Antoni Chołoniecki: Duch dziejów Polski

Article Index

Szukanie przyczyn upadku. Bez-rząd i bez­prawie. „Niezdolność do życia. ” tworząca wzór praworządnego państwa. Dla kogo anarchia polska była niebezpieczna?Nieupodobnienie się do niżej stojącego środowiska. Polska ule­gła przewadze fizycznej.

Państwo polskie upadło!

Dla ludzi, co wartość zasad i czynów mierzą doraźnym powodzeniem, wystarcza to by potępić linię rozwoju Polski. Lecz „zegar dziejów nie według ludzkiej nastawiony mia­ry”, a ustrój polityczny, który przez wieki da­wał szczęście i wysoki poziom kulturalny wiel­kiemu narodowi – idea wolności i godności ludzkiej, która pokolenia całe wśród bezprzy­kładnych cierpień i prześladowań zagrzewała ogromem patriotyzmu i która dotychczas przy­świeca dążeniom narodów, – nie mogłyby być potępione nawet wówczas, gdy istotnie spro­wadziły na przeciąg stu lat niedolę i cierpienie.

Zniszczenie naszej tysiącletniej egzy­stencji państwowej było dziełem przewagi fi­zycznej, aktem gwałtu. Tak odbijało się niegdyś to katastrofalne zjawisko we wszystkich umy­słach moralnie nie zdeprawowanych nie tylko u nas i nie tylko w krajach nam przyjaznych. Wielki i zarazem wyjątkowy pruski mąż stanu z epoki napoleońskiej, Stein, wtedy, gdy w Niemczech rzeczy nazywano po imieniu, rzekł: „Podział Polski jest polityczną zbrodnią. Sta­nowi on smutny obraz ujarzmionego przez przemoc narodu, któremu zburzono możność samodzielnego rozwoju swej indywidualności, któremu wydarto dobrodziejstwo swej własnej wolnej konstytucji”. Czynniki, które spowodo­wały nasz upadek, ujmowano jasno o prosto. Sprowadzały się one do wspólnego mianownika

–     przemocy. Dopiero z czasem, pod wpływem triumfującej reakcji, rozpoczęły się poszukiwa­nia za innymi ’’przyczynami”. Przede wszyst­kim skrzętnie zajęli się tym sami sprawcy roz­biorów. W ich to urzędowej historiografii po­jawiła się najpierw chytra teza kolportowana

potem długo i gorliwie, że Polska uległa „we­wnętrznemu rozkładowi”, że zgubiła j ą „anar­chia”, że jej zasady polityczne i urządzenia państwowe cierpiały na „niezdolność do życia”, teza, która jak podrobiony pieniądz poczęła krążyć po świecie. Ustalanie nowych „przy­czyn” przybrało wreszcie charakter potępienia, miotanego jak gdyby z wyżyn jakiegoś sądu dziejowego. Nie tylko usprawiedliwiono siebie, ale na dodatek pociągnięto nas przed kratki. Komedia ta, którą ze szczególną precyzj ą umie­li reżyserować pisarze moskiewscy, ma wciąż jeszcze aktorów, chór i wdzięcznych słuchaczy. Rozgrywa się ona w „nauce”, w prasie, w pu­blicystyce, w parlamentach. Mówią nam suro­wo: Upadliście, bo nie umieliście u siebie rzą­dzić.

Widowisko godne bogów. Któż to bo­wiem wlecze przeszłość polską przed swój sprawiedliwy trybunał i ciska jej w twarz zarzu­tem bez-rządu? Oto potomkowie przydrożnych rycerzy-rozbójników lub rabów, całujących po­kornie knut, ci, których dzieje przez setki lat pławiły się w bezprawiu, w czymś kwalifikują­cym się przed pręgierz stokroć bardziej od wy­naturzeń polskiej „złotej wolności”. Najsmut­niejszy rozdział naszej historii, pod królami z dynastii saskiej, to okres braku silnej egzeku­tywy, strzegącej ścisłego wykonywania praw, które jednak istniały i obowiązywały. W tym samym czasie Rosja – i nie tylko ona – nie znała w ogóle żadnych istotnych pojęć o prawie, gdyż prawem był dla niej każdy gest cara, każde krwawe zachcenie psychopatów na tronie w ro­dzaju Iwana Groźnego i koronowanych ladacz­nic w rodzaju Katarzyny Anhalt-Zerbst. Kto częstuje nas kazaniami o niezdolności do życia? Ci, co objawili ja głównie zbójeckim łupie- stwem cudzego dobra i psią uległością wobec bata. Bezwstydnym fałszem jest, jakoby zdol­ność do życia była jednoznaczna z popędem do grabieży i niewolniczą tresurą.

Wyprowadzenie upadku Polski z jej wewnętrz­nego „rozkładu” przeczy wszystko. Po pierw­sze: nad przewodnimi ideami naszych dziejów historia wcale nie przeszła do porządku, prze­ciwnie, coraz bardziej podkreśla ich aktualność. Po wtóre: ustrój Rzeczypospolitej od ostatecz­nego swego skrystalizowania się istniał z górą trzy stulecia, więc musiał posiadać dostateczną siłę żywotną i to tym większą, że w nieznacznej

tylko mierze opierał się na przymusie pań­stwowym. Po trzecie: dwa ostatnie rozbiory na­stąpiły wtedy, gdy Polska przez przystosowanie się do nowych pojęć i potrzeb stworzyła była na owe czasy wzór praworządnego państwa w ustawie 3 maja 1791 roku, gdy przeprowadziła nie tylko znakomite reformy polityczne, spo­łeczne i administracyjne, ale zajaśniała rządno- ścią gospodarczą, odrodzeniem przemysłu i handlu, więc złożyła na nawo niezbity dowód wszechstronnych zdolności do dalszego życia. Wobec tych faktów uzasadnianie rozbiorów na­sza „anarchią” i naszym rzekomym „rozkła­dem”, nie przestaje być nikczemnym, staje się śmiesznym.

Anarchia” polska była, zaiste, jedną z przyczyn naszego upadku, ale w sensie zgoła innym, niż ten, jaki jej podsuwa bezmyślnie powtarzany komunał. W łupinie wynaturzonych z biegiem czasu i spaczonych form ustroju pol­skiego tkwiło nawet w okresie jej najjaskraw­szych zboczeń zdrowe ziarno wielkich i płod­nych idei. Naród nasz zawsze świadomie prze­ciwstawiał się tyranii, gdziekolwiek ona była. Stara konfederacka pieśń z roku 1768 (cztery lata przed pierwszym rozbiorem), pieśń z cza­sów najwyższego „rozkładu”, głosiła: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach, nigdy przed jarzmem nie ugniemy szyi” – z królami. to zna­czyło z autokracj ą, z „absolutum dominium”. „Dawna Polska – stwierdza znakomity współ­czesny pisarz rosyjski Konstanty Balmont („Utro Rossii 1917) – była krajem wolności po­śród państw despotycznych. W dniach swojej zguby posiadała ona taką sumę swobód, jakiej nie znało wtedy żadne państwo europejskie”. Zarażającego wpływu tych idei bał się absolu­tyzm XVIII w, okrążający dokoła naszą ojczy­znę. „Poglądy Polaków – pisał kanclerz rosyjski Biezborodko w roku 1794 – są tego rodzaju, że zaraza dalej rozej ść się może”.

„Trzeba innych powodów szukać dla zrozumienia planu rozebrania Polski? – pyta słusznie Buszczyński. -To jedyne wielkie mocarstwo narodowe wśród państw dynastycz­nych było wówczas anomalią. Polska, pomimo osłabienia, pomimo pozorów konania, nie rów­nie więcej miała żywotności, niż wszystkie eu­ropejskie państwa wśród wrzawy wojennej i dworskiego przepychu. W całej Europie narody

i        kraje były własnością panujących, były rze­czą, bezmyślnym narzędziem woli silniejszego lub zręczniejszego, gdy naród polski nigdy nie był niewolnikiem swych królów”. W ustroju i duchu Rzeczypospolitej, w świeżo zwłaszcza uchwalonej konstytucji 3 maja, która zrefor­mowała i wzmocniła rząd, wprowadziła monar­chię dziedziczną, ale zatrzymała w całej pełni władztwo narodu, widziały mocarstwa ościenne niebezpieczną pokusę dla swych „poddanych”, trzymanych w ryzach ślepego posłuszeństwa. Odrodzenie się przez reformy majowe i wzmo­żenie się na siłach takiego państwa, jak Polska, mogło było zagrozić dalszemu trwaniu autokra- tyzmu, zniszczonego już częściowo na Zacho­dzie, przez Francję, i trzeba było tę groźbę usu­nąć. Uczyniono to – przez rozbiory. („Królowie ztrwozyli się w sercach swych i rzekli: Wypędzi­liśmy z ziemi Wolność, a oto powraca w osobie narodu sprawiedliwego, który nie kłania się bałwanom naszym. Pójdźmy, zabijmy naród ten ” (Mickiewicz: „Księgi Narodu polskiego ”).

Polska upadła dlatego, że nie upodobniła się do sąsiednich despotii, że jedyna na kontynencie wzdragała się długo przed wytworzeniem wiel­kiej stałej armii, tj. tego, co dziś narody przodu­jące ludzkości chcą zetrzeć ostatecznie z obli­cza ziemi. Zginęła, gdyż przy całym chwilo­wym załamaniu się swej siły duchowej była tworem politycznym doskonalszym i niewspół- cześnie wysoko rozwiniętym w zestawieniu z tym, co j ą otaczało.

To była „causa prima” zniknięcia gwałtownego Polski z kart świata. Pozostaje jeszcze obszerne pole do uwag nad upadkiem charakterów w okresie przed Wielkim Sejmem, nad rozpręże­niem się przedstawicielstwa narodowego, nad zanikiem władzy państwowej. Aczkolwiek okresy takich lub podobnych wewnętrznych niedomagań znane są nie tylko w Polsce XVIII wieku, lecz u tylu innych narodów i w tylu in­nych epokach i chociaż tam z powodu tych lub innych szczęśliwych okoliczności przeszły bez sprowadzenia katastrofy na państwo, to jednak nikt nie przeczy, że u nas ułatwiły one zadanie wrogom zewnętrznym. Atoli w ostatniej przy­czynie runęła Polska z powodu faktu, który w nagiej i brutalnej swej istocie nazywa się gro­madną napaścią, przerastająca siły obronne jed­nostki napadniętej. Po raz pierwszy w dziejach państw chrześcijańskich zdarzyło się, że wielki naród o niespożytych zasługach dla cywilizacji, naród, który wobec nikogo nie żywił wrogich zamiarów, osaczono w środku Europy w zamia­rze zniszczenia go po prostu tak, jak się osacza zwierzynę w kniei. Przy rozważaniu tej niesły­chanej sytuacji dziejowej jest zapewnie dość miejsca dla krytyki polityki polskiej, która nie potrafiła wybrnąć ze strasznego położenia np. przez stworzenie korzystnych dla siebie ko­niunktur, aczkolwiek i to spostrzeżenie kry­tyczne musiałby znacznie osłabić fakt, iż so­jusz, jaki Rzeczpospolita zawarła z jednym z państw zachodnich w r. 1790 został przez rze­komego sprzymierzeńca w chwili próby zdep­tany z całym cynizmem.

Tak czy owak, stanęła Polska wobec gromadnego sprzysiężenia, wobec fizycznej przewagi trzech złączonych ze sobą wielkich mocarstw sąsied­nich. I tej fizycznej przewadze nie mogła nie uledz. Tak samo po Jenie musiały runąć nawet na wskroś militarne Prusy. Tak samo za na­szych czasów rządna i świetnie zorganizowana Belgia, której nikt nie mógł zarzucić „anarchii”, Belgia, która miała i tron dziedziczny i armię stałą i twierdze wzorowe i pełny skarb, podzie­liła w bardzo krótkim czasie los Polski.

Duch dziejów Polski na tle chwili dzisiejszej Następstwa rozbiorów Polski. Obalenie rów­nowagi. Wzmocnienie reakcji. Spopularyzo­wanie idei gwałtu. Rozwój militaryzmu. Wojna światowa. Ubezwładnieniejednostki. Polska historyczna i Europa współczesna. Spiralna linia postępy. Nasze zadania. Nasz spadek dziejowy.

Gwałtowne zniknięcie z mapy Europy wielkie­go i zdolnego do życia państwa, które było pierwszorzędnym czynnikiem równowagi mię­dzynarodowej nie mogło przejść bez pozosta­wienia głębokich po sobie śladów w ogólnym układzie stosunków. Zdławienie jego gorącej żądzy dalszego bytu wywołało szereg złowro­gich skutków, które intencją niezdeprawowanej duszy przewidziała cesarzowa Maria Teresa, pisząc na akcie podsuniętym przez dyploma­tów: „ Placet – skoro tyle i tak wybitnych oso­bistości tego pragnie, lecz długo po mojej śmierci mścić się będą następstwa podeptania

nogami tego, co poczytywano dotąd za spra­wiedliwe i święte”.

Już w roku 1814 Telleyrand w nocie do Metter- nicha dał wyraz przekonaniu, że rozbiór Polski był przyczyną następnych wstrząśnień w Euro­pie. Znakomity historyk niemiecki von Rotteck, którego po raz drugi tu zacytujemy, pisał przed laty dziewięćdziesięciu: „Upadek Polski oznajmił gromowym głosem cywilizowanemu światu całkowite obalenie równowagi, zwycię­stwo przemocy, ma następnie zanik zupełny publicznego prawa. I jeżeli, według ciężko wa­żących słów Jana Müllera, „Bóg chciał wów­czas obnażyć moralność wielkich, to przed my­ślicielem otwarła się wskutek tego ponura per­spektywa na nieskończoną pełnię cierpienia i na straszliwy szereg przewrotów, które stały się nieuniknione, aby w życiu publicznym przy­wrócić stan prawny. Niech Europa drży przed skutkami, jakimi całemu systemowi politycz­nemu cywilizowanego świata zagraża zniszcze­nie państwa, przedzielającego trzy wielkie mo­carstwa militarne”. (K. V. Rotteck _”Allgemeine Geschichte, Schlussbetrachtun- gen liber den Wiener Kongress”). Prorocze te słowa znalazły pełne grozy potwierdzenie. Dla głębiej patrzących umysłów staje się jasnym związek przyczynowy, jaki zachodzi między wielką zbrodnią międzynarodową z końca

XVIII    wieku a potworną katastrofą, którą świat przeżywa w chwili obecnej. W niedawno ogło­szonym dziele „The partition of Poland” stwierdza lord Eversley, że pośrednią i daleką ale istotną przyczyną dzisiejszej wojny świato­wej jest rozbiór Polski.

Zbrodnia, dokonana na Polsce i kontynuowana systematycznie z całą świadomoscią popełnia­nego zła, odbiła się złowrogo na dziejach XIX wieku. Rozbiór Rzeczypospolitej stał się wę­złem spajającym interesy mocarstw najbardziej wrogich zasadom wolności i wzmógł potężnie ich siłę materialną, wzmocniona zaś tym sposo­bem reakcja stała się klęską dla ludów, których usamowolnienie wstrzymała na lata. Gdy Kola- licja państw autokratycznych powstała przeciw Wielkiej Rewolucji francuskiej, nie mogła tej koalicji przeciwstawić się Polska, której dawne tradycje wolnościowe, ustrój republikański i demokratyczny, oraz uznanie praw jednostki i władztwa narodu odpowiadały ideom, głoszo­nym przez rewolucj ę francuska. Napoleon, któ­ry ideały rewolucji wypaczył, ale najważniejsze jej zasady przyjął i torował im drogę przyznał w swoich pamiętnikach, że popełnił kardynalny błąd, nie wskrzeszając Polski. Po upadku Napo­leona tworzy się na Kongresie Wiedeńskim między wspólnikami rozbiorów Polski sprzy- siężenie, zwane „Świętym Przymierzem”, do którego przystąpiła następnie większość wład­ców Europy, a które wyniósłszy do znaczenia najważniejszego organu instytucję tajnej policji, przez całe dziesięciolecia tłumi solidarnie dra­końskimi środkami wszelki ruch wolnościowy, gdziekolwiek się przejawił. Usprawiedliwienie i sankcjonowanie zbrodni dokonanej na Polsce znieprawiły ponadto lub znieczuliły myśli i su­mienia społeczne. Gdy „najbardziej ludzki na­ród”, według słów Micheleta, został, „wyrzu­cony z ludzkości”, mogła być postawiona jaw­nie i z całym cynizmem zasada, że w życiu międzynarodowym głos ma nie prawo moralne, lecz „prawo mocniejszego”, nie kodeks etyczny lecz pięść. Niewolnictwo i tyrania, narzucone tak wielkiemu narodowi, spopularyzowały idee gwałtu, co ułatwiło rządom despotycznym sto­sowanie tych samych metod wobec własnych społeczeństw. Równolegle z tym jedne państwa

i   narody, obawiając się dla siebie losu Polski, zaczęły myśleć o wzmocnieniu swej sił zbroj­nej, inne chciał ją jak najbardziej rozwinąć, aby móc również przy sprzyjających okoliczno­ściach wyzyskać czyjąś słabość i rzucić się w wir polityki zaborczej, która tyle doraźnych ko­rzyści przyniosła mocarstwom rozbiorowym.

To wszystko, nie mniej jak zarzewia antagoni­zmów, wywołanych podziałem polskiego łupu oraz nadmierny wzrost potęg, które dopiero na gruzach Polski – jak Rosja – doszły do później­szego znaczenia, stały się pobudka do typo­wych w XIXC wieku powszechnych zbrojeń. „Rosja, rozporządzająca milionami niewolnego ludu – stwierdza prof. Wacław Sobieski – wła­śnie przez rozbiór Polski przysunęła swą grani­cę w samą głąb Europy i przysuwała się coraz bardziej w sam jej środek, bo jeszcze bliżej w roku 1815, i jeszcze bliżej po rozbiciu polskiej armii w roku 1831. W miejsce dawniej Rzeczy­pospolitej, która nie lubiła utrzymywać znacz­nych armii, występowała Rosja przerażająca wszystkich masami wojsk i przez to pobudzają­ca sąsiadów do baczności, do zbrojeń, do utrzymywania stałych armii. Rozbiór Polski był

przyczyną tych zbrojeń i z innego jeszcze względu: wszak wszelki zabór wymaga pilno­wania zajętych obszarów i okiełznania burzącej się ludności podbitej, a cóż dopiero tak zawsze za wolnością tęskniącej, jak polska”. Jakoż niemiecki pisarz wojskowy Maks Jahns („He- eresverfassungen und Volkerleben”) podaje, że zajęcie zachodnich obszarów Rzeczypospolitej wymagało powiększenia pruskich sił zbrojnych,

i   że tego powodu Fryderyk Wilhelm II utworzył w roku 1795 „eine Immediat-Millitar- Organisations-Kommissions”. Po ogólnym znużeniu wojnami napoleońskimi trzeba było nadal pilnować Polaków, którzy tylko czekali stosownej chwili, aby wybić się na wolność. Z piersi Mikołaja I wydarł się w roku 1831 okrzyk gniewu i zniecierpliwienia, że dla utrzymania w karbach tego narodu musi mieć w pogotowiu potężną armię i łożyć na nią ogrom­ne koszta. Posunięcie się Rosji w roku 1831 aż po Wisłę zaniepokoiło znowu Prusy, tak, że w tym samym roku nie odesłały, jak zwykle, po­łowy rekrutów po kilku tygodniach do domu, lecz ćwiczyły pełną, a więc podwójną ich liczbą przez dwa lata. Gdy niebawem wyłoniła się w Europie „zasada narodowości” i hasło zjedno­czenia narodowego, które na nowo zelektryzo­wały Polaków, car Aleksander II kazał postawić na stopie wojennej cztery korpusy i wzmocnić załogi w Polsce kongresowej. To wywołało z kolei niepokój w Prusiech. Zabezpieczając się, regent pruski Wilhelm zmobilizował w roku 1859 armie, a następnie podwoił liczbę wojska stałego, przedłużył czas służby i zastosował bezwzględniej powszechny obowiązek woj­skowy.

Oto uchwytne przykłady, jak rozbiór Polski w konsekwencji swej podsycał zbrojenia między­narodowe.

„Pośrednie, dalekie lecz istotne” jak nazywa je lord Eversley, następstwo ujarzmienia wielkie­go i żywotnego narodu – brzemię ’’zbrojnego pokoju” – komplikuj ąc się z innymi czynnikami urosło z czasem do olbrzymich rozmiarów i przygniotło na długo kulturalną pracę wszyst­kich ludów Europy. Zbrojność jednego państwa podsycała zbrojność drugiego. Wywiązał się wyścig zbrojnego pogotowia. Najtęższa, naj­bardziej wartościowa społecznie część ludności oderwana została od zajęć twórczych. Wobec kolosalnego wzrostu budżetów wojskowych obniżyły się wszędzie wydatki i wkłady pu­bliczne w rozwój kultury umysłowej, techniki, oświaty i higieny. Droga, którą upadek Polski niegdyś rozpoczął, a którą tak jasnowidząco scharakteryzował niemiecki historyk-myśliciel, doprowadziła do tego, że pod koniec okresu poprzedzającego wybuch wojny światowej sześć milionów ludzi w sile wieku, tych, którzy w gospodarstwie społecznym ważą najwięcej, stale znajdowało się bezczynnie pod bronią, a uzbrojenie i utrzymanie ich kosztem reszty lud­ności pochłaniało corocznie miliardowe sumy. Militaryzacja narodów wyładowała się na ko­niec w masowej rzezi, która zalała krwią Euro­pę, w zniszczeniu wartości, na których wytwo­rzenie składały się pokolenia. Kataklizm prze­rósł wszelką rachubę. Czterdzieści milionów ludzi stanęło pod bronią. Po czterech latach trwania strawiła wojna z górą trzysta miliardów mienia narodowego wszystkich krajów. Ofiary w ludziach wyniosły w tymże czasie okropną cyfrę ośmiu milionów zabitych, siedemnastu milionów rannych, pięć milionów inwalidów, nie licząc wzmożonej śmiertelności za frontem. „Nieskończona pełnia cierpienia”, o której mó­wił Karol Rotteck, stała się faktem. Milionami piersi wstrząsnęło łkanie żałoby. Na gruzach zburzonych miast i wsi rozpostarła się pustka śmierci. Kultura materialna została gwałtownie wstecz cofnięta. Po obszarach bogatej i dumnej Europy stąpa głód, a wlecze się za nim widmo degeneracji całych pokoleń. Powszechny upa­dek rolnictwa zagroził kuli ziemskiej niedostat­kiem na długie lata. Konieczności wojenne za­żądały od wszystkich narodów takiej próby wy­trzymałości, takiego wyrzeczenia się potrzeb ludzkich, jakich najbujniejsza wyobraźnia nie mogła przypuścić. Wszechwładza państwa wtargnęła do każdej szczeliny życia, gasząc ostatni szczątek swobody osobistej. Ubezwład- nienie i zmechanizowanie jednostki osiągnął rozmiary snu fantastycznego. Człowiek, po­zbawiony najdrogocenniejszego z darów przy­rody, wolnej woli, stał się kółkiem potwornego mechanizmu, obracającym się bezdusznie w takt jego krwawych poruszeń.

Zachowawczy instynkt ludzkości, kurcząc się przed widmem powtórzenia się tej katastrofy, woła o rewizję ideologii, która do niej dopro­wadziła, woła o – trybunały rozjemcze, o ko­deks karny międzynarodowy, któryby pod

wspólną wszystkich egzekutywą ścigał w przy­szłości każdą próbę zbrojnego gwałtu, jako zbrodnię podpalania świata, woła o prawo bytu dla zasad, któreby ohydę rzezi masowej wśród ludzi uczyniły na zawsze niepowrotnym upior­nym wspomnieniem. To, co do niedawna głosili tylko „utopiści” i „marzyciele”, zjawia się coraz częściej na ustach najtrzeźwiejszych mężów stanu.

A teraz spójrzmy jeszcze raz za siebie!

Oto w perspektywie przebytego czasu jaśnieje, tak niedawno jeszcze żywa, a w duszach pol­skich żyjąca dotąd, zniweczona brutalnie, prze­dziwna wielka republika, która wiele snów dzi­siejszej umęczonej ludzkości przed wiekami już jawą uczyniła, która wśród powodzi absoluty­zmu była dumną wyspą swobód, dla której pań­stwo nie było celem, lecz środkiem, a celem był człowiek i jego rozwój, która nie uprawiała nigdy grabieży cudzych ziem i czuła odrazę do krwi przelewu, która decyzje o wydobyciu mie­cza przekazywała dojrzałej woli narodu, a nie podziemnej intrydze nieodpowiedzialnych i po­za kontrolą publiczną działających zawodo­wych dyplomatów, która pojęcie słuszności w stosunkach międzynarodowych jako wartość realną traktowała, która „wielkimi” nazywała królów-budowniczych a nie królów łupieżców, która kazała uczyć młodzież, ze zdrada nie jest polityką a przemoc bohaterstwem, która łamała się chlebem wolności z innymi narodami i jed­noczyła je pod hasłem równouprawnienia we wspólnym związku federacyjnym, która urze­czywistniła o całe wieki wcześniej od innych nie tylko wiele osiągniętych później postulatów postępu, ale i takie, które rodzą się dopiero w dreszczach przeczucia. I zważywszy te wszyst­kie duchowe wartości, które w dziedzinie zadań politycznych stworzył był i przeżył geniusz na­rodu polskiego. Zechciejmy – na tle potwornej rzeczywistości naszego czasu – ocenić, ile stra­ciła ludzkość przez ubezwładnienie takiej jed­nostki narodowej, przez ubytek jej swobodnego współpracownictwa dla wspólnych celów.

Pomimo wszystkich potwornych fal barbarzyń­stwa, ludzkość podąża w kierunku coraz dosko­nalszych zasad współżycia jednostek i naro­dów. Ograniczając się do ciasnego kręgu ob­serwacji w czasie i przestrzeni, żyjąc zwłaszcza bezpośrednio pod obuchem rozkiełznanej siły pięści, łatwo ulec pesymistycznemu wrażeniu, iż społeczeństwo ludzkie, przy całym swym imponuj ącym postępie w dziedzinie kultury umysłowej i technicznej, nie zmienia wcale swej głębszej istoty moralnej. Kto jednak ogar­nia nie jakiś drobny wycinek dziejów, ale ich wielkie przestwory, ten nie może ani na chwilę wątpić, że także kultura etycznych podstaw ży­cia posuwa się stale, acz wśród ciągłych wahań

i    odchyleń, ku wyższym stadiom rozwoju. Rozwój ten odbywa się linią spiralną. To wznosi się ku ideałowi wolności i braterstwa, jak w epoce, gdy lud francuski własnym upojo­ny wyzwoleniem zapragnął nieść je całej Euro­pie na ostrzu zwycięskiej szabli, jak później jeszcze, w okresie niezapomnianej wiosny lu­dów roku 1848. To znowu obniża swój pęd ku wyżynom, zakręca i na chwilę grzęźnie choćby w bagnie oświeconego zdziczenia, jak w dzie­sięcioleciach poprzedzających wybuch wojny światowej.

Lecz linia, spadając w dół, nie wraca do daw­nego poziomu.

Ponad wszelką wątpliwość może nas o tym przekonać doświadczenie ubiegłego stulecia, tj. tego okresu, na który przypada właśnie byt dziejowy narodu polskiego. Cały szereg świa­topoglądów, idei i odpowiadających im urzą­dzeń prawnych, które nie tylko obowiązywały, ale uważane były za naturalne, jasne jak słońce

i   wiekuiście utrwalone, zniknęły z powierzchni życia, aby ustąpić miejsca nowym, doskonal­szym. Ze stanowiska dzisiejszych pojęć pa­trzymy na nie jak na legendarne jakieś, nie­prawdopodobne, przedpotopowe zjawiska.

W ciągu tego czasokresu rodziły się i marły ca­łe pokolenia, w których wyobrażeniu było rze­czą zupełnie prostą, że człowiek człowieka ku­pował na targu i posiadał na własność, jak by­dle robocze. Dziś niewolnictwo jednostek zni­kło, i chociażby dialektyka chciała nam wska­zywać na nowe, przeobrażone jego formy, to przecież odbyła się tu zasadnicza zmiana: spi­ralna linia społecznego i moralnego rozwoju wzniosła się niezaprzeczenie w górę. Przez dłu­gie wieki uchodziło za stan prawidłowy narzu­canie siłą wierzeń religijnych. W najoświeceń- szych kraj ach Europy panowała zasada, że „poddany” ma te same wyznawać subtelności dogmatyczne, które trafiły do przekonania jego

księciu. Najkulturalniejsze społeczeństwa do­konywały masowych mordów i wyniszczały się wzajemnie w głębokim przekonaniu, że czynią to „dla wiecznego zbawienia”. Dziś nie ma na kuli ziemskiej człowieka, któryby o tych rze­czach, tak niegdyś pospolitych, myślał inaczej, niż ze zgrozą, a idea wznowienia wojen religij­nych mogłaby powstać już tylko w głowie sza­leńca. Poprzez wieki cierpień ludzkość zdobyła sobie wolność sumienia i wzniosła się znowu wyżej. Tak samo naturalna, prostą i konieczną rzeczą jak niewolnictwo, jak handel ludźmi i jak przymus wyznaniowy był w przekonaniu całych generacji absolutyzm monarszy i nie­równość poszczególnych warstw społeczeństwa wobec prawa i przywileje szlachty i poddań­stwo chłopa. Lecz oto w krwawym trudzie osiągnięte zostały wyższe szczeble rozwoju: wolność osobista, obalenie przywilejów stano­wych, równe prawo do wymiaru sprawiedliwo­ści, współudział wszystkich warstw społeczeń­stwa w rządach.

Biorąc za podstawę te znane nam etapy przeby­tej drogi dziejowej, możemy bez obawy omyłki wysnuć z ujawnionych dotychczas tendencji dalszy kierunek rozwoju społeczeństw cywili­zowanych. Kierunek ten zarysowuje się zresztą już dziś w postaci prądów, usiłujących się wcie­lić, lub nawet aktów częściowej ich realizacji. Idziemy niezaprzeczenie ku uznaniu prawa na­rodów do rozporządzania sobą, jako konse­kwentnemu uzupełnieniu analogicznych i wcześniej dojrzałych praw człowieka – ku urzeczywistnieniu postulatu wspólnego kryte­rium moralnego dla całego obszaru życia. Nie­wolnictwo narodów musi być obalone, tak sa­mo jak podwójna moralność, inna dla jedno­stek, inna dla istnień zbiorowych. W oczach na­szych rodzą się nowe wielkie przezwyciężenia idei i urządzeń, długo uważanych za naturalne, niezmienne i konieczne. To uchwytne już dziś zjawisko, to dążenie do zdjęcia z życia dalszych krępuj ących je więzów, łącznie z całym do­tychczasowym doświadczeniem historycznym, pozwala nam określić cel, do którego ludzkość zmierza z żelazną stanowczością pomimo wa­hań i wykolejeń. Tym celem jest WOLNOŚĆ, wszechstronna, pełna, doprowadzona do naj­szerszych możliwych granic, wolność miarko­wana jedynie nakazem ograniczenia własnych pragnień bezpieczeństwem i swobodą porusza­nia się drugich.

Jest to zarazem, najogólniejszy kierunek myśli naszej, polskiej, od pół tysiąca lat skrystalizo­wanej myśli dziejowej.

Po wielu wiekach szczęśliwych, które zawdzię­czaliśmy hołdowaniu tej myśli, tak, jak się ona mogła w owym czasie przejawiać, ojczyzna na­sza znalazła się pod kołami fortuny. Świadomi, że niewola Polski, to tylko epizod w nieustan­nym ruchu rodzaju ludzkiego i w dziejach na­szego narodu, szukamy z pokolenia na pokole­nie dróg do wydobycia się z kleszczy wyjątko­wego stanu.

Praktyka życia politycznego przekonywa, że można błyszczeć oświatą, dobrobytem, kulturą, rządnością, organizacją, patriotycznym hero­izmem i poświęceniem, można do doskonałości doprowadzić wszystkie te cechy, niezbędne w walce o byt narodowy, a jednak nie módz, w pewnych warunkach, osiągnąć czy też odzyskać z powrotem najwyższego prawa narodu, prawa swobodnego rozporządzania sobą, względnie obronić się przed jego utratą. Z drugiej strony doświadczenie, zgodne z logiką rzeczy, poucza, że atmosfera wielkich idei humanitarnych, wznoszących się ponad granice plemienne, przeciwstawiających się ciasnemu egoizmowi, drapieżnym instynktom i zasadzie przewagi fi­zycznej, zawsze sprzyjała zdobywaniu praw przez narody ujarzmione.

Interes żywotny Polski leży przeto w tym, aby powszechny rozwój coraz szybciej i wyżej wznosił się ku ideałowi wolności i braterstwa ludów. Żadna z dróg innych, dających się po­myśleć, nie jest zdolna w tym stopniu ani zwró­cić nam bytu niepodległego, ani go utrwalić. Polska, wtłoczona między państwa autokra­tyczne i ludy niewolnicze, padła. Na nowo po­wstać i bezpiecznie istnieć może tylko wśród wolnych i pełnoprawnych narodów. I ponad to jedynie wówczas znajdzie zabezpieczenie tych kardynalnych zasad, które stanowiły sens dzie­jów naszych, a bez których człowiek, choćby w ramach najbardziej imponującej organizacji państwowej jest cząstka tylko mniej lub więcej ucywilizowanej trzody, z rodzimym czy obcym nad sobą batem.

Nasze zadanie jest wobec tego jasne. Polega ono na solidarnym i jak najbardziej intensyw­nym współdziałaniu naszych dążeń wyzwoleń­czych z ogólnymi dążeniami wolnościowymi, gdziekolwiek one się przejawiają.

Nie jesteśmy ilością i jakością obojętna i nie jest bez znaczenia w jakim kierunku zwróci się nasza zbiorowa energia, o czym wiedziała kie­dyś dobrze „Młoda Europa”, obalająca absolu- tyzmy. Tak lub inaczej zdecydowane aspiracje dwudziestomilionowego narodu, zaprawionego do najcięższych zmagań się z przeciwnościami, nie mogą nie wpłynąć wydatnie na obciążenie tych szal, na których ważą się nieustannie dwa zasadnicze i wrogie sobie pierwiastki dziejów: wola i niewola ludzka. A im większy zasób sił zestrzelimy w ognisku dążenia, by przyśpieszyć ostateczny rozkład podminowanych już i prze­żywających się pojęć, rozkład, w którym nie my jedni tylko jesteśmy interesowani – tym ry­chlej rozsypią się też zbudowane na tych poję­ciach kształty, które tamują nam drogę w przy­szłość.

  1. Wstęp

  2. Idea życia zbiorowego

  3. Naród i król

  4. Szlachta polska

  5. Unie

  6. Swobody jednej warstwy

  7. Tolerancja wyznaniowa

  8. Prawo i życie

  9. Wojny polskie

  10. Szerzycielka wolności

  11. Typ bohaterski

  12. Wyprzedzenie Europy

  13. Upadek państwa

  14. Duch dziejów Polski na tle chwili obecnej

 

Z poczuciem silnie zarysowanego stanowiska w gronie narodów, z miłością i wdzięcznością, pa­trzeć możemy w tej przełomowej chwili na wspaniałe, wielkie i dążeniom nowoczesnym tak bliskie, nasze dziedzictwo historyczne. Urobiło ono nasz typ duchowy, zbliżając go, mimo wszystkich błędów i niedomagań nasze­go charakteru, do poziomu najlepszych typów zbiorowych ludzkości i spokrewniając się z ty­mi, do których ostatecznie przyszłość należy. Jako jedyny łącznik spajało naród nasz przez wiek rozdarcia w świadomą siebie całość. Dało nam moc przetrwania zamachów niesłychanych w dziejach świata. Uchroniło dusze naszą od wtłoczenia w obce i znieprawiające formy. I ono to czyni nas dziś zdolnymi do dalszej twór­czości w dziedzinie tych wielkich wszechludz- kich celów. Których ziszczenie samo jedno mo­że zapewnić nam promienne Jutro, do celów, które w swym szerszym rozwinięciu niczym innym nie są, jak tylko kontynuacją istotnych pierwiastków Ducha Dziejów Polski.

Spis treści:


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location