Antoni Chołoniecki: Duch dziejów Polski

Article Index

Prawo i życie

Wstręt do przymusu. Moralne więzy życia gromadnego. Praktyczna próba ich wartości.

Sto lat rozwoju. Poczucie prawa. Sądownictwo. Zasada obrony i jawności rozpraw. „Palestra”. Własność. Bezpieczeństwo publiczne jako pro­bierz systemu karnego.

Przez całą polityczną twórczość narodu pol­skiego – przez jego ustrój państwowy wysnuty z zasady „nic o nas bez nas”, przez wolną elek- cj ę pokreślona artykułem o wypowiedzeniu po­słuszeństwa królowi. Przez unie i autonomie oparte na podwalinach wszechstronnej toleran­cji – przewija się charakterystyczna cecha na­tury polskiej : wstręt do przymusu. Rys ten wy­stępuje jako jeden z najbardziej znamiennych w typie polskim. Wielkie czyny skoncentrowanej energii w naszym narodzie były zawsze uwa­runkowane istnieniem pobudek swobodnie uznanych i głęboko odczutych. Więzy życia gromadnego posiadały konieczny podkład w sankcji moralnej wszystkich, którzy w skład or­ganizacji wchodzili. Autor „Sejmu czteroletnie­go” Kalinka kreśli w następuj ący sposób typ szlachcica polskiego na tle środowiska: „Służbę lub urząd pełniąc, nie czuł się podwładnym, tylko dobrowolnym pracy towarzyszem. W ży­ciu prywatnym, tak dobrze jak publicznym, wiązała go wiara, tradycja, obyczaj, hierarchia, ale wszystko to było dobrowolnie przez niego uznane i przyjęte; przymusu nie pojmował i nie cierpiał”.

Wbrew utartym poglądom na państwo jako na organizację przymusu, Polska istniała z tymi pojęciami przez setki lat. W XVBI i XVII w była potężną i umiała być groźną: stanęła zwy­cięską stopą w Moskwie na dwieście lat przed Napoleonem, obroniła chrześcijaństwo pod Wiedniem, złamała potęgę Turcji. A jednak „cały ustrój Rzeczypospolitej – mówi Kalinka – opierał się na dobrej woli obywatela”. Pod ko­niec istnienia państwa polskiego wielka reforma z dnia 3 maja 1791 roku, reorganizując admini­strację publiczną, powołała do życia tzw. komi­sje cywilno – wojskowe -p pierwszy w Polsce przejaw nowoczesnej biurokracji. Ale biurokra­cja ta posiadała swoiste cechy polskie, właści­we i poprzedniemu okresowi: urzędnicy speł­niali swe obowiązki jako zaszczytną służbę obywatelską, a za wszystkie środki rygoru, ja­kimi dziś utrzymuje się ogół we karności, miało tam wystarczyć poszanowanie dla prawa. I o tej administracji pisze historyk owych czasów Ko­rzon w swych „Dziejach wewnętrznych Polski za Stanisława Augusta”: „Przejrzawszy księgi, protokoły i wyroki, przyjdziemy do przekona­nia, że komisje cywilno – wojskowe funkcjo­nowały ku zadowoleniu tak władz wyższych, jak ludności, i ze społeczeństwo okazywało niezwykłą powolność ich zarządzeniom, bez żadnych prawie środków przymusowych”. Polska ze swoim niemal zupełnym brakiem przymusu państwowego musiała tym samym stawiać swym obywatelom niezmiernie wyso­kie wymagania moralne. Tym wymaganiom Polacy umieli sprostać przez wiek XV i XVI, gdy państwo było bardzo silne, w znacznym stopniu jeszcze w wieku XVII, gdy zdołaliśmy się obronić przed napaścią równoczesną wszystkich niemal sąsiadów. Pomiędzy okre­sem najświetniejszego rozkwitu Rzeczypospoli­tej w wiekach XV, XVI, aż ku połowie wieku XVII    – a epoką reform 3 maja 1791 roku, po­między tymi dwoma okresami, w których me­chanizm polskiego życia mimo braku przymusu funkcjonował prawidłowo, leży około stuletni przeciąg czasu, w którym założenia pierwotne rozwinęły się chorobliwie, wolność stawała się niejednokrotnie swawolą, decentralizacja nad­mierna groziła rozbiciem całości, a dobra wola obywateli okazywała się siłą zbyt słabo spajają­cą wewnętrzne wiązania państwowe. Był to najsmutniejszy w dziejach Rzeczypospolitej okres osławionej i przez czcicieli silnej pięści tendencyjnie jaskrawionej – „polskiej anarchii”. Ale i wtedy o ileż wyżej stał naród polski od despotycznie rządzonych społeczeństw sąsied­nich. Nawet w tej smutnej epoce istnieje w zbiorowości powszechnej, aczkolwiek w słab­szym natężeniu i nieraz zwyrodniała,. Ta siła moralna, która przenika cały obszar dziejów na­rodu polskiego: poczucie prawa.

Zjawisko to jest łatwo zrozumiałe. Naród, któ­remu od wieków nie narzucano ustaw od góry, który sam był swoim ustawodawcą, musiał z samej natury rzeczy rozwinąć w sobie poczucie prawa wyżej, niż społeczeństwa, które p[oddane samowładnej woli jednostki nie brały udziału w tworzeniu prawnych form życia. Stąd charakterystyczny, że kanclerz państwa mógł u nas odmówić nawet samemu królowi położenia pieczęci pod aktem, gdy jego treść była nie­zgodna z duchem obowiązujących ustaw.

Uderzająco znamiennym jest w dziejach Polski brak epoki „prawa osobistej pomocy” (prawa pięści), tego wykwitu istotnej anarchii, gdy roz­strzyganie sporu na własną rękę przez gwałt fi­zyczny (w Niemczech po czteru wiekach ist­nienia wznowione jeszcze w czasie wojny 30 – to letniej uchodziło właściwie za legalną insty­tucję, gdy nie było rządu ani sądu, a samowolny wymiar sprawiedliwości był przywilejem przy­znanym każdemu silnemu. W Polsce podob­nych wynaturzeń prawnych nie było nigdy. U nas, gdy władza państwowa osłabła, to zjawiła się – jako daleki refleks prawa pięści – awan­turniczy „zajazd”, tj. samowolna egzekucja wy­roku, która, nie mówiąc już o zasadniczej róż­nicy prawnej, wyglądała wobec dzikiego „Fau- strechtu” jak igraszka dziecięca (wystarczy się­gnąć do na wpół humorystycznego opisu mic­kiewiczowskiego) i zresztą zdarza się rzadko a uważana jest zawsze za gwałt publiczny, nigdy za legalną instytucję. Już około połowy XVIII wieku zdarzają się takie przykłady surowości prawa, jak fakt, że potężny magnat litewski Wołłowicz za występne swe awantury, schwy­tany i postawiony przed sąd poniósł karę śmier­ci przez rozstrzelanie w Mińsku.

W całej prawie dziedzinie polskiego życia wi­dzimy refleks tych naczelnych zasad, na któ­rych wspierała się budowa państwa: kultu wol­ności – poszanowania indywidualizmu. Na są­downictwie polskim, podobnie jak na ustroju politycznym wycięły te dwie podstawowe ce­chy piętno niezwykle wczesnej dojrzałości.

Gdy z wyjątkiem Anglii we wszystkich monar­chiach europejskich panował, w procedurze proces śledczy inkwizycyjny, połączony z ba­daniem tajemnym opartym głownie na tortu­rach, na podstępnych pytaniach (captiose Fra- gen) i na pisemnych protokółach, to w postę­powaniu sądowym polskim, wobec jednej przynajmniej warstwy narodu, tj. szlachty, spo­tykamy wszędzie zachowanie zasady jawności, rozprawy ustnej, oskarżenia i obrony, te zna­komite zasady, które dopiero za wpływem wielkiej rewolucji francuskiej wprowadzone zostały w XIX wieku we wszystkich państwach europejskich, a przed rewolucja istniały tylko w Anglii i w Polsce. Wytwarzało to w ludności, korzystającej z tych urządzeń, poczucie prawne zgoła inne niż w krajach tkwiących w absolu- tyźmie. Wystarczy powołać się tu na niezmier­nie charakterystyczny rys, że skazany stawiał się zwykle sam, by „zasiąść wieżę”, skoroby zaś nie chciał zadość uczynić wyrokowi, stawał się banitą i każdy mógł zabić go bezkarnie, co od XVI wieku zdarzało się nie raz. Człowiek, uciekający przed karą wymierzoną przez sąd, uważany był w Polsce za tchórza.

Jak głęboko prawo ukorzeniało się w pojęcia narodu świadczy fakt, iż w XVIII wieku powoływano się w sądach polskich jeszcze na niektóre postanowienia statutu wiślickiego z XIV wieku. Słynne pieniactwo polskie z cza­sów upadku, tak zgubne jako zjawisko społecz­ne, dowodzi jednak pośrednio istnienia autory­tetu prawa. „Palestra” była po wszystkie czasy niwą uprawianą ze szczególnym zamiłowa­niem, stanowiła jedna z pasji narodowych – jak praca rolnicza i rzemiosło rycerskie – gdyż zawsze, nawet wśród rozgwaru namiętności, wśród obłędu i występków politycznych, cześć dla prawa tkwiła głęboko w umysłach Polaków. Byli oni zdolni „mieć fanatyczna głowę na punkcie prawa”, zauważył nienawidzący Pol­ski, a długo w Warszawie przebywaj ący amba­sador rosyjski Repnin w roku 1767.

Szczególnie mocno ugruntowane było nie tylko w umysłach ogółu szlacheckiego, ale w instynkcie całego narodu pojęcie własności. Istniało przysłowie, że łatwiej w Polsce stracić życie niż własność. O bezpieczeństwie publicz­nym, tym niezawodnym probierzu wartości państwa posiadamy z czasów największej wła­śnie „anarchii” polskiej cenne zeznania cudzo­ziemców.

Rulhière w „Histoire de l’anarchie de la Pologne” (Paryż 1807) pisze: „Niepodobne prawie do wiary, ze wśród takiej anarchii Pol­ska zdawała się szczęśliwą i spokojną; bezpie­czeństwo panowało w miastach, podróżny bez żadnej obawy mógł przebywać lasy najsamot­niejsze jak drogi najliczniej uczęszczane, nie słychać nigdzie rozmów o jakiejś zbrodni i nic lepiej nie popiera mniemania niektórych filozo­fów, że człowiek z natury jest dobry”. W roku 1779 podróżował po Polsce historyk angielski Wiliam Cox, profesor uniwersytetu w Cam­bridge, w towarzystwie lorda Herberta. Cox za­pisał spostrzeżenie, że w ciągu całej podroży przez kraje polskie nic mu nie zginęło, choć powóz zostawał zawsze na dworze bez dozoru, tymczasem w Rosji po każdym noclegu spo­strzegali jakąś kradzież, mimo iż w powozie sypiał służący. (Cox – „Travels into Poland, Russia and Denemark”). Niemiec Blester po­dróżując w 1791 roku zapewnia, że „w Polsce czy we dnie, czy w nocy jechać można bardzo bezpiecznie: kilkakroć sto tysięcy dukatów wiezie kabrioletem jeden człowiek. (Ksawery Liske – „Cudzoziemcy w Polsce”). Niechętny Polakom Schultz („Reise eines Lieflanders”), kiedy podróżował przez Polskę w latach 1788 – 1793, pisze o bezpieczeństwie publicznym w krajach Rzeczypospolitej: „Nie należy wierzyć temu co mówią o niepewności dróg. Ja sam od­byłem te drogę (przez Polskę) trzy razy, wiele moich przyjaciół również i nigdy nie pokazało się nic podejrzanego”. Dodajmy do tych wynu­rzeń świadectwo Tadeusza Korzona („We­wnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augu­sta”), który pisze: ”Co kwartał przewożona była z każdej prowincji skarbowej, a wiec z pozna­nia, z Krakowa, z kamieńca, kasa prowincjo­nalna do Warszawy, wynosząca czasem około miliona złotych, pod eskotrą jednego a rzadko dwóch strażników konnych. Można się zdu­miewać, ze te kasy dochodziły miejsca prze­znaczenia. Przejrzawszy wszystkie akta co­dziennych czynności Komisji Skarbowej, wie­my dokładnie, ze ani jeden transport w ciągu lat trzydziestu nie zginął, ze raz tylko była złupio- na kasa egzaktorowi w Latyczowie przez haj­damaków nad granicą turecką”.

Ponieważ – zauważa Korzon słusznie – bezpieczeństwo publiczne jest głównym i osta­tecznym celem wszelkiego systemu karnego, zaś cel ten był w Polsce osiągany z podziwu godnym powodzeniem, przeto i samemu syste­mowi przyznać należy niepospolite zalety, gó­rujące nad wszystkim i wadami”.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location