Typ bohaterski
Polski probierz bohaterstwa. Wielkość typu Dżingischana. Żółkiewski, Kościuszko, Traugutt. Zgodność ideału z życiem. Nieuznawanie przemocy. Walka o „królestwo boże “. Wielki mąż w pojęciu Mickiewicza.
„Gdybym w jednym zdaniu miał określić charakter i cywilizacyjne stanowisko narodu, zapytałbym co uważane bywa w nim za WIELKOŚĆ, co uchodzi za bohaterstwo narodowe”, mówi F. Koneczny w swej monografii o Kościuszce. I stwierdza: „W Polsce ażeby być wielkim, trzeba mieć przede wszystkim wielki charakter, wielkie serce, wspaniałość duszy. Nam nieznana wielkość zbrodnicza, u nas nie dochodzi się do szczytu historycznego uznania ze splamionym sumieniem. Przez całych tysiąc lat pochodu dziejowego nie przyznaliśmy ani razu piętna wielkości nikomu, kto nie celował cnotą, czystością intencji, ofiarnością i poświęceniem. Słowem: tylko szlachetni mogą w Polsce być wielkimi”.
„Wielkość” np. moskiewskiego cara Piotra brzmi w uszach polskich nie tylko z przyczyn, które nas bezpośrednio dotykaj ą, ale z ludzkiego punktu widzenia, jak epitet szyderstwa. Genialny przedstawiciel despotyzmu, ani genialny oszust, ani genialny zaborca, ani w ogóle gwałciciel czyichkolwiek praw, nie mogą w umyśle polskim wywołać skojarzenia z wielkością. Dla nas są on i tylko odmianami Dżingischana, który był przecież także potężna indywidualnością, był nie tylko niepospolitym wodzem, ale także znakomitym organizatorem olbrzymiego państwa i olbrzymich mas ludzkich, lecz z powodu braku ideału moralnego skwalifikowany został przez instynkt zbiorowy, nie jako bohater, lecz jako wódz wzorowo zorganizowanej bandy. Polska nowoczesna miała wielu znakomitych i świetnych wodzów – obywateli. Takimi byli: Zamoyski, Tarnowski, Chodkiewicz, Koniecpolski. Takim był surowy Czarniecki, który powstał z tego „co boli”. Takim był najpopularniejszy z królów naszych Sobieski. Taki książę Józef Poniatowski, piastun wojskowego honoru Polski. Takim Henryk Dąbrowski, twórca Legionów. Lecz pojęcie bohaterstwa w najwyższym przedstawicielskim znaczeniu tego wyrazu przylgnęło w pamięci narodu do tych, którzy – zwycięzcy czy zwyciężeni – stali się przez swe czyny wykładnikami najistotniejszej treści ducha narodowego.
Tej miary dosięgnął hetman Stanisław Żółkiewski, który wzniósł się na widownie jako bohater
– wyraziciel duszy swego plemienia.
„Hektor polski”, największa postać naszej historii w okresie szczytowego rozwoju Rzeczypospolitej, jest Żółkiewski nieprześcignionym w doskonałości wzorem człowieka, obywatela i rycerza. Jego wszystkim wyprawom wojennym towarzyszy wielka i z etycznego punktu widzenia wzniosła myśl dziejowa. Przez Kłuszyn dąży do złamania despotyzmu moskiewskiego i do rozszerzenia unii wolnych narodów na wschód. Przez błonia cecorskie – dla zasłonięcia kultury chrześcijańskiej przed niszczącą i bezpłodną siłą otomańską. Wojskom swym, przy całym zachowaniu dyscypliny, przyznaj e cenne prawo, że mają wiedzieć za co się biją; gotów jest przed bitwą – jak na polach guzow- skich – przemówić do nich o słuszności bronionej sprawy. Twardy wojownik wzdryga się przed okrucieństwem i słabych zasłania przed krzywdą. Gdy tłumi niepokoje kozackie, równocześnie grozi kniaziowi Rożyńskiemu, że jeśli nie zaniecha pomsty na pospólstwie, najpierw przeciw niemu wyruszy w pole. Przez sześć tygodni rządzi w Moskwie, żegnany na odej ściu nie jak wróg, lecz j ak przyj aciel : „wszystka czerń – stwierdza pamiętnikarz – po ulicach zabiegała mu drogę, błogosławią”. Odbywa wspaniały wjazd triumfalny do Warszawy, wiodąc znakomitych jeńców, jakich w tym składzie żaden naród u siebie nie oglądał, bo cara Wasila Szujskiego i brata jego Dymitra pokonanego wodza naczelnego i drugiego brata Iwana i Fiodora Romanowa, już wkrótce założyciela nowej dynastii. Wśród tych powodzeń, okryty nieśmiertelną chwałą, o czym myśli Żółkiewski? „Życzę sobie – marzy – śmierci słodkiej dla wiary świętej, dla ojczyzny, ale nie wiem, jeślim tej łaski od Pana Boga godzien”, a w testamencie nakazuje niebawem: „Jeślibym w potrzebie umarł, miasto aksamitu czarnego, który znaczy żałobę, niech trumna przykryta będzie szkarłatem” na znak radości. Nie ma w nim interesu osobistego, ani śladu prywaty, ani cienia niskiej ambicji. Nie umie się płaszczyć, o nic nie prosi, z triumfów się nie przechwala, o nagrody nie dba. W bezgranicznym zapomnieniu o sobie wszystko dokoła mierzy miarą pospolitego dobra. Pod Cecorą ginie jak olbrzym. ”Jeśli zostaniem zwyciężeni – mówi – nie między jeńcami, jeno między poległymi mnie szukajcie”. Jest w godzinie śmierci tak wielki i wspaniały, jak był przez cały swój dlugi żywot. Na zwrotnym punkcie swych dziejow, między upadkiem państwowym a rozpoczynającą się epoką niewoli, wydaje Polska drugi równej doskonałości typ bohaterski w Kościuszce. Kościuszko uważa swą władzę dyktatorską za „narzędzie do skutecznej obrony ojczyzny”.
Nie żywi żadnych samolubnych widoków i zgodnie z tym powołuje do steru ludzi bezwzględnie czystych i bezinteresownych, którzy, jak wyraża się, „dochowali nieskażonej cnoty w życiu prywatnym i publicznym”. Zawodowo wyszkolony wódz, jest w zasadzie przeciwnikiem zarówno wojen, jak stałego utrzymywania wielkich armii; skłania się raczej ku powszechnemu wyćwiczeniu wojskowemu narodu. Bit- ność żołnierza opiera nie tylko na tresurze, ale i na sile moralnej. W uniwersale połanieckim nawołuje: „Naprzeciw kupie niewolników postawmy masę potężna swobodnych mieszkańców”. Rzemiosło wojskowe rozumie tylko w służbie idei godnej ofiar. Przelewając krew, czyni to, aby wyplenić „ ród rozbójników”. Dlatego nienawidzi nawet Napoleona, jako uzurpatora, który prowadził narody na rzeź dla osobistego wyniesienia się. Dlatego do końca życia przechowywał w czci swój ideał młodości, Tymoleona z Koryntu, który strącał tyranów, lecz nigdy nie skorzystał z tego, by zająć ich miejsce. Dlatego tak bliskim był duchowi młodej wyswobodzonej Ameryki. Kościuszko truchlał na myśl, że w Polakach mogłaby kiedykolwiek zrodzić się „czołgająca dusza”. Jako zwycięzca, po odparciu Prusaków spod Warszawy, nie pozwala na łuki triumfalne i protestuje przeciw kultowi swej osoby. „Ludzie – upomina – powinni pamiętać zawsze o swej godności człowieczej”. Szanuje tą godność także w nieprzyjacielu, okazując słynną wspaniałomyślność dla pokonanych. Wielkie jego serce ogarnia nie tylko własny naród. Każdy czyn Kościuszki wytryska z pragnienia szczęścia dla wszystkich, z dążenia do zniesienia wszelkiego ucisku i ugruntowania braterstwa ludów. Za ten ideał walczy na drugiej półkuli ziemi. Pisma francuskie z końca XVIII wieku nazywały go „Une âme toujours occupée de grandes idées”. Nieśmiertelny Jefferson świadczył o nim: „Jest to najczystszy syn wolności z pomiędzy wszystkich, jakich znałem kiedykolwiek”.
W ostatniej porozbiorowej epoce naszych dziejów, skończenie doskonały typ polskiego bohaterstwa wystąpił w osobie Romualda Traugutta dyktatora z roku 1863.
Gdy powstanie styczniowe już kona, Traugutt bierze na siebie obowiązek utrzymania go przez jesień i zimę r. 1863 – 1864 do chwili oczekiwanej interwencji Europy. Wszystko dokoła wali się w gruzy. On tropiony ustawicznie, niepewny każdej godziny, ze swego ukrycia warszawskiego skupiając w swym ręku nici ruchu, prowadzi przez pół roku bezprzykładny w historii bój z wielkim mocarstwem, podtrzymuje nadludzkim wysiłkiem żywotność sprawy i stwarza pozory wojny, w której nie brak nawet zwycięstw. Zawdzięcza to niesłychanej sile moralnej, czerpanej z przeświadczenia, że służy wielkiej idei. W instrukcjach do wojska rozwija poglądy na to, jakim powinien być żołnierz polski.. Obok karności, której umiał sam tak znakomicie przestrzegać w obozie domaga się od dowódców „usiłowań do umoralnienie siły zbrojnej”. „Żołnierz polski – mówi w jednej z takich instrukcji – powinien być prawdziwym żołnierzem Chrystusa”, „czystość obyczajów i nieskalaną cnotę ma wszędzie roznosić”. „Rząd narodowy – mówi jeszcze – patrzy na wojsko nie tylko jako na obrońców kraju, ale zarazem jako na stróżów i wykonawców prawa””. Do ostatniej chwili, gdy za progiem czyhają już oprawcy carscy, trwa na stanowisku i z niezachwianym spokojem spełnia swą wielką i tragiczną rolę. Na koniec jest już tylko piastunem czci narodu. Już tylko ma wzniośle umrzeć. I idzie naprzeciw śmierci męczeńskiej z tym samym napięciem silnej woli, z jakim przez długie miesiące odpowiadał czynami na hasło Francji: „Durez!”. Tracony z całym aparatem straszliwej okazałości, z którego Moskwa pragnęła uczynić symbol swego triumfu nad jeszcze jednym pokonanym ciałem Polski, z głową wzniesioną w górę, przekroczył próg wieczności. Urzędowy historyk rosyjski i świadek naoczny Berg mówi: „Zanim rozstał się ze światem, już całe jego jestestwo należało do nieziemskich krain”.
W Żółkiewskim, Kościuszce, Traugucie znajdziemy z łatwością te same, pomimo przedziału wieków bliskie sobie skoncentrowane rysy polskiego bohaterstwa. W bardziej zasadniczej postaci można je uogólnić jako wyznawanie wysokiego ideału moralnego i zespolenie go bezwzględnie z życiem. Wiek XIX, który stał się dla nas okrutnym, wielkim probierzem tego uzgodnienia życia i ideału, wydał w narodzie naszym szczególnie krwawy urodzaj dusz bohaterskich z ich niczym nieugiętą, przez żadne katusze niezachwianą niezłomnością trwania przy tym, co poczytujemy za główny warunek bytu, godnego człowieka.
Jeden z twórców Nocy Listopadowej, Piotr Wysocki, po trzechletnim więzieniu i skazaniu na śmierć, namawiany by prosił o ułaskawienie, kazał sobie do celi przynieść pióro i papier i napisał te wspaniałe i dumne słowa: ”Nie dlate- gom broń podnosił, ażebym prosił cesarza o łaskę, ale dlatego, aby jej mój naród nigdy nie potrzebował”. Jak refren powtarzają się te słowa z pokolenia na pokolenie: „Co do mnie – woła Rufin Piotrowski -, jeden z pierwszych Polaków wywiezionych na Sybir – wyznam, że nad wszystkie kary najokropniejszą wydawałaby mi się łaska cara”.. „Jutro – powtarza w sto lat potem w przeddzień stracenia na szubienicy Józef
Toczyński, członek rządu powstańczego – jutro niczego tak się nie lękam, jak carskiej łaski”. Uczestnik spisku a roku 1824 major Łukasinski przeżył 37 lat w straszliwej twierdzy szliselbur- skiej, w której współczesny mu rewolucjonista rosyjski Bakunin po trzech tylko latach był bliski obłędu i samobójstwa. Kiedy w roku 1831 komendant Szliselburga podjął zabiegi, aby ulżyć bezprzykładnej męce polskiego bohatera, Łukasiński w liście do niego zastrzega: „Bez żadnych próśb z mojej strony”. Roman San- guszko przez udział w postaniu 1831 roku postawił na kartę olbrzymią fortunę rodową; gdy po zapadłym wyroku, skazuj ącym go na 10 lat batalionów karnych, podsunięto mu, by prosił o łaskę i w jakimkolwiek sposób usprawiedliwił przyczyny, które popchnęły go do walki, oświadczył krótko; „Z przekonania!”.
Obok tej cechy zasadniczej, obok niezłomnej zgody ideału i życia, przewijają się przez polski typ bohaterski dwa dalsze zasadnicze rysy, które tkwią poprzez wszystkie epoki w historycznie wytworzonej duszy narodu, ale zyskują szczególnie jaskrawy wyraz również w ostatniej, tragicznej dobie naszych dziejów. Oto członek rządu narodowego z roku 1863 Rafał Krajewski w przeddzień śmierci śle z więzienia „miłość i pożegnanie całemu światu”, modli się
o „przyjście na ziemię królestwa bożego”. Oto drugi członek tegoż rządu, Roman Żulinski, katowany w śledztwie rzuca swym oprawcom: „Możecie mnie tylko bić, ale nie możecie mnie sądzić, gdyż ja was nie uznaję”. W tych bezgranicznie wielkich wynurzeniach, wypowiedzianych w uroczystych chwilach zamknięcia spraw doczesnych, mieści się pozytywna treść polskiego bohaterstwa: nieuznawanie przemocy, walka o królestwo boże – o wolność.
Adam Mickiewicz, tworząc w III części „Dziadów” wizję wielkiego męża, wyśnionego zbawcę i wskrzesiciela narodu, wyobraził go sobie jako niosącego wyzwolenie nie samej tylko Polsce, nie tylu a tylu kilometrom kwadratowym obszaru Europy, lecz wszystkim ujarzmionym i cierpiącym i zgodnie z tym skoncentrował jego rysy duchowe w okrzyku: „ To namiestnik Wolności na ziemi widomy!”.
Ten okrzyk, wydobyty z głębi duszy plemiennej, zawarł w sobie całą szeroką skalę polskiego pojmowania wielkości.






