Antoni Chołoniecki: Duch dziejów Polski

Article Index

Swobody jednej warstwy

Wyjątkowe pretensje do Polski. Mieszczań­stwo. Stulecie upadku. Losy polskiego samo­rządu miast. Położenie chłopów w Polsce i w Europie. Reformy XVIII wieku.

Z psychiki narodu. Stan prawny a rzeczywisty. Niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych. Wła­ściwa miara oceny

Jakkolwiek Rzeczpospolita Polska była wybit­nie państwem wolnościowym i rozwinęła w tym kierunku ogromne bogactwo twórczej my­śli politycznej, to przecież często, nie tylko ze strony obcych źle poinformowanych lub też wrogich nam pisarzy, których sądy bywają przykrawywane do podejrzanych interesów bieżących, ale także ze strony samych Polaków wychowanych na samobiczującej się nowszej historiografii naszej, zdarza się słyszeć, że wszystko to traci właściwie na wartości, gdy z Polska stanowiła raj dla jednej tylko uprzywile­jowanej warstwy społecznej, podczas gdy dale­ko liczniejsza ludność mieszczańska i chłopska przeżywała równocześnie całe wieki w najbar­dziej opłakanych warunkach.

Mogłoby się zdawać wobec takiego zarzutu, ze tzw. Niższe warstwy stąpały w innych krajach Europy po różach, kiedy w szlacheckiej repu­blice polskiej przezywały długi okres istotnie ciężkiej i twardej niedoli. Nie! Każdy szkolny podręcznik poucza, że chłop był w pewnych epokach dziejów wszędzie gnębiony, miesz­czaństwo było wszędzie z praw odarte. Lud rolny w Europie od drugiej polowy XVI wieku coraz to cięższym jarzmem robocizny był przy­twierdzony do gleby, a ucisk pańszczyźniany przybrał tak wielkie rozmiary, że zadawano so­bie w tych czasach pytanie, czym lepiej być: czy długo pielęgnowaną a krótko ścigana zwie­rzyną, czy wiecznie ściganym a nigdy nie pie­lęgnowanym chłopem-poddanym (was es bes- ser habe, das lang gehegte und kurtz gehetzte Wild, oder der stets gehetzte und nie gehegte Unterthan” – Janssen „Geschichte des deut- schen Volkes”). We Francji pisał w roku 1688

Jean de la Bruère: „Widać po wsiach pewne dzikie zwierzęta, samców i samice, czarne, opa­lone od słońca, przywiązane do ziemi, którą ry­ja i kopią z zaciekłością. Kryją się na noc do jam, gdzie żyją czarnym chlebem, wodą i ko­rzeniami. Maja jak gdyby mowę, a gdy wstają na nogi, pokazują twarz ludzką: w istocie są to ludzie”. Nie potrzeba chyba dodawać, że to są chłopi. Mieszczaństwo po świetnym rozkwicie średniowiecza znalazło się również mniej wię­cej wszędzie w upadku. Traciło nie tylko prawa polityczne, ale i warunki materialnego rozwoju. W Niemczech w XVI wieku szlachcic – zupeł­nie jak w Polsce – był wolny od cła. Jeśli spro­wadzał dla siebie towar, lub gdy własny pro­dukt wiejski wywoził, pod osłona zaś tego przywileju dopuszczano się nadużyć na szkodę miejscowego przemysłu i handlu. Nieliczne tylko, wyjątkowe umysły ówczesne, zarówno w Europie jak u nas, zdawały sobie sprawę, że i niesłusznym i szkodliwym dla państwa jest upośledzenie nie-szlachty. Powszechnie przyj­muje się to za rzeczy usprawiedliwione histo­rycznym rozwojem pojęć. Nikomu, o ile idzie o stosunki na zachodzie, nie przychodzi do głowy dzika myśl, aby do oceny tych zjawisk przykła­dać ściśle dzisiejszą miarę. Tylko Polska sta­nowić ma osobliwy wyj ątek. Położenie warstw nieszlacheckich w Polsce przedwiecznej mierzy się miarą nie owoczesnych pojęć, lecz pojęć

XIX    i XX wieku i konstruuje się na tej podsta­wie z łatwością druzgoczące oskarżenia. Niedo­rzeczność tych oskarżeń i pretensji urąga wszelkiemu historycznemu myśleniu. Z taką samą racj ą można by wszakże obwinić o nieuc­two Newtona i Kopernika, którzy nie rozumieli w swoim czasie wielu zjawisk przyrodniczych, oczywistych dziś dla najmniej pojętego ucznia wiejskiej szkółki.

Chociaż jednak dla oceny warunków bytu wło- ściaństwa i mieszczaństwa w Polsce jedynie dopuszczalnym probierzem mogą być wyobra­żenia owej odległej epoki, spróbujmy przeko­nać się, czy pod niejednym względem położe­nie to nie było, podobnie jak położenie szlach­ty, korzystniejsze niż w krajach ościennych. Przede wszystkim słowo o ekonomicznym sta­nie miast naszych.

„Te nędzne mieściny – pisze w roku 1810 Wawrzyniec Surowiecki („O upadku przemysłu w Polsce”), w których dziś widzimy rynki pu­ste, ratusze bez okien i dachów, w których się teraz czołga kilkuset biedaków bez sposobu do życia, liczyły niegdyś po kilkaset różnych warsztatów rzemieślniczych”. Wyjmijmy z cennych badań Surowieckiego dla przykładu parę najnędzniejszych miejscowości, wśród których są i takie co dziś raczej do ubogich osad wiejskich, niż do miasteczek podobne, z trudem niejednokrotnie dadzą się wyszukać na karcie geograficznej. Oto jakiś Ostrów pod Warszawą – składający się z 93 chałup – liczył sobie samych rzemieślników 200, Stanisławów Mazowiecki 263, Garwolin 192, Wyszogród 308,Pyzdry 215,Łęczyca 161,Przasnysz 399. Jakże wobec tego ludnie i bogato musiały wy­glądać miasta średnie i większe. Kraków miał mieszkańców 80 000, w czasie gdy Hamburg 6 do 7 tysięcy. W jednym z przeszłych stuleci ist­niało na obszarze naszej ojczyzny około stu drukarni. Bogactwem, wykształceniem rywali­zowały wyższe warstwy mieszczańskie ze szlachtą. Niewątpliwie w związku z rozkwitem handlu w Polsce znajduje się niezwykle wcze­sne, wyprzedzające nawet całą Europę zapro­wadzenie regularnego ruchu poczt i jednakowej taryfy za listy bez względu na odległość: u nas w roku 1583, na zachodzie w XVII wieku, a gdzie niegdzie i znacznie później. O żywym tętnie interesów handlowych mówi również wczesne ujednostajnienie miar i wag w całej Polsce, czego żadne państwo podówczas jesz­cze nie znało (wszędzie obowiązywały miary i wagi prowincjonalne), a co na kontynencie po nas dopiero rewolucja francuska uczyniła. (Henryk Radziszewski: „Polska idea ekono­miczna”).

Do jakiej epoki odnoszą się owe objawy bujne­go gospodarczego życia naszych miast i nasze­go mieszczaństwa? Czy to w średnich wiekach pracowały setkami rękodzielniczych owe nędz­ne dziś mieściny? Nie. To wszystko, co przyto­czyliśmy wyżej, działo się w wieku XVI i z po­czątkiem jeszcze wieku XVII – równocześnie za tym z od dawna już osiągniętym szczytem praw, wolności i swobód politycznych szlachty polskiej. Upadek ekonomiczny mieszczaństwa naszego, którego przyczyną stały się za równo długoletnie wyniszczające wojny jak szkodliwe, lecz odpowiadające pojęciom owego czasu wy­jątkowe uprawnienia szlachty, przyszedł w po­łowie XVII wieku i trwał nie wiele dłużej, niż jedno fatalne stulecie, wtedy, gdy niejednokrot­nie i rynki miast zachodnioeuropejskich trawą zarastały.

A teraz prawno-polityczna strona obrazu. Zachwiało się stanowisko polskiego mieszczań­stwa, gdy moralna i umysłowa wartość spo­łeczności szlacheckiej uległa obniżeniu, gdy swobody tej przodującej warstwy, doszły do zenitu – zetknęły się z generacją, która z twórczego poziomu wielkich ojców stoczyła się na poziom biernego użycia. Nie był przecież mieszczanin w Polsce nigdy pozbawiony praw obywatelskich w zupełności, nie tylko w swej gminie miejskiej, ale i na szerokiej widowni ogólno-państwowej. Konstytucja „Nihil Novi”, która na całe stulecia zdecydowała o ustroju państwa, uchwalona została na sejmie radom­skim w 1505 roku głosami szlachty i miesz­czan. W XVI wieku mieszczanie miast królew­skich brali udział we władzy prawodawczej, („Sejm piotrkowski roku 1565, który przepro­wadził szereg uchwał, dotyczących polityki handlowej, odbył się właśnie przy udziale po­słów miejskich, którzy bronili swoich interesów i do których życzeń Izba poselska stosowała się niejednokrotnie, przyjmując poprawki rozmaite w ustawach ” – a Szelągowski: “Pieniądz i przewrót cen w XVI i XVII wieku w Polsce “) zdobywali wyższe urzędy w Rzeczypospolitej, a rycerstwo nie wahało się urzędownie nazywać ich „braćmi” (Łoziński: ”Patrycjat i mieszczań­stwo lwowskie w XVI i XVII wieku”). Nie znajdujemy nigdzie w polskim prawie pań­stwowym przepisu, usuwającego mieszczan od udziału w sejmach. W roku 1573 konfederacja generalna warszawska mówi o sobie: „My rade koronne duchowne i świeckie, rycerstwo wszystko i stany insze jednej a nierodzielnej Rzeczypospolitej”. Wyrażenie „insze stany” stosowało się do miast. We wszystkich następ­nych konfederacjach generalnych oraz sejmach konwokacyjnych i elekcyjnych znaczniejsze miasta biorą udział przez swych posłów. Prawo do czynnego uczestnictwa w akcie tak ważnym, jak wybór króla, posiadają miasta Kraków, Wilno, Lwów, Poznań, Warszawa, Lublin, Ka­mieniec, Gdańsk, Toruń, Elbląg i wykonują je do samego końca. Reprezentanci miast poja­wiają się na sejmie 1668 roku i podpisują abdy­kacje Jana Kaziemierza. W roku 1733 potwier­dzają „Pacta conventa”. W obu wypadkach dzieje się to w okresie szczytowej samowładzy szlacheckiej i świadczy – zauważa słusznie je­den z pisarzy politycznych J. Grabiec – że może głównie bierność i nieumiejętna polityka mieszczaństwa stały na przeszkodzie pełni jego praw obywatelskich i że stanowość polskiego prawa państwowego była raczej jego zwyrod­nieniem, niż cechą zasadniczą. W tej samej epoce hegemonii szlachty, w XVII i XVII wie­ku, mnożyła się liczba miast, w których magi­straty uzyskiwały tytuł „nobiles” w miejsce dawnego „spectabiles et famati”, uszlachcenie to zaś magistratu jako organu publicznego, na­kazywało traktować miasto, jako osobę prawną na równi ze szlachtą. Gdy w innych krajach mieszczanie pozbawieni byli prawa posiadania majątków ziemskich (w Prusiech aż do roku 1807), to w Polsce prawo to przysługiwało po wszystkie czasy mieszkańcom większych miast jak Lwów, Kraków, Wilno, Lublin, a ponieważ względnie łatwo było uzyskać w nich obywa­telstwo, przeto zakaz władania ziemią przez mieszczan nie istniał właściwie nigdy w pełnej sile.

Jeszcze dobitniej zarysowuje się różnica w in­nej, ważniejszej dziedzinie: w dziedzinie samo­rządu komunalnego. Na zachodzie w XVII i XVIII w stary samorząd miast został w wielu krajach bądź skrępowany do ostatnich granic i zamieniony w fikcję (członków rad miejskich i urzędników miejskich mianowała wprost wła­dza monarsza), bądź też został zupełnie skaso­wany. W Polsce poddano rady miejskie pod nadzór królewskich starostów, ale wewnętrzny ich ustrój pozostawiono nietknięty. Gdzie in­dziej sadownictwo i policję w miastach objęły częściowo lub całkowicie organy królewskie, w Polsce funkcje te autonomiczne nigdy nie były nigdy odebrane. Wreszcie konstytucja 3 maja 1791 roku, uzupełniając to, co z biegiem czasu uległo uszczupleniu, a zarazem rozwijając zgodnie z pojęciami nowoczesnymi, dobrowol­nie, bez żadnego nacisku „ z dołu”, osobną ustawą uchwaloną wyłącznie głosami szlachec­kimi, wyposażyła miasta zreformowanym, peł­nym i szerokim samorządem. Dwa różne sys­temy rządzenia: centralizm, który wszystko ni­welował w autokratycznie rozwijającej się resz­cie Europy, i bujny polski autonomizm, rzucały i tu swe refleksy


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location