Unie
Swobody wewnętrzne źródłem wzrostu mocarstwowego. Siła przyciągania. „Wolni z wolnymi, równi z równymi”. Unie z Prusami, Litwą, Inflantami. Podstawy zjednoczenia z Litwą. Autonomizm polski. Jak u nas „wynaradawiano”? Patriotyzm państwowy. Dysonans kozacki. Trwałość unii.
Ustrój wewnętrzny, oparty na wysoko rozwiniętej wolności, gwarantujący tak szczodry wymiar praw i swobód obywatelskich, począł wywierać z czasem wpływ atrakcyjny na inne narody i wywołał w następstwie potężny wzrost mocarstwowy państwa polskiego. Drogą specyficznie polską, niegdzie indziej niespotykaną w tej postaci, drogą Unii z sąsiednimi państwami i ludami, małe stosunkowo państwo Piastów powiększa coraz to bardziej swoje obszary. Narody sąsiednie, podlegające w domu twardej ręce absolutyzmu lub samowoli oligarchicznej, a pociągnięte urokiem praworządności i swobód, jakie społeczeństwo polskie potrafiło u siebie rozwinąć, poczynają ciążyć ku niemu z zgłaszać dobrowolnie swe przystąpienie do związku z Polską. Przez dwa wieki, od początku wieku XV do końca XVI, trwa szereg tych bezprzykładnych akcesów, dzięki którym Rzeczypospolita polska urasta z czasem do rozmiarów największego mocarstwa w Europie.
Przy zawieraniu unii z Litwa postawiła polska nieśmiertelną w swej prostocie zasadę: „wolni z wolnymi, równi z równymi” i zastosowaniem jej osiągnęła zdumiewające wyniki. Prof. St. Kutrzeba podnosi, ze na przekór utartej teorii, jakoby w rozwoju państwa tylko absolutyzm objawił wszędzie siłę spajającą. Polska XVI i XVII wieków ze swym bujnym rozwojem przewagi czynnika społecznego nad władzą monarszą potrafiła przeprowadzić jedność państwa o wiele lepiej niż despotycznie rządzone Niemcy lub Włoch y. W XVIII wieku Niemcy rozpadały się na półtrzeciej setki udzielnych kraików, wtedy gdy Rzeczypospolita polska stanowiła terytorialną jedność państwową, mimo, że w przeciwieństwie do narodowo jednolitych Niemiec jaj materiał budowlany przedstawił się niemal jako mozaika etniczna.
Łączącą siłę pięści zastąpiła tu skuteczniej łącząca siła miłości pojętej tak dosłownie, iż pierwszej unii Polski z Litwą towarzyszyły liczne małżeństwa zawierane między szlachtą obu krajów.„Związkiem miłości”, więc niby mistycznym małżeństwem dwóch narodów nazwano wręcz dalszą ściślejszą unię polsko – litewską w Horodle w roku 1413, której akt przez Polaków ułożony rozpoczynał się charakterystycznym wyznaniem:„Nie dozna łaski zbawienia, kogo nie wesprze miłość. Ona jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, uśmierza swary, użycza wszystkim pokoju, skupia co się rozpierzchło, podźwiga co upadło, wygładza nierówności, prostuje krzywe, wszystkim pomaga, nie obraża nikogo, a ktokolwiek schroni się pod jej skrzydła, ten znajdzie bezpieczeństwo i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, włada państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczypospolitej ku najlepszemu końcowi, a kto j ą pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my wszyscy zebrani, prałaci, rycerstwo i szlachta, chcąc spocząć pod puklerzem miłości i przejęci pobożnym ku niej uczuciem, niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy i wiążemy nasze domy i pokolenia, nasze rody i herby….” Polska zapisała w dziejach cały szereg takich dobrowolnych do siebie przystąpień.
W roku 1454 stany pruskie z miastami prawie czysto niemieckimi i szlachta w znacznej części niemiecką lub zniemczoną wypowiedziały posłuszeństwo oligarchicznemu rządowi Zakonu Krzyżackiego i zwróciły się do Polski z prośbą
o inkorporację. W dwanaście lat po tym zgłoszeniu się stanęła unia Prus z Polską. Odtąd, od roku 1466, jest pruskie Pomorze Gdańskie integralna częścią Rzeczypospolitej, zachowując atoli pod względem ustrojowym szeroka wewnętrzna samodzielność. Nowa prowincja posiada odrębne prawo sądowe, tzw. „korekturę pruską”, odrębny sejm, odrębny skarb z podskarbim pruskim. Do końca istnienia Rzeczypospolitej posłowie pruscy, kładąc podpisy na aktach elekcyjnych królów, zaopatrywali je zastrzeżeniem „salvis per omnia juribus terrarum Prussiae” (z zachowaniem praw ziemi Pruskiej). W granicach Prus jeszcze dalej idącą odrębność administracyjną i sądową zachowuje Warmia z biskupem swym jako księciem na czele. Do tego stopnia sięga swoboda, że nie tylko niemczyzna w tych przyłączonych ziemiach zachowuje cechy języka urzędowego w magistratach, ale posługuje się nią nawet kancelaria królewska w stosunkach z miastami pruskimi, czego przestrzega tak typowo narodowy król, jak Jan III Sobieski. W roku 1525, z wygaśnięciem dynastii Piastów, księstwo mazowieckie wyrzeka się swej udzielności i przystępuje do dobrowolnego związku z państwem polskim; i oni zachowuje przez długi czas odrębne urządzenia, między innymi własne urządzenia prawne, skodyfikowane pod nazwa „ exceptów mazowieckich”. W roku 1561 akces do Polski zgłaszają Inflanty. Zagrożone pod rządami Zakonu Mieczowego zaborem przez rosnącą potęgę Moskwy, niemieckie to i przeważnie protestanckie państewko duchowne, maj ąc do wyboru z j ednaj strony j ednowierczą i pokrewna plemiennie Szwecję i Danię, z drugiej katolicką Polskę, wybiera tę ostatnią ze względu na widoki uzyskania najszerszego samorządu. Rzeczywiście wcielone do Rzeczypospolitej polskiej Inflanty zachowują, obok pełnej swobody wyznaniowej, oddzielne władze, własne sądownictwo, a początkowo osobny sejm. Stopniowo, bez żadnego ze strony polskiej nacisku, dokonała się ściślejsza tego kraju asymilacja z całością państwa.
Równolegle do tych trzech mniejszych unii z Prusami, Mazowszem i Inflantami, rozwija się wspomniane już na wstępie olbrzymie, zarówno na rozmiary terytorialne, jak na znaczenie dziejowe, epokowe dzieło unii z Litwą historyczną, krajem, który obszarem swym niewiele ustępuje Francji. Przedstawia się ono jako szereg coraz ściślejszych umów, zawieranymi miedzy oboma państwami w przeciągu lat dwustu, jest zatem wytworem niezwykle dojrzałej ewolucji. Wśród całego łańcucha ponawianych w obrębie tego czasu unii polsko – litewskich wybijają się trzy główne etapy. W roku 1386 zawarta została pierwsza, personalna unia Polski z Litwą przez powołanie na tron Polski wielkiego księcia Litwy, Jagiełły, i poślubienie przez niego królowej polskiej Jadwigi. W roku 1413 doszła do skutku unia w Horodle, w której oba narody poręczyły sobie trwałe porozumienie co do następstwa tronu, a szlachta litewska otrzymała zadatki swobód i praw politycznych, jakie już posiadała szlachta polska. W 156 lat po tym nowym zbliżeniu i zrównaniu, po utrzymaniu przez cały ten czas wspólnej dynastii, gdy wewnętrzne upodobnienia się ustroju i ducha obu państw dokonało się już w głównych zarysach, nastąpiła w roku 1569, na sejmie lubelskim, tym razem realna unia Polski z Litwą, która niewzruszona miała przetrwać, dopóki przemoc z zewnątrz nie obaliła świetnej budowli, wzniesionej rozumem naszych praojców.
Oba państwa posiadały odtąd wspólnego monarchę, który był w jednaj osobie królem Polski i w. Ks. Litewskim, oraz wspólny sejm, który zbierał się na przemian w Warszawie i Grodnie, a przewodniczył mu również na zmianę marszałek Korony lub Litwin. Wspólnie występowały zjednoczone kraje na zewnątrz jako jedna Rzeczpospolita, wspólnych miały sprzymierzeńców i wrogów, wspólnie zawierały traktaty i prowadziły wojny. Poza tym pozostawały odrębne dziedziny życia i odrębne instytucja dla każdej połowy. Sejm walny, złożony z senatorów i posłów polskich i litewskich, uchwalał ustawy bądź dla całej Rzeczypospolitej, bądź specjalnie osobno dla Korony i dla Litwy. Zatrzymały oba państwa własną administrację centralną, oddzielne skarby, osobne wojsko, odrębne sądownictwo aż do trybunału ostatniej instancji. (W sądach litewskich, zorganizowanych według polskiego wzoru, obowiązywał miejscowy kodeks praw tzw.„Statut Litewski”). Władza kanclerzy, podskarbich, marszałków i hetmanów koronnych wraz z cała im podwładna hierarchią nie sięgała na Litwę i odwrotnie. Obustronna ta autonomia szła tak daleko, że piastować urzędy mogła na Litwie tylko osiadła szlachta litewska, w Koronie tylko koronna. (Oto przykładjak zasady tej strzeżono. W roku 1597zdarzyło się, że biskupem krakowskim mianowany został Litwin, Jerzy Radziwiłł, na odwrót zaś biskupstwo wileńskie miał objąć Polak. Wynikła o to zasadnicza sprawa. Zarówno Litwini, jak i Polacy uznali zgodnie, że precedens taki jest niedopuszczalny i rzecz zakończyła się w ten sposób, że desygnowany do Wilna Polak wcale nie objął urzędu.). W praktyce nie odznaczała się tak owa dwoistość państwa tak silnie, skoro ustrój prawny, administracyjny, skarbowy i wojskowy był tu i tam zupełnie zgodny, skoro zwłaszcza osią, około której obracało się życie publiczne, był jeden sejm walny, nie tylko spełniający funkcje ustawodawcze, ale i kierujący całą polityką. Nie mniej Litwa posiadała w stosunku do Polski, aż do epoki rozbiorów, niczym nie zachwiane stanowisko państwa współrzędnego i odrębnego, jakkolwiek mieszkańcy obu krajów – mowa ty oczywiście o warstwach wyposażonych w prawa polityczne – dzięki swobodom, które ich łączyły, czuli się przede wszystkim obywatelami wspólnej Rzeczypospolitej.
Lecz oprócz autonomii terytorialnej zna Polska jeszcze autonomie obcoplemiennych grupo nie zajmujących nigdzie zwartego obszaru. Ormianie mieszkający w południowych miastach Rzeczypospolitej, posiadali własne sądownictwo i odrębny „statut ormiański”, zatwierdzony przez polskie władze i normujący wewnętrzne stosunki prawne tego handlowego ludu. Żydzi
mieli przez długie wieki w Polsce zupełnie samodzielną organizacj ę swego wewnętrznego życia, wyposażona nawet w organy centralne. Dwa razy w roku zbierały się „generalne sejmy żydowskie” (Congressus generalis judaicus – od 1582 do 1764), osobno w koronie i osobno na Litwie, które składały się z przedstawicieli gmin wyznaniowych i jako najwyższa instancja załatwiały różne sprawy objęte żydowską autonomią. Sejmom tym przyznane było prawo rozdziału według własnego uznania podatków, które Rzeczypospolita nakładała ryczałtowo na ludność żydowską. Posiadali wreszcie Żydzi własne sądownictwo. Żyd oskarżał Żyda tylko przed sądem żydowskim. Dopiero gdy Żyda oskarżał chrześcijanin, lub odwrotnie, sprawa przechodziła pod sąd królewskiego wojewody, ale i tu zasiadał ławnik żydowski, którego współudział był konieczny dla prawomocności wyroku. O rozległej autonomii Żydów w Polsce odzywają się dziś z zachwytem pisarze narodowo – żydowscy. „Jeżeli gdziekolwiek – mówi dr M. Rosenfeld (“Polen und Juden” Berlin 1917)-dążymy do autonomii narodowej, to jako ideał przyświeca nam to, cośmy posiadali już w Polsce. Pragniemy powrotu do dawnych tradycji, chcemy starego samorządu jaki kiedyś w Polsce kwitnął. (Nie tylko jednak prawo było tak szczodre dla Żydów. Wparze z tym szła wysoka kultura humanitarna społeczeństwa. Historyk żydowski dr Mojżesz Schorr stwierdza w stosunku tego społeczeństwa do ludności staro- zakonnej „ czysto ludzki moment poszanowania godności człowieczej Żydów w odróżnieniu, od wszystkich innych krajów”, który między innymi wyraził się w tym, że znany na Zachodzie jaskrawy symbol pogardy dla Żydów, tzw „żółta łata ” (w ciągu dwóch stuleci 1370 – 1538 w prawodawstwie polskim spotykamy tylko cztery razy, a potem już nie spotykamy wcale, był „ w praktyce w ogóle całkowicie nieznany” (Schorr
– „Rechtstellung und innere Verfassung der Juden in Polen. ” Berlin 1917)
Obok odrębności ustrojowych posiadała różno- lita ludność Rzeczypospolitej aż do końca jej bytu całkowitą swobodę j ęzyka. Ze strony żywiołu polskiego, niezawodnie górującego kulturą nad olbrzymią większością narodów i plemion, które wchodziły w skład wspólnego związku państwowego, nie było pod względem językowym żadnego zgoła ucisku. Nikogo Polska nie „wynaradawiała”. Nie mniej wyższe warstwy niepolskie w Rzeczpospolitej, przede wszystkim litewskie i ruskie, przyjęły z czasem całkowicie język polski za swój, nie tracąc przy tym poczucia odrębności narodowo- terytorialnej, co w pewnych swoistych formach przejawiało się nawet u takich ludzi jak Kościuszko. Pomimo, że współczesne pojęcie „wynaradawniania” było na ogół obcym tamtej epoce, musimy sprawie tej poświęcić więcej uwagi z dwóch przyczyn. Po pierwsze dlatego, aby wywlec na światło faktów historycznych oszczerczy fałsz pewnych, mianowicie rosyjskich i niemieckich pisarzy, jakoby dawna Polska „uciskała narodowo” złączone z sobą ludy. Po wtóre, ponieważ nie brak jednak przykładów, ze nawet za czasów istnienia Rzeczypospolitej zdarzały się kraje, w których przedwcześnie dojrzała myśl celowej i siła przeprowadzonej unifikacji językowej: wystarczy przytoczyć, że np. w Prusiech już w połowie XVIII wieku w brutalny sposób germanizowano Polaków śląskich, między innymi rafinowanym, choć zresztą krótkotrwałym ukazem Fryderyka II, zabraniającym dawania ślubów parom, które nie wykażą się dostateczną znajomością języka niemieckiego. (Buzek: „Historia polityki rządu pruskiego wobec Polaków”). Ze strony oszczerców obcych wysuwa się głównie zarzut, że Polska „wynarodowiła” wyższe warstwy na Litwie i Rusi litewskiej. Wystarczyłoby zapewnie powołać się na fakt, że Litwa stanowiła w stosunku do Korony państwo odrębne z własnym, jak to widzieliśmy, rządem, administracją, sądownictwem i armią, aby wykazać całą niedorzeczność przypuszczenia, iżby Polacy mogli narzucać jej swój język. Ale nie poprzestańmy na tym, walnym dowodzie i sięgnijmy głębiej.
Nie mogło być mowy o wynarodowieniu wyższych warstw litewskich, gdyż one w chwili pierwszej osobistej unii z końcem XIV wieku od dawna były językowo wynarodowione, uległszy wpływowi bardziej podówczas wyrobionej białoruszczyzny. Język ten był urzędowym na Litwie, w nim zredagowany był sądowy Statut Litewski. Językiem białoruskim, w chwili zetknięcia się z Polską, posługiwali się bojarzy i panowie litewscy w sprawach nie tylko państwowych, lecz i rodzinnych. Tym j ęzy- kiem biegle sam władał i porozumiewał się z
Polakami Jagiełło. Już Kromer pisał: „Odkąd jęła Litwa po rusku mówić litewski język nie był użyteczny”. Zauważono słusznie („Polska i Litwa dawniej i dziś”), że wobec tego mogłaby być mowa o „ucisku ruskim” co zresztą byłoby także nonsensem, ponieważ nie Ruś panowała nad Litwą, ale Litwa nad Rusią. Taki stan rzeczy zastali Polacy w epoce unii. Zmienić w nim prawnie nic nie mogli i nie zmienili, gdyż władza ich nie sięgała poza Koronę ani wtedy, ani później. Życie dopiero sprowadziło zmiany. Zbiałoruszczona niegdyś dobrowolnie szlachta litewska poczęła z czasem, również dobrowolnie, ulegać wpływom polszczyzny – j ęzyk białoruski począł ustępować w użyciu potocznym przed wykształceńszym językiem polskim. Po- lonizacja, która była procesem działającym wolno przez parę pokoleń, zatoczyła kręgi wśród wyższych warstw społecznych całej już teraz Litwy jagiellońskiej. Stopniowo, nieznacznie, bez żadnego nacisku szlachta zarówno rdzennie litewska, jak białoruska ( a równolegle z tym w Koronie i ruska) poczęła mówić i myśleć po polsku. Do jakiego stopnia nie było w tej matamorfozie językowej najmniejszej presji ze strony Polaków, świadczy fakt, że już po dokonanym procesie owej polonizacji język białoruski pozostał i nadal na Litwie językiem urzędowym, językiem kancelarii Wielkiego Księstwa Litewskiego i siłą rozpędu wciąż jeszcze obowiązywał w aktach urzędowych. Już w wieku XVII coraz częściej, a po tem stale powtarzało się przez długi czas jedyne w swoim rodzaju curiosum, że szlachta litewsko-ruska podawała do sądów akta pisane po polsku, a sądy, stosując się do przepisów niezmienionego jeszcze prawa, opatrywały je wciąż formułkami ruskimi. Tym sposobem przetrwała białorusz- czyzna szlachecka na Litwie, o całe niemal stulecie, swą likwidacje w życiu. Oto – ucisk!?
Czy mogła być w takich warunkach mowa o jakimkolwiek „tępieniu” przez Polaków j ęzyka litewskiego? Już fakt, że sama szlachta litewska go porzuciła, uchyla potrzebę odpowiedzi. Polacy odnosili się do tego języka ludu z tym samym poszanowaniem odrębności, jaki na tylu innych spotykaliśmy polach. Wyna- radawnianie nie było po prostu kunsztem polskim. Jako ilustracje do stosunku ukształconego o tyle wyżej żywiołu polskiego do pogardzanej naówczas mowy litewskiej warto przytoczyć, że zanim ustalono prawnie zasadę, iż Polak nie może piastować urzędu na Litwie i odwrotnie, gdy duchowieństwo szło z Korony na Litwę dla ugruntowania wiary chrześcijańskiej i gdy Kazimierz Jagiellończyk pragnął wysłać na biskupstwo wileńskie Sędziwoja z Czechła otrzymał od tego Małopolanina znamienna odpowiedź: „Miłościwy królu, nie umiem po litewsku i już jestem za stary abym się tego języka mógł łatwo nauczyć”. Historyk uchrześcija- nienia Litwy ks. dr Jan Fijałek („Polska i Litwa w dziejowym stosunku”) na podstawie żmudnych badań stwierdza, że lud litewski przez cały czas trwania Rzeczypospolitej tj. i wtedy gdy polszczyzna była tam językiem całkowicie panującym w warstwach wyższych znajdował pewną opiekę dla swej mowy ze strony spolonizowanej już szlachty i Kościoła. Przytoczywszy długi szereg faktów i dokumentów z dziedziny wyznaniowej autor wspomniany pyta: „Gdzie są tego rodzaju pomniki u innych w Europie narodów, które by uwzględniały tak jak w Kościele polskim wszystkie języki miejscowej ludności?”. Nie znajdziemy ich w każdym razie u niemieckich rycerzy krzyżowych, którzy jednocześnie ogniem i mieczem usiłowali „nawracać” plemiona letońskie.
Nieliczni tylko z wykształconych Litwinów kultywowali język litewski. Do takich należał kanonik Mikołaj Dauksza, który z końcem
XVI wieku po litewsku pisał i drukował. Otóż wymowny i charakterystyczny był stosunek tego pisarza litewskiego do polszczyzny. Możemy o tym przekonać się ze wstępu jego do litewskiego przekładu postylli Wujka. We wstępie tym Dauksza mówi: „ Z przyrodzenia każdy, jako do swej nacji i krwi, tak do swego języka chęć ma większą i mocno się do niego przywiązuje. Lecz to nie tym umysłem mówię, abym miał ganić umiejętność postronnych języków, zwłaszcza polskiego, który nam przez owo miłe zjednoczenie Wielkiego Księstwa ze sławną Koroną Polską niemal rodzonym j est, ale tylko ganię zbrzydzenie i niemal odrzucenie języka naszego, właśnie litewskiego” itd.. Więc nawet i ten miłuj ący swą stara mowę plemienną klasyczny świadek nie mógł oskarżać i nie oskarżał Polaków o wynaradawianie.
Polonizacja była dobrowolną. Źródło jej nie stanowiła sama siła przyciągania kultury naszej w utartym i wąskim tego słowa znaczeniu, a więc kultury umysłowej, która tak wysoko stanęła już za Zygmuntów, ale przede wszystkim siłą przyciągającą polskiej kultury politycznej. Że wpływ stanowczy odgrywały tu czynniki ideowe, że była to najgłębsza i najszlachetniejsza asymilacja, przez WOLNOŚĆ, o tym świadczy fakt, że spolszczyły się nie tylko językowo zwierzchnie warstwy rusko – litewskie, które kulturalnie stały niżej od nas, lecz także – na kresach zachodnich i północnych – szlachta niemiecka, która pod względem rodzimej kultury intelektualnej nie stępowała bynajmniej Polakom. Jeżeli spolszczeniu językowemu uległy zachodnio-pruskie rody Kalksteinów, Den- hoffów, Szlichtyngów, Weycherów, Wolszle- gierów, oraz dziesiątki innych, o miedzę tylko od macierzystych dla siebie terenów niemieckich, z których dorobku kulturalnego my sami czerpaliśmy niejednokrotnie, to działał tu jedynie urok atrakcyjny tych wolności i swobód, w które tak bogata była Rzeczpospolita, a których nie było po tamtej stronie zachodniej granicy. Na tej samej zasadzie opierała się polonizacja szlachty bałtyckiej, owych Platerów, Borchów, Weyssenhoffów, Tyzenhausów, Manteufflów, Romerów, Mohlów, którzy tylu znakomitych, oddanych i wiernych synów dostarczyli polskiej ojczyźnie, rodów tak daleko od ognisk umysłowej kultury polskiej oddalonych, jak daleko było z Inflant do Warszawy i Krakowa. (Analogie do asymilacyjnej siły polskich ideałów wolnościowych stanowi stosunek Francji do niemieckiej Alzacji, która przeżyła wraz z nią okres Wielkiej Rewolucji. W czasie wojen republiki i wojen napoleońskich niemniej jak 62 generałów francuskich pochodziło z tej kraju, a nazwiska 28 wyryto na Łuku Triumfalnym w Paryżu. Pomnik francuskiego patrioty gen. Kle- bera (1753-1800) zdobi do dziś Strasburg.) Zasadnicza cecha państwowości naszej była wolność i tolerancja ustrojowa dla wszystkich przejawów odrębności historycznej, czy cywilizacyjnej lub nawet plemiennej czy językowej. Każda skrystalizowana indywidualność zbiorowa korzystała w granicach Rzeczypospolitej z pełnych praw do życia i mogła swobodnie się rozwijać.
Na gruncie tak rozwiniętego ustroju wytworzył się w Polsce patriotyzm państwowy, niepodobny zgoła do tego, co współcześnie widzimy gdzie indziej, patriotyzm niemal nowoczesnego typu. Swobody polityczne, szerokie i bujne, wiązały każdego obywatela mocno z państwem, kazały mu cenić „Najjaśniejszą Rzeczpospolitą”, jako gwarantkę rozlicznych wolności. „Ojczyzna wasza – mógł słusznie mówić z początkiem XVII w. Skarga – matką wam jest, a nie macochą, na ręku was swoim nosi, a krzywdy żadnej cierpieć nie dopuści”, gdy poddani innych państw „uciśnienie i tyranie cierpią”. Szlachcic polski, współrządca swego kraju, dumny swym prawnie zabezpieczonym stanowiskiem człowieka prawdziwie wolnego, patrzał z politowaniem na rządzonych autokratycznie sąsiadów z zachodu, a z pogarda na niewolniczo podległe ludy najbliższego wschodu i tym wyżej musiał szanować organizm polityczny własnego państwa. („ Nigdy Polacy – pisał Kościuszko w r. 1814 do historyka angielskiego Jamesa Mackintosha – nie poddadzą się z własnej woli jarzmu cudzoziemców, albowiem ich charakter zbyt się różni od charakteru ich sąsiadów”. Ten „różny charakter ” był w znacznej mierze wytworem wielowiekowej odrębnej kultury politycznej i on to przede wszystkim udaremnił próby zjednoczenia rozdartych części Polski z państwami rozbiorowymi, które wyrosły na ideologii wprost przeciwnej). Świadomość ostrej odrębności w stosunku do sąsiednich narodów wytwarzała na wewnątrz poczucie wspólnoty bez względu na plemienne, językowe i wyznaniowe różnice jakie dzieliły mieszkańców rozległej Rzeczypospolitej. Na ogromnych obszarach od morza Bałtyckiego do morza Czarnego wśród odmiennych żywiołów etnicznych i kulturalnych, nachylających się bądź ku łacińskiej, bądź ku bizantyjskiej cywilizacji, istniał jeden mocno zarysowany patriotyzm państwowy – polski, czerpiący siłę swa w fakcie, iż cała ta różnolita masa politycznie czynnej masy ludności oddychała pełnią swobód obywatelskich.
W długim, szeregu pokoleń nie wykazuje historia ani jednej próby zerwania tego świetnego związku państw i narodów, jaki wytworzył geniusz dziejowy polski. Związek Polski i Litwy, ze względu na odmienność pierwiastków politycznych, które go utworzyły, oraz nie niespożytą swa trwałość stoi jako zjawisko odosobnione w dziejach. Unia kalmarska trzech państw skandynawskich (1397) przetrwała zaledwie jeden wiek, a u[padła, jako mówi historyk Danii, Dahlman dlatego, gdyż opierała się głównie na sile materialnej i była sprawą panujących, nie sprawą ludów. Unia polska okazała się wewnętrznie niezniszczalną.
Jedyny wybitny dysonans w dziedzinie współżycia ludów zamieszkujących Rzeczpospolitą tworzy powstanie kozaczyzny w połowie XVII w.
Powstanie to, które zwichrzyło kraj i podcięło jego siłę państwową, było atoli ruchem głównie socjalnym, przynajmniej w pierwszej fazie swego rozwoju. Jaka role w nim grał czynnik narodowo- polityczny, oświetla między innymi fakt, że przedstawicielem Rzeczypospolitej, wysłanym do pertraktowania z Kozaczyzna, był wojewoda Adam Kisiel, Rusin i schizmatyk. W roku 1658 przyszło między Polską i Ukrainą do ugody w Hadziaczu. Rozszerzyła ona Unię Lubelską i przekształciła jagiellońska Rzeczpospolitą w związek federacyjny polsko-litewsko- ukraiński, w którym Ukrainie przypadł podobny stosunek do Korony, a jakim do niej pozostawała Litwa. Lecz akt ten przyszedł niestety za późno. Zniweczyła go Moskwa ku szkodzie zarówno Polski jak Ukrainy. Polityka wobec Kozaczyzny, i w ogóle schizmatyckiej Rusi, przypadaj ąca na czasy upadku naszej myśli politycznej, upadku tolerancji i zdolności łączenia żywiołów różnorodnych, była jednym z najcięższych błędów i jedną, z najcięższych win, jakie obarczyły nasza przeszłość. Polska odstąpiła tu od zasad którym zawdzięczała pomyślność wewnętrzną i siłę na zewnątrz i odstępstwo to zemściło się na niej.
Jak silną spójnię potrafiła Polska wytworzyć poza tym między ludami przez siebie sfedero- wanymi, jaka trwałość wykazały unie polskie, świadczy fakt, że nawet gdy Rzeczpospolita ostatecznie przestała istnieć i znikł węzeł państwowy, łączący jej różnorodne części, to długo jeszcze, niejednokrotnie aż dotąd, trwa ciążenie ku Polsce krajów, które niegdyś stanowiły z nią jeden organizm państwowy. Największy z nich, Litwa, wchodzi w skład imperium rosyjskiego od lat 120 z górą, niemniej w warstwach, które były historycznie czynne uznaje się i po rozbiorach w dalszym ciągu za przynależną do Polski. Żadne wysiłki, których wszechpotężna Rosja nie szczędziła, nie były w stanie wytępić tego poczucia przynależności, żaden nacisk nie mógł stłumić w historycznej warstwie litewskiej pamięci, że żyła kiedyś w wolnym i szczęśliwym związku Rzeczypospolitej Polskiej. Od lat trwa Litwa wiernie u boku Polski podczas wszystkich jej walk o odzyskanie wolności. Nie tylko w epoce rozbiorów, gdy w Warszawie wybucha powstanie Kościuszki, porywa za broń także Wilno: to samo bowiem dzieje się przez cały wiek XIX. W walce z Rosja w roku 1831 leje się pod wspólny sztandarem krew zarówno w Polsce, jak na Litwie. W latach 1836 – 1838, gdy w wyczerpanej Warszawie zaległo głuche odrętwienie, Litwa porywa się sama do nowych spisków, których przywódcy litewscy Konarski, Zawisza, Wołłowicz, wraz z tysiącami uczestników ponoszą męczeńską śmierć za próbę odbudowania Rzeczypospolitej. W roku 1863 powstanie ogarnia znowu obydwa kraje, a rok przed tym niebywała procesja dwu narodów spotyka się w Horodle, aby na tym historycznym miejscu odnowić uroczyście przedwieczne śluby unii.
Pierwiastków odmiennych, stopionych niegdyś dobrowolnie w jedną polityczną całość niepodobna oddzielić od siebie ani w rzeczach, ani w ludziach. Tragiczny Reytan, który na sejmie warszawskim z rozpacza protestował przeciwko rozbiorowi Polski, to syn Litwy. Człowiek, którego imię stało się synonimem najwyższych polskich ideałów, który na krakowskim rynku przysięgał wypędzić z Polski najeźdźców, Tadeusz Kościuszko, to również Litwin. Mocarz polskiego ducha, genialny wyraziciel jego tęsknot i wzlotów, Adam Mickiewicz, którego szczątki pochowała Polska w królewskich swych grobach na Wawelu, to także Litwin. Potomkowie tych, co imieniem Litwy zaprzysię- gali niegdyś wieczna wiarę wspólnej Rzeczpospolitej, historyczne rody Radziwiłłów, Sapiehów, Czartoryskich, Czetwertyńskich, Sanguszków i dziesiątki, setki i tysiące innych, dochowali tej wiary do dziś, niezłomni w swym poczuciu i jedności z Polską.
Mamy tu przed sobą dziwne zjawisko dziejowe: unia polsko-litewska przeżyła istnienie państw, które ja zawierały. Treść aktów politycznych spisanych w r. 1413 i 1569, po upływie wielu stuleci żyje w duszach ludzkich, choć akty z państwowych kancelarii przeszły dawno do szaf muzealnych, a postanowieniom ich zabrakło siły wykonawczej. Taka spiżową trwałość wykazało dzieło polskiej mądrości stanu, które łączyło wolnych z wolnymi i równych z równymi.






