Antoni Chołoniecki: Duch dziejów Polski

Article Index

Szlachta polska

Liczebność. „Naród szlachecki ” i jego uwarstwowienie. Możnowładcy, karmazyni, tłum. Odrębny charakter szlachty polskiej. Równość szlachecka. Nobilitacje. Udział krociowej masy w życiu publicznym.

Aby móc ocenić we właściwy sposób prze­szłość dziejową Polski, trzeba uświadomić so­bie, ze szlachta nie była tu, jak gdzie indziej, cienka tylko warstwą zwierzchnią, lecz tworzy­ła ogromny niezmiernie liczny odłam narodu, tak liczny, jak w żadnym innym kraju Europy. Liczebność ta była specjalną cechą polskiej bu­dowy społecznej. Gdy np. Francja z końcem

XVIII    w. na 20 milionów mieszkańców ma szlachty 140000

A więc niespełna 1,5 %, to Rzeczypospolita polska na 10 milionów mieszkańców, w tym samym czasie liczyła z górą milion (niektórzy historycy podają 1300000) samej szlachty, co czyni 10-13 % ogółu ludności. Niebywały ten odsetek nie powinien dziwić, gdy przyjrzymy się wewnętrznej strukturze warstwy szlachec­kiej polskiej. Jest ona w najwyższym stopniu zróżniczkowana, zawiera w sobie uwarstwo- wienia, które bez mała odpowiadają budowie pełnego organizmu społecznego. W obrębie po­zornie jednego „stanu” mieszczą się cztery zgo­ła różne i mocno od siebie odcinające się grupy. U szczytu stoją wielkie rody magnackie, potęż­ni dzierżyciele latyfundiów przenoszących ob­szarem niejednokrotnie małe, a nawet średnie księstwa na zachodzie. Poniżej idzie liczne ziemiaństwo zamożne, odpowiadające angiel­skiej „gentry”, w którym jako dalsze odcienia można jeszcze rozróżnić „karmazynów” i

szlachtę średnio sytuowaną, siedząca na jednaj lub paru wsiach. U dołu wreszcie rozlewa się niezmierna rzesza szlachty drobnej, ubogiej, zwana szaraczkową, zagrodową lub zaścianko­wą. Tu spotykamy właścicieli kilkumorgowych zaledwie działek ziemi, którzy ją sami własno­ręcznie uprawiają, jak chłopi, nie posiadają bo­wiem wcale poddanych. Gospodarczo nie róż­nią się oni niczym od zwykłego chłopstwa a często stoją niżej od chłopów lepiej uposażo­nych np. z dóbr królewskich. „Politycznie wy­niesieni ponad chłopa, materialnie nieraz gorzej uposażeni” – mówi o nich Pawiński („Polska

XVI    wieku”). Obok nich na koniec, lub raczej o stopień jeszcze w dół, widzimy bezrolny tłum szlachecki, zwany dosadnie „gołotą”, który żadnej własności nieruchomej nie ma, a zajmu­je drobne urzędy, służy po dworach zamożnego ziemiaństwa lub czepia się pańskich klamek, często zaś niepostrzeżenie wsiąka do miast, chwytając się rzemiosła lub handlu.

W milionie szlachty polskiej ten proletariat szlachecki, z ziemią czy bez ziemi, tworzy tez główny odsetek. Pochodzenie tej warstwy jest różne. Wywodzi się ona czasem z nobilitowa­nych chłopów, częściej jest produktem ciągłego procesu rozdrabniania się własności ziemskiej, który przez działy rodzinne oraz klęski gospo­darcze i wojenne, doprowadził do dwumorgo- wych nawet posiadłości szlacheckich. Już w połowie XVI wieku w różnych stronach Rze­czypospolitej, na Mazowszu, na Podlasiu, na Litwie i na Pomorzu kaszubskim występuje licznie warstwa nazywana urzędownie „nobiles pauperes”, szlachta uboga, szlachta, która póź­niej coraz bardziej będzie się upodobniać do chłopstwa, aby za naszych wreszcie czasów, z utrata specjalnych praw politycznych, schłopieć całkowicie. Zaludniała ona w Polsce całe wsie i całe niemal powiaty. Orał swą szczupłą skibę ziemi ów herbowy chudopachołek, nie odpasu- jąc przy tym szabli na znak szlacheckiego uro­dzenia. Powtarzał sobie przysłowie, malujące dobitnie poziom materialny całej tej dobrze urodzonej biedoty: „Choć boso, a z kordem!” To, iż szlachta polska nie stanowiła jednolitej warstwy społecznej, że rozpadała się na tyle różnych grup specjalnych, odcina ją w jaskrawy sposób od wszelkiej szlachty zachodniej. Że tworzyła ogromną milionową masę ludności, czyni to ją zjawiskiem nie posiadającym zgoła analogii. Nie bez pozorów słuszności też, w po­czuciu nie tylko swego uprzywilejowanego sta­nowiska, ale też tej wielkie siły liczebnej, na­zywała się po prostu „narodem szlacheckim”. Pomiędzy poszczególnymi warstwami szlachty, oddzielonymi od siebie przepaściami różnic majątkowych, istnieje zasadniczo idealna rów­ność, słynna i z duma wyznawana „równość szlachecka”, która stanowi jedną z najbardziej znamiennych cech życia publicznego w Polsce. Od Radziwiłła trzęsącego Litwą do ubogiego szaraczka, wszyscy, bodaj w teorii uznają się za równych jako szlachta i tylko piastowanie urzę­dów publicznych wywyższa jednych nad dru­gich. Na znak równości szlachta, bez różnicy stanowiska, nazywa się „bracią”. Możnowład- ca, sięgający głową poziomu korony królew­skiej, odzywa się do chudopachołka szlachec­kiego odwiecznym zwyczajem „panie bracie”. Duch narodu kodyfikuje to w popularnym i ulubionym przysłowiu „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Istotnie, pod względem prawnym – pominąwszy tylko niewiele znaczą­ce drobiazgi – żadne nie zachodzą różnice po­między poszczególnym warstwami ogółu szla­checkiego. Wszyscy zajmują jednakowe stano­wisko prawne w państwie. Przed wszystkimi w jednakiej mierze stoi otworem udział w spra­wach publicznych i droga do najwyższych za­sług i największych godności, nie wykluczając królewskiej. Dobitnie ilustrują to w praktyce losy rodziny Poniatowskich, w której dziad był nieznanym nikomu szlachetką, syn już pierw­szym senatorem Rzeczypospolitej, a wnuk kró­lem.

Równości tej strzeże szlachta polska miedzy innymi bezwarunkowym zakazem ubiegania się o  tytuły baronów, hrabiów i książąt, co liczne i wciąż ponawiane uchwały sejmowe przypomi­nają każdemu pokoleniu, wychodząc z zasady że nie masz zaszczytu większego, niż być oby­watelem wolnej Rzeczypospolitej. Wyjątkowo tylko rodom książęcym na Litwie i Rusi, które wywodziły się od panujących tam niegdyś drobnych władców, a podpisane była na akcie Unii Lubelskiej, pozostawiono wolność nazy­wania się nadal kniaziami. Król polski nie po­siadał władzy nadawania tytułów szlachcie kra­jowej, mógł ich udzielać tylko cudzoziemcom, a ustawa z roku 1673 nakładała karę dozgonnej infamii na tych, którzy przez przyjęcie tytułu od obcego monarchy poważyli się obrazić zasadę równości. Tak samo, aż do końca nieomal, nie dopuściła szlachta do zaprowadzenia orderów. Próbę Władysława IV ustanowienia orderu Niepokalanego Poczęcia sejm udaremnił. Do­piero w połowie XVIII wieku, wśród po­wszechnego zamętu, przemycono pierwszy pol­ski order Białego Orła. (Duch polskiego „narodu szlacheckiego ” był zatem republikań­ski i demokratyczny w pełnym tego słowa zna­czeniu. Dumny ze swych swobód „naród szla­checki ”, jakich niegdzie nie było na kontynen­cie, a nieraz nad miarę nimi upojony, nigdy przecież, za wyjątkiem zdeprawowanego poko­lenia z końca XVIIi pierwszej połowy XVIII w, nie zamykał się całkowicie przed dopływem z innych warstw ludności. Szlachta polska nie uległa niebezpieczeństwu wyrodzenia się w bezwzględnie skostniałą kastę, lecz zachowała cechy wciąż odnawiającego się organizmu, przy czym droga do tego uprzywilejowanego stanu nie prowadziła przez bogactwa i wpływy, lecz przez zasługę rycerską, która była dostępna i najuboższym: jest to tym znamienniejsze dla charakterystyki ducha narodowego, że od po­łowy XVI w. Nie król posiadał prawo nobilita­cji, lecz sejm, a więc sam „naród”. W żadnym z krajów Europy nie było tak licznych nadań szlachectwa i nie było o nie tak łatwo. (Mężo­wie rycerscy przyjmowali do bractwa swego coraz więcej ludu, przyjmowali całe pułki i całe pokolenia. I stała się liczba braci wielka jako Naród, i w żadnym narodzie nie było tylu ludzi wolnych i bracią nazywających się, jak w Pol­sce. (A. Mickiewicz – „Księgi narodu polskie­go”)

Znanym zjawiskiem jest uszlachcanie całych wsi chłopskich za czyny wojenne. Het­man Zamoyski po zwycięstwie pod Wielkimi Łukami przyjął do swego herbu rodzinnego znaczna część żołnierzy, który to przykład nie­raz się powtarzał. Szczególnie wielu włościan służących woj skowo nobilitowano po wyparciu Szwedów za Jana Kazimierza w nagrodę za oswobodzenie kraju od nieprzyjaciela. Za króla Zygmunta Augusta mnóstwo mieszczan otrzy­mało szlachectwo. Automatycznie uzyskiwali je profesorowie Akademii Krakowskiej. O silnym dopływie z zewnątrz świadczy fakt, że od roku 1601 do 1791 z pośród samych tylko cudzo­ziemców 500 rodzin zagranicznej szlachty otrzymało w Polsce indygenat, a blisko tysiąc obcych rodzin mieszczańskich zdobyło nobili­tację (Fr. Bujak „Z dziejów kultury i gospodar­stwa w Polsce”). Wolności szlacheckie posiada­li nawet Tatarzy osadzeni na Litwie, chociaż od ogóły szlachty oddzielała ich przepaść różnicy religijnej i w pojęciu głęboko katolickiego spo­łeczeństwa polskiego byli oni „niewiernymi”. Rzecz najbardziej jednak znamienna, że przy­puszczano do klejnotu herbowego – ochrzczo­nych oczywiście – Żydów wiec żywioł bez­brzeżnie wówczas wszędzie lekceważony i po­gardzany. Nobilitowano ich już w wieku XVI. W połowie wieku XVII obdarzono szlachec­twem wiele rodzi żydowskich, należących do sekty tzw. frankistów.

Z powyższego przedstawienia rzeczy wynika jasno, że udział w szerokich swobodach poli­tycznych w Polsce, udział w życiu publicznym i wpływ na sprawy państwa posiadała nie jakaś nic nie znacząca garść oligarchów, lecz wielki odłam narodu, milionowa, wciąż pomnażająca się masa ludności. Do urn wyborczych stawało w Polsce 200 tysięcy szlachty. Liczebny stopień tego udziału unaoczni się najlepiej stwierdze­niem, że Francja za Ludwika Filipa (1830 – 1848), jak to z uprawniona dumą mógł Zyg­munt Krasiński podnieść w liście do Lamartina. Posiadała odsetek obywateli uprawnionych do głosowania do ciał przedstawicielskich – mniej­szy niż Polska przed trzema wiekami.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location