Antoni Chołoniecki: Duch dziejów Polski

Article Index

Przyjrzyjmy się z kolei najliczniejszej klasie narodu, ludności włościańskiej.

W okresie największego rozkwitu praw poli­tycznych szlachty chłop polski – przez szereg wieków wolny kmieć, podlegający sądownic­twu swoich sołtysów – zepchnięty zostaje do stanu poddaństwa i podporządkowany nieogra­niczone z czasem władzy patrymonialnej pana. Drogą ta idzie nie sama Polska, lecz także Eu­ropa Zachodnia, a idzie tak szybko, że nas znacznie wyprzedza. Wcześniej i w sposób nie­równie dotkliwszy ukształtowało się tam pano­wanie szlachty nad ludem, rozwijając się w ciemięstwo pełne odrażających okrucieństw. Pomimo smutnego położenia poddanych nie było w Polsce ani owych książąt noszących na sobie pasy ze skóry chłopskiej, ani nędzy która zmuszała ludność pograniczną do gromadnych ucieczek, ani handlu ludźmi, który kwitnął jeszcze w XVIII wieku w samym środku Euro­py (dostawa rekrutów za gotówkę do Anglii przez landgrafa heskiego Fryderyka w latach 1776 – 1784), ani, za wyjątkiem wiecznie burz­liwych ukraińskich kresów Rzeczpospolitej, krwawych buntów poddanych, ani straszliwych wojen chłopskich, po których następowały akty szalonej represji. Wybuchów rozpaczy w klasie włościańskiej, jakimi zapełnione są karty histo­rii europejskiej, nie spotyka się u nas. (Historia nasza zapisała jedyny znaczniejszy „bunt” pol­skich chłopów pod wodzą Kostki Napierskiego na Podhalu w 1651 roku, o rozmiarach wprost miniaturowych w stosunku do tego co w tym czasie działo się na Zachodzie). Natomiast obce źródła wyraźnie stwierdzają, że chłop z krajów sąsiednich często uciekał do Polski, aby popra­wić swój byt. Podczas pierwszego rozbioru rząd rosyjski jako jedną z rzekomych krzywd sobie wyrządzonych przytoczył, że 300000 chłopów z pogranicznych krajów moskiewskich uciekło do Polski (Tadeusz Lubomirski „Ludność rolni­cza w Polsce”). Chronili się u nas tłumnie chło­pi z Pomorza, ze Śląska, z Moraw. Gdy w XVIII    wieku rząd austryjacki doprowadził do traktatu o wydawanie zbiegów – jedyna Polska wyrzekła się prawa wzajemności, gdyż wło­ścianie jej nigdzie nie uciekali.( Grunberg – „Bauernbefreiung in Bohmen, Mahren u. Schlesien” – „Die reciproitat scheint auch von diesen Landern, mit Ausnahme Polens, gewahr worden zu sein, was sich leicht dadurch erklart, da wohl schlesische Unterthanen in grossen Massen nach Polen fluchteten, nicht aber um- gekehrt”)

W najgorszej nawet epoce nie było w Polsce pastwienia się nad poddanymi, tak często spo­tykanego gdzie indziej, a dotąd nie znaleziono śladu, by szlachcic korzystając z prawa patry- monialnego, wykonał kiedykolwiek karę śmier­ci na chłopie. Los chłopów był tu ponadto kró­cej ciężkim, niż w innych krajach, gdyż tylko w wieku XVII i XVIII, gdy jeszcze XVI zachował sporo z blasku złotego okresu dwóch poprzed­nich stuleci. „ Wymiar pańszczyzny i pokrew­nych jej świadczeń – stwierdza Oswald Balzer, znakomity znawca ustroju Polski – nie doszedł był nigdy do tych granic, jakie tu i ówdzie usta­liły się na Zachodzie”. Przytem, spełniając po­winności dworskie, odrabiaj ąc pańszczyznę, płacąc czynsz, chłop wiedział, że w zamian miał prawo do opieki pańskiej, że w razie ele­mentarnej klęski dozna ulgi w opłatach i zapo­mogi w inwentarzu, zaś pewną autonomię, pe­wien współudział w załatwieniu spraw bieżą­cych, dawały mu instytucje gromadzkie, któ­rych postanowienia przybierały niejednokrotnie charakter ustaw (Ulanowski – „Wieś polska pod względem prawnym od XVI do XVII w.”). Nie można również zapomnieć, że znaczna część stany włościańskiego – włościanie dóbr koronnych, a po części i duchownych – korzy­stała z pewnych praw cywilnych pod opieką państwa.

Zabiegi na koniec prywatne około poprawy po­łożenia ludu przybrały w Polsce o wiele więk­szą miarę niż gdziekolwiek indziej. Polska mia­ła pod tym względem stare i dobre wskazania, gdyż w najlepszej epoce dziejów narodu w XVI w wołali o to Skarga, Górnicki, Ostroróg, a znakomity pisarz polityczny, Andrzej Frycz Modrzewski, domagał się wręcz zniesienia poddaństwa i zrównania wszystkich wobec prawa, wtedy, gdy o możliwości takiego postu­latu nikomu jeszcze nie śniło w Europie.. Z po­czątkiem XVIII w. Utorował drogę idei podnie­sienia stanowiska prawnego, dobrobytu i oświa­ty włościan król Stanisław Leszczyński w swym traktacie „Głos wolny” (rozdział „Plebe- i”). Inicjatywa społeczna w tym kierunku szyb­kie poczyniła postępy i wydała znakomite owo­ce. Próby zreformowania stosunków włościań­skich w duchu nowoczesnym, rozpoczęte w ro­ku1740, objęły wielkie latyfundia magnackie Jabłonowskich, Zamoyskich, Lubomirskich, Brzostowskich, Chreptowiczów, Potockich, Czartoryskich, Poniatowskich. W drugiej poło­wie tego wieku prąd ten stał się prawie po­wszechnym. Zrywano z pańszczyzną, zamie­niano robociznę na czynsz, nadawano włościa­nom wolność osobistą, obdarzano ich samorzą­dem. „Wszędzie – stwierdza T. Lubomirski („Rolnicza ludność w Polsce”) – dziedzice zrzekają się przewagi władzy patrymonialnej, wszędzie wznawiaj ą lub tworzą samodzielny ustrój sądowy i wszędzie objawia się ruch re­stauracji gmin i ich niezawisłości”. O rozmia­rach tej samorzutnej reformy może dać wy­obrażenie fakt, że posiadłości Stanisława Ponia­towskiego, w których większą część poddanych wyzwolono „uczyniono właścicielami”, liczyły same tylko do 400.000 ludności. „Nie dopusz­czając się przesady – mówi A. Rembowski („Porównanie konstytucja stanowych”) – moż­na utrzymywać, ze w żadnym z krajów europej­skich inicjatywa prywatna nie uczyniła tyle do­brego dla włościan i to z takim niezaprzeczo­nym zaparciem się stanowych interesów, co w Polsce.

Wielka reforma państwowa 3 maja 1791 roku położyła prawne warunki bytu warstwy wło­ściańskiej . Była ona, przy całej swej połowicz- ności, tak liberalną w porównaniu ze stosunka­mi panującymi u sąsiadów, że kanclerz rosyjski Biezborodko bał się „rozprzestrzeniania się pol­skiej zarazy” („ wolność włościan – pisał 25 li­stopada 1794 roku – może również rozdrażnić naszych wieśniaków”),. A cesarz Austrii rozka­zał gubernatorowi Galicji pisać memoriał „co robić należy dla mieszczan i chłopów wobec reform dokonanych w Polsce”. W trzy lata póź­niej, w roku 1794, Kościuszko, jako naczelny wódz i faktyczny dyktator narodu, poszedł o znaczny krok naprzód ogłaszaj ąc w uniwersale połanieckim nowe ważne postanowienia na ko­rzyść włościan. Ostatni ten akt prawny niepod­ległego państwa polskiego, reguluj ący stosunki włościańskie, zapewniał ludności chłopskiej między innymi bezpośrednia opiekę rządu, nie­usuwalność z uprawianego gruntu i wolność osobistą – zdobycze niezmiernej jak na swój czas doniosłości. Ta reforma wydała się naszym sąsiadom tak wywrotową, że generał moskiew­ski Cycjanow po bitwie pod Maciejowicami ogłosił w Grodnie ukaz, w którym nakazywał „uległość panom według dawnych zwyczajów” i zabronił powoływać się na uniwersał Ko­ściuszki. (po rozbiorach Polska, pozbawiona własnych organów państwowych, już nie mogła kontynuować reformy włościańskiej, a rządy rozbiorowe tamowały na naszych ziemiach ce­lowo wszelką w tej dziedzinie inicjatywę spo­łeczną, pragnąc jak najbardziej pogłębić prze­dział miedzy ludem i szlachtą. W różnych dziel­nicach podejmowano bezskutecznie prób usta­wodawczego rozwiązania kwestii włościańskiej w duchu nowoczesnym. Rządy obce zachowy­wały się opornie lub paraliżowały te akcje. W Galicji ówczesny ruch rewolucyjny podniósł hasło uwłaszczenia włościan. W Królestwie pierwszym aktem rządu powstańczego z roku 1863 było uwłaszczenie, co zmusiło rząd rosyj­ski do wprowadzenie tej reformy w życie. Histo­ryczny manifest Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, datowany z Poitiers, ogłosił, już w roku 1836program przyznania ziemi włościa­nom na własność. Gdyby Polska nie została przez rozbiory pozbawiona swobody ruchów, byłaby jedna z pierwszych w Europie rozwiąza­ła u siebie kwestię włościańską.)

Obok tych faktów znajdziemy w dziejach Pol­ski jeszcze pewne momenty psychologiczne, które pośrednio mogą nam posłużyć do odtwo­rzenia obrazu rzekomego „piekła” chłopskiego w Polsce, a posiadają również wartość doku­mentalną. I tak niezmiernie wiele mówi stosu­nek szlachty z końca XVIII wieku do Ko­ściuszki. Kościuszko reprezentował to, co dzi­siaj nazwalibyśmy radykalizmem społecznym. Podczas sześcioletniego pobytu w Ameryce dojrzały w nim przekonania demokratyczne zu­pełnie nowoczesne, które po powrocie do kraju w całym swym publicznym działaniu śmiało i jawnie wyznawał. Parafrazując deklaracje Jeffersona, głosił, że „w naturze wszyscy równi jesteśmy”, przystosowuj ąc zaś tę zasadę do sto­sunków praktycznych, szerzył pogląd, ze „sło­wo poddany powinno być przeklęte u oświeco­nych narodów”. Gdy ujął za broń przeciw na­jazdowi- oświadczył wyraźnie, że „za samą szlachtę bić się nie będzie”, że ”chce wolności całego narodu”, a po zwycięskiej bitwie pod Racławicami,. W której krakowscy kosynierzy wzięli szturmem armaty moskiewskie, przebie­ra się manifestacyjnie w chłopską sukmanę. Po­tem przyszedł uniwersał połaniecki,. Akt kom­promisowy, ale w danych warunkach prawnych oznaczający niemal przewrót. Szlachta, gdyby wyglądała w stosunku do chłopów tak czarno jak ją malują tendencyjni portreciści, powinna tego człowieka obwołać dawno Jakobinem. Wcale nie. On był wszak dyktatorem szlachec­kiej Rzeczypospolitej. Jego postać już wówczas otoczył powszechny entuzjazm. Noszono jego medaliony, rozpowszechniano tysiącami jego portrety, wielbiono w nim bohatera. Ten kult ze strony społeczeństwa przecież wyłącznie szlacheckiego, kult, któremu nie przeszkodziły bynajmniej wyznawane tak dobitnie przekona­nia socjalistyczne Kościuszki, jest nader cha­rakterystyczny. Gdyby nie było innych świa­dectw, on jeden wystarczyłby za dowód, że przepaść między szlachtą ludem w Polsce nie była chyba – niezgłębioną. (coś mówi także fakt, że małżeństwo szlachcica z kobietą innego stanu, a więc i włościanką, nie miało żadnego wpływu na uprawnienia potomstwa. Dzieci nie traciły przez to „klejnotu ” szlacheckiego.)

Do praktykowanych gdzie indziej orgii ucisku chłopa nie dopuszczał także wrodzony Polakom łagodny charakter, owa „dulcis sanguis Polono- rum”, zaobserwowana przez obcych już W XVI wieku, charakter, który nawet wobec nieprzyja­ciela nie zatracał w sobie ludzkiego poczucia. Dla ilustracji przytoczymy przykłady choćby pierwsze z brzegu. Rada Najwyższa Narodowa, która w roku 1794 kieruje ostatnią obroną Pol­ski przed najazdem, rzuca ludowi swemu wzniosłe pouczenie, że „kiedy o zemście na nieprzyjacielu mówią, nie rozumie się przez to zemsty na ludziach kraju moskiewskiego bez­bronnych, w pojmaniu lub zabezpieczeniu na­rodowym zostających, których los należy sza­nować”, „idzie o zemstę godna Polaka przez okazanie odwagi” itd. W roku 1831 oswobo­dzona chwilowo Warszawa daje wspaniały przykład ludzkości wobec wroga: lud okazuje miłosierdzie jeńcom, ranni żołnierze polscy ustępują miejsca na wozach rannym moskiew­skim, a rząd narodowy umieszcza w budżecie wydatek na utrzymanie szkoły dla pozostałych dzieci rosyjskich. (A. Kraushar „Życie potoczne Warszawy 1830 – 1831”). W narodzie, który wobec wroga miał tyle ludzkości okazać, nie mogło być okrucieństwa wobec własnego ludu. To też ciężkie prawo które normowało w ubie­głych wiekach byt chłopa polskiego, było raczej łagodzone niż zaostrzane w praktyce. Przekonawszy się, ze nie tak czarno wyglądało u nas położenie mieszczaństwa i włościan, jak to głosi kursujące oszczerstwo, stwierdźmy te­raz, że położenie to – aczkolwiek smutne – nie może być żadną miarą podstawą do kwestio­nowania wartości swobód i praw politycznych, które Rzeczpospolita szlachecka tak bujnie rozwinęła. Zaprzeczać tej wartości jest to po­pełniać taką samą bijącą w oczy niedorzecz­ność, jak gdyby ktoś chciał utrzymywać, że Francja nie była nigdy narodem rycerskim, gdyż ta typowa cecha jej rozwinęła się w ra­mach jednej tylko warstwy.

Zjawisko szerokiego wymiaru praw dla ograni­czonej części zaludnienia nie przeszkadza wszak, iż dotąd ludzkość żywi podziw do staro­żytnych republik z ich wysoka kulturą wolności i demokracji. Jeszcze dobitniej występuje to na przykładzie, późniejszym nie tylko pod tych przedtysiącletnich ustrojów, ale – od Polski, na przykładzie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Konstytucja federacyjna tego pań­stwa, jedna z najliberalniejszych na świecie, uposażając prawami politycznymi całą ludność

–    białą, nie przyznała ich murzynom, co więcej, nie zniosła ich niewolnictwa. „Wszyscy murzy­ni, wraz z potomstwem istniejącym i przy­szłym, maja pozostać na zawsze niewolnikami i będą podlegać kupnu, darowiźnie i przysądze­niu na równi z majątkiem ruchomym i zgodnie ze swa naturą” – głosiły ustawy kraju, który miał już za sobą nieśmiertelną Deklarację Jeffersona. Aż do roku 1866 w nowoczesnej, na wskroś demokratycznej republice północno­amerykańskiej istniało i było prawnie uznane niewolnictwo kilkumilionowej warstwy ludno­ści! Nikomu przecież dotąd nie przyszło do głowy, aby kwestionować z tego powodu wiel­kość tych zasad, jakie zajaśniały przy narodzi­nach wolnej Ameryki i których doskonałym rozwinięciem świeci ona do dziś starej Europie. Gdy tą samą miarę zastosujemy do idei i praw­no – państwowych urządzeń szlacheckiej Rze­czypospolitej Polskiej, to okaże się w całej peł­ni niedorzeczność pseudo-krytyki dziejowej, która odmawia im znaczenia z powodu upośle­dzonego stanowiska mieszczaństwa i włościan. Skoro bowiem z praw politycznych i obywatel­skich zostały obdarte gdzie indziej wszystkie warstwy społeczne, a w Polsce przynajmniej jedna, niezmiernie liczna, te prawa posiadała, skoro tam od kaprysu jednego człowieka zależą losy całych państw, a w Polsce milion ludzi ma zabezpieczony współudział w rządach, to jakie- goż żonglerstwa logicznego lub grubej złej woli trzeba, aby wysokiej wartości swobód polskich przeczyć dlatego, że z nich nie korzystał cały naród – choćby nawet jego szerokie i pełne po­jęcie nie było dziełem ostatnich dopiero cza­sów.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location