Swobody jednej warstwy
Wyjątkowe pretensje do Polski. Mieszczaństwo. Stulecie upadku. Losy polskiego samorządu miast. Położenie chłopów w Polsce i w Europie. Reformy XVIII wieku.
Z psychiki narodu. Stan prawny a rzeczywisty. Niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych. Właściwa miara oceny
Jakkolwiek Rzeczpospolita Polska była wybitnie państwem wolnościowym i rozwinęła w tym kierunku ogromne bogactwo twórczej myśli politycznej, to przecież często, nie tylko ze strony obcych źle poinformowanych lub też wrogich nam pisarzy, których sądy bywają przykrawywane do podejrzanych interesów bieżących, ale także ze strony samych Polaków wychowanych na samobiczującej się nowszej historiografii naszej, zdarza się słyszeć, że wszystko to traci właściwie na wartości, gdy z Polska stanowiła raj dla jednej tylko uprzywilejowanej warstwy społecznej, podczas gdy daleko liczniejsza ludność mieszczańska i chłopska przeżywała równocześnie całe wieki w najbardziej opłakanych warunkach.
Mogłoby się zdawać wobec takiego zarzutu, ze tzw. Niższe warstwy stąpały w innych krajach Europy po różach, kiedy w szlacheckiej republice polskiej przezywały długi okres istotnie ciężkiej i twardej niedoli. Nie! Każdy szkolny podręcznik poucza, że chłop był w pewnych epokach dziejów wszędzie gnębiony, mieszczaństwo było wszędzie z praw odarte. Lud rolny w Europie od drugiej polowy XVI wieku coraz to cięższym jarzmem robocizny był przytwierdzony do gleby, a ucisk pańszczyźniany przybrał tak wielkie rozmiary, że zadawano sobie w tych czasach pytanie, czym lepiej być: czy długo pielęgnowaną a krótko ścigana zwierzyną, czy wiecznie ściganym a nigdy nie pielęgnowanym chłopem-poddanym (was es bes- ser habe, das lang gehegte und kurtz gehetzte Wild, oder der stets gehetzte und nie gehegte Unterthan” – Janssen „Geschichte des deut- schen Volkes”). We Francji pisał w roku 1688
Jean de la Bruère: „Widać po wsiach pewne dzikie zwierzęta, samców i samice, czarne, opalone od słońca, przywiązane do ziemi, którą ryja i kopią z zaciekłością. Kryją się na noc do jam, gdzie żyją czarnym chlebem, wodą i korzeniami. Maja jak gdyby mowę, a gdy wstają na nogi, pokazują twarz ludzką: w istocie są to ludzie”. Nie potrzeba chyba dodawać, że to są chłopi. Mieszczaństwo po świetnym rozkwicie średniowiecza znalazło się również mniej więcej wszędzie w upadku. Traciło nie tylko prawa polityczne, ale i warunki materialnego rozwoju. W Niemczech w XVI wieku szlachcic – zupełnie jak w Polsce – był wolny od cła. Jeśli sprowadzał dla siebie towar, lub gdy własny produkt wiejski wywoził, pod osłona zaś tego przywileju dopuszczano się nadużyć na szkodę miejscowego przemysłu i handlu. Nieliczne tylko, wyjątkowe umysły ówczesne, zarówno w Europie jak u nas, zdawały sobie sprawę, że i niesłusznym i szkodliwym dla państwa jest upośledzenie nie-szlachty. Powszechnie przyjmuje się to za rzeczy usprawiedliwione historycznym rozwojem pojęć. Nikomu, o ile idzie o stosunki na zachodzie, nie przychodzi do głowy dzika myśl, aby do oceny tych zjawisk przykładać ściśle dzisiejszą miarę. Tylko Polska stanowić ma osobliwy wyj ątek. Położenie warstw nieszlacheckich w Polsce przedwiecznej mierzy się miarą nie owoczesnych pojęć, lecz pojęć
XIX i XX wieku i konstruuje się na tej podstawie z łatwością druzgoczące oskarżenia. Niedorzeczność tych oskarżeń i pretensji urąga wszelkiemu historycznemu myśleniu. Z taką samą racj ą można by wszakże obwinić o nieuctwo Newtona i Kopernika, którzy nie rozumieli w swoim czasie wielu zjawisk przyrodniczych, oczywistych dziś dla najmniej pojętego ucznia wiejskiej szkółki.
Chociaż jednak dla oceny warunków bytu wło- ściaństwa i mieszczaństwa w Polsce jedynie dopuszczalnym probierzem mogą być wyobrażenia owej odległej epoki, spróbujmy przekonać się, czy pod niejednym względem położenie to nie było, podobnie jak położenie szlachty, korzystniejsze niż w krajach ościennych. Przede wszystkim słowo o ekonomicznym stanie miast naszych.
„Te nędzne mieściny – pisze w roku 1810 Wawrzyniec Surowiecki („O upadku przemysłu w Polsce”), w których dziś widzimy rynki puste, ratusze bez okien i dachów, w których się teraz czołga kilkuset biedaków bez sposobu do życia, liczyły niegdyś po kilkaset różnych warsztatów rzemieślniczych”. Wyjmijmy z cennych badań Surowieckiego dla przykładu parę najnędzniejszych miejscowości, wśród których są i takie co dziś raczej do ubogich osad wiejskich, niż do miasteczek podobne, z trudem niejednokrotnie dadzą się wyszukać na karcie geograficznej. Oto jakiś Ostrów pod Warszawą – składający się z 93 chałup – liczył sobie samych rzemieślników 200, Stanisławów Mazowiecki 263, Garwolin 192, Wyszogród 308,Pyzdry 215,Łęczyca 161,Przasnysz 399. Jakże wobec tego ludnie i bogato musiały wyglądać miasta średnie i większe. Kraków miał mieszkańców 80 000, w czasie gdy Hamburg 6 do 7 tysięcy. W jednym z przeszłych stuleci istniało na obszarze naszej ojczyzny około stu drukarni. Bogactwem, wykształceniem rywalizowały wyższe warstwy mieszczańskie ze szlachtą. Niewątpliwie w związku z rozkwitem handlu w Polsce znajduje się niezwykle wczesne, wyprzedzające nawet całą Europę zaprowadzenie regularnego ruchu poczt i jednakowej taryfy za listy bez względu na odległość: u nas w roku 1583, na zachodzie w XVII wieku, a gdzie niegdzie i znacznie później. O żywym tętnie interesów handlowych mówi również wczesne ujednostajnienie miar i wag w całej Polsce, czego żadne państwo podówczas jeszcze nie znało (wszędzie obowiązywały miary i wagi prowincjonalne), a co na kontynencie po nas dopiero rewolucja francuska uczyniła. (Henryk Radziszewski: „Polska idea ekonomiczna”).
Do jakiej epoki odnoszą się owe objawy bujnego gospodarczego życia naszych miast i naszego mieszczaństwa? Czy to w średnich wiekach pracowały setkami rękodzielniczych owe nędzne dziś mieściny? Nie. To wszystko, co przytoczyliśmy wyżej, działo się w wieku XVI i z początkiem jeszcze wieku XVII – równocześnie za tym z od dawna już osiągniętym szczytem praw, wolności i swobód politycznych szlachty polskiej. Upadek ekonomiczny mieszczaństwa naszego, którego przyczyną stały się za równo długoletnie wyniszczające wojny jak szkodliwe, lecz odpowiadające pojęciom owego czasu wyjątkowe uprawnienia szlachty, przyszedł w połowie XVII wieku i trwał nie wiele dłużej, niż jedno fatalne stulecie, wtedy, gdy niejednokrotnie i rynki miast zachodnioeuropejskich trawą zarastały.
A teraz prawno-polityczna strona obrazu. Zachwiało się stanowisko polskiego mieszczaństwa, gdy moralna i umysłowa wartość społeczności szlacheckiej uległa obniżeniu, gdy swobody tej przodującej warstwy, doszły do zenitu – zetknęły się z generacją, która z twórczego poziomu wielkich ojców stoczyła się na poziom biernego użycia. Nie był przecież mieszczanin w Polsce nigdy pozbawiony praw obywatelskich w zupełności, nie tylko w swej gminie miejskiej, ale i na szerokiej widowni ogólno-państwowej. Konstytucja „Nihil Novi”, która na całe stulecia zdecydowała o ustroju państwa, uchwalona została na sejmie radomskim w 1505 roku głosami szlachty i mieszczan. W XVI wieku mieszczanie miast królewskich brali udział we władzy prawodawczej, („Sejm piotrkowski roku 1565, który przeprowadził szereg uchwał, dotyczących polityki handlowej, odbył się właśnie przy udziale posłów miejskich, którzy bronili swoich interesów i do których życzeń Izba poselska stosowała się niejednokrotnie, przyjmując poprawki rozmaite w ustawach ” – a Szelągowski: “Pieniądz i przewrót cen w XVI i XVII wieku w Polsce “) zdobywali wyższe urzędy w Rzeczypospolitej, a rycerstwo nie wahało się urzędownie nazywać ich „braćmi” (Łoziński: ”Patrycjat i mieszczaństwo lwowskie w XVI i XVII wieku”). Nie znajdujemy nigdzie w polskim prawie państwowym przepisu, usuwającego mieszczan od udziału w sejmach. W roku 1573 konfederacja generalna warszawska mówi o sobie: „My rade koronne duchowne i świeckie, rycerstwo wszystko i stany insze jednej a nierodzielnej Rzeczypospolitej”. Wyrażenie „insze stany” stosowało się do miast. We wszystkich następnych konfederacjach generalnych oraz sejmach konwokacyjnych i elekcyjnych znaczniejsze miasta biorą udział przez swych posłów. Prawo do czynnego uczestnictwa w akcie tak ważnym, jak wybór króla, posiadają miasta Kraków, Wilno, Lwów, Poznań, Warszawa, Lublin, Kamieniec, Gdańsk, Toruń, Elbląg i wykonują je do samego końca. Reprezentanci miast pojawiają się na sejmie 1668 roku i podpisują abdykacje Jana Kaziemierza. W roku 1733 potwierdzają „Pacta conventa”. W obu wypadkach dzieje się to w okresie szczytowej samowładzy szlacheckiej i świadczy – zauważa słusznie jeden z pisarzy politycznych J. Grabiec – że może głównie bierność i nieumiejętna polityka mieszczaństwa stały na przeszkodzie pełni jego praw obywatelskich i że stanowość polskiego prawa państwowego była raczej jego zwyrodnieniem, niż cechą zasadniczą. W tej samej epoce hegemonii szlachty, w XVII i XVII wieku, mnożyła się liczba miast, w których magistraty uzyskiwały tytuł „nobiles” w miejsce dawnego „spectabiles et famati”, uszlachcenie to zaś magistratu jako organu publicznego, nakazywało traktować miasto, jako osobę prawną na równi ze szlachtą. Gdy w innych krajach mieszczanie pozbawieni byli prawa posiadania majątków ziemskich (w Prusiech aż do roku 1807), to w Polsce prawo to przysługiwało po wszystkie czasy mieszkańcom większych miast jak Lwów, Kraków, Wilno, Lublin, a ponieważ względnie łatwo było uzyskać w nich obywatelstwo, przeto zakaz władania ziemią przez mieszczan nie istniał właściwie nigdy w pełnej sile.
Jeszcze dobitniej zarysowuje się różnica w innej, ważniejszej dziedzinie: w dziedzinie samorządu komunalnego. Na zachodzie w XVII i XVIII w stary samorząd miast został w wielu krajach bądź skrępowany do ostatnich granic i zamieniony w fikcję (członków rad miejskich i urzędników miejskich mianowała wprost władza monarsza), bądź też został zupełnie skasowany. W Polsce poddano rady miejskie pod nadzór królewskich starostów, ale wewnętrzny ich ustrój pozostawiono nietknięty. Gdzie indziej sadownictwo i policję w miastach objęły częściowo lub całkowicie organy królewskie, w Polsce funkcje te autonomiczne nigdy nie były nigdy odebrane. Wreszcie konstytucja 3 maja 1791 roku, uzupełniając to, co z biegiem czasu uległo uszczupleniu, a zarazem rozwijając zgodnie z pojęciami nowoczesnymi, dobrowolnie, bez żadnego nacisku „ z dołu”, osobną ustawą uchwaloną wyłącznie głosami szlacheckimi, wyposażyła miasta zreformowanym, pełnym i szerokim samorządem. Dwa różne systemy rządzenia: centralizm, który wszystko niwelował w autokratycznie rozwijającej się reszcie Europy, i bujny polski autonomizm, rzucały i tu swe refleksy






