuntowski.
Sejm wlany w Polsce („stany sejmujące”) składa się z senatu i izby poselskiej, a ponadto wchodzi w skład jego w charakterze osobnego „stanu” król, który sprawuje tez z natury rzeczy najwyższą władzę wykonawczą i naczelne dowództwo siła zbrojną. Zespolenie to władzy królewskiej z przedstawicielstwem narodu w jedną zwartą całość istniało, prócz Polski, aż do najnowszych czasów tylko w konstytucji Anglii. Prof. Balzer („Państwo polskie w XV i
XVI wieku”) podkreśla, że gdy gdzie indziej naówczas władca występował poza obrębem przedstawicielstwa stanowego jako osobnym i przeciwstawiający mu się czynnik, to „polski związek króla z sejmem jest ograniczony jak gdyby w nowożytnej monarchii” i że gdy dualizm średniowieczny umożliwił z czasem narodziny absolutyzmu, u nas przeszkodziło temu właśnie połączenie króla z ciałem prawodawczym we wspólnych ramach. W senacie polskim zasiadaj ą, wraz z monarchą, senatorowie świeccy i duchowni, w izbie poselskiej szlachta („rycerstwo”) i – przynajmniej do pewnego czasu, względnie w pewnej mierze – mieszczaństwo. Członkowie izby poselskiej pochodzą z wyboru: szlachta wybiera posłów „ziemskich” na zgromadzeniach wyborczych czyli sejmikach, wojewódzkich lub ziemskich, przez powszechne głosowanie, miasta wybierają posłów miejskich.
Sejm polski jest reprezentacj ą ogólno- państwową i najwyższym zgromadzeniem prawodawczym, którego postanowienia obowiązują cały kraj. Do ważności jego uchwał wymagana była powszechna zgoda obu izb oraz króla. W niektórych sprawach zachował król, oczywiście z wola sejmu, władze wydawania ustaw na własna rękę, co atoli nigdy nie było jasno i ściśle uregulowane. (Stanisław Kutrzeba, „Historia ustroju Polski”). Izba poselska tworzyła właściwy czynnik prawodawczy, senat przyjmował lub odrzucał jej uchwały, przy czym obie izby w określonych momentach schodziły się na wspólne narady. Projekty do praw wnoszone były od tronu, ale mógł z nimi wystąpić każdy poseł. Obrady sejmowe odbywały się jawnie, przy drzwiach otwartych wobec publiczności, czyli „arbitrów”. Przewodniczy obradom w senacie król, w izbie poselskiej wybierany z jej łona marszałek. Przez cały czas trwania sejmu posłowie i senatorowie są nietykalni i wolni od odpowiedzialności sądowej : toczące się w jakichkolwiek sądach ich sprawy ulegaj ą chwilowemu zawieszeniu pod nieważnością wyroku.
Wadą organiczna tak skonstruowanego ciała, które zresztą w długotrwałej praktyce ulega różnym, acz nieznacznym tylko modyfikacjom, jest skrępowanie posłów przez „instrukcje” od wyborców, co otwierało szeroka drogę do ego- izmów lokalnych, a trwa aż do reformy 3 maja 17912 roku i w rozmaitych epokach jest ze zmienną skrupulatnością przestrzegane. Instrukcje te określały mniej lub więcej dokładnie jakie stanowisko zająć ma poseł wobec najważniejszych przynajmniej spraw, będących na dobie, pozostawiając go tym samym swobody działania. Niekiedy jednak wyborcy, nie krępując swego posła, polecali mu wręcz postąpić jak uzna za właściwe i pożyteczne, lub tez iść solidarnie z większością. Po sejmie posłowie mają stanąć przed wyborcami i na t. zw. sejmikach relacyjnych zdać sprawę ze swych czynności. Szeroki samorząd zachowały województwa i „ziemie” w liczbie kilkudziesięciu. Odpowiadał temu osobny organ prawodawczy w postaci sejmików gospodarskich, na których szlachta załatwiała różne miejscowe sprawy administracyjne i skarbowe, uchwalała podatki na miejscowe potrzeby i pobierała je przez swych urzędników: województwa utrzymywały nawet własna siłę zbrojną. Były to niby małe republiki w ramach wielkiej, która za pomocą władz centralnych i walnego sejmu łączyła je we wspólna całość. Kiedy władz centralna w epoce upadku saskiego zupełnie niemal zanikła i punkt ciężkości przeniósł się do lokalnych ciał samorządowych, których nadmierny rozrost zagroził wprost rozbiciem więzi państwowej. Rzeczpospolita stała się jakby luźna federacyą takich nieskoordynowanych ze sobą republik – województw”
Lecz zresztą w zasadzie, a poza owym okresem stuletnim rozprężenia także w praktyce, całe życie państwowe poddane było rozstrzygającemu wpływowi sejmu walnego. Do zakresu jego działania należały następujące kierownicze funkcje: Wypracowanie i uchwalenie ustaw obowiązujących ogól mieszkańców, nakładanie wszelkich ciężarów i podatków państwowych, przyzwalanie na bicie monety, sadownictwo karne najwyższej instancji dla spraw wyjątkowej wagi, kontrola działalności rządu, nadzór nad gospodarstwem skarbowym państwa, którego rachunki podskarbiowie koronny i litewski przedkładają do zbadania i zatwierdzenia osobnej komisji sejmowej, czuwanie nad administracją wewnętrzną, odbieranie sprawozdań od posłów do dworów cudzoziemskich i wyznaczanie kierunku polityce zagranicznej, sankcjonowanie traktatów i przymierzy, wreszcie tak ważna czynność jak decyzja o wypowiadaniu wojen i zawieraniu pokoju. Monarcha polski nie mógł dla osobistych czy rodzinnych widoków rozpalić lekkomyślnie pożogi wojennej, gdyż najdonioślejsze z praw – prawo dobycie oręża – przysługiwało samemu tylko narodowi, który zastrzegł sobie rozpatrzenie, czy wojna czy pokój zgodne są z jego interesem. Są to kompetencje olbrzymie, których znaczna część nie stała się jeszcze dziś w tym stopniu udziałem niejednego z nowoczesnych parlamentów. Niesłychanie silnie akcentowane prawo jednostki znalazło wyraz w charakterystycznej dla polskiego ustroju politycznego zasadzie jednomyślności uchwał sejmowych, zasadzie, która w pewnym stopniu ma na zachodzie swoje analogie w epoce średniowiecza, lecz w tej mierze i w tym natężeniu pojawiła się tylko u nas. Każda prawomocne uchwała sejmu musi zapaść „unanimiter”, wszystkimi głosami. Głos przeciwny jednego posła („Liberum veto”) obala uchwałę. Na dnie tej zasady leżała myśl, że większość nie powinna narzucać mechanicznie swej woli mniejszości. Poseł sejmu polskiego chciał być nie przegłosowanym, lecz przekonanym. Przez długi czas doktryna ta, nazywana przez szlachtę „źrenicą wolności”, wytrzymywała zwycięsko próbę życia. „Liberum veto” było przez sto lat prawem, z którego nikt nie wysnuwał ostatecznych konsekwencji: mniejszość dawała się przekonywać lub dobrowolnie ustępowała przed wolą większości. „Za najświetniejszych czasów sejmikowania polskiego większość głosów rozstrzygała faktycznie zarówno w senacie jak i w izbie poselskiej w kwestiach większej wagi” – stwierdza Bobrzyń- ski („Sejmy polskie”). Od schyłku XVII w., gdy poziom moralny społeczeństwa obniżył się, stała się zasada jednomyślności dogodnym narzędziem bądź do wichrzeń zewnętrznych, bądź dla opozycji przeciwnej wszelkim reformom i poczęła służyć do zrywania sejmów: w czasach upadku utarło się mianowicie, że „veto” jednego z posłów unieważniało uchwały całej w ogóle sesji i tamowało czynności sejmowe. Zniosła je częściowo już reforma Czartoryskich w 1764 r., do reszty zaś uchwała Konstytucji 3 maja. (Upatrujemy słusznie niedorzeczność w tym, że uchwały, które sejm powziął, mogły być obalone przezjednego człowieka, powołującego się na swoje prawo „ veta ”. Europa nie wychodzi z podziwu, jak taka absurdalna zasada utrzymała się u nas przez tyle wieków Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że „liberum veto ” istnieje dotąd wszędzie, gdzie ustawa, choćby uchwalona przez cały parlament, upada, skoro nie uzyska jeszcze sankcji głowy państwa. Że w tym wypadku wola jednego człowieka przekreśla wolę ciała prawodawczego, to krytykom polskiego „liberum veto” wydaje się najnaturalniejszym w świecie.)
Przeciwwagę „Liberum veto”, częściowo przynajmniej, przynosiły ze sobą konfederacje, dobrowolne związki obywateli, zawiązywane na czas zewnętrznego niebezpieczeństwa oraz podczas każdorazowego bezkrólewia, celem utrzymania porządku w państwie. Uchwały zapadały wówczas na sejmach wyjątkowo większością głosów. Złączona w owych związkach szlachta (przez długi czas i mieszczaństwo) słuchała obranej przez siebie władzy, „:generalności konfederackiej”, ślepo i bezwzględnie, aż do gotowości na śmierć dla spełnienia jej postanowień. Zwierzchność konfede- racka posiadała władzę nieograniczoną, dyktatorską.






